DUST DEVIL (reż. Richard Stanley)
#1
Przesiewa ludzkie pole w poszukiwaniu dusz. Potrafi wyczuć miasto, które niedługo umrze, oraz mężczyznę, gnijącego w ciele chłopca, z odległości tysiąca mil.

kolejny fascynujący film w dorobku Richarda Stanleya, autora wgniatającego w fotel Hardware (aka MARK 13). temu przepełnionemu zdegenerowaną magią, oniryzmem i surowym klimatem pustyni obrazowi najbliżej do Mrocznej Wieży Kinga. otwarcie Dust Devil do złudzenia przypomina prolog Kingowskiej sagi, w którym czytamy o Rewolwerowcu, przemierzającym spękaną ziemię w poszukiwaniu człowieka odzianego w czarny płaszcz. różnica polega na tym, że Roland - bohater Kinga - nie był demonem, mordującym kobiety.

pustynia Richarda Stanleya stanowi kwintesencję wszystkich pustyń. żadnych punktów orientacyjnych. wszędzie piach, rozedrgane od gorąca powietrze i unoszący się nad ziemią pył. miasta świecą pustkami. mieszkają w nich znękani mężczyźni, zniszczone przez czas kobiety, a po ulicach pałętają się wychudzone zwierzęta. wszystko ciąży ku śmierci. na tle tej scenerii pojawia się sylwetka kowboja w prochowcu, z plecakiem na ramieniu. przy pierwszym kontakcie fabuła wydaje się być wyzwaniem: zawiła, pogmatwana, z mnóstwem przemilczeń i niedopowiedzeń. oto jej zarys: facet uwodzi młode, samotne kobiety, zamieszkujące okoliczne farmy. zabija je w trakcie stosunku, a następnie ćwiartuje zwłoki, po czym rozsmarowuje krew ofiar po domu, tworząc jakieś chore arabeskowe rysunki. koniec końców farma staje w płomieniach. jedna z kobiet stawia opór i wymyka sie z rąk zabójcy. kowboj rusza w ślad za nią, a za kowbojem policjant z tragiczną przeszłością, nękany przez koszmary.

w filmie obecna jest przemoc w wydaniu hardkorowym, ale bez obaw - o szczegółach zbrodni dowiadujemy się z ust miejscowych patologów. Dust Devil jest obrazem zbyt dobrym, zbyt świadomym swojej mocy, by faszerować widownie "szokującymi" detalami. większość mordów rozgrywa się poza kadrem. "większość" nie znaczy jednak "wszystko". w jednej ze scen bohater skręca kobiecie kark. trzask pękających kręgów, towarzyszący tej czynności, dosłownie wywołuje gęsią skórkę. oglądając wspomniany fragment nie spodziewałem się, że sprawy nabiorą tak zaskakującego obrotu. byłem porażony sposobem filmowanie. na kilka sekund zastygłem w osłupieniu. otrząsnąwszy się z otępienia, przewinąłem film i obejrzałem rzecz raz jeszcze. potem znowu i znowu.

niezmiernie trudno zaszufladkować film pod względem gatunkowym. na poczatku mamy sporo westernu, zwłaszcza w momencie, gdy widzimy stację kolejową z blaszanym zadaszeniem i napisem: "Pray For Rain". z wagonu wyskakuje kowboj-morderca i staje w lekkim rozkroku obserwując drogę wiodącą do miasta. ujęcie jak z Leone. wiele tu także horroru. ta cała diabelska aura, malowidła na ścianach, rytualne obrzędy, no i wreszcie postać głównego bohatera. Facet panuje nad wiatrem, zaciskając pięści zmienia jego kierunek, potrafi sprowokować burzę piaskową, pustynia go słucha, wydmy poruszają się w rytm jego gestów. w filmie znajduje się jedno kapitalne ujęcie, demaskujące naturę bohatera - kowboj popija herbatę, stojąc na werandzie, a z głowy "wyrasta" mu diabelskie poroże. to trzeba zobaczyć w ruchu - w jak niesamowity i niewymuszony sposób, za pomocą trywialnej panoramy, doprowadził reżyser do powstania tych kadrów. co ciekawe, żaden z niego wybitny geniusz kina. podobnie jak Hooper Richard Stanley to ledwie solidny wyrobnik. gdzie mu tam do precyzji Camerona czy wizjonerstwa Scotta. lata świetlne.

autorem muzyki jest koleś od Hardware - Simon Boswell. niestety nie mogę - jak w przypadku tamtego filmu - zapodać linka do ost, ale uwierzcie mi - muza wymiata.

[Obrazek: demonxy0.jpg] [Obrazek: rekacc3.jpg]

[Obrazek: kobietakm2.jpg] [Obrazek: poroetb4.jpg]

[Obrazek: butyrc5.jpg] [Obrazek: 49023419bj4.jpg]

Odpowiedz
#2
Hmm. Nie chcę Ci psuć klimatu, i choć zaintrygowany twoim avatarem szybko film obejrzałem (wczoraj), to muszę powiedzieć że film bardzo mnie wynudził. Jakiś pseudo-chłap, nie ma dopowiedzeń bo nie ma co dopowiadać. Na mnie wymienione sceny nie zrobiły większego wrażenia, muzyka też mi się nie podobała. Brutalności jest troszkę, choć wiadomo - było tak w co drugim filmie w latach 80-90. W każdym razie podsumowując rozczarowałem się :) Na plus filmu mogę jedynie uznać falujący na wietrze płaszcz Dust Devil-a, that's it :)

Odpowiedz
#3
na filmwebie czytałem podobne opinie, tak wiec spokojna głowa - nie popsujesz mi klimatu :)

Odpowiedz
#4
w ramach uzupełnienia: to nie jest kolejny industrialno-postapokaliptyczny film, jakich wiele. akcja dzieje się w Afryce na terenach łowieckich (Richard Stanley urodził się w Afryce Południowej). z wypowiedzi miejscowego szeryfa wnioskuje, ze obszary te leża odłogiem, nie stanowią niczyjej własności. to takie Kingowskie Ziemie Jałowe. na obrzeżach toczy się wojna. możemy zaobserwować buchające w niebo snopy ognia, z oddali dobiegają salwy karabinowe. generalnie film jest naprawdę zjawiskowy, nie ma szans, by przypadł do gustu masowej widowni. ja uwielbiam taką stylistykę, uwielbiam również (a nade wszystko doceniam) estetyczny minimalizm, stąd tez mój zachwyt.

EDIT

w filmie jest nawał kapitalnych scen. siedzą sobie przy stole kowboj i dziewczyna. w tle budynek motelu ozdobiony girlandą kolorowych światełek. popijają, śmieją sie, gadka-szmatka. nagle na horyzoncie bucha w niebo pióropusz ognia. laska wzdryga się i wstaje. spogląda z przerażeniem w kierunku ognistej poświaty. kowboj podchodzi do niej, gładzi po włosach. dziewczyna odwraca się do niego twarzą, on zaprasza ją do tańca. kiedy tak sobie tańczą, stojąca na stole butelka porusza się samoistnie, wydając złowieszczy odgłos, jakby ktoś w nią dmuchał. potem następuje kolejna eksplozja. kobieta znowu sie wzdryga, mężczyzna przyciska ją do siebie. genialne.

Odpowiedz
#5
http://www.filmcritic.com/misc/emporium.nsf/reviews/Dust-Devil

When Richard Stanley appeared in 1990 with his first film, the cyberpunk splatter flick Hardware, the buzz was hot. While Hardware was surprisingly successful, it wasn't a great film. But it did have a unique style and color that suggested Stanley was only to move onto bigger and better projects. The fall was almost guaranteed.

What happened to Stanley's career (and in particular the sorry fate of his existential sophomore effort, Dust Devil) is a story of almost diabolical circumstance and cold corporate brutality. For a filmmaker like Stanley, starting his career with a genre picture was a fatal misstep but one that couldn't be avoided. Hardware set him up. When U.S. distributors Miramax saw that Stanley had delivered a follow up that was an art film more akin to the work of Alain Resnais than Tobe Hooper, they flipped. Cut from 120 minutes to a trifling 86 minutes, Dust Devil was butchered into incoherence. The British company funding the film went bust and everything went to hell. The cut version (or versions) of Dust Devil were dumped unceremoniously onto a paltry number of screens and quickly relegated to the video graveyard. Richard Stanley limped on, buoyed by a cult fan base, only to see his dream project descend into the creative nightmare that was 1996's The Island of Doctor Moreau.

wiecie, co mnie wkurza? taki Bay przychodzi do producentów i mówi, że chce 300 baniek na papkę dla bezmózgowia i od razu dostaje, podczas gdy taki koleś jak Stanley nie może uciułać 10 milionów na Ground Zero - nieoficjalna kontynuacje Hardware. kurek z forsa zakręcili mu w roku 1996, kiedy został wyrzucony z planu Doktora Moreau. obecnie coś tam kręci, ale szczerze wątpię, by to coś ukazało się nawet na dvd.

ps: rzućcie ino okiem na kadr z ciężarówkami na tle pomarańczowego nieba. tak widziałbym prolog do TFów: kawalkada brudnych, ciężkich maszyn mknie międzystanową w palącym słońcu prerii. do tego jakaś klimatowa, wypasiona muza (najlepiej Front Line Assembly) i jedziemy z koksem :)

Odpowiedz
#6
Pooglądałem właśnie, całkiem niezły. Lubię takie klimaty, pustynia, zadupie, piach, tajemnicza postać znikąd o niewiadomych zamiarach. Rozwiązanie historii również mi się podobało. Przewidywałem 2 opcje na zakończenie: 1) Dust Devil wyrzyna wszystkich i odchodzi w stronę zachodzącego słońca lub 2) Czarny glina albo laska wyrzynają Dust Devila i wszyscy żyją długo i szczęśliwie. Zakończenie jakie wybrał reżyser podobało mi się bardziej niż opcja 1) której sobie życzyłem.

Dwa motywy z filmu kojarzą mi się pewnym filmem s-f:
-Jakiś koleś mówi do Dust Devila: Things I've seen. The things I've seen you won't believe.
-zbiżenia na sowę:)

Cytat:kurek z forsa zakręcili mu w roku 1996, kiedy został wyrzucony z planu Doktora Moreau
A czemu został wyrzucony?

Odpowiedz
#7
Bo Jaśnie Pan Kilmer tego zażądał.
Paranoja.

Odpowiedz
#8
Z tego co wyczytałem to John Frankenheimer który go zastąpił również nie mógł się dogadać ze studiem i obsadą.

Odpowiedz
#9
W ramach uzupelnienia, jako ciekawostke dodam, ze Stanley jest dobrym kumplem Carla Mc Coya - spiritus movens jednej z najgenialniejszych kapel w historii muzyki rozrywkowej - postapokaliptycznych kowbojow z Fields of The Nephilim. Wspomniana zazylosc przeklada sie na wspolprace obu panow - McCoy zagral tajemniczego zamaskowanego nomada, ktory przyniosl tytulowego MARK'a 13 do skupu zlomu:



z kolei Stanley poswiecil swoj czas i talent zeby wyrezyserowac klipy FOTN :

Preacher man:



Blue Water:



[Obrazek: fields3.jpg]


na koniec dodam, ze dla mnie w zasadzie filmy stanleya moglyby byc o dupie marynie bo juz sam postnuklearno cybernetyczno industrialny klimat daje mi nieopisana i niewyslowiona satysfakcje.
make war. love is overrated

Odpowiedz
#10
potrzebuje namiary na ost do Dust Devil. jakby co piszcie na priva albo zapodajcie link w temacie.

EDIT

MAM!!! kumpel zadziałał błyskawicznie i oto jest:

http://www.everythingisundercontrol.org/bb/viewtopic.php?t=110

wysłuchajcie pierwszy kawałek - normalnie total

Odpowiedz
#11
Total total. Czy Twój genialny kumpel ma namiar na OST z Death Machine? :D

Odpowiedz
#12
skusiłem sie na dust devila ale poszukuję napisów do final cut, a jako że ostatnio w temacie mamy koncert życzeń więc może ma ktoś te napisy i może się podzielić? :)

Odpowiedz
#13
Proszę bardzo:

http://www.sendspace.pl/file/02aJL5gV/ - do wersji ważącej wiecej;

http://www.sendspace.pl/file/cd8BHMRA/ - do wersji ważącej mniej ;-)

A sam film wiadomo świetny, tym bardziej wersja Final Cut - klimat i muzyka niszczą w szczególności :-)
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
#14
Dzięki, obleciałem parę stron z napisami i nie było, znalazłem tylko do zwykłej wersji. Jeśli któremuś modowi przeszkadzają te posty to niech usunie. Jeszcze raz dziękuję.

Odpowiedz
#15
duzo za duzo czasu zajelo mi zanim zabralem sie za ten tytul mimo, ze juz od dawna Stanley mial swoj oltarzyk w mojej prywatnej swiatyni filmu a zgloski ktorymi Hardware zapisal sie w pamieci zdazyly potrojnie pokryc sie patyna. Ale co sie odwlecze niekoniecznie przepada w zakamarkach niepamieci.
Dust Devil jest niczym deliryczny sen. Kipiaca mistycznym napieciem halucynacja zrodzona w piecu Namibijskiej pustyni. To ucieczka przed demonem i jednoczesna pogon za nim. To symfonia czerwonego slonca opisana nutami rozgrzanego piachu epicko zagrana na strunach skrajnych emocji. Od kilku tygodni nie ma dnia, zebym bardziej badz mniej swiadomie nie wracal do atmosfery filmu Stanleya. Poszczegolne kadry i cale sceny przelatuja mi w pamieci badz staja sztywno przed oczami katalizujac euforyczne podniecenie. Jeszcze nie potrafie opisywac tego filmu inaczej niz egzaltowanymi emocjami. Niczego tak nie pragne jak obejrzec go ponownie, ale odsuwam ta chwile w czasie bojac sie, ze caly ten poseansowy mistycyzm prysnie a jego miejsce zajmie racjonalne podejscie rutyniarza. stomiliardow na dziesiec.
make war. love is overrated

Odpowiedz
#16
Stanley miał to coś, czego nie miało wielu reżyserów - oszczędną formą potrafił nadać swoim filmom klimat. Dust Devil jest tego właśnie przykładem. Rozległe pustkowia, kompletnie zapomniane zadupie, senne mieszczaństwo, a przed wszystkim otoczka magii i fantastyki. Cięzko równiez zaklasyfikowac, w jakich czasach rozgrywa się akcja. Bo mamy niby profesjonalnego coronera, mocarne ciężarówki, w miarę aktualną broń. Z drugiej strony pojazdy na stanie kobiet to złomy, wyposażenie domów woła o pomstę do nieba. Główny badguy to kozak. Scena z wysiadaniem z pociągu jest kwintesencją tego dzieła. Również zaskoczony byłem zakończeniem historii (zwróccie uwage na pracę kamery w opuszczonym domu, w momencie gdy przechodzi obok lustra - majstersztyk). I do tego zajebisty, hipnotyzujący głos z offu oraz muzyka, mieszająca gatunek westernowy z horrorem.

9/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
#17
Taka ciekawostka, klip z "Dust Devila" z podkładem muzycznym znakomitego niemieckiego projektu Bohren und der Club of Gore.


Odpowiedz
#18
Może ktoś napisać / wskazać stronę na której napisano, czym różni się Final Cut od normalnej wersji? I ile trwa Final Cut, a ile kinówka? Bo mam coś, co trwa 100 minut - kinówka niby trwała 86, ale FC, jak ktoś wspomniał, 120? To co ja oglądam?

Odpowiedz
#19
Już dawno to widziałem. Sięgłem po obejrzeniu znakomitego "Hardware" gdy nabrałem ochoty na kolejny film Stanleya. Co mi zostało w pamięci? Pustynny klimat czyli to w czym reżyser zdaje się lubować oraz koleś w płaszczu. Film był niezły lecz to nie ta klasa co Mark 13.
L.A. Confidential - 8/10
He liu - 7/10
The Insider - 8/10
Dredd - 6/10
Total Recall ( 2012 ) - 5/10
G.I. Joe: The Rise of Cobra - 5/10


Odpowiedz
#20
Boski film, mimo, że nazwa diabelska;) Jako eye-candy to ten film wygrywa dla mnie z każdym filmem powstającym od...bo ja wiem? 1995?. Długie płaszcze, szarpane wiatrem wydmy, umierające miasta, palące słońce - jakbym umarł i wstąpił do celuloidowego raju.
Nie jest jednak DD idealny - wątek policjanta momentami wlecze się niemiłosiernie.
A poza tym czysty miód. Gra aktorska pana diabła to mała perełka, a i Chelsea Field nie odstaje za bardzo.
Kult, jakim cieszy się dzieło Stanleya jest w stu procentach zasłużony, a postawić go można śmiało na półce razem z Drabiną Jakubową, Harrym Angelem, Hellraiserem i Razorbackiem. Film dla którego można zabić. Rzekłem.

EDIT Smutno coś ten post wygląda, wstawię trochę ociekających klimatem zdjęć:
[Obrazek: user-6187640_1171498998.jpg]
[Obrazek: dd04.jpg]
[Obrazek: le-souffle-du-demon-2.jpg]
[Obrazek: i442738.jpg]


PS. Rzuciłem okiem na ostatni plebiscyt. Dust Davila nie ma ani w pierwszej setce, ani w suplemencie. What a fucking shame.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  HARDWARE (reż. Richard Stanley) Mental 88 25,867 15-03-2025, 13:26
Ostatni post: slepy51
  Dust (2001), reż. Milcho Manchevski Paszczak 7 2,403 30-01-2022, 20:28
Ostatni post: Norton
  The Devil All the Time (2020) reż. Antonio Campos nawrocki 44 8,658 20-09-2020, 22:29
Ostatni post: Dr Strangelove
  About Time (pol. Czas na miłość) - reż. Richard Curtis Persona non grata 33 9,300 31-01-2017, 00:23
Ostatni post: Krismeister
  I Saw the Devil - Ji-woon Kim - 2010 slepy51 8 4,682 10-06-2016, 07:18
Ostatni post: military
  Devil's Double Snappik 1 1,898 25-01-2012, 13:38
Ostatni post: Mierzwiak
  The Assassination of Richard Nixon (reż. Niels Mueller) KrzychuS 1 1,462 20-01-2009, 04:41
Ostatni post: KrzychuS



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości