Legions of the Fog
Liczba postów: 2,290
Liczba wątków: 25
oba filmy nie mają wątku, tematyka taka sama, rok produkcji też, więc zakładam, bo mnie naszło:
Dante's Peak (1997, reż Roger Donaldson)
Filmy katastroficzne mają zazwyczaj jeden schemat: coś złego dzieje się w naturze, grupa bohaterów ucieka, mają problemy, potem jeszcze większe problemy, na koniec wszyscy się ratują. Gdzieś pojawia się romans albo jego powiew, aby związać chemię pomiędzy bohaterami a widzem i nadać cięższego tonu historii. Proste? Proste. Emmerich postanowił podwoić wszystko do kwadratu: jest więcej wybuchów, katastrofy (wszystkie żywioły), coraz więcej problemów, a do tego dodał komedię, i tak powstało 2012 jego film to taka niemalże parodia Dante's Peak. W 1997 roku powstały dwa filmy katastroficzne o tym samym temacie - zabójcą jest natura w postaci wulkanu.
Dante's Peak jest filmem poważnym - postępowanie postaci jest uzasadnione, a głupoty robią w pierwszej kolejności dzieci (co jest motorem całej dramaturgii - więc jest to uzasadnione bez rozbuchania scenariusza do ram kretynizmów), i choć pasmo nieszczęść spotyka grupkę uciekającą przed żywiołem, nie mogłem odmówić tym scenom autentyzmu, który przywołał jedną myśl "mają przej****e", co tylko ugruntowało mnie w przekonaniu, że mam do czynienia z kinem poważnym. Dla mnie film katastroficzny powinien być poważny. Co prawda zakończenie burzy nieco spójność logiczną i z politowaniem patrzyłem na Brosnana hasającego z uśmiechem po 2 dniach uwięzienia, nie mniej całość jest bardzo dobra, spełnia obraz rolę, jaką mu powierzono.
Moją uwagę przykuły efekty praktyczne i CGI (w wielu miejscach doskonale połączone - oglądałem w HD, miałem problem z odgadnięciem, gdzie użyto jakich); efekty wybuchu wulkanu, pyłu w ilościach nie drwiących z natury, lawy, topienia wszystkiego, co na drodze płonącego potoku staje, nie powinny obrazić kogoś, kto obcuje z kanałem NG. Trzy sceny są wybitne: przygniecenie Brosnana w samochodzie, budynek uderzający w most, po którym poruszają się Humvee, wtargnięcie lawy do drewnianej chaty.
Tradycyjnie w takim filmie jest romans - wątek słabo wyeksponowany, co plusuje - jest wspomniana chemia, kobieca postać dla żeńskiej publiki (żeby bohater był bardziej bohaterski, a nie tylko uciekającym szczurem) i jest grupa geeków od wulkanów. I tutaj jest też bardzo przyjemnie - żarty są tematyczne (ale stonowane), dialogi spoko, zachowanie sensowne.
Film kosztował astronomiczną kwotę jak na obraz powstały 18 lat temu, bo aż 120M USD
7,5/10
Vulcano (1997, reż. Mick )
Kręcony niemalże w tym samym czasie Volcano z Tommy Lee Jonesem był tańszy o zaledwie 30M USD i odstaje nie tylko jakościowo, ale także w kategorii dramaturgii. Jest ona, że tak to ujmę, stonowana przez idiotyczne postępowanie głównych bohaterów. Postać Roarka jest w porządku lecz przeciwwagę (w filmie katastroficznym, serio?) stanowi Amy Barnes grana przez Anne Hatche. Jej zachowanie jest uzasadnione tylko na poziomie scenariusza, bo logiki tam nie uświadczyłem, ale przetrawiłbym to, gdyby śmierć pobocznych postaci, miała wpływ na zachowanie tych głównych, a tak nie jest - i tak śmierć koleżanki w kanałach w ogóle nie robi wrażenia na Amy, poza krótkim płaczem, który skwitowałem śmiechem (a dokładnie wepchanie babki w wyziewy przez scenarzystów).
Na płaszczyźnie scenariuszowej praktycznie każde tragiczne wydarzenie ma jakąś łagodną ripostę albo postępowanie aktorów niwelujące uzyskany wcześniej efekt. Niestety, drugą bolączką są efekty - gdyby Vulcano było jedynym pretendentem do oceny w tym konkretnym roku, uznałbym te wszystkie marne wybuchy za "ujdą, od biedy", bo poza sceną okiełznania lawy w betonowych korytach, nie ma w tym filmie nic wartego uwagi: tak pod względem skali zniszczenia jak i efektowności. Jednak Dante's Peak miażdży konkurencję jak lawa wylewająca się na miasteczko - bez litości.
O efektach jeszcze - film w większości czasu wydaje się sztuczny, źle skadrowany i oświetlony (vide scena podczas ataku gejzerów, razi teatralnością), a mimo to kosztował zawrotną sumę. W DP tamę, która ma czas ekranowy mniejszy niż minutę, budowano ponad 4 miesiące, wiele z modeli domów zostało wykonanych w skali 1:1. Tutaj zauważyłem ciekawostkę: ktoś, kto tworzył scenariusz do DP zdawał sobie sprawę z możliwości komputera i efektów praktycznych: wiedział, co chce osiągnąć, jak to osiągnąć i jaki ma być efekt końcowy dla widza. Przecież o niebo łatwiej jest stworzyć małe miasteczko i zalać/zasypać je tonami popiołu z gazet, niż próbować odtworzyć wielką katastrofę w mieście wielkości LA. Jestem ciekaw, czy przypadkiem nie naszły zmiany w scenariuszu Volcano, kiedy wytwórnia dowiedziała się że konkurencja robi film w tej samej tematyce - jeśli tak, wówczas słaby, a nawet bardzo słaby scenariusz Volcano uznałbym za wymuszony przez czynniki zewnętrzne, a nie spartaczony , bo komuś zabrakło ręki.
4/10
Zestawiając dwa filmy doszedłem do wniosku, że wspomniany na początku Emmerich wziął z nich wszystkie elementy i najpierw nakręcił Pojutrze a następnie przeskoczył wszystko, mnożąc każdy element razy dwa, i tak powstało potworne, paskudne, straszne 2012.
loading podpis...
21-08-2015, 23:57
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-08-2015, 23:59 przez Martinipl.)
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,347
Liczba wątków: 29
"Wulkan". Tam się więcej dzieje.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
22-08-2015, 02:09
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
Let them fight :)
Górę Dantego muszę sobie odświeżyć, ale pamiętam że to bardzo klasyczne, oparte na typowych kliszach kino katastroficzne, przy czym niesamowicie rzetelne, szanujące widza i - co najważniejsze - emocjonujące, wykorzystujące wspomniane klisze na swoją korzyść i wyciskające ze schematu ile się da. Martini słusznie wspomina stronę techniczną, bo to kapitalna robota; swoją drogą pamiętam, że w programach o efektach typu "Magia kina" itp poświęcano mu mnóstwo czasu, zwłaszcza imponującym makietom jakie zbudowano na potrzeby filmu.
Ostatni dobry film katastroficzny naszych czasów?
Wulkan to z kolei paździerz, który szkoda mi nawet komentować, "najlepszym" podsumowaniem filmu jest pojawiający się znikąd w końcówce komentarz na temat równości wszystkich ludzi :)
22-08-2015, 07:08
Stały bywalec
Liczba postów: 13,338
Liczba wątków: 77
Górę Dantego oglądałem kilka miesięcy temu, poniżej moja opinia:
Cytat:Dante's Peak - sympatyczne to, choć kiedyś robiło znacznie większe wrażenie. Efekty zestarzały się minimalnie, a ostatnie 2 kwadransy widowiskowością wcale jakoś nie ustępują emmerichowskim blockbusterom. Fajnie zastosowano miniatury (rzadkość dzisiaj, kiedy wszystko toczy się wokół CGI), dzięki czemu destrukcja jest namacalna i pozbawiona matematycznej kalkulacji Poza tym film Donaldsona minimalnie wyłamuje się ze schematu "nikt nie słucha specjalisty, więc jest źle". Tu Brosnanowi wierzy miła Pani Burmistrz, ale kiedy przychodzi co do czego jest już za późno. Warto było sobie odświeżyć ten jeden z lepszych katastroficznych filmów lat 90-tych.
Dałem 6+/10 i myślę, że gdybym zrobił teraz powtórkę to ocena na pewno nie byłaby niższa. A Wulkan? Obok Twistera i Liberatora najczęściej powtarzany film na Polsacie, oglądałem go chyba z 3 razy i raczej już nie wrócę do niego, choć kilka ujęć i efektów było w nim dobrych. A ten making of potwierdza tylko, że ludki od scenografii robili co mogli, aby było dobrze :)
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
22-08-2015, 08:44
Dużo pisze
Liczba postów: 549
Liczba wątków: 9
Fajny temat :) Dante's Peak to dla mnie bardzo dobre kino świetnie oddające powagę katastrofy. Mierzwiak napisał o klasycznym i rzetelnym wykonaniu - pełna zgoda. Według mnie wszystko w tej produkcji zagrało jak trzeba. Dodałbym od siebie jeszcze rewelacyjną muzykę Johna Fritzella. OST z tego obrazu słucham raz na jakiś czas od dekady. Po prostu uwielbiam. Co do Volcano to miałem problem by zmęczyć nawet pierwszy seans. Pamiętam ten tytuł jako efekciarską, pozbawioną napięcia tandetę. Wybuch wulkanu był tu bardziej pretekstem do ukazania rozpierduchy niż tematem opowieści. Wrażenia niestety jak najgorsze.
Podsumowując: solidne kino katastroficzne Vs. akcyjniak z wulkanem w tle.
I was always criticized for style and content, but I enjoy trying to tell stories a different way - Tony Scott
23-08-2015, 19:52
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
Zgadzam się bez reszty: "Góra Dantego" to ciągle świetny film. Jest tym dla kina katastroficznego z USA czym "Incydent" Mostowa dla thrillera. Po postu idealnie zrobiony klasyk, do którego się z chęcią wraca i który nie zraża do siebie, pomimo obecności wielu schematów narracyjnych.
23-08-2015, 20:44
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,347
Liczba wątków: 29
(23-08-2015, 20:44)Mental napisał(a): Po postu idealnie zrobiony klasyk
Jakich ciekawych rzeczy można się tu dowiedzieć. Film, którego nikt dziś nie pamięta jest klasykiem?
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
24-08-2015, 00:03
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
Gdyby NIKT o tym filmie nie pamiętał, to
- nie byłoby go na IMDb i w każdej innej bazie filmowej
- nie byłoby go na VHS, DVD, Blu-ray ani nie byłby emitowany w telewizji
- nie miałby na forum tematu
- nikt by się o nim w tym temacie nie wypowiadał
- ty nie pisałbyś, że NIKT o nim nie pamięta, skoro sam o nim pamiętasz
Logika?
24-08-2015, 08:58
Legions of the Fog
Liczba postów: 2,290
Liczba wątków: 25
Dante's Peak widziałem wyrywkowo z dekadę temu, przy spędzie rodzinnym, dopiero parę dni temu obejrzałem w całości, i stąd moje zdziwienie jego niskiej oceny na IMDB. Zapamiętałem też nieprzychylne opinie z tego forum, więc tym bardziej zaskoczyła mnie jakość tego obrazu. A to całkiem solidne kino jest. Tak jak napisałem, zestawienie DP z Vulcano obnaża słabości tego drugiego, a film z Brosnanem chętnie postawiłbym na półce.
loading podpis...
24-08-2015, 09:10
Stały bywalec
Liczba postów: 2,181
Liczba wątków: 14
Góra Dantego
Leciało na TVN Fabuła i obejrzałem do kotleta. Brosnan i Linda Hamilton to mistcast srogich rozmiarów. Kompletnie mnie nie przekonali. Obsada wulkanologów też jakoś taka od kreski. Scenariusz podobnie, od linijki. Jednak efekty w tym filmie mają solidnego kopa. Użycie miniatur bezbłędne a do tego połączenie kaskaderki czy też akcji z samochodami z miniaturami to mistrzowska robota. Od chwili wybuchu - który jest efektowny, dzieje się wpizdu i wszędzie, ale jest to wszystko zrobione z takim rozmachem i detalami, że po latach robi nadal wrażenie. Gdyby nie parka kompletnie nie pasująca, spokojnie byłby to top katastroficznych wybryków na ekranie, a że nie mogłem patrzeć na tę dwójkę, to 7/10
Wulkanu nie widziałem od wielu lat i nie pamiętam, co tam grało lub nie.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”
24-06-2022, 20:27
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,278
Liczba wątków: 67
Oba te filmy były marne i raczej nic tego nie zmieni. Jedyne, co tam warte uwagi, to właśnie efekty i poszczególne sceny akcji, ale tak to wulkany jako takie są raczej w dole filmowych katastrof. Już na Tunelu bawiłem się lepiej, choć generalnie żaden film tego typu z lat 90. to nie jest jakieś wiekopomne dzieło - Twister wciąż chyba najlepszy z uwagi na speedowską energię i całokształt.
A temat o katastrofach to chyba kiedyś gdzieś był.
21-06-2025, 15:32
Stały bywalec
Liczba postów: 1,168
Liczba wątków: 1
Co lepsze? "Góra Dantego" czy "Wulkan"?
21-06-2025, 16:10
Chrissie Watkins' arm
Liczba postów: 6,239
Liczba wątków: 72
Kiedyś za dzieciaka bardziej lubiłem "Volcano", chyba ze względu na Tommy Lee Jonesa, ale obiektywnie "Dante's Peak" po latach wypada ciut lepiej. Mimo wszystko nadal nie są to jakieś zajebiste filmy nawet w swojej kategorii, jak chcesz świetne kino katastroficzne to obczaj sobie "The Towering Inferno" Guillermina.
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
21-06-2025, 17:24
Stały bywalec
Liczba postów: 4,928
Liczba wątków: 4
(21-06-2025, 15:24)Scheckley napisał(a): ![[Obrazek: the-story-import.jpg]](https://www.slashfilm.com/img/gallery/dantes-peak-vs-volcano/the-story-import.jpg)
Wczoraj obejrzałem sobie po latach "Górę Dantego" ("Dantes's Peak") w reżyserii Rogera Donaldsona z 1997 r.
Ten wyprodukowany prze Gale Ann Hurd film to klasyk kina katastroficznego z l. 90-tych ze wszelkimi tego zaletami i wadami. Jeden z krytyków określił go jako "Twister" tylko z wulkanem zamiast tornada. Niewątpliwie jest coś w tej opinii, efekty specjalne oparto głównie na miniataruch i poza jedną sceną (przerwanie tamy) trzymają się bardzo dobrze, w przeciwieństwie np. do takiego emmerichowskiego "2012" z jego CGI sraką. O ile jednak strona formalna filmu jest świetna tak już fabuła to klisza na kliszy - jakby co to poniżej spoilery.
Przystojny naukowiec-wulkanolog Harry Dalton (o aparycji Pierca Brosnana w szczycie kariery) to oczywiście facet po przejściach, który po śmierci ukochanej w trakcie erupcji wulkanu w Kolumbii szuka ucieczki w pracy. Jego szefo każe sprawdzić mu co dzieje się z Górą Dantego w stanie Waszyngton z uwagi na niepokojące odczyty sejsmiczne. Harry przybywa do położonego w cieniu góry sielskiego miasteczka, by dokonać fachowej ekspertyzy. To co tam zastaje każe mu sądzić, że znajdujący się w pobliżu miasteczka wulkan może wybuchnąć w każdej chwili. Szybko informuje o tym burmistrz miasteczka Rachel Wando, typową strong single mother szukającą faceta (graną przez Lindę Hamilton), która zwołuje nadzwyczajne zgromadzenie rady miejskiej. Poza burmistrz nikt nie chce uwierzyć w słowa Harry'ego, a po tym jak miejsce przybywa sceptyczny i ostrożny szef Daltona sprawa cichnie. Geolodzy prowadzą skrupulatnie swoje badania i dochodzą do wniosku, że jednak pierdolnie, zwołują zebranie mieszkańców i nagle huk, grzmot, krzyk - wulkan eksploduje - zaczyna się najlepsza część filmu.
Spanikowani ludzie walcząc o życie zaczynają uciekać, a Sarah Connor musi z Bondem ratować swoje głupie dzieciaki, które samodzielnie w trakcie erupcji wulkanu jadą samochodem ratować swoją babcię (nagroda Złotego Darwina po prostu). W sumie to tutaj kończy się jakakolwiek fabuła, bo potem widzimy tylko jak bohaterowie wędrują z miejsca a do miejsca b w ekstremalnych warunkach, napotykając po drodze opady pyłu wulkanicznego, potoki lawy, jezioro pełne kwasu czy spływ piroklastyczny. Po prostu wulkaniczne the best of.
BTW auto Daltona jest lepsze od czołgu, można nim nie tylko przejechać przez rzekę, ale również jeździć po potoku lawy (serio):
Po drodze nasi milusińscy ratują zaginionego psa dzieciaków pani burmistrz itp. Po prostu peak najntisowej sztampy i kurczę przyznać bez bicia - zajebiście mi się to podobało. Ot taka nieskomplikowana fabuła z mniej skomplikowanych czasów, idealna na letni wieczór. Hamilton i Brosnan dają radę i widać, że czują konwencję, w której grają.
7 na 10 i polecam na wakacje.
PS teraz już się tak rzadko kręci, na lokacji (miasteczko Wallace w stanie Idaho) z praktycznymi efektami i masą statystów:
Kurczę to podobnie mam: planuję rewatch of jakiegoś czasu już.Może na urlopie sobię obejrzę.
Enviado desde mi RMX3363 mediante Tapatalk
"Rząd nie jest dla nas rozwiązaniem, jest dla nas problemem." Ronald Reagan
21-06-2025, 17:25
Stały bywalec
Liczba postów: 3,055
Liczba wątków: 28
(21-06-2025, 16:10)Żółte Krzesło napisał(a): Co lepsze? "Góra Dantego" czy "Wulkan"?
To zależy, jeśli chodzi o zachowanie minimalnego realizmu to "Góra Dantego", "Wulkan" oglądałem lata temu i jedyne co zapamiętałem to lawa płynąca tunelami metra i udręczona mina Lee Jonesa itp. Poza tym "Góra..." ma ugotowanych turystów:
21-06-2025, 18:33
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-06-2025, 18:33 przez Scheckley.)
Stały bywalec
Liczba postów: 3,055
Liczba wątków: 28
Wczoraj obejrzałem sobie po latach "Górę Dantego" ("Dantes's Peak") w reżyserii Rogera Donaldsona z 1997 r.
Ten wyprodukowany prze Gale Ann Hurd film to klasyk kina katastroficznego z l. 90-tych ze wszelkimi tego zaletami i wadami. Jeden z krytyków określił go jako "Twister" tylko z wulkanem zamiast tornada. Niewątpliwie jest coś w tej opinii, efekty specjalne oparto głównie na miniataruch i poza jedną sceną (przerwanie tamy) trzymają się bardzo dobrze, w przeciwieństwie np. do takiego emmerichowskiego "2012" z jego CGI sraką. O ile jednak strona formalna filmu jest świetna tak już fabuła to klisza na kliszy - jakby co to poniżej spoilery.
Przystojny naukowiec-wulkanolog Harry Dalton (o aparycji Pierca Brosnana w szczycie kariery) to oczywiście facet po przejściach, który po śmierci ukochanej w trakcie erupcji wulkanu w Kolumbii szuka ucieczki w pracy. Jego szefo każe sprawdzić mu co dzieje się z Górą Dantego w stanie Waszyngton z uwagi na niepokojące odczyty sejsmiczne. Harry przybywa do położonego w cieniu góry sielskiego miasteczka, by dokonać fachowej ekspertyzy. To co tam zastaje każe mu sądzić, że znajdujący się w pobliżu miasteczka wulkan może wybuchnąć w każdej chwili. Szybko informuje o tym burmistrz miasteczka Rachel Wando, typową strong single mother szukającą faceta (graną przez Lindę Hamilton), która zwołuje nadzwyczajne zgromadzenie rady miejskiej. Poza burmistrz nikt nie chce uwierzyć w słowa Harry'ego, a po tym jak miejsce przybywa sceptyczny i ostrożny szef Daltona sprawa cichnie. Geolodzy prowadzą skrupulatnie swoje badania i dochodzą do wniosku, że jednak pierdolnie, zwołują zebranie mieszkańców i nagle huk, grzmot, krzyk - wulkan eksploduje - zaczyna się najlepsza część filmu.
Spanikowani ludzie walcząc o życie zaczynają uciekać, a Sarah Connor musi z Bondem ratować swoje głupie dzieciaki, które samodzielnie w trakcie erupcji wulkanu jadą samochodem ratować swoją babcię (nagroda Złotego Darwina po prostu). W sumie to tutaj kończy się jakakolwiek fabuła, bo potem widzimy tylko jak bohaterowie wędrują z miejsca a do miejsca b w ekstremalnych warunkach, napotykając po drodze opady pyłu wulkanicznego, potoki lawy, jezioro pełne kwasu czy spływ piroklastyczny. Po prostu wulkaniczne the best of.
BTW auto Daltona jest lepsze od czołgu, można nim nie tylko przejechać przez rzekę, ale również jeździć po potoku lawy (serio):
Po drodze nasi milusińscy ratują zaginionego psa dzieciaków pani burmistrz itp. Po prostu peak najntisowej sztampy i kurczę przyznać bez bicia - zajebiście mi się to podobało. Ot taka nieskomplikowana fabuła z mniej skomplikowanych czasów, idealna na letni wieczór. Hamilton i Brosnan dają radę i widać, że czują konwencję, w której grają.
7 na 10 i polecam na wakacje.
PS teraz już się tak rzadko kręci, na lokacji (miasteczko Wallace w stanie Idaho) z praktycznymi efektami i masą statystów:
22-06-2025, 16:56
|