Drive
Dobry film. To jakaś wypadkowa stylu Michaela Manna i Davida Lyncha, do którego porównanie w jednej z recenzji teraz rozumiem. Film jest rzeczywiście bardzo poetycki, momentami za bardzo, ale kiedy coś się dzieje to się dzieje. Montaż i przejścia od sceny do sceny bywa ślamazarny, powolny, budujący nastrój snu na jawie. W żadnym momencie film nie staje się metafizyczną paplaniną na szczęście (operuje jedynie troszkę symboliką - ze skorpionem i żabą), ale to tyle. Gosling wymiata, ale reszta wcale nie jest gorsza. Nie dałbym dysi, ale czuję, że ten obraz pobędzie jeszcze ze mną na długo.

Aha, duży minus, za tak mało Christiny Hendricks. Smutny

Mental napisał(a):Do tych, co widzieli film, któremu jutro wystawię 10/10 Uśmiech
Szczerze wątpie, że wystawisz mu 10/10. Uśmiech Za sceny, w których coś się dzieje (np sekwencja otwierająca film) ja z pewnością bym tyle wystawił, ale te poetyckie wstawki, których jest dużo, po pewnym czasie mnie męczyły i nie zdziwie się, jak ciebie również będą uwierały.

Odpowiedz
Poetyckie wstawki są podobnie "nudne" jak w Valhalli(idą chłopy pod górę przez pięć minut)? Jeśli tak to zajebiście.

Odpowiedz
Pewnie, że nie są. Crov głupoty gadaOczko

Odpowiedz
Poetyckie wstawki w filmach sensacyjnych to najlepsze fragmenty (oprócz naturalnie rozwalania mózgów).

Odpowiedz
Drive => Genialna ekscytacja kinem sensacyjnym z elementami gore. Film po którym jazda samochodem nigdy nie będzie już taka sama... Czuję się jakbym obejrzał Manhuntera, Thief'a, Collateral , ciutkę Tarantino i Miami Vice w jednym. 9/10 Bosko !!!

Odpowiedz
Zależy, co rozumiemy przez "poetyckie wstawki". Sekwencja z symfoniczną muzyką podczas, gdy Kierowca w masce kaskaderskiej przygląda się towarzyskiemu spotkaniu Perlmana była bolesna. W sumie ta scena rzuciła mi się w oczy najbardziej i ciężko mi jest sobie przypomnieć jakąś inną podobnie mnie irytującą.

Mental napisał(a):Poetyckie wstawki w filmach sensacyjnych to najlepsze fragmenty (oprócz naturalnie rozwalania mózgów).
Obiektywnie powiem, że pieprzysz. Uśmiech Najlepsze to te, kiedy jest dobra akcja albo dobre popisy aktorskie/postaci (pisząc to w glowie mam Heat z wiadomą strzelaniną i rozmową Pacino - DeNiro), a nie jakieś poetyckie pierdoły. Sęk w by akcja miała mięsisty kontekst, za które posłuży reszta filmu. No i Drive to ma, jeno momentami męczy.

Rozwalanie mózgów też w Drive jest. Jeden piękny mózg rozwalają Smutny

Odpowiedz
Cytat:Najlepsze to te, kiedy jest dobra akcja albo dobre popisy aktorskie/postaci (

Crov, intersubiektywnie powiem, że lecisz, bo chcesz, bo życie jest złe, czy są pieniądze czy nie Uśmiech

Poetyckie wstawki w filmach sensacyjnych powodują, że dostaję erekcji i mam ciarki. W "Zakładniku" jest cała masa takich pełnych podskórnej epy, lirycznych wręcz momentów. W "Heat" także. Oczywiście same strzelaniny muszą być na maksa surowe, realistyczne i brutalne, żeby matki z dziećmi wychodziły z kina, starcy dostawali zawału, lewicowe pismaki gadały, że przemoc rodzi przemoc, w ksiądz Natanek walił z ambony, że świat schodzi na psy, narkotyki i demoralizacja Uśmiech

Czy teraz wyraziłem się jasno?

Odpowiedz
(16-09-2011, 18:01)Mental napisał(a): Ogólnie to, co tutaj zdążyliście już napisać sprawiło, że mi stanął. Epa + smutne love story + rozpryśnięte mózgi + kult słoneczka + nocne jazdy po LA + epa + Ron Perlman, o ja jebie, nie mogę... Uśmiech
+ mega brutalne (oczywiście nie w "cool-młodzieżowy" sposób), wciskające w fotel sceny + zdawkowe, maksymalnie treściwe dialogi + wykałaczka w kąciku ust Uśmiech

Byłem w kinie parę godzin temu, ciągle nie jestem w stanie myśleć o niczym innym Oczko. Znakomita rzecz (chociaż Crov ma racje, że jest kilka pretensjonalnych momentów - ale tylko kilka), wspaniale zagrana i zmontowana. Aż muszę ochłonąć, żeby napisać coś konkretnego Uśmiech

9/10 i spora szansa na dychę po kolejnym seansie.
"to że gej sobie nie może wziąć ślubu to jest sprawa kościoła" - vast

Odpowiedz
Cytat:chociaż Crov ma racje, że jest kilka pretensjonalnych momentów - ale tylko kilka

To zapewne efekt "europejskości". Ale spoko - koleżka pobędzie trochę w USA, najlepiej w Teksasie albo w Nevadzie i samo mu przejdzie Uśmiech

Odpowiedz
To w sumie tylko dwa/trzy momenty, obstawiam, że i tak "Drive" Ci się bardzo spodoba Uśmiech.

Swoją drogą, w filmie jest jedna piękna scena, w pewnym stopniu przełamująca "czwartą ścianę":
I was a movie producer once. I made a lot of cheap films. One critic called them "European". I thought they were shit. Oczko
"to że gej sobie nie może wziąć ślubu to jest sprawa kościoła" - vast

Odpowiedz
Dokładnie, fajny ukłon Refna w stronę europejskiej twórczości Oczko Chyba stany wyzwoliły go od tego szambowego grafomaństwa. Super jeśli zawita tam na dłużej.

Mimo, że Drive nie kipi od dialogów (Kierowca to milczek) to wiele scen cichych mówi więcej niż te wszystkie gryzmoły scenariuszowe u Tarantino, gdzie nikomu nie zamyka się jadaczka. Bardzo mi się podobała scena gdy Kierowca siedział przy oknie, podeszła do niego Irene z kurtką i zaczęli się na siebie..wpatrywać, uśmiechać. Bez cięcia, bez zmiany ujęcia, za oknem świecące się LA nocą. W ogóle Drive to film nakręcony z matematyczną precyzją, która uwypukla mnóstwo detali.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Motoduf napisał(a):I was a movie producer once. I made a lot of cheap films. One critic called them "European". I thought they were shit.
O tak, zapomniałem o tym. Cytat filmu Uśmiech

Odpowiedz
Film jest zły. Zły na tyle, że ma z miejsca u mnie 9/10. I tylko tyle. Tylko, ponieważ brakło tam? więcej, więcej tego klimatu, pociągnięcia pędzlem dłuższej historii, dodania obrazu miasta i ludzi.

Zacznę od kina. Sala raz po raz wybuchała śmiechem. Po 30 minutach ludzie byli znudzeni (obok mnie koleś spał) wiele osób głośno wyrażało swoje niezadowolenie, później były już marudne przytyki, byle coś powiedzieć. Para wyszła i samotna kobieta (po akcji w windzie bodajże). Szkoda ? mocno zepsuli seans. Idiotyzm, aby film wypuszczać w analogowej wersji: wzrok mam super, ale niektóre sceny były tak rozmazane, że głowa mnie rozbolała, bo musiałem wytężać wzrok. W scenie na parkingu przed marketem, to widziałem podwójnie. Powinna być cyfra i koniec.

Teraz o filmie. Jeśliby spotkała się Sofia Copolla z Fincherem i Mannem, powstałby właśnie ten film. Odpowiednio: Pomiędzy słowami, Zodiak i Zakładnik (pokazanie relacji ? gore ? ukazanie poetyckie miasta). W filmie nie uświadczymy wielu pościgów, akcja rozkręca się w ślimaczym tempie, a kiedy już przychodzi, wciska w fotel, szokuje i przeraża. Poetyckość wylewa się z ekranu, potem miesza z brutalną prawdą, by na koniec pokazać, że ?Hej, właśnie obejrzałeś film o facecie, który zarabia na wypadkach samochodowych, czego się spodziewałeś?? Ale Refn popełnił wg mnie dwa błędy. Film jest za krótki, jeśli chodzi o ukazanie życia kierowcy, tego nocnego życia, i taki malutki błąd związany z kontynuacją (chodzi mi o pewien wypadek). Ten pierwszy powoduje, iż mroczna natura kierowcy jest zagadkowa, ten drugi, że wiarygodność filmu nagle legła w gruzach ? i mówię to z pełną odpowiedzialnością. Samemu zareagowałem dość ostro, widownia również.

Film jest dobry, ale go nie polecam, serio ? jest nudny, powolny, brutalny, milczący. Piękny jednocześnie, szczery, brutalny i minimalistyczny w dialogach. Relacja pomiędzy protagonistą a kobietą opiera się na spojrzeniach, na ukrytych potrzebach i dążeniach życiowych, natomiast dialogi występujące pomiędzy Nino (tutaj Ron Pearlman w krótkiej, acz dobrej kreacji), Bernim, Cookiem, i Shanonem to najwyższa półka.

Mnie osobiście zmasakrowała scena w burdelu:


Wypadkowa ocen 3 znajomych i moja jest druzgocąca: Ja jestem zachwycony (ale, jak wspomniałem, filmu nie polecę), koledzy uznali film za gorącą kupę.


Jeśli ktoś idize na film z myślą, że będzie akcja, pościgi, strzelaniny - to niech przemyśli sprawę wyboru filmu.

loading podpis...

Odpowiedz
"powolny, brutalny, milczący."

Fajnie się stylistyką recenzji bawisz, "nie polecam, bo film długi, milczący, brutalny i bardzo dobry". Ale KMF to nie miejsce na taką zabawę. Bo tu sami psychole, którzy lubią "długie, milczące i brutalne".

Idę dzisiaj, choć muszę jechać 100 km do kina, bo pobliskie wyświetla "Drive" dopiero za tydzień.
Dyskretny urok burżuazji, Ran, Terminator 2, Big Lebowski, Fanatyk, Cries and whispers, Annie Hall, Eraserhead, Mroczny przedmiot pożądania, Noc na Ziemi, Lot nad kukułczym gniazdem, Capote, Boogie Nights, Zed i dwa zera, Żywot Briana.

Odpowiedz
Naszło mnie po wyjściu z kina: ludzie tego filmu nie zrozumieli. Zaryzykuję stwierdzenie, iż nawet nie zajarzyli, co zobaczyli. Może to nieco na wyrost, ale obraz ma drugie dno, trzeci zakręt, ukryty przekaz itd. Refn nie wywalił kart na stół i rzekł do widza " oglądasz film o samotniku, który robi dziwne rzeczy ze znanych tylko sobie powodów, szuka miłości, stabilizacji, zrozumienia". To ciężki film, ledwie pokazuje skrawek życia - niejako jego autor zaprasza nas, uchyla kurtynę i pozwala zajrzeć w cudzy świat, który niekoniecznie musi się spodobać.
loading podpis...

Odpowiedz
jakoś różowy kolor tytułu trochę mnie odstraszył ale po komentarzach wraca wiara.

Odpowiedz
(16-09-2011, 17:53)Artemis napisał(a): dużo, najpierw się przestraszyłam, bo nie trafił do napisów początkowych, ale potem okazało się, że właściwie wiodący drugi plan Uśmiech

Trafił.

A film jest ok, ale tych wszystkich wodotrysków nie do końca rozumiem. Jasne, to dobre, konkretne, mocne kino. Ale nie wszystko w nim niestety zagrało. Przede wszystkim widać, że koleś zapatrzył się na Manna i że jest europejczykiem, przez co miejscami dostajemy albo kopie filmów tego pierwszego (czołówka wręcz przestylizowana na Thiefa) albo jakieś przekombinowane, tudzież jak ktoś już tu ujął za bardzo poetyckie sekwencje (często w slo-mo), na których człowiek modli się, by się już skończyły - przywołany wyżej moment obserwacji w masce to chyba najgłupszy fragment całego filmu, choć równie mocno wnerwiały mnie wstawki jadącego skądś/dokądś Goslinga, wmontowywane co 5 minut między różnorakie sceny, co często nie ma żadnego sensu. Szkoda, że reżyser nie wiedział w tym wypadku kiedy powiedzieć dość.

Do tego dochodzi parę durnotek drugiego planu, jak zabicie jednym cięciem (i nawet nie chodzi o to, czy to możliwe, ale o sposób pokazania), czy moment, w którym samochód kierowcy wygląda brand new, tuż po tym, jak wysłał w kosmos inne auto. Nie do końca klei mi się też wątek miłosny, a Mulligan, choć wygląda sympatycznie, to nie do końca się sprawdziła (inna sprawa, że do grania nie miała zupełnie nic). No cóż, to jednak nie Mann...

Gdyby film troszkę przykrócić i zdynamizować (naprawdę zabrakło mi jakiejś małej robótki w środku filmu - i kij z tym, że film nie o tym prawi), to pewnie byłbym wniebowzięty. Tak jest dobrze, ale nie zamierzam skakać pod sufit i spuszczać się nad epą tego filmu.

8 / 10, a z cyklu "wolno, surowo i z klimatem" wolę Drivera zdecydowanie.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Mimo tyle krytyki to jednak ocena 8/10 bardzo wysoka. Oj, nie ma bata, muszę jechać do Szczecina do kina obejrzeć ten film, gdyż na komputerze filmów oglądać nie lubię.
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
Ocena wysoka, bo film jest dobry nawet mimo tych wad - zresztą nie wiem czy przetrzyma ona próbę czasu, szczególnie, że mocno rozważałem zwykłą 7, ale Gosling sam w sobie miażdży, więc jest jak jest Oczko
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Film, mimo swych ewidentnych niedoskonałości, wynikających z artystowskich zapędów reżysera (ale do zniwelowania na drodze reedukacji przy whiskey na moim ranczo w Teksasie), był piękny. Piękny na wielu płaszczyznach. Piękne zdjęcia. Piękny kawałek "A Real Hero", który do teraz sobie nucę w myślach. Piękny był sposób eksterminacji wrogów - prymitywna zemsta. Piękna była scena w windzie - przerażona kobieta patrząca, jak jej facet miażdży czaszkę obcemu kolesiowi. Piękny był główny bohater, ale nie w tym gejowskim sensie, lecz w tym zajebistym - widać, że Refn czerpał całymi garściami z ponadczasowej klasyki bezimiennych, bezlitosnych, milczących twardzieli, którzy najpierw muszą zrobić swoje, nim zrobią cokolwiek innego. I ta blondyneczka, taka idealna, spacerująca na brzegu życia, po stronie natury i biologii, podczas gdy mężczyzna kroczy po drugiej stronie, wybiera brzeg śmierci. To jest historia. Śmierć mężczyzny-wojownika tworzy historię. Dobry film. 8/10


Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości