"Epizod butelkowy", czyli krótko o serialach
Pewnie Jacka Dydyńskiego miał zagrać Will Smith :)
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
"The Old Man" - 2022

Zacząłem tak oglądać w sumie z niczego i taki dziwny ten serial. Były, stary agent CIA z czasów wojny w Afganistanie, ukrywający się gdzieś w USA nagle musi uciekać bo upomniała się o niego przeszłość (opis jak z "Tele Tydzień" xD). Z jednej strony naprawdę fajny klimat, w głównej roli Jeff Bridges co zawsze na plus, jago przeciwnikiem John Lightow, to też zawsze na plus, z drugiej strony cała intryga jest bardzo mocno przegięta ale o dziwo na razie ogląda się dobrze (za mną trzy odcinki). Pierwszy sezon ma bardzo wysokie oceny, drugi już dużo niższe, a trzeciego nie będzie bo skancelowali.

Oglądał ktoś do końca?
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
(16-11-2025, 23:34)Dr Strangelove napisał(a): "The Old Man" - 2022

Zacząłem tak oglądać w sumie z niczego i taki dziwny ten serial. Były, stary agent CIA z czasów wojny w Afganistanie, ukrywający się gdzieś w USA nagle musi uciekać bo upomniała się o niego przeszłość (opis jak z "Tele Tydzień" xD). Z jednej strony naprawdę fajny klimat, w głównej roli Jeff Bridges co zawsze na plus, jago przeciwnikiem John Lightow, to też zawsze na plus, z drugiej strony cała intryga jest bardzo mocno przegięta ale o dziwo na razie ogląda się dobrze (za mną trzy odcinki). Pierwszy sezon ma bardzo wysokie oceny, drugi już dużo niższe, a trzeciego nie będzie bo skancelowali.

Oglądał ktoś do końca?

Ja miałem duży problem z tym serialem. Strasznie mnie wynudziły pierwsze odcinki, a to serial twórców Black Sails, który też nie grzeszył tempem za bardzo. BS głównie opierał się na dialogach trochę poetyckich, troche literackich, ale tak długich zdaniach (podziwiam pracę tłumacza który robił napisy do tego serialu, wykonał świetną robotę), że czasami zapominałem gdy ktoś coś mówil, albo zadawał pytanie, o co bohaterowi chodzi, bo zapominałem jaki był początek zdania ale w tym prequelu Wyspy Skarbów kupił mnie klimat i jednak akcja była. No i dziwnie trochę się oglądało gdy piraci mówili taką ładną angielszczyzną. Ale z Old Manem nie dałem rady i po pięciu odcinkach pomimo mojej cierpliwości i tego, że lubię wolne seriale, w których niewiele się dzieje odpuściłem i nie wróciłem, więc nawet nie wiem czy jakoś historię zakończono czy urwana została.

The Beast in Me

Serial Netflixa od Howarda Gordona czyli scenarzysty XF, 24 godzin a przede wszystkim twórcy Homeland, a w rolach głównych Claire Danes, znana właśnie z Homeland i Matthew Rhys z The Americans. No i też reszta ekipy (muzyka, zdjęcia, producenci) to spora część ekipy Homeland i z 24 godzin. Jest też Mike z Saula. Jest to thriller psychologiczny.  Danes gra pisarkę w kryzysie twórczym, która przeszła pewną tragedię w przeszłości. Jest to dobra rola,  choć trochę powtarza występ z Homeland, czyli babki która się tak zakręciła na pewien temat, że nie odpuszcza, ale prawie do końca serialu nie wiadomo czy to jej obsesje związane z bohaterem granym przez Rhysa, czy ma jednak rację co do tego faceta. Więc znowu gra irytującą kobietę. 

Ale zaskoczył mnie Rhys, który gra niepokojącego typa. Od pierwszego pojawienia się jego bohater wywołuje dyskomfort, zupełnie co innego gra niż w The Americans, gdzie budził jednak sympatię. No i jest wiarygodny, a wiadomo że Keri Russell to lepsza aktorka od męża, ale gość zagral jedną z lepszych ról w swojej karierze. Jest to zamknięta całość, choć wydaje mi się, że planowali więcej serii, a przed finałem dowiedzieli się twórcy, że więcej sezonów nie będzie, bo w 50 minutowym finale tak w 10 -15 minut zakończyli wszystkie główne wątki. No i wyszło tak trochę pospiesznie, tak jakby wydarzenia  z ostatniego odcinka miały być rozbite na 2 sezon, albo miało być 10 odcinków i skrócili serial do 8. Ale nie zmienia to faktu, że to jest dobra rozrywka, głównie dzięki Danes i Rhysowi, który bardzo mnie zaskoczył na plus. Ocena: 7/10.

Jeśli lubicie samurajskie klimaty to powinna Wam Bitwa Samurajów przypaść do gustu. Fabuła jest dość prosta, trochę to takie Squid Game w czasach, gdy powoli samurajowie odchodzą w zapomnienie, schodzą ze sceny, i wkracza nowoczesność.  Zaskoczyło mnie to, że jak na japońską produkcję to nie jest aż tak ekspresyjne aktorstwo, szczególnie przy silnych emocjach jak w innych azjatyckich filmach (przyzwyczajony jestem, że raczej w koreańskich filmach grają tak bardziej europejsko).  A z japońskimi filmami to kojarzę raczej, że jak np płaczą to jest nie do zniesienia, a w serialu Netflixa bym powiedział, że grają delikatnie, a aktor w tytułowej roli to gra bardziej po europejsku, amerykańsku. No i też ma taką urodę, trochę europejską. Fabuła jest dość prosta, ale to nie ona jest najważniejsza tylko walki. To jest adaptacja mangi, więc niektóre postacie są przegięte, podobnie jak niektóre pojedynki są przesadzone, ale warto obejrzeć właśnie dla  scen walk, dla choreografii, bo są zainscenizowane na poziomie poniżej którego produkcje z Azji nie schodzą. No i też polubiłem głównego bohatera, ogólnie postacie wszystkie są jakieś. Czekam na 2 sezon.  Ocena: 7/10.

Odpowiedz
Każde ma swoje guilty pleasure, no więc ja znalazłem swoje. Przez ostatnie 3 tygodnie przerobiłem wszystkie 3 sezony polskiej Odwilży :) Byłem ciekaw, co kręcili w mieście w którym żyję i pracuję. A że robiło to HBO to miałem jakieś minimalne wymagania.

Nie jest to takie złe jak piszą hejterzy, ale na pewno nie jest to również coś dobrego. 

Z plusów:
- nieźle to wygląda realizacyjnie. Nie ma fajerwerków, nie ma jakichś kuriozalnych akcji. Raczej dominuje surowizna, chłód.
- Wajda w roli głównej daje radę. Na początku irytowała, ale im dalej w las tym lepiej. Nie jest to wybitna rola, ale nie jest to też Mary Sue i stronk łumen bo w kilku miejscach dostaje mocny wpier..ol
- dużo znanych twarzy na drugim planie. Linda, Schuchardt, Zbrojewicz, Kulm, Dygant, Grabowski. Ktos mógłby pomyśleć że zrobiono przeszczep z filmów Vegi, ale tu nie ma takiej chałtury jak u Papryka.
- dobre wykorzystanie (czasami aż za bardzo:)) motywu Portu w Szczecinie. Z perspektywy mieszkańca nie widać tego wiele więc fajnie było wejść z kamerą trochę głębiej. Zrobienie z budynku magazynowego komisariatu wygląda może i głupio, ale ma to swój urok.
- fabuła nie ciągnie się, a na koniec nawet niepotrzebnie zapieprza idąc na skróty
- ogólnie lepsze to takie CSI:tuwpiszcokolwiek bo nie mamy absurdów typu "obróć zdjęcie o 90 stopni i przybliż". Śledztwa są nie tyle mozolne, co czasem popychane przez głupawe deus ex machina. Widać to zwłaszcza w 3 sezonie
- Trepa. Jest spoko. Zabawny i ma swoje dobre momenty, zwłaszcza w drugim i trzecim sezonie.

Z minusów:
- Szybko wychodzą na wierzch ograniczenia scenarzystów, którzy zamykają historię każdego sezonu w 6 odcinkach. Nie ma tu za bardzo miejsca na ewolucję bohaterów, większość z nich kreślona jest grubą krechą przez wszystkie 18 odcinków. To nie jest The Wire, ani Miami Vice, ani Narcos. To taki TVN-style ale ciutkę ponad standardami.
- Same śledztwa nie są jakoś oryginalne - najpierw zmagamy się z poszukiwaniem mordercy ciężarnej córki prokuratora, następnie bawimy się w walkę z mafią przemycającą ludzi, a na koniec mamy popularny ostatnio temat fentanylu wśród młodzieży. Po obejrzeniu całości naprawdę zapewniam, że Szczecin nie jest taką patolą i generalnie bywa radosnym miastem z klimatem. Twórcy odpięli jednak wrotki i osadzili akcję podczas jesieni/zimy, więc wszystko musi być szare, bure i smutne.
- montaż z masą błędów przy lokacjach. Widać je gdy wiesz co i gdzie znajduje się w Szczecinie, ale jeśli nigdy tu nie byłeś to ten minus jest nieaktualny. Generalnie twórcy mocno folgują sobie z pokazaniem akcji i zachowaniem ciągłości. Przykładowo jeden pościg zaczyna się w Szczecinie na ul. Jagiellońskiej, mija 30 sekund i nagle wszyscy znajdują się przy cmentarzu centralnym, mija 30 sekund i kierujemy się już do Dąbia. No pierdolnik niesamowity. Nie wspomnę już o tym, że w 1-2 scenach za Szczecin robił nadmorski Dziwnów ;)
- Twórcom brakuje kreatywności (albo budżetu) w pokazaniu miasta. Nie oczekuję nie wiadomo czego, ale kurcze - mogliby zrobić jakiś pościg na błoniach, śledztwo przy wieży Quistropa , czy pokazać denata wyłowionego z Jeziora Szmaragdowego. Tu jest taki potencjał, a skupiają się na miejscówkach, które "geograficznie" są albo poza Szczecinem (ruiny fabryki niemieckiej) albo robią recykling (plac Grunwaldzki pokazany jest chyba z 20 razy). 

Reasumując, nie specjalnie dobry serial, który chyba wpadł mi w oko przez miejsce akcji i porę roku. Nie czuję, że zmarnowałem czas. Nawet mam ochotę wysłać maila do Żuławskiego, że Szczecin to coś więcej niż port.

Oceny sezonów:
I - 5/10
II - 6/10
III - 5/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
 The Girlfriend/Ta dziewczyna (Amazon Prime)


Opis za filmwebem - Laura ma wszystko: karierę, kochającego męża i wspaniałego syna, Daniela. Jej idealne życie zaczyna się komplikować, kiedy Daniel przyprowadza do domu Cherry, dziewczynę, która zmienia wszystko. Po niezręcznym przywitaniu Laura jest przekonana, że Cherry coś ukrywa. To faktycznie manipulantka dążąca do sukcesu? A może to Laura popada w paranoję? 

Jest to serial z Robin Wright w roli mamy i Olivią Cooke w roli tej jedynej dziewczyny. Jest to pastisz/parodia telenowel, oper mydlanych np Mody na sukces, Dynastii i thrillerów jakie kręcono w latach 80, 90, czyli w rodzinie pojawia się nowa osoba, która zaczyna burzyć ich idealne życie. Mamy pokazane dwie perspektywy, Laury i Cherry, więc w zależności od perspektywy mamy dwie twarze bohaterek. W wydarzeniach pokazanych z punktu widzenia mamy widzi ona dziewczynę swojego syna jako złą osobę, a Cherry tak widzi mamę chłopaka. W perspektywie Cherry relacja mamy z synem/jej chłopakiem jest pokazana na granicy romansu, na relacje toksyczną, zbyt bliską, która jest zazdrosna o Cherry. A czym dalej w fabułę to laski coraz ostrzej sobie dowalają, rzucaja kłody pod nogi, robią sobie uszczypliwości, tak powiem ogólnie i  bardzo dyplomatycznie. No i fabuła idzie w coraz większe absurdy, znane telenowel, przez co ogląda się jak dobrą czarną komedię. 

The Girlfriend jest  dobrze zrealizowana i zagrane przez obie panie, wiec choćby dla Wright i Cooke warto obejrzeć. Faceci na czele z chłopakiem/synem nie wypadają źle, ale to panie są najważniejsze. A jeszcze bym wyróżnił mamę Cherry - super babka.  Ostatnio panuje moda na streamingach na tego typu produkcje, gdy rodzina jest zagrożona przez osobę z innego środowiska. Wyszły trzy podobne  produkcje  w których ktoś wchodzi do rodziny i próbuje zaszkodzić, bo słaby remake Hand... z Winstead i Monroe, właśnie serial do którego zachęcam by obejrzeć i przyzwoity serial Malice z Carice Van Houten i Davidem Duchovnym. Ze wszystkich tych produkcji to Ta dziewczyna jest najlepsza. Nie będzie raczej kontynuacji, bo to adaptacja książki zamknięta w sześciu odcinkach. Choć zakończenie jest takie, że można ciąg dalszy zrobić, nie jest urwane, ale można dalej historię pociągnąć. Jeśli lubicie dobrą bekę to polecam tą bezpretensjonalną rozrywkę. Ocena: 7/10


Odpowiedz
Down Cementery Road (seria 1, Apple)

Netflix ma Cobena i trzaskają seriale wg jego książek co trochę,  a Apple ma Micka Herrona znanego z serii Kulawych koni, które z sukcesem zaadaptowało Apple.  Pisarz stworzył też inną serię książek gdzie główna bohaterką jest detektyw Zoe Boehm i to kolejna jego seria, do której prawa kupiło Apple. W panią detektyw w serialu wciela się Emma Thompson. A oprócz Emmy główną bohaterką jest Sarah Trafford, grana przez Ruth Wilson (nie wiem czy jej postać pojawi się w kolejnym sezonie), która zaniepokoiła się losem zaginionej dziewczynki. Sprawa która początkowo wydaje się być dość prosta zatacza coraz szersze kręgi. 

Na drugim panie jest kilka charakterystycznych twarzy np Adeel Akhtar, Darren Boyd, których możecie kojarzyć, choć nie będziecie wiedzieć skąd. Od pierwszego odcinka widać i słychać, że to serial oparty na powieści Herrona. Równie dobrze Slow Horses i Down Cementery Road mogłoby dziać się w tym samym uniwersum. Serial łączy w sobie kryminał, tematykę szpiegowską z humorem takim jaki dostałem w serialu z Gary Oldmanem, czyli zabawne, inteligentne dialogi.

Choć mam takie wrażenie, że DCR jest to produkcja bardziej komediowa, przynajmniej tak jest w odcinkach 1-4 niż Slow Horses, ale od piątego epizodu robi się poważniej, humoru jest mniej czym dalej w serial. Wilson i Thompson nie schodzą poniżej swojego poziomu, ale warto wymienić z drugiego planu m in Boyda grającego niejakiego pana C (rozwalają jego teksty do swojego podwładnego, który chce mu pokazać że nadaje się do roboty) czy Fehinti Baloguna w roli gościa od czarnej roboty. Facet jest jak terminator, sceny z nim trzymają w napięciu, gość budzi przerażenie.

1 sezon kończy się tak, że równie dobrze to mogłaby być zamknięta całość. Większość wątków na czele ze sprawą zaginionego dziecka jest zakończona w finale i gdyby drugiego sezonu nie było to nic by się nie stało. Polecam tą bezpretensjonalna rozrywkę i chętnie obejrzę adaptacje kolejnych książek z Emmą Thompson w roli głównej. Choć nie wiem czy serial zyska taką popularność jak Kulawe Konie. Ocena: 7/10.

Odpowiedz
Przyjemny serial, ale "Slow Horses" to nie jest, takie bardziej 6/10. Najlepsza postać to zdecydowanie Szkot nienawidzący Anglików.
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
Nash Bridges (2021)

Nie dziwne, że pozostalo to jedynie pilotem nowej serii. Bo jest to bardzo średnie: infantylne, bzdurne.
Z jednej strony wysmiewana jest poprawnosc a z drugiej: jeden z bohaterow to trans (i chyba grany przez transa, cos w necie wyskakuje ale nawet nie chce mi sie wnikac).
Ze starych odcinkow wracają tylko 3 osoby a nowi to jakies wkurzające niemoty. Sam motyw przewodni odcinka jest bzdurny w uj.

5/10
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Piąty odcinek serialu "All her fault" to koncertowy przykład "godzinnego spektaklu teatralnego". Kilku aktorów, jeden dom, i wszystko opiera się na genialnej grze w której bohaterowie tylko rozmawiają ze sobą. Napięcie stopniowo narasta i prowadzi do kulminacyjnej konfrontacji w finale odcinka. Świetny epizod.

Wysłane z mojego CPH2481 przy użyciu Tapatalka
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
"U nas w Filadelfii"

Brać się za to? Warto?

Enviado desde mi RMX3363 mediante Tapatalk
"Rząd nie jest dla nas rozwiązaniem, jest dla nas problemem." Ronald Reagan

Odpowiedz
Jeden z najlepszych seriali komediowych jakie widziałem, chyba warto ;)


Odpowiedz
Drugi sezon The Pitt wystartował i po dwóch odcinkach jest b. dobrze. Nie ma już tego efektu "wow", że sezon to dyżur, ale to w sumie jedyna wada, bo reszta to dalej wycinki Ostrego Dyżuru na sterydach, łącznie z obyczajowa częścią (choć tej jest niewiele i ogranicza się do kilku chwil, momentów). Ekipa się powiększyła o kilka nowych twarzy (pielęgniarka, studenci i zastępstwo dr Cartera, bo to ostatni dyżur przed urlopem), nie ma też retrospekcji, które choć miały sens, to mniej lub bardziej wybijały z rytmu, a szpitalne gore i namacalność przedstawionych wydarzeń dalej robi wrażenie (plus pojawił się wątek ai wspomagającego lekarzy przy papierkowej robocie i po pierwszych zachwytach było wytknięcie błędów, że mówili o jednym leku, a ai zapisało zupełnie inny) :)

Odpowiedz
Drugi odcinek chyba trochę słabszy. Na pewnie nie ma już tego efektu zaskoczenia. Nie pomaga też fakt, że na kolejne odcinki trzeba czekać. Pierwszy oglądałem jeden po drugim. Na razie nowe postacie nie przekonują. Ale chyba podobnie było w pierwszym sezonie - potrzeba było kilku odcinków, żeby z irytujących zapychaczy stali się najciekawszymi bohaterami. Lekarka mająca zastąpić Robby'ego i relacja między nimi na razie bez szału, ale zobaczymy jak to rozpiszą dalej.


Odpowiedz
Start 2 sezonu The Pitt generalnie spoko, podoba mi się trzymanie tego solidnego poziomu i jazdę po bandzie właściwie od początku. Mi osobiście nie przeszkadza, ze serial nie jest już tak elitarny jak pół roku temu i masa youtuberów spuszczała się na nim mówiąc o "hidden gem" wśród propozycji na streamingu. Trzeba tylko przełknąć to, że nowe odcinki są co tydzień, ale dzięki temu nie ma pędzenia gawiedzi ku lajkom na dennych materiałach typu "first reaction". No i creme de la creme, to co było ważne w pierwszym sezonie - czyli przypadki medyczne - tutaj dostarcza na maxa już od początku. Ujął mnie zwłaszcza pacjent z

Nie sądziłem, że pokażą to tak dosłownie, ale w sumie nie powinno mnie to już dziwić, że twórcy serialu mają w d... jakiekolwiek cenzorskie zapędy. Dla mnie to potwierdzenie, że serial bardzo dobrze czuje się w pewnych ramach, które ustalił wcześniej.

Co do wątków, intryg, relacji to jeszcze za wiele tego nie ma. Czuć w powietrzu kosę Robbiego z nową lekarką, jest też motyw AI więc siłą rzeczy pachnie to pojedynkiem oldskul vs nowe technologie, no i pewnie będzie jakiś "bang" w połowie sezonu.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz


Skok / Steal (2026) - Amazon Prime

Pierwszy odcinek jest w pytkę, to naprawdę dobry start serialu, który byłby dużo lepszym dwugodzinnym filmem. A tak niestety zostało to rozwkleczone do 6 odcinków. Jak to w tego typu historiach bywa postacie, które według założeń mają być inteligentne i kompetentne, zaskakują serią mało wiarygodnych wyborów. To co jednak mnie zatrzymało do końca to główna rola, całkiem niezła i zaskakująca zważywszy na to, że chodzi o Sansę Stark. Będzie bardzo dobrą Larą Croft, jestem nieco spokojniejszy po obejrzeniu "Skoku".

Leciutki thriller do jednorazowego seansu, który nie wykorzystuje w pełni swojego potencjału. Dam 6/10 bo bawiłem się nie najgorzej, ale szału to też większego nie robi.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
(Serial) Smiling Friends nie jest może nową jakością animacji, ale za to jakimś tam świeżym powiewem w zalewie produkcji opartych na metakomentarzach, tworzonych przez nudziarzy afiszujących się wymuszonym, jakże modnym w tych czasach nihilizmem. Bohaterowie tegoż się lubią i nie spędzają 80% odcinka na jechaniu po sobie, a gadając brzmią jak normalni ludzie. Te realistyczne dialogi w połączeniu z porąbanych humorem owocują przyjemną, odmóżdżającą kreskówką. Odcinki trwają 11 minut z napisami końcowymi, więc tym łatwiej je wchłaniać. Humor nie zawsze trafia, nie podejdzie też każdemu, niemniej polecam, bo sporo tu absurdalnego złota. No i okej, pojawiają się gdzieniegdzie depresyjne motywy i cynizm, ale bardziej jako dodatek, nie danie główne. SF kompletnnym przeciwieństwem tego, czym stał się Rick & Morty.

Ta scena z pierwszego odcinka mnie „kupiła":


Odpowiedz
O, to jest kolejny rodzaj animacji, którego nie trawię. I gdy widzę coś takiego, to kompletnie nie interesuje mnie treść, która może być najwybitniejsza na świecie bo po prostu nie jestem w stanie na to gówno patrzeć - obejrzałem teraz ten krótki fragment i mam dość na co najmniej kilka ładnych lat, żeby cokolwiek zbliżonego odpalić. Jebać takie zrobione tanim kosztem dziadostwa prądem :)
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
Taak, no estetycznie wygląda to okropnie.

Jednak, na marginesie, zaczynam się zastanawiać, jaką ty animację w ogóle "trawisz". Bo wygląda mi na to, że nie lubisz ani brzydkiej wizualnie (to powyżej), ani ładnej (Ghibli, czy ogólnie anime). Pochwaliłeś drugiego "Kota w butach", ale z drugiej strony napisałeś też, że wolisz animację rysowaną 2D niż komputerową. Więc co? Stare Disneje? Don Bluth?

Odpowiedz
Królewskie sny - wyborne to było, prawdziwa późnopeerelowska perełka. Niby można narzekać na małą skalę (Wawel to kilka ciasnych pomieszczeń), ale w tak przyjętej konwencji naprawdę nie było sensu pokazywać niczego więcej, a w zamian mamy naprawdę dopieszczoną scenografię - przykładowo to pomieszczenie skryby z czołówki wręcz ocieka średniowiecznym klimatem, a i w kilku scenach na zewnątrz też biedy nie ma. Wspaniałe są też kostiumy, w ogóle serial wygląda cudownie, naprawdę cieszy oczy, dodatkowe pochwały dla TVP za solidną rekonstrukcję cyfrową. Co następnego jest zajebiste? Ano aktorstwo, właściwie wszyscy pierwszoplanowi aktorzy grają role życia: wymiatają zwłaszcza Holoubek i Ferency (co za postać ten biskup Oleśnicki!), ale Michałowski jako książe Witold, Zarębska jako Sonka, Wakuliński jako Ciołek też dają czadu - no micha mi się cieszył jak każdy z nich się pojawiał. Najlepiej zagrany polski serial? W konkury może stawać chyba tylko Kariera Nikodema Dyzmy.
Fabularnie również jest świetnie, a dzięki genialnym dialogom naprawdę miałem to rzadkie zanurzenie w przedstawiony świat, że wierzyłem, że tak to rzeczywiście mogło wyglądać w XV wieku. Do tego dostojne tempo (niektórzy narzekają na nudę, ale to jakieś smutasy), ponadgodzinne odcinki, kapitalnie się to wszystko rozkręca i szczytuje w odcinku siódmym, gdzie mamy rozmowę Jagiełły z Witoldem na jego łożu śmierci - bez kitu jedna z lepszych scena dialogowych jakie kojarzę w polskim kinie, równocześnie wzruszająca, refleksyjna, śmieszna i dająca wspaniały kontekst dla całej historii przedstawionej w serialu. Co jeszcze pod względem dialogów na plus? Że ludzie gadają swoimi językami: przyjeżdża delegat papieski, to rozmawia się z nim po łacinie przez tłumacza, tak samo jak po niemiecku z młodym Hohenzollernem.
Być może trochę przesadzam, bo wybitnie siadł mi ten klimat, ale dam 9/10

Rzecz jasna są cycuszki :) I to w 100% uzasadnione fabularnie.

Odpowiedz
al_jarid napisał(a):jaką ty animację w ogóle "trawisz". Bo wygląda mi na to, że nie lubisz ani brzydkiej wizualnie (to powyżej), ani ładnej (Ghibli, czy ogólnie anime). Pochwaliłeś drugiego "Kota w butach", ale z drugiej strony napisałeś też, że wolisz animację rysowaną 2D niż komputerową. Więc co? Stare Disneje? Don Bluth?

Trawię każdą, która estetycznie mi siedzi, ogólnie większość poza tymi wcześniej wymienionymi, czyli anime i takimi tanimi bzdetami robionymi najmniejszym kosztem totalnie na odpierdol. Uwielbiam animację poklatkową (tutaj ostatnimi czasy Laika wiedzie prym, wizualnie to świetnie wygląda), Don Bluth to też bardzo dobry trop bo to dla mnie wizualnie taki lepszy Disney a zdecydowanie najlepszą animacją jaką widziałem w ostatnich latach jest "Primal" Tartakovsky'ego. Z ulubionych mógłbym jeszcze dorzucić "The Plague Dogs", "Watership Down" czy "Fire and Ice" Bakshiego, tego typu rzeczy.
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  "Mobland", czyli Tom Hardy znowu hardy Krismeister 23 2,523 29-05-2026, 11:52
Ostatni post: Pelivaron
  BARRY czyli Bill Hader jest hitmanem Gal Anonim 35 7,723 07-01-2025, 03:18
Ostatni post: Bucho
  Jaki jest wizerunek osób z niepełnosprawnością w filmach, serialach i mediach? AvalonOzN 1 1,253 20-04-2020, 16:02
Ostatni post: Wyatt Earp
  Cougar Town czyli 'Courtney, pokaż cycki!' Snuffer 6 4,200 10-05-2014, 12:29
Ostatni post: Mierzwiak



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości