04-10-2007, 18:03
|
Elephant (Gus van Sant)
|
|
Dlaczego dali sobie buzi pod prysznicem? :)
Słoń mi się podoba. Nie do końca jako film, ale jako zimny zapis faktów (mam w dupie czy to fakty były czy nie, ważne że tak wyglądały :)). Filmy to interpretacje, Słoń to zapis. Rozumiem że kogoś może boleć łażenie po szkole. Mnie też dosyć nudziło. Ale końcowe sceny są na tyle mocne że mogę zapomnieć o znużeniu przez 3/4 filmu. Normalnie film został by przeze mnie zjechany za coś takiego, ale jak wiemy Słoń to nie film. Van Sant nie mędrkuje. Pokazuje pewną sytuację z maksymalnie wypranej z emocji perspektywy. Podoba mi się to. A film przemyślenia wzbudza. U mnie wzbudził. ;)
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie. Bodie: Thought you said it was getting warmer. Poot: The world goin' one way, people another yo'. 04-10-2007, 21:09 Artemis napisał(a):mefi, skoro wiesz, dlaczego ci chlopacy to zrobili, to nam powiedz... źle czytasz - nie chodzi o to, co w ich głowach, ale o to co się naprawdę zdarzyło już na miejscu. Zresztą to co myśleli, też ponoć nie pokrywa się z faktami (w sensie gry, zamawianie broni, hitler w tv). poza tym film nawet jako interpretacja ich czynów zalicza potknięcie
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 05-10-2007, 02:29
Może inaczej: 'Słoń' podpowiada, sugeruje, a jednocześnie nie czyni jednej, niewybaczalnej rzeczy: nie generalizuje. Powodów na zaistniałe zachowanie mogło być wiele i choć pewnie z kilkunastu takich nastolatków którzy strzelali w różnych szkołach dałoby się wyprowadzić jakiś profil, dojść do pewnych wniosków, byłoby to jednak tylko uśrednienie.
05-10-2007, 08:48
no i? U93 robi dokładnie to samo, ale jest o niebo lepsze i tak nie irytuje
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 06-10-2007, 00:25
widze jak zajadle dyskutujecie nad "sloniem" i poczulam potrzebe powtornego ogladaniecia. po jakis 2 latach pamietam tylko podarzajaca kamere, jakby szukala taniej sensacji, ale nie mogla sie jej doczekac. w finale dostajemy tylko bolesna prawde, ktora jest sensacyjna do bolu i jednoczenie zupelnie pozbawiona fajerwerkow. i to wystarczylo, zeby slon byl kapitalnym filmem jak dla mnie (o ile dobrze pamietam myslalam, ze jest kapitalny). Teraz bym sie pewnie bardziej zastanawiala nad polityka, prawami konstytucyjnymi w dostepnie do broni i inne malo romatyczne kwestie:P
06-10-2007, 23:13
A mi się film podoba, i od czasu do czasu do niego wracam. Wciąga mnie ten specyficzny i ponury klimat budy i jesieni w tle :). Kamerka fajnie podąża za przypadkowo spotkanymi postaciami, i bez żadnych bajeczek przechodzi kolejno z miejsca na miejsce. Gorąco polecam dokument Discovery opowiadający o tamtych wydarzeniach , niezła siekana :)
07-10-2007, 00:18
Elephant to genialna "relacja" z tragedii w Columbine. Film jest tak chłodny, obiektywny i ponury, że naprawdę człowiek czuje się zdołowany po takim seansie. Do tego wszystko jest takie spokojne - montaż, powolne ruchy kamery. Dosyć o filmie, teraz trochę o całej historii. Otóż moim zdaniem tragedia w Columbine musiała się wydarzyć żeby w końcu społeczeństwo przejrzało na oczy, że nasza kultura generuje setki tysięcy jednostek, które o niczym nie marzą, nic ich nie obchodzi. Stacza się nasze społeczeństwo aż w końcu dojdziemy do dna i sięgniemy nihilizmu - w końcu sami siebie zaczniemy wyniszczać i jakoś nikt tym specjalnie się nie będzie przejmować. Zobaczymy jedynie migawkę w wiadomściach i będziemy żyć dalej jakby to było na porządku dziennym. Niektórzy się będą zabijać i innych przy okazji w imię Boga, inni w imię czegoś tam. W Columbine nikt nikogo nie zabił z powodów religijnych, ludzie zostali zabici tak po prostu. Nikt tak naprawdę nie wie dlaczego się to wydarzyło ale najważniejsze w tym wszystkim jest to, że po tym co zaszło sprawcy sami sobie odebrali życie - kolejny przejaw nihilizmu. Kolejną sprawą jest to jak durnym państwem jest USA co obrazuje Bowling for Columbine ale to już rozmowa na inny temat.
8/10 "Więcej socjalizmu - znaczy więcej demokracji." - Michaił Gorbaczow
"Istnieje marksizm dogmatyczny oraz marksizm twórczy. Ja stoję na istocie tego ostatniego." - Józef Stalin 27-08-2009, 01:08
Po tym, co napisali Artemis i Tyler Durden nie zostało mi wiele do napisania. Jednym zdaniem: w pełni podzielam Waszą opinie na temat tego filmu (i dzięki Tyler za historię o indyjskim słoniu - bardzo na miejscu). : ) Doskonałe kino, ale na pewno nie dla każdego, bo jeśli wziąć za punkt wyjścia film tradycyjny z możliwie najciekawszą fabułą, pogłębiona psychologią i tendencją do omijania plam nudy, to jest to najbardziej antyfilmowy twór filmowy, jaki w życiu widziałem. Skierowany raczej do ludzi otwartych na filmowe eksperymenty i tych którzy są skłonni sobie czasami pewne rzeczy w trakcie seansu dopowiadać. Dla mnie - film absolutnie oryginalny i hipnotyzujący. Nigdy wcześniej nic takiego nie widziałem. Nie piszę tak dlatego, bo popadam w pretensjonalny zachwyt nad superambitnym kinem z palmą na koncie, tylko dlatego, że przed paroma laty trafiłem na ten film w TVP zupełnie przypadkowo (nie od początku i nawet nie wiedziałem, co oglądam) i mnie kompletnie wciągnął czy nawet pochłonął. Zdecydowanie ma swój rytm. Nawet te kilkuminutowe ujęcia na płynące po niebie chmurki były dla mnie ciekawe. ; )
Na fali fajności "Słonia" próbowałem później podejść do "Gerry'ego" i "Last Days", ale bez większego powodzenia. Zastanawiam się nad fenomenem "Słonia" i tym, co mogłoby świadczyć na rzecz jego przewagi nad wyżej wymienionymi i wydaje mi się, że był to temat. Temat bardzo działający na wyobraźnię i odruch poszukiwania odpowiedzi pojawia się u widza niemal natychmiastowo. Reżyser nie podsuwa żadnych gotowych rozwiązań (i za to mu cześć i chwała) przez co wynik rozmyślań może być równie dobrze zadowalający, co niezadowalający. W pewnym sensie jest to kino bazujące na atmosferze - jedni dadzą się ponieść, a na innych nie podziała. Słoń jaki jest, każdy widzi. ;) 30-08-2009, 20:45 JohnBerebere napisał(a):Doskonałe kino, ale na pewno nie dla każdego, bo jeśli wziąć za punkt wyjścia film tradycyjny z możliwie najciekawszą fabułą, pogłębiona psychologią i tendencją do omijania plam nudy, to jest to najbardziej antyfilmowy twór filmowy, jaki w życiu widziałem.Nie no, tego trochę jest na widoku, chociażby wczesne Jarmusche. Ja z takimi plamami nudy ostatnio miałam do czynienia na Erze przy okazji retrospektywy Tsaia Ming-Lianga, to też takie milczenie-patrzenie. W ogóle ja cenię Van Santa za to, że - przynajmniej w moim odczuciu - jest artystą, który pozostał wierny sobie. Ma na koncie filmy ocierające się o wybitność, jak również projekty zupełnie poronione; awangardowe i hollywoodzkie, oryginalne i nijakie (proszę tylko nie utożsamiać awangardy z oryginalnością!). I chociaż pomiędzy jego poszczególnymi filmami często zieje przepaść - czy to tylko stylistyczna, czy także jakościowa - czuć w twórczości Van Santa jakąś wspólną wibrację. Może dlatego, że lawirowanie pomiędzy gatunkami, stylistykami etc. jest tylko dowodem niezależności reżysera? Może dlatego, że Van Sant pozostał w gruncie rzeczy twórcą branżowym? Że wciąż, tyle że na różne sposoby, wałkuje te same tematy? Porównaj młodych bohaterów Złej nocy, Mojego własnego Idaho, Buntownika z wyboru, Słonia, Milka. I Paranoid Park, widziałeś Paranoid Park? Ja byłam zachwycona.
DON'T BLINK AND TURN LEFT.
30-08-2009, 21:16 Artemis napisał(a):Nie no, tego trochę jest na widoku, chociażby wczesne Jarmusche. Pisząc o "plamach nudy" właśnie też pomyślałem o Jarmuschu ("Inaczej niż w raju"), heh. Jednak "Słoń" to jest coś innego. Choćby to, że jakieś 40 minut czasu rzeczywistego (wraz z retrospekcją z kupowania broni) jest rozciągnięte tutaj do 80 minut czasu ekranowego, podczas których pojawia się coraz więcej perspektyw (które z kolei iegną sobie jakby zupełnie obok tematu). Taki chwyt narracyjny dopiero stwarzać wrażenie nudy. ; ) Dla mnie, fenomenalne. Nie mam obczajonych wszystkich filmów o których piszesz. "Paranoid Park" bardzo mi się podobał (choć na pewno nie tak, jak "Słoń") i na pewno Van Sant jest różnorodny. Od dużej awangardy (jednak sobię utożsamię ; )), do produkcji niemal hollywoodzkich, choć zawsze trzymających odpowiednio wysoki poziom ("Milk" ostatnio). Ale już "I kowbojki mogą marzyć" nie wytrzymałem, sorry, ale jak dla mnie za dużo. :D Aha, co to znaczy, że "pozostał twórcą branzowym"? 30-08-2009, 21:34 JohnBerebere napisał(a):Oczywiście masz rację, chociaż trochę takich paradokumentalnych dramatów jak Słoń też by się znalazło, choć raczej po drugiej stronie AtlantykuArtemis napisał(a):Nie no, tego trochę jest na widoku, chociażby wczesne Jarmusche. Cytat:Ale już "I kowbojki mogą marzyć" nie wytrzymałem, sorry, ale jak dla mnie za dużo. :DTeż słyszałam, że to jakaś okrutna kaszana Cytat:Aha, co to znaczy, że "pozostał twórcą branzowym"?Branżowym - znaczy gejowskim. Albo może inaczej: gdyby nie jego spektakularne sukcesy (jak na twórcę kina obyczajowo-psychologicznego w gruncie rzeczy, z odchyłem w jedną bądź drugą stronę w zależności od filmu), wydaje mi się, że byłby tak postrzegany.
DON'T BLINK AND TURN LEFT.
30-08-2009, 22:19 Artemis napisał(a):Oczywiście masz rację, chociaż trochę takich paradokumentalnych dramatów jak Słoń też by się znalazło, choć raczej po drugiej stronie Atlantyku Znasz jakieś tytuły? Chętnie się zapoznam. Artemis napisał(a):Porównaj młodych bohaterów Złej nocy, Mojego własnego Idaho, Buntownika z wyboru, Słonia, Milka. I Paranoid Park, widziałeś Paranoid Park? Ja byłam zachwycona. Jest coś, co łączy tych wszystkich bohaterów? Temat homoseksualizmu się przewija, owszem, ale taki przykładowo "Buntownik..." bardziej przypomina "Szukając siebie". "Słoń", "Gerry" i "Last Days" to trzy filmy o podobnej formie. "Paranoid Park" trochę przypomina "Słonia" pod względem treści. Nie wiem czy można go określić jako twórcę branżowego. ;) Co nie znaczy, że mógłby być tak postrzegany - ludzie lubią takie skróty myślowe. A może tym, co łączy te filmy jest po prostu talent? Z pewnymi wyjątkami jest to zazwyczaj dobre kino. : ) 30-08-2009, 23:59 JohnBerebere napisał(a):Nic w tym momencie mi nie przychodzi do głowy, ale jak wpiszesz Nowe Horyzonty lub Roman lub Gutek plus "paradokumentalna forma", to pewnie ci coś wyskoczy:)Artemis napisał(a):Oczywiście masz rację, chociaż trochę takich paradokumentalnych dramatów jak Słoń też by się znalazło, choć raczej po drugiej stronie Atlantyku Cytat:Zła noc, Moje własne Idaho, nowelka (z resztą koszmarna) z Zakochanego Paryża, plus ostatnio Milk, dodaj gejowskie interpretacje Gerry[ch?] i masz... Chodzi mi mniej więcej o to, że to jeden ze wspólnych mianowników twórczości Van Santa, temat, do którego on non stop wraca.Artemis napisał(a):Porównaj młodych bohaterów Złej nocy, Mojego własnego Idaho, Buntownika z wyboru, Słonia, Milka. I Paranoid Park, widziałeś Paranoid Park? Ja byłam zachwycona. Cytat:Co nie znaczy, że mógłby być tak postrzegany - ludzie lubią takie skróty myślowe.Oczywiście, że lubią. A już mniejszości tym bardziej - zaspokaja to pewną formę identyfikacji. Cytat:A może tym, co łączy te filmy jest po prostu talent? Z pewnymi wyjątkami jest to zazwyczaj dobre kino. : )Czasami, niestety, tylko dobre. Czasami średnie. Czasami złe.
DON'T BLINK AND TURN LEFT.
31-08-2009, 00:21 Cytat:Znasz jakieś tytuły? Chętnie się zapoznam.To odstaw podróż na drugą stronę Atlantyku a zamiast tego skieruj się na północ od Columbine do Kanady. Tam powstała przed bodajże dwoma laty "Politechnika". Rzecz niezwykle podobna do filmu Van Santa, traktująca w gruncie rzeczy o tym samym ale różniąca się pod pewnymi względami. Z jednej strony jest dynamiczniejsza, do samej prezentacji dramatu ofiar przechodzimy niemal od razu, podane jest to w mniej "ascetycznej" formie (ale za to w czerni i bieli) ale ogólna wymowa historii nie daje niestety takiego kopa jak "Słoń" a do tego popsuta jest nieco pretensjonalnym monologiem na koniec. Ale zobaczyć raczej i tak warto, tym bardziej, że to trwa tylko jakieś 80 minut.
Kinofilia - blog filmowy
PAMIĘĆ ABSOLUTNA, czyli... TOTAL RECALL 2, czyli dlaczego Paul Verhoeven nie nakręcił kontynuacji. 31-08-2009, 10:36 Artemis napisał(a):jeden ze wspólnych mianowników twórczości Van Santa, temat, do którego on non stop wraca. Wiesz, tak się zastanawiałem nad wspólnym mianownikiem i doszedłem do wniosku, że są to ... ładne chopoki. ; ) Nie chcę się wyzłosliwiać, ani nikomu dokuczyć, ale czy trochę tak nie jest? Artemis napisał(a):Czasami, niestety, tylko dobre. Czasami średnie. Czasami złe. W sumie masz rację. Plus jeden zajebisty - "Słoń". @Tyler Durden Zdumiał mnie trochę motyw przyświecający mordercom, jaki wyłania się z opisu na Filmwebie, ale dzięki za rekomendację. Chętnie się zapoznam. : ) Chciałem się jeszcze zapytać Ciebie o tą indyjską opowieść o słoniu - reżyser gdzieś wspominał, że do niej nawiązuje tytuł filmu. Wydaje się być bardzo trafne, tylko ciekawi mnie skąd masz taką informację. 01-09-2009, 16:35 JohnBerebere napisał(a):Nie trochę, tylko bardzo ;)Artemis napisał(a):jeden ze wspólnych mianowników twórczości Van Santa, temat, do którego on non stop wraca. River Phoenix, Keanu Reeves, Matt Damon, Casey Affleck, Gaspard Ulliel, Emile Hirsch, James Franco... Ładne chłopaki.
DON'T BLINK AND TURN LEFT.
01-09-2009, 16:53 JohnBerebere napisał(a):Zdumiał mnie trochę motyw przyświecający mordercom, jaki wyłania się z opisu na Filmwebie, ale dzięki za rekomendację.Mordercy. Sztuk: jeden. JohnBerebere napisał(a):Chciałem się jeszcze zapytać Ciebie o tą indyjską opowieść o słoniu - reżyser gdzieś wspominał, że do niej nawiązuje tytuł filmu. Wydaje się być bardzo trafne, tylko ciekawi mnie skąd masz taką informację.Czytałem gdzieś o tym milion lat temu, sorry, nie pamiętam gdzie :)
Kinofilia - blog filmowy
PAMIĘĆ ABSOLUTNA, czyli... TOTAL RECALL 2, czyli dlaczego Paul Verhoeven nie nakręcił kontynuacji. 01-09-2009, 18:54
Film jest wielki. Wczoraj wieczorem obejrzałem coś co mną wstrząsnęło a potem nie pozwoliło zasnąć dość długo. Uwielbiam ten sposób narracji, sposób ukazywania bohaterów, sceny wyprane z dialogów. Minimalistyczna forma filmu a tak daje do myślenia. Nie wiem co działo się w głowach tych chłopaków ale było to niezłe gówno. Szkoda tylko, że reżyser zamienił miejscami całą masakrę bo jednak w filmie jest troszeczkę inaczej niż było naprawdę. Mimo wszystko emocje które wyzwala Van Sant są niesamowicie dołujące i dające do myślenia na długo po seansie. Nie jest to oczywiście film dla wszystkich ponieważ sposób przedstawienia wydarzeń może być dla niektórych osób zbyt jakby to powiedzieć dokumentalny co niektórym się przy małej ilości dialogów wyda się nudny.
Terminator | Aliens | Terminator 2: Judgment Day | True Lies | Titanic | Avatar
Directed by James "THE KING" Cameron 02-09-2009, 12:11 |
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |







