Dwunastu gniewnych ludzi (1957)
#1
Nie znalazłem nigdzie na forum tematu dotyczącego tego filmu.

DWUNASTU GNIEWNYCH LUDZI


[Obrazek: DVD_12AngryMen.jpg]

Fabuła prosta jak konstrukcja cepa. Ława przysięgłych złożona z 12 osób na zdecydować, czy młody Latynos oskarżony o morderstwo usiądzie na krześle elektrycznym. Sprawa dla wszystkich jest prosta i wydaję się, że wydanie wyroku to tylko formalność. Jednak jeden z ławników ma wątpliwości... i tak się zawiązuje pasjonująca akcja oparta tylko o konwersację.

Nie będę zdradzał więcej elementów fabuły. Uwielbiam oglądać filmy bez absolutnie żadnej wiedzy na ich temat. Takie też miałem podeście do 12 gniewnych ludzi. W dodatku film przed obejrzeniem odstrasza spodziewaną nudą pod każdym względem: czarno-biały film, brak wybuchowej akcji, wszystko oparte o dialogi, jedna scenografia. W dodatku film jest stary, a zauważyłem, że 95% ludzi uważa takie filmy za nudy totalne.

Nic bardziej mylnego.

Ten film to A R C Y D Z I E Ł O w każdym calu. Takiej hipnozy podczas oglądania filmu dawno nie odczuwałem. 1,5 godziny mija jak chwila. Na prawdę szkoda, że film jest tak krótki. Dialogi - majsterszty, Aktorstwo również.

Film można rozpatrywać na wielu płaszczyznach. Bardzo pociągający jest aspekt psychologiczny. Postaci są wręcz podręcznikowymi modelami osobowości. Każdy jest pełnokrwistą postacią, wyjętą wręcz z prawdziwego życia. To jest ewenement aby w filmie trwającym 96 minut strwożyć 12 postaci z których każda zostaje w pamięci.

Nie znam się na kinie prawniczym. Nie przepadam za takimi filmami, uważam je za nudne. Jednak 12 gniwnych ludzi to jest coś genialnego, ponadczasowego, arcyświetnego. Mógłbym tak słodzić dalej.

Bez żadnego wahania 10/10 (a taką ocenę wystawiam bardzo rzadko)

Aż wstyd się przyznać że miałem ten film szmat czasu, a dopiero teraz po niego sięgnąłem. Każdy z nas ma chyba jakieś takie uprzedzenia do starych, przegadanych filmów. Łatwiej włączyć sobie jakieś pseudo-widowisko typu 10.000 BC i chodzić przez resztę dni w wkurwieniu, że obejrzało się mega gniota.
[Obrazek: 12AngryMen2.jpg] [Obrazek: 12-angry-men.jpg]

Odpowiedz
#2
Najpierw, mając może 10-11 lat trafiłem na telewizyjny remake w reżyserii Friedkina z miejsca uznając go za arcydzieło. Dopiero kilka lat później dowiedziałem się o oryginale i chyba ze dwa lata temu go widziałem. Mimo, że film ma ponad 50 lat, wciąż w przeciwieństwie do większości produkcji z tamtych czasów, ogląda sie to znakomicie. No ale z drugiej strony ciężko, żeby film o 12 kolesiach w jednym pokoju mógł sie jakoś specjalnie zestarzeć.

Co tu dużo pisać - jeden z najlepszych filmow w historii, a na pewno najlepszy w swoim gatunku. Świetnie zagrany, ze znakomitym, dającym do myślenia scenariuszem. A do tego po mistrzowsku wyreżyserowany.

BTW: Wersję z 1997 roku wciąż uważam za najlepszy remake w historii obok "Scarface'a"

Odpowiedz
#3
Wersja oryginalna - genialna. Zdecydowanie jeden z najlepszych amerykańskich filmów z lat 50. Ale dwa remaki, z 1997 roku i rosyjski "12" są równie znakomite.

Odpowiedz
#4
Cytat:Mimo, że film ma ponad 50 lat, wciąż w przeciwieństwie do większości produkcji z tamtych czasów, ogląda sie to znakomicie.

Ja oglądam te stare i większą przyjemność znajduje w nich niż w dzisiejszych crapenach.
L.A. Confidential - 8/10
He liu - 7/10
The Insider - 8/10
Dredd - 6/10
Total Recall ( 2012 ) - 5/10
G.I. Joe: The Rise of Cobra - 5/10


Odpowiedz
#5
Ale ja jestem młody, wychowany na kinie lat 90. i do mnie nie przemawiają filmy z lat 50. czy 60. Oczywiście jest wiele wyjątków jak np. "On the Waterfront", "Cleopatra", "The Great Escape", czy chociażby "Abbott i Costello".

Odpowiedz
#6
no to jak nie przemawiają, jak przemawiają? 8) Hitchcock? Kurosawa? Wilder?

co do samego Sidneya Lumeta, to warto pamiętać, że ten reżyser wciąż kręci - i to mimo 86 lat na karku! Ostatnio na przykład popełnił świetny "Before the Devil knows you're dead", a wcześniej choćby "Serpico", "Dog Day Afternoon". Czyli ma na swoim koncie co najmniej 3 filmy, małe i większe arcydzieła, które się nie zestarzały i są wyjątkowe do dnia dzisiejszego.
Niewielu jest takich gości.

Odpowiedz
#7
desjudi napisał(a):no to jak nie przemawiają, jak przemawiają? 8) Hitchcock? Kurosawa? Wilder?

A także "Ordet", Apu Trilogy, 400 batów, Do utraty tchu, Siódma pieczęć, Ścieżki chwały, Tam gdzie rosną poziomki, Słodki zapach sukcesu, Poszukiwacze, Rio Bravo, Hiroshima - moja miłość, Dotyk zła, Deszczowa piosenka, Tokyo Story, La strada, Opowieści księżycowe, Popiół i diament, W samo południe itd, itp. Sama przyjemność oglądania i razem z filmem Lumeta to ta sama liga. :wink: Dzisiejsze czasy nie mogą się pochwalić podobnym poziomem.

Samo "Dwunastu gniewnych ludzi" trzyma mnie w napięciu bardziej niż "Okno na podwórze" mimo, że to nie thriller Hitchcocka a sądowy gadany dramat.
L.A. Confidential - 8/10
He liu - 7/10
The Insider - 8/10
Dredd - 6/10
Total Recall ( 2012 ) - 5/10
G.I. Joe: The Rise of Cobra - 5/10


Odpowiedz
#8
Z wymienionych przez was filmów i twórców, jedynie Hitchcock daje radę ;) Co najśmieszniejsze jego filmy zobaczyłem dopiero w zeszłym roku. Ulubione - "Ptaki" i "Marnie".

Odpowiedz
#9
Perfik napisał(a):Z wymienionych przez was filmów i twórców, jedynie Hitchcock daje radę

Tu wszystko daje radę a część spokojnie przebija "jeden z najlepszych filmów w historii" jak określiłeś tego Lumeta. :wink: Inna sprawa ile tego widziałeś i ile z tego pojmujesz.
L.A. Confidential - 8/10
He liu - 7/10
The Insider - 8/10
Dredd - 6/10
Total Recall ( 2012 ) - 5/10
G.I. Joe: The Rise of Cobra - 5/10


Odpowiedz
#10
Jeśli rozmowa zeszła na stare kino, to powiem, że o jakiś 3-4 lat zaczął mnie bardzo interesować ten temat. Wcześniej traktowałem starsze filmy jak najzwyczajniejsze nudy. Zacząłem od kina noir, a dalej poszło samo. Taka szybka lista ulubionych staroci: Double Indemnity (Podwójne ubezpieczenie) (1944), mój ulubiony film noir, świetna intryga 10/10
Rear Window (Okno na podwórze) (1954), wiadomo - klasyk, 10/10
Casablanca,
Rope (Lina) (1948) formą przypomina 12 gniewnych ludzi
White Heat (Biały żar) (1949)
Sunset Blvd. (Bulwar Zachodzącego Słońca) (1950)
The Killing (Zabójstwo) (1956), Wczesny Kubrick, majstersztyk
The Big Sleep (Wielki sen) (1946)
Spellbound (Urzeczona) (1945)
Rebecca (1940)
Dark Passage (Mroczne przejście) (1947)
Psycho (1960)
Touch of Evil (Dotyk zła) (1958)

Co do Lumeta to właśnie się dowiedziałem dzięki desjudi, że znane przez mnie Before the Devil knows you're dead to jego film. Świetny film, i szacun dla reżysera że w wieku 83 lat tworzy takie filmy.

Odpowiedz
#11
Joe Chip napisał(a):Inna sprawa ile tego widziałeś i ile z tego pojmujesz.

O tak, zaczyna się. Coś mi się nie podoba znaczy, że tego nie pojmuję :)

Nie napisałem nigdzie, że te filmy są złe, napisałem, że do mnie nie przemawiają. Fakt, może to złe określenie, bo chodziło mi o to, ze od większości z nich się "odbijam". Nie mam na myśli fabuł, bo te są często lepsze niż dzisiejsze, a raczej o ich realizację. Trąci to mychą na kilometr i zazwyczaj daje sobie z takimi filmami spokój, bo po co się męczyć? Magistrem filmoznawstwa nie jestem.

Co do wymienionych przez Ciebie filmów - westernów nie dzierżę, podobnie jak starych musicali (wyjątek - West Side Story) i Wajdy. O Plus Ordet i Apu Trilogy nigdy w życiu nie słyszałem, a Bergman spłynął po mnie jak po kaczce (choć tu mogę się zgodzić - nie pojmuję jego filmów, ale pocieszam się tym, że on sam ich pewnie nie ogarniał)

Odpowiedz
#12
Perfik napisał(a):O tak, zaczyna się. Coś mi się nie podoba znaczy, że tego nie pojmuję

Wiesz, z tymi filmami jest tak, że niekoniecznie trafiają do młodych, ich wartość może wzrastać wraz z własnym doświadczeniem ale to zależy od tego kim jest ten kto to ogląda. "Tokyo Story" lub "400 batów" są tak samo mądre jak "12 gniewnych ludzi" więc różnica co najwyżej tkwi we własnym odbieraniu różnych stylów, film Lumeta się podoba min. dlatego, że trzyma w napięciu ale takie ocenianie pod względem samej przyjemności odbioru to jest trochę ułomne.

Perfik napisał(a):Plus Ordet

Samo "Ordet" - bez tego plus. :smile:

Perfik napisał(a):(choć tu mogę się zgodzić - nie pojmuję jego filmów, ale pocieszam się tym, że on sam ich pewnie nie ogarniał)

Nic tam takiego trudnego nie ma w tych filmach. :wink:
L.A. Confidential - 8/10
He liu - 7/10
The Insider - 8/10
Dredd - 6/10
Total Recall ( 2012 ) - 5/10
G.I. Joe: The Rise of Cobra - 5/10


Odpowiedz
#13
Jak już było wspomniane jest to bez wątpienia ARCYDZIEŁO. Film pokazuje przede wszystkim siłę zwątpienia pomijając już krytykę i ukazanie durnoty czegoś co zwie się ławą przysięgłych czy też nawet samego sądu. W końcu dzisiaj jak ktoś mi wybije zęba to de facto wybija zęba państwu, a nie mi, bo to państwowy sąd decyduje za mnie jaka kara czeka przestępcę.

Wkleję jeszcze swoją opinię z Krótkiej piłki:

Cytat:12 Angry Men

Jeden z tych must-see! Mimo, że film ma już swoje lata to naprawdę nie przeszkadza to w odbiorze bo film i problem, który poruszany jest nadal jest akutalny. Problem, czyli obojętność społeczeństwa na innych ludzi (co z tego, że ciąży nad nimi wyrok skoro dalej są takimi samymi ludźmi jak my) i brak wątpienia w to co się słyszy i widzi. Film pokazuje prawdziwą siłę wątpienia. Nie bez powodu pokazano to na grupie przypadkowych 12 ludzi. Naprawdę polecam!

10/10

Naprawdę, muszę zacząć częściej sięgać po stare filmy!
"Więcej socjalizmu - znaczy więcej demokracji." - Michaił Gorbaczow

"Istnieje marksizm dogmatyczny oraz marksizm twórczy. Ja stoję na istocie tego ostatniego." - Józef Stalin

Odpowiedz
#14
wole remake Friedkina, bo go widziałem w pierwszej kolejności i tak mi już zostało.

o czym są Gniewni ludzie? przede wszystkim o tym, że ludzie z ulicy nie nadają się - z przynajmniej tysiąca powodów wyszczególnionych w filmie - do oceniania bliźnich i do decydowania za nich o czymkolwiek. a nawet gdyby awans na stanowisko ławnika wiązał się z doznaniem jakiejś iluminacji w tej dziedzinie, to i tak nie świadczyłoby to o tym, iż ci sami ludzie nagle posiedli papiery upoważniające ich do wydawania jakichkolwiek werdyktów.

po drugie, 12 gniewnych ludzi ukazuje w działaniu jedyną formę demokracji, jaką jestem w stanie zaakceptować - demokracje, gdzie każdy z uczestników dysponuje prawem wetowania decyzji podjętych większością głosów, a mogących godzić w interesy lub dobro danego człowieka lub ziemi, z której ów człowiek pochodzi. nie muszę dodawać, że w szkołach uczą kompletnie zafałszowanej historii liberum veto i na podstawie tychże bredni przeciętny szarokumaty ludź wyrabia sobie zdanie o jednym z najbardziej kluczowych mechanizmów, naturalizujących totalniackie zapędy większości. bo kto szuka prawdy, nie powinien liczyć głosów. głosy trzeba ważyć, nie liczyć i jeśli wymaga tego sytuacja, obrady będziemy prowadzić do niedzieli bez wytchnienia, i gówno mnie obchodzi, proszę pana, czy w tv leci akurat mecz.

w każdym razie film na 10 oczek.

Odpowiedz
#15
Trelkovsky - fajne wprowadzenie do filmu. Też mam tak, że lubię jak najmniej wiedzieć o filmie przed obejrzeniem go. Dlatego też, najpierw czytam opisy: aby nie narazić się na gniota, potem jak opis jest zakwalifikowany daje odstawkę na kilkanaście dni lub tygodni tak, że opis zupełnie zapominam i zaczynam oglądać:).

Co do filmu: ja nie będę oryginalny: dla mnie to też jest mega arcydzieło, utwierdzające mnie tylko w silnym przekonaniu że najważniejszym elementem filmu jest 1. scenariusz i 2. aktorstwo, a reżyser musi jedno i drugie odpowiednio zgrać.

Filmów o podobnym potencjale intelektualnym jest więcej np. sieć (znów reżyser S. Lumet - mój ulubiony reżyser), tylko trzeba dobrze szukać.

Ostatnio wyszła wersja rosyjska tego filmu - "12". Jeszcze nie widziałem jej bo czeka w poczekalni do oglądnięcia, jednak już teraz mam chrapkę na nią. Może nawet dziś oblukam:)

ps. ma ktoś może napisy do remaku angielskiego?:) szukam i szukam i znaleźć nie mogę.....:/

Odpowiedz
#16
kyle napisał(a):S. Lamet - mój ulubiony reżyser

w takim razie powiedz mi: widziałeś to?

a Lamet to cię robił i wyszła z tego lama:)

Odpowiedz
#17
Oglądnąłbym Q&A, ale boję się, że trafię na wersje telewizyjną od której Lumet się odciął.

BTW - dopiero teraz zauważyłem, że to Lumet jest reżyserem "Find Me Guilty" z Vin Dieselem. Oglądał to ktoś?

Odpowiedz
#18
ta, którą ja widziałem, na pewno nie była "telewizyjna". chyba że "telewizyjna" znaczy "taka jak hbo" - wtedy była:)

Odpowiedz
#19
Nie wiem. Wiem tyle, że do telewizji trafiła jakaś pocięta wersja i Lumet wycofał swoje nazwisko z czołówki.

Odpowiedz
#20
Mental napisał(a):
kyle napisał(a):S. Lamet - mój ulubiony reżyser

w takim razie powiedz mi: widziałeś to?
nie ale już sobie zapisałem w kolejce do obejrzenia z wysokim priorytetem (tuż za Książę Wielkiego Miasta), planuje sukcesywnie poznawać wszystkie jego filmy... ostatnio widziałem "Werdykt" - ciekawy, choć nie trzyma tak w napięciu jak 12'stu gniewnych. "Akcja" (w cudzysłowie, bo tam akcji za dużo nie ma) też dzieje się w większości w sądzie (jest nawiązanie do ławników w sądzie itd.)
Już bardziej w napięciu trzyma "Pieskie popołudnie" (rewelacyjna gra aktorska młodego Al. Pacino) - jednak ten film - ze względu na poruszane tematy - nie przypadł mi do gustu.

Mental napisał(a):
kyle napisał(a):a Lamet
)
Już poprawione... niestety mam tendencje do przekręcania literek:/

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Siódma pieczęć (1957) reż. Ingmar Bergmann Phlogiston2 21 6,537 15-08-2021, 19:27
Ostatni post: raul



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości