Sympatyczny forumowicz :)
Liczba postów: 4,225
Liczba wątków: 6
Moje nadrabianie zaległego Marvela - ciąg dalszy.
I Doctor Strange jest.. strange. Czyli faktycznie dziwny.
Daję temu filmowi 6/10 bo ogladało mi się faktycznie dobrze. Ale.. tutaj leży i kwiczy niemal wszystko. Z wyjątkiem aktorów którzy naprawdę ten film starają się ratować - i ratują.
Przede wszystkim zgadzam się z Giefergiem że dostajemy coś zaskakująco podobnego do "Green Lanterna".
I ma w sumie tez podobny problem co "Green Lantern". Tam da się wyczuć że wycięto kawałek fabuły - albo wywalono nakręcony materiał albo wycięto już przy filmowaniu. Problemem "Doctor Strange" jest kompresja.
Fabuła bowiem jest.. może nie na trylogię ale z pewnością na dwa filmy. Mamy szereg postaci z których niemal żadna nie wybrzmiewa tak jak by mogła/powinna - no, z wyjątkiem Wonga i jego relacji z bohaterem. Ale już Chiwel Eijofor, Tilda Swinton, Mikkelsen, Rachel McAdams - grają takie "skróty" że głowa boli. I szczerze mówiąc najmniej bym się przyczepił do postaci Mikkelsena ( najczęściej wypominanej) bo to reszta postaci ma przecież ważne relacje z głównym bohaterem. I chciałoby się po tym filmie zapytać - jakie, k**wa, relacje ?
Inna sprawa ze zdecydowanie przydałoby się pokazać relację Kaeciliusa i Starożytnej która mogłaby być bardzo ciekawa. No i jakieś zarysowanie relacji Kaeciliusa ze Strangem. Ale.. po co.
Co ciekawe zawodzi tez przedstawienie postaci głównego bohatera. W zasadzie gościa nie poznajemy mimo że wciąż jest na ekranie.
Nie bardzo go poznajemy jako lekarza ( a jest to fajna część filmu ) a porównanie do Tony'ego Starka uważam za nietrafione. Strange jest lekarzem, geniuszem. Jest arogancki ale to gościu do którego przychodzisz licząc na cud kiedy wszystko zawiodło. I on ten cud często potrafi sprawić. Ratuje ludziom życie. Kurde, wskrzesza z martwych ^^ Trochę to jednak inna postać niż handlarz bronią.
Potem mamy całkiem nieźle pokazanego załamanego człowieka, potem w zasadzie nie poznajemy go jako ucznia podczas długoletniej (jak sądzę, bo w sumie mogło to trwać z pól roku) nauki a w końcu nie poznajemy go jako już dojrzałego (!?) czarodzieja. Nie poznajemy jego relacji z innymi postaciami. Bo to są wszystko w sumie mignięcia.
Cumberbatch robi co może, stara się nam pokazać zmiany tej postaci i chwała mu za to - ale nie ma na to odpowiedniej ilości miejsca. To mogła być dużo lepsza rola.
Dodatkowo mamy częste "zawijanie świata" w sumie nie wiadomo po co, a dobrym magiem jest ten co umi szybko biegać, ma żelazną kondycję i umi walczyć wręcz ręczno-nożnie oraz wszelaką bronią. Sugeruję rekrutować zawodników MMA oraz innych sportów walki.
Baardzo słabo też są zarysowane "zasady magii". Mordo w sumie ma rację że wszelkie takie "ingerencje" powinny wywoływać reakcję - nie ma nic za darmo. I to jest ciekawe. Ale.. w filmie w zasadzie nic o tym nie ma.
Wkurzają też głupawe i niedopasowane, baardzo czerstwe żarciochy które mają rozładowywać powagę scen - a najczęściej po prostu je psują.
Bywa też naprawdę bardzo udany humor (przeciwko któremu nic nie mam) ale jest go dużo mniej.
Ponarzekałem, ponarzekałem ale ocenę dałem całkiem niezłą bo.. jak już wspomniałem aktorom się chciało i uratowali ten film. Pomimo że - najwyraźniej - producenci, scenarzysta i reżyser próbowali go '"zatopić". Nie mam pojęcia co kto sobie tutaj myślał . Chyba że fani Marvela i tak pójdą i wysoko ocenią więc po co się starać.
Zresztą chyba kombinowali słusznie bo przeglądam teraz recki na YT z tamtego czasu i z reguły.. łomatulu.
A... i powiedziano tutaj co robią magowie i do czego są potrzebni. Kompletnie więc nie widzę sensu wrzucania później Strange'a do Avengers. Avengers nie powinni nawet wiedzieć że on istnieje. Powinien się zajmować ZUPEŁNIE czymś innym. Nijak to nie pasuje.
20-06-2021, 13:38
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-06-2021, 14:20 przez Rozgdz.)