Damages [FX]
#61
Czy my ten sam odcinek ogladalismy? Jak dla mnie byl on maksymalnie dretwy i nudnawy. O intrydze poki co ciezko cokolwiek powiedziec, podobnie jak o nowym przeciwniku Patty, ktory poki co jest mocno nijaki.

Odpowiedz
#62
Info dla ludzi, którzy żyją nie tylko Lostem: drugi odcinek trzeciego sezonu dalej utrzymuje bardzo wysoki poziom, tyle, że już bez żadnych szalonych twistów w końcówce. Jest dobrze, oby się ta tendencja utrzymała.
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
#63
Ale po co te ciągłe odwołania do Losta? Oglądaj sobie Damages i pozwól innym się cieszyć w spokoju z finałowego sezonu Zagubionych :)

Odpowiedz
#64
Oj żartuję, żartuję :-) Losta przecież też oglądam.
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
#65
Jestem po trzecim odcinku (swoja droga bodajze pierwszym serii bez zadnych futurospekcji) i powiem tylko tyle, ze jest tak mdlo i dennie, iz zrobie sobie przerwe od trzeciego sezonu. Wroce, jezeli ktos mnie w przyszlosci przekona, ze serial jednak sie rozkrecil i warto. Poki co roznica w stosunku do drugiego sezonu, ktory trzymal w napieciu od pierwszej do ostatniej chwili, jest kolosalna.

Odpowiedz
#66
Obejrzałem sobie najnowszy (piąty) odcinek i, naszła mnie nagle jedna myśl: panowie scenarzyści , jak na razie, kompletnie nie mają pomysłu na postać Ellen w tym sezonie. Dziewczyna przez te kilka epizodów nie robi kompletnie NIC i nie ma absolutnie żadnego wpływu na przebieg fabuły, a dodatkowo wciśnięto jej chyba najbardziej słaby wątek "prywatny" w całym serialu. Sadząc po futurospekcjach, jakąś tam rolę w końcu odegra, ale jak na razie praktycznie wszystkie jej sceny można by wyciąć bez żadnej szkody dla całości. Coraz mniej mi się to podoba.
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
#67
Drugi sezon był już wyraźnie gorszy od pierwszego, więc się nie dziwię. Ja też już sobie dałem spokój nawet bez sprawdzania ;)

Odpowiedz
#68
A Damages się ciągnie i ciągnie. I co z tego, że fabuła jako taka mniej przekombinowana od sezonu drugiego i pozbawiona niemal zapychaczy charakterystycznych dla sezonu pierwszego, skoro takie elementy jak suspens czy budowanie napięcia są nieobecne? Po solidnym trzepnięciu pod koniec ep 1 spodziewałem się, jak to Mental, napisał, powrotu do korzeni, w domyśle - syndromu "k..., co będzie dalej". A tu nici. Postaci również do kitu - Tobin miał potencjał na mniej wkurzającą wersję Purcella, skończył jako nudziarz i pierdoła. Winstone z prawnika - rzeźnika zmienił się w cieniasa, którym Patty manipuluje, jak chce. No ludzie. Oglądam dalej z rozpędu, ale kompletnie pierwotny entuzjazm straciłem.
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
#69
a ja już nie oglądam 3 sezonu. nie mam siły na te bzdety. niniejszym oświadczam, że tzw. Układy zanotowały najbardziej spektakularny serialowy zjazd po równi pochyłej i upadek na ryj w historii mojego obcowania z serialami.

Odpowiedz
#70
Heh, a po pierwszym odcinku byliscie podjarani jak cap z trzema palantami. ;)

Odpowiedz
#71
Ani słowa więcej :-)
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
#72
Widział ktoś finał trzeciego sezonu? Jeśli tak, mógłby go pokrótce opisać? Ja po wejściu Frobishera w ósmym epizodzie dałem sobie spokój z tym serialem...
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
#73
Co Cię tak zniechęciło? Pamiętam, że początkowo dość entuzjastycznie do serii podchodziłeś...
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
#74
Właśnie skończyłem pierwszy sezon i powiem tyle: nie przypominam sobie lepszego serialu w klimatach prawniczych. Świetna intryga.

Pytanie. Warto się brać za drugi sezon?

Odpowiedz
#75
warto, aczkolwiek jest gorszy niż pierwszy.

Odpowiedz
#76
W sumie tak, chociaż niszczyć ten sezon zaczyna dopiero w drugiej połowie. Z sezonem trzecim daj sobie spokój.
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
#77
Po rocznej przerwie skończyłem sezon trzeci. Nigdy nie sądziłem że to napiszę, ale rozważając wszystkie "za i przeciw" - moim zdaniem jest jeszcze lepszy niż pierwszy, przynajmniej w kwestii psychologizowania i przedstawienia relacji między postaciami. Na największy problem tego sezonu urasta liczba odcinków - fabuły jest gdzieś na 5 - 6, musieli to rozciągnąć na 13, więc do 9 odcinka jest jedna wielka dłużyzna i od cholery wątków wziętych z (_!_) robiących jedynie za scenariuszową watę. W s01 też takie coś było, ale tam w napięciu utrzymywały futurospekcje, tutaj niby też są, ale bez specjalnego pomysłu na ich wykorzystanie. Za to od dziewiątego odcinka zaczyna się prawdziwa jakość - nie ukrywam, że głównie za sprawą REWELACYJNYCH ról Campbella Scotta i Martina Shorta. W ogóle ten cały wątek młodszego Tobina zrobił na mnie piorunujące wrażenie - rewelacyjne studium przechodzenia na "ciemną stronę". Z podobną scenariuszową klasą w przypadku takiego motywu spotkałem się chyba jedynie w przypadku Godfatherów.
Także Jakuzziego raczej nie przekonam, ale do Mentala apeluję -daj drugą szansę temu sezonowi. Powinieneś być usatysfakcjonowany poziomem finałowych epizodów.
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
#78
Nie wiem czy ktoś jeszcze pamięta o tym serialu, ale póki co 4 sezon jest genialne prowadzony i wstyd mi się przyznać zważając na jakość sezonu 1, mój ulubiony.

Odpowiedz
#79
No nie wiem. Jak dla mnie jest jeszcze nudniej i nijako niż w sezonie trzecim. te serial już nawet nie kryje się z tym, że zjada własny ogon... Ale liczę, że podobnie jak w przypadku sezonu 3 końcówka będzie satysfakcjonująca.
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
#80
Możliwe spoilery.

Po takich superlatywach na początku tego wątku zabralem i ja się do oglądania tego serialu. Jestem właśnie po pierwszym sezonie i już wiem, że drugiego na pewno nie obejrzę. Nie zrozumnie mnie źle, to dobry serial, ale właśnie tylko dobry. Założyciel tematu wspominał, że to świetny thriller, że napięcie, że strach itd. Szczerze mówiąc uświadczyłem tutaj tylko i wyłącznie skąpych elementów thrillera, o napięciu i strachu raczej nie ma mowy w moim przypadku. Dla mnie to dramat obyczajowy :)

Opisywana pierwsza scena z Ellen wygląda w moim przekonaniu tak, że lepiej się o niej czyta niż się ją ogląda. Serial ma generalnie trochę dłużyzn i parę innych rzeczy, które mi nie pasują. Do pewnego momentu jest nieprzewidywalny, nie do końca niestety. Dla mnie była pewna jedna rzecz od samego początku - Frobisher na końcu sezonu albo popełni samobójstwo albo ktoś go usunie. Przy takiej sprawie i takich pieniądzach to był pewniak. Ale Ray Fiske załatwił się sam, więc została opcja numer dwa. Kolejna prosta sprawa do przewidzenia to to, że tylko i wyłącznie Patty mogła nasłać killera na Ellen. Po oględzinach mieszkania, gdy zniknęło ciało, wstawiona została szyba i zatarte inne ślady, wiadomo było, że ludzie Frobishera nie mogli tego zrobić, nie w taki sposób. A więc zostało tylko jedno wyjście. Skoro tak, to znaczy, że fabuła wkrótce oprze się w dużej mierze o ten wątek, i tak też się stało na końcu.

Cóż, intryga jest całkiem niezła, ale nie wyborna, co to to nie. Największym problemem jest to, że same postacie niezbyt mnie pociągają swoim charakterem, zwłaszcza Ellen. Najciekawszą postacią był dla mnie adwokat Frobishera. Oczywiście kreacje są na wysokim poziomie, ale to nic nie zmieni gdy parę innych elementów szwankuje. Po finale sezonu mam kompletnie gdzieś co się dalej będzie działo z głównymi postaciami. A skoro tak jest, to znaczy, że coś tu jednak nie wypaliło i nie jest to serial dla mnie.

Nie dołączam zatem do superpochwał, tylko 7/10.
Listen to them. Children of the night. What music they make.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości