Dreamcatcher
#41
stwarzuj to, military - ten film to krap, a im dalej w las, w którym znajdują się bohaterowie, tym gorzej
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#42
Na rozluźnienie:

http://www.the-editing-room.com/dreamcatcher.html

Odpowiedz
#43
Mefisto napisał(a):stwarzuj to, military - ten film to krap, a im dalej w las, w którym znajdują się bohaterowie, tym gorzej

I myślisz, że jak będziesz mi to powtarzał, to uwierzę?

Odpowiedz
#44
no wlasnie mefi, bo bedzie, ze nie potrafimy podac zadnych sensownych argumentow:)
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
#45
Wy nie podajecie argumentow, a przynajmniej niewiele ("It bylo lepsze" to nie argument). Wy glownie wyrazacie opinie. I fajnie, do tego sluzy forum, tylko nie wiem czemu najwyrazniej uparliscie sie zeby zmienic moja opinie ("stwarzuj to, ten film to crap" - przy okazji, co to znaczy "stwarzuj"?). To wam sie nie uda, przykro mi.

Odpowiedz
#46
Artemis napisał(a):no wlasnie mefi, bo bedzie, ze nie potrafimy podac zadnych sensownych argumentow:)

to może tak: ten film jest do dupy, bo nie zrealizował go Michael Mann - i to jest argument, sensowny :D

military napisał(a):Wy nie podajecie argumentow, a przynajmniej niewiele Wy glownie wyrazacie opinie.

film nie podobał mi się, bo jest do dupy - dlaczego jest do dupy? Bo nic w nim nie gra tak, jak powinno. Mimo ciekawego wstępu i klimaciku w pierwszej pół godzinie, potem jest zwyczajnie coraz bliżej dna. Tak, Lewis jest świetny (choć to nie to samo, co BoB lub Keane), jest parę scen z napięciem, ale całość jako taka jest kiczowata, koszmarnie zrealizowana i tandetna i tyle. Wystarczy za argumenty?

Cytat:("stwarzuj to, ten film to crap" - przy okazji, co to znaczy "stwarzuj"?).

stwarzuj to - let's face it ;)
coś jak I tower you :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#47
Cytat:stwarzuj to - let's face it :wink:
coś jak I tower you :smile:

Please, don't make a village 8)
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
#48
Thank you from the mountain ;)
EOT :P

Odpowiedz
#49
Właściwie to dziwne, że taka się tu dyskusja zrobiła wokół przeciętnej ekranizacji bardzo dobrej powieści.

Ale przyznaję, że do filmowego "Dreamcathera" mam sentyment. Jest śnieg, są ufole, jest fajnie rozwiązany motyw z "pałacem pamięci" jednego z bohaterów, jest kapitalna muzyka (znów się pochwale, że potrafię zanucić temat z czołówki, a to już coś). Mnie w filmie strasznie wkurzyło wykastrowanie go z wszelkich nawiązań do "Czasu Apokalipsy". W książce co prawda zamiast Wagnera byli Rolling Stones, ale to nawet lepiej, taką scenę chciałbym zobaczyć w filmie, a nie zobaczyłem :(

Morgan Freeman nie nadaje się na szwarccharaktery, od tego filmu to powinno być oczywiste. Do reszty aktorów nie mam zastrzeżeń. Strasznie nie jeszcze wkurzył sposób rozwiązania problemu z Freemanem, czyli wybuchowa końcówka, okropne to było, no jak z głupiego akcyjniaka.

Ale oglądanie "Dreamcathera" wcale wielkim bólem mimo to nie było. Przeciwnie, niektóre sceny powtarzałem sobie, a nawet teraz mam na to ochotę. widać, pora obejrzeć jeszcze raz, ale komu by się chciało, skoro tyle innych filmów czeka?
Na razie nie mam podpisu, ale na pewno wymyślę coś błyskotliwego...

Odpowiedz
#50
Mental napisał(a):
The_Bitcher napisał(a):A to dlaczego? Wg. jakiegoś tam programu Discovery za ileś tam tysięcy lat ludzie też mają mieć wielkie łby.

ty mówisz o ewolucji człowieka, ja mowie o możliwości zaistnienia we wszechświecie inteligentnej formy życia. to dwie różne rzeczy. prawdopodobieństwo pojawienia się gdzieś na rubieżach kosmosu inteligentnej humanoidalnej istoty jest nieskończenie mniejsze niż prawdopodobieństwo znalezienia na książęciu jaj obcego. to, że człowiek ma dwie nogi, dwie ręce i głowę na karku należy postrzegać wyłącznie w kategoriach nierozumnego przypadku. w kosmosie nic nie ginie i nic nie zdarza się dwa razy.
Zakładając, że Ziemia i my zaistnieliśmy kompletnie samodzielnie, a nie mamy takiej pewności. Równie dobrze możemy być potomkami albo odłamem jakiejś rasy z innej planety. :) Zresztą, nasze zwierzaki też mają dwie łapy, dwie nogi i łeb na karku - równie dobrze mogą być z innej planety. :) Jakby nie patrzeć gówno wiadomo, a to co wiadomo może się okazać gówno warte, więc takie przemyślenia to trochę jak mówienie o zasadach grania w szachy patrząc tylko na jeden pionek.

Cytat:a tak w ogóle to pokazywanie istot pozaziemskich na wzór i podobieństwo człowieka stanowi w pierwszej kolejności infantylizm, w drugiej zaś niczym nieuzasadniona pyche. zresztą... najlepsze filmy o kosmitach to takie, które A) NIE PRZEDSTAWIAJĄ przybyszów w łopatologiczno-zdziecinniałej formie "ufoidalnej"
Znaczy szaraka z wodogłowiem? Czy w humanoidalnej postaci?

edit:

Mental napisał(a):
Crov napisał(a):Jakby nie patrzeć gówno wiadomo,

jedno wiadomo na pewno:
No to powiedzialem przecież. ;) Ale spoko tekst, dzieki.

Odpowiedz
#51
Crov napisał(a):Znaczy szaraka z wodogłowiem? Czy w humanoidalnej postaci?

to pierwsze. choc nie ukrywam, ze forsowanie pomyslu numer dwa tez mi sie nie podoba.

Crov napisał(a):Zakładając, że Ziemia i my zaistnieliśmy kompletnie samodzielnie, a nie mamy takiej pewności. Równie dobrze możemy być potomkami albo odłamem jakiejś rasy z innej planety. :)

albo z innego wszechświata równoległego. albo jesteśmy emanacją wielkiego mózgu z half-life'a:)

Crov napisał(a):Jakby nie patrzeć gówno wiadomo,

jedno wiadomo na pewno:

Czas koszenia

Arbitralność ewolucyjnych wyborów dobrze ilustruje model zaproponowany przez znanego amerykańskiego ewolucjonistę Stephena Jay Goulda, też odwołujący się do roślinnej analogii. Swą koncepcję nazwał Gould modelem strzyżonego trawnika. W skrócie wygląda ona następująco:

W czasach ekologicznych przełomów – np. gdy istniało na Ziemi wiele nisz opustoszałych po okresach wymierań lub gdy powstawały nowe „kluczowe wynalazki” pozwalające zajmować nigdy wcześniej nie zajęte nisze – następowała eksplozja ewolucyjnej kreatywności. W krótkim czasie powstawało wiele nowych planów budowy i liczne gatunki „eksperymentujące” w ramach tych nowych możliwości. Tak było np. w okresie tzw. rewolucji kambryjskiej, kiedy to – przed z górą 530 mln lat – w morzach całego świata pojawili się przedstawiciele licznych, istniejących do dziś typów zwierzęcych (mięczaków, szkarłupni, stawonogów, mszywiołów itd.), a także typy krótkotrwałe, niejako eksperymentalne, które wkrótce potem wymarły. To rozprzestrzenianie nowych typów przyrównał Gould do wzrastania trawnika, w którym każde źdźbło trawy odpowiadało odrębnemu taksonowi (grupa spokrewnionych ze sobą organizmów), konkurującemu o przestrzeń i zasoby z innymi źdźbłami – taksonami. Trawniki, jak wiadomo, są strzyżone, a odpowiednikami kosiarek w dziejach życia były katastrofalne wymierania, kiedy to w krótkim czasie wiele, lub nawet większość, taksonów znikała z powierzchni Ziemi. Ta ekologiczna kosiarka zawsze była jednak nieco wyszczerbiona, zostawiając po swym przejściu część źdźbeł nieskoszonych – to taksony, które przetrwały okresy wymierań.

Po każdym kolejnym kataklizmie świat odtwarzał się z tych niedobitków, więc wygląd trawnika zależał od tego, kto wymarł, a kto przeżył czas „koszenia”. W dużej mierze było to dziełem przypadku – żaden gatunek nie ma specjalnych przystosowań do dawania sobie rady przy zderzeniu z kometą na przykład, bo są to zjawiska zbyt rzadkie, by dobór potrafił znaleźć na nie właściwą odpowiedź (zresztą – jaką?). Podczas bombardowania Drezna – to przykład Goulda – ginęli nie ci, którzy byli najgorzej przystosowani, ale ci, których dom trafiła bomba. W morzach kambryjskich żyli już przedstawiciele wszystkich dzisiejszych typów zwierzęcych – i takich, których już nie ma. Wiele z nich wymarło pod koniec tego okresu – cały późniejszy świat, z dzisiejszym włącznie, tworzyli więc potomkowie tych, którym udało się przeżyć późnokambryjskie „bombardowanie” (cokolwiek to było). Wśród tej kambryjskiej fauny byli już nasi najodleglejsi przodkowie, kijankopodobne stworzenia poruszające się wężowymi ruchami. Nie było ich dużo (znamy kilka ich gatunków) – inne typy były znacznie liczniejsze i bardziej zróżnicowane. Gdyby w tych naszych najstarszych antenatów „trafiła bomba”, ich potomkowie nie mogliby w dewonie wyjść na ląd, a więc i cała późniejsza epopeja kręgowców lądowych – terapsydów, dinozaurów, ptaków, ssaków – i człowieka pozostałaby w sferze niezrealizowanych (choć możliwych) scenariuszy ewolucyjnych. W książce „Cudowne życie”, w której wykłada dokładnie swą koncepcję, Gould pisze:

„Jesteśmy – cokolwiek powiemy o wielkości naszych dokonań i tryumfów – przedziwnym kosmicznym przypadkiem, który nigdy nie mógłby się zdarzyć ponownie, gdyby drzewo życia miało raz jeszcze wykiełkować z nasienia i wzrosnąć w podobnych warunkach”. I było tak nie tylko na początku, ale i w każdym momencie dziejów. Na drzewie życia wyrastały różne gałęzie i różne zamierały – nasza gałąź (lub źdźbło, jeśli zostaniemy przy metaforze trawnika) nie tylko nie była specjalnie uprzywilejowana, ale wręcz miała zrazu bardzo małe szanse przeżycia. Gdyby uschła, kto inny zapewne eksperymentowałby dziś w niszach dużych zwierząt lądowych – np. ośmiornice, które w świecie „Po człowieku” odnoszą (na filmie) tak wielkie sukcesy. Świat inteligentnych stworzeń o ośmiu, a nie dwóch kończynach mógłby stanowić niezwykłą alternatywę dla tego, który znamy. Przewidując ewolucyjną przyszłość świata musimy pamiętać, że realizacja jednego z możliwych scenariuszy zależeć może (a nawet musi) od przypadku, a ten – z samej swej istoty – jest nieprzewidywalny. Powtórzmy historię świata, nawet z zachowaniem wszystkich warunków wyjściowych i wszystkich abiotycznych zdarzeń, które naprawdę miały miejsce (takie same komety uderzające w te same miejsca, przenośnie mówiąc), a wynik końcowy za każdym razem będzie zupełnie inny. Szansa „trafienia w człowieka” była u zarania naszego świata zerowa. Szansa trafienia w inteligentne ośmiornice również.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości