"Epizod butelkowy", czyli krótko o serialach
(06-05-2022, 23:26)Mental napisał(a): Akurat w 5 i 6 odcinku coś się zjebało moim zdaniem. Dajcie znać, czy też to odczuliście. Postacie zaczynają się głupio zachowywać, wjeżdża antybiała propaganda, w kościele biali "upokarzają" lesbijkę Indiankę, te klimaty. Jednym słowem Amazon pojechał Netfliksem, czyli nihil novi.


Tutaj pełna zgoda. W zasadzie serial zwolnił, jeśli dobrze pamiętam, w okolicach 4 odcinka i owszem wybory których dokonują bohaterowie często sprawiają wrażenie irracjonalnych, intensyfikacja wstawek LGBT wkurza (zwłaszcza owa scena w kościele o której wspominasz) a stosunek melodramat/mystery rośnie niestety na korzyść tego pierwszego. Osobiście obawiałem się, że będzie już tylko równia pochyła i obejrzę do końca głównie ze względu na potrzeby zaspokojenia OCD...

Ale potem przychodzą odcinki 7 i 8 które sprawiają, że nie mogę się doczekać drugiego sezonu ;)

Odpowiedz
Skończyłem drugi sezon Project Blue Book. Nie jest to nic skomplikowanego i mam wrażenie, że prawdy jest tutaj tyle, co nic (oprócz nazwisk, miejsc) mimo wielkiej planszy "na faktach", "based on real events", ale ogląda się bezboleśnie. Ogólnie rzecz biorąc, to jest poprawa względem poprzedniego sezon, jest dużo lepiej, wyraźnie widać rozwój i zmiany, mocniej zaakcentowano główny wątek samej Błękitnej Księgi, spisków i knucia. Nie ma już oderwanego od siebie latania z miejsca na miejsce i sprawdzania doniesień o ufoludkach, czy ochłapów czegoś większego. Szkoda, że nie ma trzeciego sezonu, bo całkiem fajnie to się rozwijało...
[Obrazek: project-blue-book.jpg?fit=1777%2C999]

Odpowiedz


Myślałem, że to będzie jakiś spoko serialik dla szurów i fanów teorii spiskowych, a tak w sumie nie jest. Tzn. jest on dla szurów i fanów teorii spiskowych, ale nie jest spoko. Jestem w połowie, zostały mi jeszcze trzy odcinki. Serial jest mdły, nudny, nieśmieszny i generalnie meh. Nie wiem w sumie czego ja się spodziewałem po takim bezbeku, jak Mike Myers.

ech.

Odpowiedz
"Outer Range" ma najgorsze komputerowe zwierzęta ever. Nie wiem, jak ktokolwiek mógł zezwolić na taką fuszerkę.

Odpowiedz
Cytat:wjeżdża antybiała propaganda, w kościele biali "upokarzają" lesbijkę Indiankę, te klimaty

No nie wiem. Jak dla mnie ta scena nie pokazywała nikogo w złym świetle. Wręcz bym się wkurwił, jakby nagle kowbojscy ultra-katole przyjęli z otwartymi ramionami do swojej wspólnoty lesbijki z dzieckiem. A tak grzecznie im dali do zrozumienia, że to chyba nie miejsce dla nich. Co z resztą potem żona pani szeryf jej wytyka.

Wiadomo, najlepiej by było jakby w ogóle nie było takich motywów, ale przynajmniej Amazon tu nie udaje, że wśród ranczerów w Wyoming będzie multi-kulti pełną gębą. 99% obsady jest biała, a wszelkie odstępstwa są podkreślane jako niecodzienność i to bez robienia z białych tępych rednecków bez zębów, którzy tylko by linczowali kolorowych.

Swoją drogą, może by tak temat wydzielić?
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
The Story of Film: An Odyssey (2011)

Pakiet Gutka, który znalazłem pod choinką kurzy się na półce już jakiś czas, zatem postanowiłem w końcu znaleźć kilka wieczorów na nadrobienie tych 15 godzin.

Trzeba przyznać, że naprawdę robią wrażenie same ambicje autora, by opowiedzieć o kinie począwszy od "Wyjścia robotników z fabryki", na "Avatarze" kończąc. Widać, że Mark Cousins albo serio od zawsze ma taką potężną wiedzę filmową, albo zrobił absolutnie kolosalny research. Którekolwiek z tych opcji nie byłoby prawdziwe, to należą się absolutne brawa. Ciekawostkami rzuca nawet o kinie afrykanskim, indyjskim i Bóg wie jakich jeszcze odległych mi kinematografiach. Naprawdę poznałem kilka interesujących filmów, twórców czy ciekawostek dzięki temu. Choć aż dziwne, że gdy było o ważnych społecznie filmach z lat 70. i 80. to nie było wspomniane o "Człowieku z żelaza" i symbolicznej Złotej Palmie.

Niestety nie jest bez wad. Cousins oczywiście nie mógł przeanalizować okresów kina bez spoilerowania tego i owego. Były momenty, gdy przewijałem z tego powodu. Ten sam problem co w wykładach naszego kochanego poniekąd prof. Jerzego Szyłaka. Plus momentami te analizy filmów wydają się być zbyt rozwleczone i tak człowiek czeka na przejście do rzeczy.

8/10

BTW. Gus Van Sant najlepszy. O swoim kinie opowiada rozwalony na kanapie między gitarą, a czworonogiem i z syrami w skarpetach na stoliku. Już lubię gościa :)

Odpowiedz
„The Pentaverate”, czyli świeżynka wymyślona przez Mike’a Myersa wyśmiewająca tajne stowarzyszenia oraz powiązane z nimi teorie spiskowe. Muszę przyznać, że oglądało się nad wyraz dobrze. Jest w tym kilka świetnych pomysłów i naprawdę dobrych żartów. Serial naigrywa się z Netflixa (scena orgii!), znajdzie się też kilka fajnych cameo (między innymi Jeremy Irons jako zblazowany narrator), a Myers tradycyjnie odgrywa kilka postaci. Momentami miałem wprawdzie wrażenie, że dałoby się z tematu tajnych stowarzyszeń wyciągnąć więcej, a i pojawiło się parę fekalnych dowcipów (na szczęście można je w zasadzie na palcach jednej ręki policzyć), ale spokojnie można dać najnowszemu dziełu Myersa szansę. Całości zajmuje trochę czasu, żeby się rozkręcić, jednak ostatecznie wyszedł całkiem niezły (mini) serial.

Spokojnie 7/10
Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.

Odpowiedz
No i widzisz - to już jest chyba kwestia tego czy się lubi humor Myersa. Ja najwidoczniej nie lubię :D

Dla mnie pomysł genialny, ale zmarnowany.

Odpowiedz
Oczywiście. Mam przy tym wrażenie, że serialowi bliżej do "Świata Wayne'a" niż do "Austina Powersa", a przynajmniej tych jego bardziej obrzydliwych momentów. Generalnie jednak "The Pentaverate" przypadł mi do gustu, choć rzeczywiście mogło być lepiej. Mimo wszystko bawiłem się całkiem nieźle.
Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.

Odpowiedz
The Thing About Pam - 6-odcinkowy miniserial wyprodukowany w kooperacji NBC i Blumhouse, który bazuje na sprawie morderstwa Betsy Farii z 2011 roku. Pierwotnie oskarżonym o zbrodnię został mąż ofiary, który odsiedział (jak się okazało po 2 latach) niesłusznie karę więzienia. Wówczas oczy kamer telewizyjnych skierowano na sąsiadkę Pamelę Hupp, która dziwnym trafem pozyskała sporo kasy z ubezpieczenia po śmierci koleżanki. Serial jest krótki i to jego największa zaleta. Reszta to taki średnie łamane na słabe, a problemem głównym jest ton całej historii - to raczej czarna komedia poprzeplatana narracją dla idiotów, jak z jakiejś opowieści dla 3-latków, gdzie narrator z ciepłym głosem świętego Mikołaja komentuje wydarzenia, które się rozgrywają na ekranie lub mają się zadziać. Nie pomaga również Zellweger w roli głównej. Ok, pod zwałą charakteryzacji (dodali jej z 30 kg tuszy) wychodzi z niej cwaniakowata bohaterka żerująca na znajomych, ale to trochę taka męcząca szarża. Wierzę, że Hupp w rzeczywistości też była tak głupia i irytująca, no ale to rolą reżysera i aktorki jest jej odpowiednia interpretacja.

Szkoda bo historia wyglądała ciekawie, a z różnych artykułów w sieci da się wyczytać że śledczy popełnili w tej sprawie masakryczne błędy, a w tle przewijały się prokuratorskie skoki w bok. Serial ledwo dotyka tych kwestii, ale ich nie rozwija.

4/10

[Obrazek: 2745355.jpg]
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Nie ma tematu o "Halo" więc tu powiem, że jak dla mnie wizualnie jest to uczta. Nie grałem w gierkę więc nie płaczę o zdejmowanie hełmu.
O "Halo" wiem ogółem, że jest zbieraniną ogranych SF tropów i motywików, więc i serial niczym nie zaskakuje ale ogląda się to bardzo fajnie. Jedyna kaszana to wątek azjatki, pewnie dlatego skończyli go w 7 epizodzie i potem skupili się tylko na artefakcie, kosmitach i spartanach.

Odpowiedz


"Hacks" dostało właśnie zamówienie na 3. sezon. Z jednej strony fajnie, bo bardzo lubię ten serial, ale z drugiej ostatni odcinek tegorocznej serii wydawał się perfekcyjny.

Tak czy srak - jak ktoś nie widział to bardzo polecam. Świetna rola Jean Smart, która wciela się w postać legendarnej komiczki, której kariera powoli chyli się ku końcowi. Wtedy na jej drodze staje młoda, aczkolwiek z lekka doświadczona już przez życia scenarzystka/pisarka, którą wylano z dotychczasowej roboty za kontrowersyjne tweety... kiedyś tam :D

Cały serial tak naprawę stoi relacją Deborah Vance oraz Avy, których potyczki słowne i rozmowy są prawdziwym creme de la creme tej produkcji. Dialogi są naprawdę super, a odcinki trwające około 25-30 minut wydają się być jeszcze krótsze. Komediodramat pełną gębą, który idealnie trafił w moje gusta. No po prostu fajny serial trzymający poziom przez dwa dotychczasowe sezony.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Obejrzałem Schody z Colinem Firthem. Bardzo dobry serial oparty na prawdziwej historii Michaela Petersona. Bohater jest oskarżony o zabójstwo drugiej żony. Serial przedstawia nam trzy wersje zdarzenia, każda równie prawdopodobna. Myślę jednak, że w ostatnich scenach jest jasna sugestia dotyczącą tego, czy Peterson jest winny czy też nie. Aktorstwo stoi tu na wysokim poziomie, zwłaszcza Firth ale też Juliette Binoche. Że w ogóle można jeszcze tak wyglądać w tym wieku co ona! Daję mocne 8/10.
W serialu przewinęła się jedna piosenka, która bardzo wpadła mi w ucho.

https://youtube.com/watch?v=r4YxAnTEiWs&feature=share

Enviado desde mi RMX3363 mediante Tapatalk
"Rząd nie jest dla nas rozwiązaniem, jest dla nas problemem." Ronald Reagan

Odpowiedz
Ja bym nie powiedział, że jest jasne czy to zrobił, czy nie. Jest delikatna sugestia, ale tak szczerze to nie wiem. Identycznie miałem po dokumencie po którym nie wiedziałem co tak naprawdę się stało, każda wersja mi pasowała, nawet ta z sową. Serial HBO Max to dobra rzecz, ale nie aż tak dobra, jak mogłaby być, za co obwiniam genialny dokument francuski Schody, który jest na Netflixie.

Dokumentalny serial to dla mnie arcydzieło true crime, najlepszy tego typu serial obok Jinx - historia Roberta Dursta. Serial HBO Max traktuję jako epilog, dodatkowy rozdział dokumentalnej produkcji. Choć nie zdziwię się jak autorzy dokumentu za jakiś czas nakręcą kolejne odcinki serialu, który tak był kręcony. Jak wracała sprawa po kilku latach to serial wracał.

Serial HBO Max dla mnie to przede wszystkim produkcja o rozpadzie rodziny po tragedii, jaka ich spotkała, jak na całą rodzinę wpłynęła i serial meta, czyli true crime o kręceniu true crime (a takiego czegoś w tym gatunku to chyba jeszcze nie było).

Zabawne, że jak leciał dokument to dostało się Francuzom za to samo za co obrywa się teraz serialowi fabularnemu od właśnie twórców dokumentu, że autor serialu sympatyzuje z pisarzem, a takie same zarzuty były co do ekipy francuskiej produkcji, gdy leciały ich Schody. Serialowi fabularnemu obrywa się też od francuskich kolegów za to, jak pokazano montażystkę serialu francuskiego, jej relacje z pisarzem, co podobno nie jest prawdą, że nie była z nim w czasie montowania serialu. No i od pisarza oberwało się wszystkim za emisji serialu fabularnego, bo autorowi serialu HBO Max i autorom francuskiego dokumentu, że zgodzili się być producentami serialu HBO Max, że przyłożyli rękę do tej produkcji.

Nie tylko pierwszy plan jest super, czyli Firth i Toni Colette, ale jak zawsze klasę pokazuje Stuhlbarg. Zaskakująco ok wypadła Sophie Turner, a w jednej z ról pojawia się też młody Schwarzenegger, gra syna pisarza, Todda. A tak co do Todda to pojawił się kilka tygodni temu taki materiał.




Odpowiedz
If Tomorrow Comes (1986)





Serial na podstawie powieści Sidneya Sheldona, podobno dość wiernie. No i to jest .. niestety, wadą. Mamy masę głupotek, przeciągania wątków zanim przejdziemy do rzeczy które są sednem - oszustw i kradzieży oraz relacji bohaterów. No i to - gdy już zaskakuje - ciągnie ten serial. Im dalej tym lepiej :)
Generalnie jeśli komuś podobały się takie filmy jak "Entrapment" czy "Red Notice" to powinien nieźle się bawić. Mnie osobiście najbardziej przypadł do gustu "numer" z rozgrywką szachową acz już za pierwszym razem gdy to oglądałem za młodziaka znałem sztuczkę dzięki książce dla dzieci o przygodach Hodży Nasreddina :p

W roli głównej Madolyn Smith która z urody, wzrostu i figury wygląda jak prototyp Gal Gadot tylko z większa ilością włosów :p Niestety jeśli chodzi o sceny dramatyczne prezentuje też podobny poziom aktorski. Ale generalnie się sprawdza, jest też nieźle wysportowana co pasuje do roli. Bardzo fajnie wypada Tom Berenger w sympatycznie łajdackim wydaniu. Pojawia się młody Liam Neeson. David Keith naprawdę się starał aczkolwiek jego postaci jest za dużo i szybko zaczyna męczyć, jest też chyba tylko po to aby był jakiś czarny charakter. Bardzo fajny Richard Kiley.

Ma to swój sznyt i złodziejski urok, też klimat tamtych czasów robi robotę. Bardzo przyjemny powrót. Może z sentymentu ale.. ode mnie 7,5/10.

Odpowiedz
Inventing Anna - jeśli myśleliście, że Obi Wan od Disneya ma tragiczną reżyserię to "Inventing Anna" wychodzi z szeregu i mówi "potrzymaj mi piwo". Ale po kolei - to 9-odcinkowy mini serial opowiadający o Annie Delvey, fałszywej dziedziczce niemieckiej fortuny i instagramowej wannabe-influencerce, która chciała uruchomić w Nowym Jorku galerię sztuki oraz fundację, w której udzielać się będzie śmietanka finansowa i towarzyska Wielkiego Jabłka. Pomysł był na tyle inspirujący, że dziewczyna owijała sobie wokół palca kolejnych celebrytów i inwestorów, a także banki oraz fundusze. Historia prawdziwa, opisana wielokrotnie w prasie, ale jak to Netflix - przy każdym odcinku zrobił sobie dopisek "Fabuła jest oparta na faktach, poza scenami które zostały zmyślone" (true story!) i uruchomił dupochron. A teraz do rzeczy, nie wiem kto posłał na platformę ten serial w takiej formie. Te 9 odcinków można było na luzie skompresować do 4-5 bez straty wątków. W ogóle jakiś zdolny rzemieślnik zrobiłby z tego nawet solidny film kinowy (potencjał był) z timingiem w okolicach 2h i byłoby jeszcze lepiej. No ale nie, trzeba było zrobić serial i zamiast opowiedzieć konkretnie o bohaterce od A do Z to wjeżdżają tu jakieś odcinki o jej psiapsiółach lub romansie z jakimś startupowcem, z którego i tak nic nie wynika. Do tego realizacja jest kompletnie przezroczysta, na odwal, a szczytem kreatywności reżyserów jest okazjonalny (i bez uzasadnienia) podział ekranu na 3 kadry, abyśmy widzieli daną scenę z 3 perspektyw. 

2/10 - punkt za Julię Garner, która miejscami nieźle wypada jako śliska w relacjach i cwaniakowata socjopatka oraz punkt za wątek z Fyre Festival, który oczywiście trwa maksymalnie 60 sekund bo przecież ważniejsze są psiapsióły.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
BLACK BIRD aka CZARNY PTAK

Widziałem na razie 1 odcinek i zgodnie z prognozami, jest znakomicie. Porównałbym to trochę do pierwszego sezonu "True Detective" - jest poważna, gęsta atmosfera, solidna podbudowa pod konfrontację ze złem też jest, główny bohater bardzo spoko, kadrowanie i zdjęcia skrupulatne i przemyślane. Na razie 9/10.

Odpowiedz
Właśnie zamierzam się za to zabrać. Nie od rzeczy byłoby wspomnieć, że serial popełnił duet scenarzysta-reżyser odpowiedzialny za wybitne The Drop.

Odpowiedz
Warto oglądać Outer Range?

Enviado desde mi RMX3363 mediante Tapatalk
"Rząd nie jest dla nas rozwiązaniem, jest dla nas problemem." Ronald Reagan

Odpowiedz
Nie. Nie jest to kompletne badziewie, ale po co tracić czas na jakieś średniaki? Pierwsze odcinki są spoko, ale gdzieś tak od 3-4 robi się lekka zagrzybiona chujoza.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  BARRY czyli Bill Hader jest hitmanem Crov 25 1,707 02-07-2022, 21:00
Ostatni post: Wawrzyniec
  Jaki jest wizerunek osób z niepełnosprawnością w filmach, serialach i mediach? AvalonOzN 1 702 20-04-2020, 16:02
Ostatni post: Wyatt Earp
  Cougar Town czyli 'Courtney, pokaż cycki!' Snuffer 6 3,488 10-05-2014, 12:29
Ostatni post: Mierzwiak



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości