Banned
Liczba postów: 20,755
Liczba wątków: 63
Eastern Promises
Ostatnio zaczęły się pojawiać coraz ciekawsze filmy opowiadające o mafii i polcji. Nie jest to, co prawda jakaś nowa wyjątkowa moda na odkopywanie na dobre gatunków kina gangsterskich czy kina policyjnego, które zostały przykryte lekką warstwą kurzu, ale po prostu tak jak "No Country for Old Men" przypomina o westernie, tak na przykład "American Gangster" przypomniał jednocześnie i o filmach gangsterskich i policyjnych. "Eastern Promises" nie jest typowym gangsterskim kinem, nieszczególnie przypomina "American Gangster", ale tak jak âAmerican Gangsterâ robi krok w stronę dosyć zimnej i przedstawionej bez fajerwerków, realistycznej i brutalnej historii, którego dawno w kinie nie robiono, a przynajmniej nie często i nie głośno.
To opowieść o rosyjskich bandziorach działąjących w Londynie, pośród których znajdzie się położna poszukująca informacji o czternastolatce, która urodziła dziecko i zmarła podczas jej dyżuru, ale nie zwyczajne gangsterskie kino. Nie ma wątpliwości, że głównymi bohaterami są tutaj gangster, Nikolai (Viggo Mortensen) i położna, Anna (Naomi Watts), jednak gdyby w obrazie zabrakło postaci Naomi Watts to film nic by nie stracił. Więź Nikolaia i Anny jest ciekawie przedstawiona, ale zdecydowanie wolałbym, aby film skupił się raczej na rosyjskim gangsterze.
Nikolai, jak każdy, ma jakieś tajemnice. Dowiadujemy się o trochę o nich z ostatniego aktu filmu. Wcześniej wiemy o nim tylko dwie rzeczy: jest kierowcą rosyjskiej mafii i potrafi zabijać. I to jak. Tu należy przywołać kopiącą jajami po łbie (a co!) scenę walki w łaźni, gdzie świetnie pokazano jak bohater nie przejmuje się tym, że jest kompletnie nagi - on po prostu walczy o życie. Cronenberg pokazał mi brutalność w "History of Violence", a tu kontynuuje moją edukację. Krew jest gęsta i kiedy się leje to wiadomo, że nie chodzi o ketchup. Widać to w scenie w łaźni, ale równie dobrze widać to choćby na początku filmu, u fryzjera.
Nikolai nie wydaje się być skomplikowaną postacią â ot prosty złodziej i zabójca, ale ma w sobie pewien magnetyzm przykuwający nas do ekranu. Ogromna w tym zasługa Viggo Mortensena, który swoją kreacją kradnie każdą scenę. Idealny rosyjski akcent i zimne spojrzenie sprawiły, że ani razu nie pomyślałem o Aragornie. Ten gość ma przyszłość i liczę, że nie przestanie pracować z Davidem Cronenbergiem. Mortensen włożył pracę w przygotowanie roli i naprawdę się to opłaciło.
Prawda jest taka, że ten film to przede wszystkim rewelacyjna rola Mortensena i jego postać. Anna kręci się po ekranie i choć jej śledztwo jest dosyć interesujące, a Naomi gra jak zwykle dobrze, to chciałoby się więcej dowiedzieć o zasadach i pracy rosyjskich przestępców, a przede wszystkim samego Nikolaia. Podobno Cronenberg coś przebąkiwał o kontynuacji - dla mnie wspaniale, jeżeli skupiłby się bardziej na moim ulubionym bohaterze. Choć może, gdyby ta postać nie była tak enigmatyczna (podobnie zresztą jak Tom z "History of Violence") to nie byłaby tak zajmująca?
Podobnie sprawa wygląda z zakończeniem filmu. W "History of Violence" przy końcu doszliśmy właściwie do rozwiązania historii, a tutaj wyjaśnia się w gruncie rzeczy jedynie wątek poszukiwań Anny. Gdyby nie to, że Nikolai był równorzędnym bohaterem to nie byłoby problemu, ale zostawienie jego sprawy bez większego wyjaśnienia jest frasujące. Można się zastanawiać co było dalej, interpretować, ewentualnie czekać na kontynuację (która moim zdaniem raczej nie powstanie, choć kto wie), ale wrażenie urwanej historii i niedosytu nie minie.
Fenomenalny Viggo Mortensen, porządna Naomi Watts, fascynujący świat wschodniej mafii, brudne i realistyczne sceny przemocy, a do tego dobra i logiczna fabuła, której końcówka pozostawia jednak niedosyt. Warto, przede wszystkim dla Mortensena. Póki co 8/10, cokolwiek to znaczy.
01-01-2008, 08:02
Nowy
Liczba postów: 968
Liczba wątków: 13
Dlaczego Ja tego nie widziałem? Jakoś ten film mnie... minął. David Cronenberg? plus Vigo Mortensen? Shit men, nic więcej nie musisz mówić. Lecę oglądać.
01-01-2008, 12:49
Stały bywalec
Liczba postów: 3,484
Liczba wątków: 39
Viggo jest świetny, a scena walki w łaźni mocna, aż odłożyłem konsumowaną kanapkę na później. Cała reszta jest przeciętna. SPOJLERY Pseudo-Twist i wszystko co następuje po nim, rozczarowuje.
W sumie 6/10. Za Viggo i za parę scen. Jeżeli gwałt na dziewczynce mi zwisa, to znaczy że z filmem jest coś nie tak. Taki właśnie jest Eastern Promises. Zaskakująco zobojętniający widza.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.
02-01-2008, 23:48
Nowy
Liczba postów: 968
Liczba wątków: 13
Niestety miałem podobne odczucia. Film jest średnio przeciętny. No i jest w nim masa jakiś totalnych bzdur. Wielki stary mafioso gwałciciel, mamy uwierzyć że co? Że jest jakimś wielkim bossem? A tymczasem nie widzimy dosłownie nikogo więcej kto by dla niego pracował oprócz jego własnego synalka pijaka no i Viga, szofera  Ale najbardziej powaliła mnie scena w łaźni. Sama walka niby ok... ale to już nie to samo co w Historii przemocy. Vigo włóczy się na ziemi przez większość sceny. Mało tego, zbiry z Czeczeni dysponują tylko nożami, o broni palnej nikt w tym filmie nie słyszał. Ogólnie film wypada słabo.
03-01-2008, 00:31
Stały bywalec
Liczba postów: 3,484
Liczba wątków: 39
... a rozwiązanie głównej intrygi ssie pałkę. :) Co tu dużo mówić. Muszę się zgodzić. I rzeczywiście, 'bossowanie' głównego bossa to jakaś abstrakcja. Brak JAKIEJKOLWIEK sceny, która miała by na celu pokazanie że kolo coś znaczy. Jednakże, sama rola przyzwoita. Podobały mi się przejść między 'dobrym wujkiem Iwanowem' a 'złym skurwielem - gwałcicielem nieletnich'.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.
03-01-2008, 00:35
Stały bywalec
Liczba postów: 7,557
Liczba wątków: 50
Glut napisał(a):Muszę się zgodzić. I rzeczywiście, 'bossowanie' głównego bossa to jakaś abstrakcja. Brak JAKIEJKOLWIEK sceny, która miała by na celu pokazanie że kolo coś znaczy.
Takich scen jest mnostwo, choc moze masz na mysli jakies bardziej doslowne sekwencje. Koles ma charyzme i budzi namacalny strach, to jest bezdyskusyjne. Fakt, ze Cronenberg nie wklada nam tych jego cech lopata do glowy, tylko przekazuje bardziej dyskretnie w wielu gestach, dyskusjach, pobocznie uslyszanych informacjach, swiadczy tylko na korzysc samego filmu.
03-01-2008, 15:25
Nowy
Liczba postów: 968
Liczba wątków: 13
Nie no weź nie żartuj. Gość nie miał dosłownie nikogo, nawet osobistej ochrony. Byle jaki gnój mógł wejść mu do domu i go zadziabać w byle chwili.
03-01-2008, 15:43
Stały bywalec
Liczba postów: 7,557
Liczba wątków: 50
Nie biore i nie zartuje. ;) A byle gnoj nie wejdzie do domu rosyjskiego mafioso, chyba, ze chce sie pozegnac z twarza i lapami. ;)
03-01-2008, 16:38
Dużo pisze
Liczba postów: 551
Liczba wątków: 2
może o to w tym właśnie chodzi , każdy byle gnój wie kim on jest i czym grozi zbyt bliski kontakt z nim , zobacz gdy przyjeżdża do niego 'golibroda' posrany o swoje życie 'obstawiony' a boss wychodzi do niego sam na lajcie nie ma przy sobie nawet widelca , po prostu to jest na zasadzie 'wyskocz do nas a znajdziemy cię nawet w piekle' . poza tym scena w której vigo dostaje gwiazdy i zjeżdża się śmietanka mafii ewidentnie pokazuje że tatuszka jest kimś. a co do braku broni palnej u czeczenów to może to jest taka ich 'tradycja' kosa w łape i wio ...
A single pussy hair can pull a battleship through the desert
03-01-2008, 16:54
Banned
Liczba postów: 20,755
Liczba wątków: 63
No właśnie, scena z Azimem i Semyonem najlepiej pokazuje, moim zdaniem, jak szefa się boją.
Glut napisał(a):Pseudo-Twist i wszystko co następuje po nim, rozczarowuje.
Twist kojarzy mi się choćby z zakończeniem "Fight Clubu" czy "Sixth Sense", a to co mamy w "Eastern Promises" przypomina raczej ten rodzaj zaskoczenia co prezentuje "State of Grace" (w pierwszej scenie w metrze). To było zwyczajne, naturalne rozwinięcie akcji, nie coś co miało powalić. I dla mnie jest dobre, a i właściwie byłem zaskoczony, dodatkowo postać Nikolaia zainteresowała mnie jeszcze bardziej.
Jeśli chodzi o samo zakończenie to po zastanowieniu scena z Nikolaiem siedzącym w restauracji i czytany z offu pamiętnik, który wydaje się przy okazji trochę mówić o nim to kapitalny zabieg. Aż chyba obejrzę to jeszcze raz. :) Tylko mniej Naomi Watts bym chciał, choć fajna. :)
Oconnel napisał(a):Mało tego, zbiry z Czeczeni dysponują tylko nożami, o broni palnej nikt w tym filmie nie słyszał.
Broń palna byłaby dla nich zbyt niebezpieczna do noszenia po ulicy, podobno Włosi w Nowym Jorku też nie chodzą z gnatami tylko z nożami właśnie.
Oconnel napisał(a):Nie no weź nie żartuj. Gość nie miał dosłownie nikogo, nawet osobistej ochrony. Byle jaki gnój mógł wejść mu do domu i go zadziabać w byle chwili.
A widziałeś scenę na poczatku? Facet skończył w rzece za rozsiewanie plotek o tym, że syn bossa jest gejem. Nie był to co prawda ruch samego szefa, ale jak widać nikt oprócz dwóch, bezpośrednio związanych z denatem osób, nic nie zrobił. Wszycy bandyci w okolicy musieli miec wystarczajaco wyobrazni by pomyslec, co by bylo gdyby zabili szefa. :)
03-01-2008, 19:24
Stały bywalec
Liczba postów: 3,484
Liczba wątków: 39
Cytat:Twist kojarzy mi się choćby z zakończeniem "Fight Clubu" czy "Sixth Sense", a to co mamy w "Eastern Promises" przypomina raczej ten rodzaj zaskoczenia co prezentuje "State of Grace"
Pomyślałem DOKŁADNIE o State of Grace podczas oglądania. Tylko że metro z SoG wywołuje emocje. A EPowy tłist nie wywołuje emocji praktycznie w ogóle.
Oczywiście że dadziu-boss mafii wywołuje strach. Ale strach wywołuje również Darth Vader albo John Doe. Chodzi mi o podkreślenie jego mafijności. Tylko tyle.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.
03-01-2008, 22:58
Banned
Liczba postów: 20,755
Liczba wątków: 63
Cytat:Pomyślałem DOKŁADNIE o State of Grace podczas oglądania. Tylko że metro z SoG wywołuje emocje. A EPowy tłist nie wywołuje emocji praktycznie w ogóle.
No dobra, tyle że tam było dużo emocji, a tutaj w scenie wiadomej raczej nie miało być. To znaczy, chyba, że to jest twój zarzut. :) Tu jest ten "twist" ot po prostu rzucony tak w rozmowie, bo dla bohaterów jest tak oczywisty, że mało ważny. W ogóle film jest raczej zimny i surowy, ale mnie to się nawet podoba. Hitman powinien podobnie wyglądać. Cronenberg na reżysera Hitmana! :)
03-01-2008, 23:40
Stały bywalec
Liczba postów: 3,484
Liczba wątków: 39
Ha! Jeszcze nie dawno był to Fincher. :)
Nic na mnie bardziej nie kręci niż 'zimne' filmy. Ale pomiędzy powściągliwością reżysera a obojętnością widza jest różnica.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.
03-01-2008, 23:42
Nowy
Liczba postów: 3,416
Liczba wątków: 8
Dobre kino, naprawdę dobre. Niepozbawione co prawda wad, ale świetnie wyreżyserowane, przykuwa do ekranu tym Cronenbergowskim cichym niepokojem. To się naprawdę może podobać. Postać Nikolaja rzeczywiście interesująca i świetnie zagrana przez Mortensena -- chociaż również jest prawdą, że kiedy już wszystko (ok, ok, jasne że nie wszystko, ale w każdym razie to, co trzeba) o niej wiemy, z miejsca staje się mniej ciekawa, przez co końcówka traci trochę na klimacie i napięciu, chociaż z kolei w sporym stopniu rekompensuje to ostatnie ujęcie filmu.
Myślę, że Glut strzelił kulą w płot, pisząc, że z filmem coś jest nie tak, skoro gwałt na dziewczynce go nie rusza. Bo w ogóle nie o to chodzi. Gwałt na -- było nie było nam nieznanej, a więc niejako z miejsca niebudzącej emocji -- dziewczynie to tylko punkt wyjścia. Film nas "rusza" gdzie indziej. Rusza ową zimną historią, rusza dobrze naszkicowanymi postaciami mafiozów, rusza grozą samej organizacji. To nie jest ot taki dramat społeczny, żeby wstrząsał nami sam fakt gwałtu na czternastolatce. Wystarczy, że wstrząsa Anną -- która następnie włazi wprost do jaskini lwa.
No i sorry, ale twierdzić, że z filmu nie wynika, że Siemion jest groźnym bossem, to jakiś żart. Jak pisał Jakuzzi, scen, które nam to sugestywnie (acz subtelnie) pokazują, jest masa. Że wymienię tylko wspomnianią wizytę przerażonego Aziza albo scenę, w której właściwie Siemion zaczyna siać strach, czyli jego wizyty w szpitalu.
Wady: jednak pewne mniejsze czy większe głupoty. Bo jednak brak instynktu samozachowawczego u Anny irytuje. Z innej strony również walka w łaźni, mimo że robi wrażenie, to jednak jest mocno naciągana, co przeszkadza zwłaszcza biorąc pod uwagę mało że realistyczną, ale wręcz naturalistyczną konwencję. Bo powiedzmy sobie szczerze: nie ma siły, żeby tamto się dało przeżyć. I taki jeszcze drobny zgrzyt na koniec: --------- W SUMIE SPOILER!! --------- po cholerę Nikolaj na końcu całuje Annę w usta? Co to miało być? Nie żebym miał zastrzeżenia do całej sceny jako takiej, ale biorąc pod uwagę całość, prędzej widziałbym, że całuje ją w czoło.
TU JUŻ NIE MA SPOILERÓW
Ponieważ postanowiłem od nowego roku znów spróbować oceniać filmy, ale nie w idiotycznej skali dziesięciopunktowej to:
* * * *
04-01-2008, 12:45
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
Cytat:No i sorry, ale twierdzić, że z filmu nie wynika, że Siemion jest groźnym bossem, to jakiś żart. Jak pisał Jakuzzi, scen, które nam to sugestywnie (acz subtelnie) pokazują, jest masa. Że wymienię tylko wspomnianią wizytę przerażonego Aziza albo scenę, w której właściwie Siemion zaczyna siać strach, czyli jego wizyty w szpitalu.
mnie osobiście najbardziej rozwaliła scena, w której Siemion grzecznie prosi Anne, by ta podała mu swój adres zamieszkania.
Cytat:Bo powiedzmy sobie szczerze: nie ma siły, żeby tamto się dało przeżyć.
dlaczego nie ma siły? zbiry nie miały przy sobie giwer. żeby zabić, musieli podejść maksymalnie blisko.
Cytat:Ponieważ postanowiłem od nowego roku znów spróbować oceniać filmy, ale nie w idiotycznej skali dziesięciopunktowej
nazywasz mnie idiotą? :)
04-01-2008, 13:17
Nowy
Liczba postów: 3,416
Liczba wątków: 8
Mental napisał(a):mnie osobiście najbardziej rozwaliła scena, w której Siemion grzecznie prosi Anne, by ta podała mu swój adres zamieszkania.
Też. Jak mówiłem, takich scen jest sporo. Po prostu nie wszystko trzeba widzowi wbijać młotkiem, si? :)
Mental napisał(a):Cytat:Bo powiedzmy sobie szczerze: nie ma siły, żeby tamto się dało przeżyć.
dlaczego nie ma siły? zbiry nie miały przy sobie giwer. żeby zabić, musieli podejść maksymalnie blisko.
Nie chodzi mi o to, co musieli zrobić, tylko (1) Aleksiej powinien był umrzeć od ciosów, które otrzymał, a w każdym razie które mógł i powinien otrzymać, (2) cała scena w kilku momentach trochę cierpi na syndrom filmów karate, gdzie Bruce Lee okłada jednego gościa, a pozostałych siedemnastu czeka, aż się z nim upora ;)
Mental napisał(a):Cytat:Ponieważ postanowiłem od nowego roku znów spróbować oceniać filmy, ale nie w idiotycznej skali dziesięciopunktowej
nazywasz mnie idiotą? :)
A to już jak uważasz :P Szczególnie że u Ciebie i paru innych osób tutaj to jest skala jedenastopunktowa. Zresztą żeby było jeszcze śmieszniej, ktoś tutaj (nie pamiętam kto) nawet dawał połówki, robiąc z tego w ten sposób skalę dwudziestopunktową. Jak dla mnie sens ma prosta skala, prawie że opisowa: świetny, dobry, przyzwoity, słaby, zły. Czyli pięć gwiazdek. Ale to generalnie offtop i temat na inną dyskusję :)
04-01-2008, 13:29
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
Negrin napisał(a):Jak dla mnie sens ma prosta skala, prawie że opisowa: świetny, dobry, przyzwoity, słaby, zły. Czyli pięć gwiazdek.
Udajesz że nie istnieją filmy bardzo dobre i przeciętne?
04-01-2008, 13:45
Nowy
Liczba postów: 3,416
Liczba wątków: 8
Niech to ktoś gdzieś przeniesie, to pociągniemy ;) Anyway, nie, nie udaję. Ok, redefiniuję:
świetny, (bardzo) dobry, przyzwoity/przeciętny, słaby, zły.
There, happy? :) Więcej nie potrzeba, filmy to nie wyścigi.
04-01-2008, 13:52
Stały bywalec
Liczba postów: 3,484
Liczba wątków: 39
W pełni akceptuję prawdopodobieństwo tego że film nie jest dla mnie. Możliwe że tak właśnie jest. Lubię zimne i wyciszone sensacyjniaki, jednak im bardziej reżyser mnie uspokaja tym większego kopa oczekuję. Tożsamość Viggo, zinterpretowałem jako próbę takiego kopniaka właśnie. I w ogóle mnie ona nie ruszyła. Stąd moja niechęć.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.
04-01-2008, 14:50
Nowy
Liczba postów: 3,416
Liczba wątków: 8
No tak, bo jednak "Eastern Promises" to, powiedziałbym, żadną miarą nie jest sensacyjniak, niezależnie od temperatury :)
04-01-2008, 15:15
|