^^
Liczba postów: 5,286
Liczba wątków: 73
Właściwie będe powtarzał się po innych, ale to nie moja wina , że każdy ma takie samo zdanie :wink: Dla mnie to bardzo dobre połączenie dramatu z filmem akcji. Fabuła nie jest jak w innych filmach tylko pretekstem żeby dowalić setkom przeciwników. Fabuła bardzo dobra, sceny walki szybkie, brutalne i świetnie nakręcone. Jet Li wypada bardzo przekonująco w roli tresowanego człopwieka, szkoda, że ta końcówka taka trochę bez pomysłu.
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2
29-07-2005, 10:03
Zrobili końcówkę troche taką kluchowatą no bo trzeba było to jakoś zakończyć bo ja np. uważam że sequel nie ma prawa powstać.
29-07-2005, 16:46
Nowy
Liczba postów: 2,376
Liczba wątków: 12
Ja jako że z reguły jestem na czasie, to obejrzałem "Dannego" dopiero teraz. I zapowiadało się nieźle. Plusem filmu są ciekawe, dynamiczne, ale też miejscami bardzo surowe zdjęcia. Wielkim plusem jest także Hoskins, który (jak ktoś już wcześniej napisał) miota się, wrzeszczy i ogólnie jest bardzo wyrazisty. Ale jak dla mnie plusów jest to koniec. Sceny walk przypominają mi gre komputerową, miejscami brakuje im realizmu, a sporo w nich efekciarstwa - ja już jestem tym zmęczony. Fabuła, od biedy mogłaby być, gdyby nie to, że jest przewidywalna jak diabli, schematyczna i gdzieniegdzie niepotrzebnie ckliwa, a w końcówce wręcz żenująca. Freeman jest mało wiarygodny - podczas oglądania zapomina się o tej jego udawanej ślepocie. Temu panu chyba przydałby się jakiś odpoczynek, albo zmiana wizerunku, bo każda jego rola wydaje mi się taka sama. Z kolei Jetowi do dobrego aktora jeszcze trochę brakuje, nadal jest dość drewniany, mimo widocznych chęci z jego strony. Parę smutnych i zafrasowanych minek, z rozszerzonymi oczkami niczym kociak ze "Shreka 2", to dla mnie zbyt mało aby się zachwycić. Poza tym sama postać Dannego mnie nie przekonuje. Uważam, że jest naciągana, obserwujemy zbyt skrajne przemiany, zbyt szybkie oswajanie się bohatera i zbyt duże i w zbyt szybkim tempie robione przez niego postępy. Ogólnie rozczarowałem się mocno.
Wybaczcie kiepski styl tej wypowiedzi, ale późno już... ;)
21-08-2005, 02:26
Użytkownik
Liczba postów: 136
Liczba wątków: 0
romeck romeck, trza było krzyczeć od miesiąca mam to na DVD :D
21-08-2005, 10:27
Nowy
Liczba postów: 9
Liczba wątków: 0
Jet-Li nigdy nie był dobrym aktorem, najbardziej mi podszedł w serii "Once Upon a Time in China", ale między jego aktorstwem w "Once..." a "Danny the Dog" jest ogromna różnica. To chyba jego pierwsza rola, o której z czystym sumieniem mogę powiedzieć że jest bardzo dobra. Mimo to najbardziej w tym filmie powalił mnie Bob Hoskins. Ten to dopiero zagrał!
Blade: wygibasy raczej bankowo przynajmniej trochę sobie jeszcze porządzą. Ludzie poszukują efektowności w scenach walki, jakby zaczęli kręcić realistyczne walki, to w tych gdzie jest duża różnica w poziomie umiejętności fajterów cały spektakl dałoby się zamknąć w 5 sekundach, a w tych w których poziom jest bardzo wyrównany dużo by było "wyczuwania się" nawzajem - mało widowiskowe dla ludzi nie w temacie. Potrzebaby niezłego talentu prowadzącego kamery, żeby zrobić widowisko zrozumiałe i atrakcyjne dla przeciętnego amerykańskiego zjadacza hamburgerów. Nie chcę przez to powiedzieć, że realna walka jest mniej atrakcyjna niż "wykosmiczniona", wręcz przeciwnie, ale ludzie najwyraźniej wolą oglądać fantazyjnie podpakowanych he-manów siejących apokalipsę w promieniu 100 metrów bez względu na liczbę wrogów i ich gatunek, przyjmujących atomową demolkę na klatę z beztroskim uśmieszkiem. A z tą zmianą preferencji na realne walki po oglądnięciu Ong Baka to chyba nie chcesz przez to powiedzieć, że tam walki są jakkolwiek realne? :D
Tak jak wielu Was tutaj z tego co czytam, ja również rozczarowałem się końcówką. Pomimo że ani nie jestem zwolennikiem scen bardziej przepełnionych wrażliwością i spokojem, ani super szybkich pościgów i kopanin, dużo lepiej oglądało mi się ten film gdy Hoskins dawał czadu. Tak samo jak Romeck, mam pretensje do Freemana. Jak chce jeszcze pograć, to powinien popracować nad przełamaniem schematu w który popadł, bo tą postać, którą gra w "Danny the Dog" już w niejednym filmie zagrał. Prawie kropka w kropkę, po co się wysilać? A może jednak...
"...and windows are where the doors should be... and doors are where the windows should be!"
09-09-2005, 12:29
Stały bywalec
Liczba postów: 1,783
Liczba wątków: 0
"Danny the Dog" nie broni się jako całość absolutnie, ale jest kilka plusów, dokładnie dwa:
- muzyka Massive Attack (nawiasem mówiąc, to w moim przekonaniu najlepsze, co dotąd stworzyli)
- rola Hoskinsa - bardzo rzetelna w przeciwieństwie do Freemana, który ostatnio uratował się kapitalną rolą u Hallstroma. A już nabrałem obaw, że "wstawił się w gorset".
..i to wszystko.
Kiedy rozum śpi, budzą się eksperci.
21-10-2007, 15:12
Stały bywalec
Liczba postów: 1,092
Liczba wątków: 7
Nie będę odkrywczy i też napiszę, że Hoskins po prostu wgniata w fotel. Jest tak wiarygodny i wyrazisty, że ciężko sobie wyobrazić innego madafaki w tej roli (chyba że Danny'ego Devito ;)).
Sceny walki bardzo dobre. Ja dzielę ten film na momenty przed naparzanką i po niej. Jest szybko, brutalnie, czasami prymitywnie (gryzienie, ciągnięcie za włosy itd.). A najważniejsze, że nie jest krótko.
Muza owszem, dobrze komponuje się z filmem, ale bez orgazmów. Jest jak najbardziej poprawnie, i tyle.
Nawet nie wspomnę o tym, że końcówka jest rzygo-pędna, bo to już napisano wcześniej ;).
Ogółem film jak najbardziej do obejrzenia, chociaż mam wrażenie, że z historii dałoby się wycisnąć więcej.
I do not believe in the creed professed by the Jewish Church, by the Roman Church, by the Greek Church, by the Turkish Church, by the Protestant Church, nor by any church that I know of. My own mind is my own church
18-11-2007, 15:17
|