Blu wiadomo, day one.
29-10-2016, 18:30
|
Doctor Strange (2016)
|
|
Ja zacieram rączki na Strange'a dołączającego do reszty - pierwsza scena po napisach (jedna z najlepszych Marvela) pokazuje jaki jest potencjał w jego interakcji z pozostałymi bohaterami :)
Blu wiadomo, day one. 29-10-2016, 18:30
Dobra, obejrzałem i tak... bawiłem się nieźle, szczególnie na początku, niestety końcówka moim zdaniem bardzo słaba. O fabule nie ma co opowiadać, bo jej praktycznie nie było, trzeba przejść od razu do efektów.
Nie wiem, może to tylko ja i pewnie "ktoś" się do tego przyczepi, ale moim zdaniem, za bardzo jechało od nich cgi (duuuh...) i to takim typowym cgi, nie takim który naprawdę oszukuje wzrok. Ale nawet takich fotorealistycznych efektów nie oczekiwałem, raczej jakieś plastyki w tym wszystkim, widziałem raczej po trochu wszystkich innych efektów z różnych filmów, ale niczego co by naprawdę było czymś nowym i było "magiczne". Jeśli chodzi o muzykę, to... była i tyle, czyli standardowo, tak jak główny antagonista, najwyraźniej ktoś lubi brać utalentowanych aktorów i osadzać ich w rolach pacynek. Aktorzy zrobili to co musieli, Mordo moim zdaniem było bezpłciowy, Cumberbath jechał na autopilocie, on jest przesympatyczny i obojętnie co by zagrał, taki by był, tak jak np. Hiddelstone, ale oczywiście jego Strange jest bardzo fajny, taki jaki powinien być. Największe wrażenie robiła na mnie o dziwo Tilda, roztaczała wokół siebie taką dziwną aurę, ale jej postać przykuwała najbardziej mogą uwagę. Kto tam jeszcze był... Rachel McAdams, też standardzik. Ale najbardziej mnie ruszył moment gdy zobaczyłem filmowego Dormmammu... no co to ku*** było? O_O Przecież to było gorzej spieprzone od Doomshita w BvS... Podsumowując, naciągane 7/10 za drugi akt. Dodam tylko, że naprawdę myślałem, że to będzie o wiele lepszy film i będzie mi głupio odszczekiwać to co sądziłem po trailerach, tymczasem do zachwytów jeszcze daleko. ps: dormmammu ;) 29-10-2016, 20:07 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-10-2016, 20:12 przez Szpeku.) (29-10-2016, 18:10)Mierzwiak napisał(a): humor (Beyonce LOL! Jeden z najgorszych gagów w filmie, który kolejny raz dobitnie pokazuje, że ludzie z Marvela nie wiedzą kiedy przestać z tymi heheszkami. Adele - okej, uśmiałem się. Eminem - jeszcze też, głównie za sprawą tego jak zajebiście Benedict to powiedział. Ale Beyonce? Przecież to nie jest tylko "Beyonce", to jest Beyonce Knowles. O jedno nazwisko za dużo i bez sensu względem naśmiewania się z pojedynczego "Wong". (29-10-2016, 18:10)Mierzwiak napisał(a): 9/10 i <3, marudy powinny w ogóle odpuścić sobie ten cykl, a najlepiej od razu zameldować się w domu starców. Napisał osoba, która po premierze Strażników Galaktyki, Avengers: Czas Ultrona i Kapitana Ameryki: Wojny bohaterów pisała dokładnie to samo. Sorry, ale wolę dom starców niż zmienić się w fanboja MCU, wystawiającego co drugiemu przeciętniakowi z tego uniwersum 9/10 <3. :P 30-10-2016, 13:10
Pisałem to już w innym temacie o tym bo mi się skojarzyło, ale napiszę to też tutaj, że gdyby Burton z czasów świetności zrobił ten film, to dopiero ludzie by zobaczyli co to oryginalność, to by było coś niesamowitego, jestem tego pewien.
30-10-2016, 13:19 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-10-2016, 13:21 przez Szpeku.)
Doktor Strange to postać unikatowa, to mógłby być naprawdę zwariowany film, tymczasem bierze sobie trochę różnych efektów które już w kinie widziałem, tylko, że wrzuca ich więcej i to ma być takie niezwykłe?
Concept arty wyglądały lepiej niż same sceny, brak w tym jakiejś głębszej wizji, raczej standardowe wykonanie, kto się pod tym podpisał? Scott Derrickson? równie dobrze mógł to być Joss Whedon czy Peyton Reed, dosen't matter. O dziwo najlepsza dla mnie akcja, to ta na początku z Ancient One, z resztą, ona moim zdaniem była najciekawszą postacią. 30-10-2016, 13:41 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-10-2016, 13:43 przez Szpeku.) (30-10-2016, 13:30)Mierzwiak napisał(a):(30-10-2016, 13:10)Juby napisał(a): Adele - okej, uśmiałem sięNiemożliwe, przecież to jest Adele Laurie Blue Adkins! Tego nie wiedziałem + od kiedy pamiętam, medialnie jest to tylko "Adele". A Beyonce od początku była Beyonce Knowles, zaczęła podpisywać płyty tylko imieniem dopiero po jakimś czasie. (30-10-2016, 13:30)Mierzwiak napisał(a): PS. Doktor Strange > Batman Begins. Nie popłacz się :) Nie popłaczę, zareagowałem inaczej Mógłbym napisać tu pod iloma względami Begins miażdży Strange'a (a takie porównania są nieuniknione, bo Strange w pierwszej połowie trochę go przypomina, tylko nie widać w nim nawet 1% odwagi jaką miał Nolan przy kręceniu swojego pierwszego Batmana), ale nie mam ani czasu, ani chęci, no i wiem, że to ci nie pomoże 30-10-2016, 13:45 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-10-2016, 13:49 przez Juby.)
Mierzwiak, jeśli umniejszasz moje zdanie, to dlaczego cię ono tak pobudza? :|
Nikt mi nie obiecywał czegoś niezwykłego, prócz Kevina Feige'a i reżysera który długo powtarzali o elementach horroru, o specjalnym podejściu do tematu, tymczasem znowu dostajemy ten sam feeling jaki towarzyszył Iron Manowi czy Ant-Manowi, bez różnicy. I co ci nie odpowiada we wczesnym Burtonie? O_o 30-10-2016, 13:48 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-10-2016, 13:49 przez Szpeku.)
Ja tam bym wolał Jodorovskiego. Szaleć to szaleć :)
Why are you firing wallnuts at me?
30-10-2016, 13:52
@Juby:
Od 2003 (pierwszy solowy album) Beyonce zawsze była tylko Beyonce. Deal with it. @Szpeku: To jest TWÓJ problem że jesteś na tyle naiwny (by nie powiedzieć po prostu głupi) że wierzysz we wszystko co przeczytasz, nie filmu. Jakby ci powiedzieli że to będzie najlepszy film w historii, to z takim nastawieniem szedłbyś do kina? W sumie po co pytam, oczywiście że tak. Wczesny Burton bardzo mi odpowiada, tylko nie wiem jak w tamtych czasach miałby zrealizować taki film. I czemu Burton a nie np. Kubrick? Albo z współczesnych Tarsem? PS. Swoją drogą to okno zawieszone w powietrzu na pustyni od razu skojarzyło mi się z drzwiami na Saturnie w Soku z Żuka. 30-10-2016, 13:54 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-10-2016, 14:02 przez Mierzwiak.)
Wiesz co ja myślę? myślę, że głupim można nazwać człowieka który nie rozumie analogii, prostej i przejrzystej, gdzie chce się odzwierciedlić jakość filmu porównując go do tego czym mógłby być gdyby go wyreżyserował jakiś inny reżyser, obojętnie nawet czy żyjący czy nie, każdy ma rozum, by móc sobie w głowie coś zarysować, znając styl danych twórców. Wystarczy odrobina dobrej woli (a nie złości) i ziarenko wyobraźni, ale każdy interpretuje czyjeś słowa jak mu się żywnie podoba. Więc staram się nie wymagać dużo od pewnych osób :)
30-10-2016, 14:04 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-10-2016, 14:08 przez Szpeku.) (30-10-2016, 13:54)Mierzwiak napisał(a): Od 2003 (pierwszy solowy album) Beyonce zawsze była tylko Beyonce. Deal with it. No i? Przed solowym albumem była jedną z Destiny's Child, gdzie nie była tylko Beyonce. Zresztą, czy to ważne? Piszę jak odebrałem ten żart. Do Eminema się śmiałem (przy nim, nawet bardzo), a przy Beyonce przestałem i od razu powiedziałem "Przecież to Beyonce Knowles!". Nic co teraz napiszesz nie zmieni tego, że żart dla mnie nie wyszedł. Nie tylko ten jeden, choć większość humoru w Strange'u była jak najbardziej udana. @Phil - Niech protagonista będzie główną siłą filmu, ale w takim razie niech go nie wstawiają w fabułę, gdzie po raz kolejny na przestrzeni 4 lat, zagrożony jest cały świat, a my mamy to w dupie, bo wiemy, że wszystko będzie fajnie, a wylajtowany protagonista lub któryś z jego kolegów na koniec rzuci jakimś żartem. 30-10-2016, 15:34 (30-10-2016, 14:04)Szpeku napisał(a): Wiesz co ja myślę? myślę, że głupim można nazwać człowieka który nie rozumie analogii, prostej i przejrzystej, gdzie chce się odzwierciedlić jakość filmu porównując go do tego czym mógłby być gdyby go wyreżyserował jakiś inny reżyserTy za to nie rozumiesz znaczenia słowa analogia, odsyłam do słownika. Przydatna rzecz jeśli nie chcesz się kompromitować używając danych słów nie tam gdzie trzeba. Wracając do sedna, w przypadku dokładnie KAŻDEGO filmu można się bawić w "co by było gdyby nakręcił to reżyser X, Y albo Z", tylko co to wnosi? Na tej samej zasadzie mógłbym większość filmów, na siłę, uznawać za słabsze niż je rzeczywiście postrzegam. W dalszym ciągu nie rozumiem co takiego ciekawszego pokazałby Burton mając do dyspozycji ten sam scenariusz (?). Najlepsze wizualnie rzeczy od Burtona zawsze opierały się na scenografii, makietach, kostiumach, oświetleniu. Jak, za pomocą typowych dla jego najlepszych filmów metod, miałby nakręcić chociażby sekwencję otwierającą Strange'a? Powoływanie się na concept arty to już w ogóle argument-dno. Zajrzyj do pierwszego lepszego artbooka i na 99,99999% zobaczysz coś ciekawszego wizualnie / plastycznie niż to, co ostatecznie jest w filmie. @Juby: Skoro żart nie wyszedł, to po cholerę dopisujesz do tego jakieś ideo i udajesz że chociaż cały świat zna Beyonce jako po prostu Beyonce (tak sygnuje swoje płyty, perfumy, trasy koncertowe etc. - to jest MARKA) to w istocie jest inaczej? I skoro już chcesz być taki dokładny, to Beyoncé Giselle Knowles-Carter. --- Czy tylko ja mam przeczucie, że jeśli faktycznie w Infinity War wystąpi Śmierć, to upomni się o zaciągnięty u niej dług? W sensie znaczenia nabierze to o czym Mordo mówi do Strange'apo akcji w Hong Kongu? Uderzył mnie ten dialog i nie wierzę, że nie będzie to miało znaczenia. 30-10-2016, 16:41 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-10-2016, 16:44 przez Mierzwiak.)
Przyznaję Drętwiak, szybciej napisałem niż pomyślałem, ale każdy by zrozumiał o co mi chodzi i nie zwróciliby nawet uwagi, a już na pewno mieliby na tyle taktu by nie rzucać "odsyłam do słownika", bo to riposta na poziomie gimnazjum.
Poza tym nie mam zamiaru dyskutować z kimś kto wszędzie każdemu docina, ja na szczęście mam rozum by nie tracić na ciebie czasu. Uwaga, analogia: Dyskutowanie ze snobami, to jak gra w szachy z pawiem. 30-10-2016, 17:03 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-10-2016, 17:26 przez Szpeku.)
Mnie również bardzo się podobało. Żałuję tylko, że seans był taki krótki i tak szybko wszystko się działo, obowiązkowy jest szybki drugi seans by wyłapywać więcej smaczków. Znakomity jest Cumberbatch jako Strange, dla mnie to taki sam znakomity wybór jak Downey Jr jako Iron Man, czyli gość wprost stworzony do tego by wcielić się w tą postać. Cały drugi plan również daje radę, sceny akcji magiczne, i tak jak mówię właśnie dla nich potrzebny jest drugi seans by znów nimi się rozkoszować. A przede wszystkim, czego kompletnie się nie spodziewałem to HUMOR! Zdecydowanie jeden z najzabawniejszych filmów uniwersum. Tak więc, Marvel w rewelacyjnej formie i oby tak dalej, 3 faza ma szansę stać się zdecydowanie tą najlepszą. 9/10
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.
30-10-2016, 17:05 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-10-2016, 17:06 przez Pitero.) (30-10-2016, 16:41)Mierzwiak napisał(a): Skoro żart nie wyszedł, to po cholerę dopisujesz do tego jakieś ideo i udajesz że chociaż cały świat zna Beyonce jako po prostu Beyonce (tak sygnuje swoje płyty, perfumy, trasy koncertowe etc. - to jest MARKA) to w istocie jest inaczej? Niczego nie dopisuje, piszę tylko jak ja to odebrałem. Strange śmieje się z Wong, wymieniając Adele, kogośtampodrodzę (nie pamiętam) i Eminema, a zakańcza Beyonce, która nie jest mi znana tylko jako Beyonce, przez co chybia i żart przestał być śmieszny. Wolałbym, żeby kończył się na Eminemie, a jeśli chcieli kogoś jeszcze po nim, to mogli dać Seala, albo P!nk. 30-10-2016, 17:37
Jpd Juby Twój przypadek jest chyba nieuleczalny :D Że Tobie się wgl chce takie bzdury rozkminiać, to raz. A dwa: ok, dla przeciętnego człowieka Beyonce, to po prostu Beyonce.
Eminem znany jest też jako Slim Shady, dużo ludzi wie, że nazywa się Marshall Mathers (czy jakoś podobnie) i jakoś tutaj żart nie wydał Ci się taki nietrafiony.
"Y es que eso es y, creo, será siempre el cine: una manera maravillosa de soñar" J. Potau
30-10-2016, 17:44
Zamiast na takich pierdołach, które nikogo nie obchodzą, wolałbym się skupić na tak fantastycznych motywach jak peleryna lewitacji, szkieleto-klatka na Madsa, walka w zrujnowanej ulicy, która sama się odbudowuje, bo czas płynie do tyłu (!!), albo nowy Kamień Nieskończoności, który jest nienachalnie wprowadzony i nie jest mcguffinem, wokół którego kręci się fabuła, tylko po prostu bardzo użytecznym, magicznym narzędziem.
30-10-2016, 17:50 |
|
|
| Podobne wątki | |||||
| Wątek: | Autor | Odpowiedzi: | Wyświetleń: | Ostatni post | |
| Doctor Strange in the Multiverse of Madness (2021) | Mierzwiak | 380 | 51,229 |
08-09-2022, 22:18 Ostatni post: Rozgdz |
|
| Captain America: Civil War (2016) | Pelivaron | 1,203 | 190,532 |
07-11-2021, 18:31 Ostatni post: Rozgdz |
|
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 2 gości |