Filmy historyczne Ridleya Scotta
#61
Cytat:...co prawda rzecz niemal identyczna była obecna już w costnerowym Robinie, którego chwalisz przy każdej okazji,

Wcale nie "niemal identyczna", choć rzeczywiście - była :) A costnerowego Robina nie wiedziałem ho-ho, szmat czasu, więc bez przesady z tym chwaleniem. Gdybym go teraz obejrzał, to pewnie bym zaorał :)

Cytat:a sama kamera w Robinie 2010 była prawdziwa (i tylko strzała CGI), ale pomińmy milczeniem niewygodne fakty.:)

Co i tak nie zmienia innego niewygodnego faktu, takiego mianowicie, że scena była beznadziejna, film do dupy, a Scott na emeryturę :)

Cytat:Nad KoH zaczęły się prace, kiedy facet wszedł do biura swojego producenta i powiedział:

- Chcę zrobić film o krucjatach.
- OK.

Ja bym odpowiedział: "OK. A teraz siadaj i gadaj, co o nich wiesz"

No i przede wszystkim podkreśliłbym, że Orlando Bloom ma zostać zgwałcony w 4 minucie ;)

Odpowiedz
#62
No niby w temacie krucjat Scott był oblatany, ale mniejsza z tym - chodzi o sam fakt, że wchodzisz do gabinetu producenta, mówisz jakiś z dupy wzięty pomysł, na który wpadłeś na kiblu, a on się zgadza.

- Chciałbym zrobić film o zmutowanych pelargoniach walczących z robotami na Marsie.
- OK.

Jaką trzeba mieć moc, żeby... hm, mieć taką moc?Uśmiech

Odpowiedz
#63
Cytat:Jaką trzeba mieć moc, żeby... hm, mieć taką moc?:)

A co, a myślisz, że Cameron czy Spielberg mają mniejszą moc? Oni wszyscy bajki kręcą dla plebsu, więc nie dziwota, że słyszą "OK". Ja bym usłyszał "Wypierdalaj" :)

Odpowiedz
#64
Cytat:Jaką trzeba mieć moc, żeby... hm, mieć taką moc?Uśmiech

"Zrobię za pana pieniądze film, ale nie mogę powiedzieć, o czym będzie, kto w nim zagra ani kiedy go skończę. I nie pokażę go nikomu póki nie będzie kompletnie gotowy" - Mike Leigh. Jak widać nie tylko Scott ma siłę przebicia, chociaż tutaj chodzi o kino i producentów europejskich Uśmiech

I jeszcze jedno, gdyby Scott miał faktycznie taką moc to by producenci nie wycieli tyle materiału pod wersję kinową Uśmiech
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2

Odpowiedz
#65
Widzę, że muszę sięgnąć jednak po KoH reżyserskie, ale póki co uważam zachwyty nad tym filmem za mocno przesadzone, zwłaszcza nad scenami pojedynków. Gleeson w kreacji swojej postaci skojarzył mi się z Walterem Matthau z "Piratów". :razz: Dołącze sie do ubolewań nad tym, że Scott ubił w pierwszych minutach ciekawe postaci saracena i koksa z Germanii. Balian musiał być w wojsku zanim zabrał sie za kowadło, ale i tak nie kupuje wersji, że kowal w kilka tygodni nauczył się walczyć wręcz, na tyle żeby pokonać wyszkolonego od dziecka muzułmańskiego wojownika o dużej renomie wśród ziomków, oraz poznał zasady strategii na tyle, żeby zaskoczyć samego Saladyna. Takich rzeczy ci ludzie uczyli się latami - teorii i praktyki.

Niestety KoH jest skażony hollywoodzkim zadęciem/naiwnością znaną z amerykańskiego kina historycznego lat 60-tych. O wiele lepszy klimat miał film "Joanna D'Arc" Bessona. W błędy w tym filmie nie wnikam, ale klimat brudnego i brutalnego średniowiecza jest, a oglądaniu scen, w których komuś dzieje się krzywda towarzyszą emocje.

Poza tym są takie filmy ze scenami batalistycznymi, w których gdy postać na ekranie obrywa, nas też zaczyna nieprzyjemnie swędzieć cześc ciała, w którą on zebrał. Tak miałem oglądając "Braveheart", "Saving Private Ryan" albo "Stalingrad", ale KoH nie należy do tej grupy. Mało tego. W jednym momencie złapałem sie na tym, że patrze się gdzieś przez okno zamiast podziwiać szturm na mury i ją przewinałem wstecz. Nie zdarza mi się to przy widowiskach przykuwających uwage tak, że człowiek nie idzie się odlać, żeby sobie nie przerywać oglądania jakiejś sceny wciskaniem pauzy.

Co do "Gladiatora" tak na dzień dzisiejszy jak dla mnie pierwsze 15 minut filmu, pierwsza walka na arenie i to tyle.

Najlepszy film całościowo, jaki popełnił Ridley, a który traktuje o historycznych wydarzeniach - Black Hawk Down.

Nie jest dla mnie wyznacznikiem jakości filmu, że wydano ćwierć miliona dolarów na sztandary. Porównywanie KoH do polskiego filmu o muzyku jest bez sensu. Swoją droga ciekawe ile wydali na sztandary producenci "Potopu". Zapewne kilkanaście razy mniej, a wyglądało to również efektownie.

Odpowiedz
#66
military napisał(a):...co prawda rzecz niemal identyczna była obecna już w costnerowym Robinie, którego chwalisz przy każdej okazji, a sama kamera w Robinie 2010 była prawdziwa (i tylko strzała CGI), ale pomińmy milczeniem niewygodne fakty.Uśmiech

Ale scena z costnerowego Robina jest przede wszystkim w miarę realistyczna, a poza tym pokazana z taką epą (i bez CGI) że mucha nie siada, więc to niebo i piekło.

Cytat:Prawdą jest, że Scott jest filmowym bogiem. Nad KoH zaczęły się prace, kiedy facet wszedł do biura swojego producenta i powiedział:

- Chcę zrobić film o krucjatach.
- OK.

Po czym Scott wyszedł. I to nie jest skrócona wersja.

Przede wszystkim sam napisałeś, że wszedł do biura SWOJEGO producenta, więc idę o zakład, że panowie na tyle sobie już ufają, że takie rozmowy przechodzą. Po drugie, to wcale nie oznaczało zielonego światła, budżetu z kosmosu i temu podobnych, to był początek drogi - Scott mu po prostu powiedział nad czym teraz chce pracować. No i po trzecie - mimo wszystko koleś ma jednak jakąś tam renomę, więc trudno, żeby mu z miejsca nie powiedzieli.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#67
Gudendag napisał(a):ale i tak nie kupuje wersji, że kowal w kilka tygodni nauczył się walczyć wręcz, na tyle żeby pokonać wyszkolonego od dziecka muzułmańskiego wojownika o dużej renomie wśród ziomków, oraz poznał zasady strategii na tyle, żeby zaskoczyć samego Saladyna.

Jak to nie kupujesz? Spójrz na niego - czyż nie piękny z niego rycerz? Oczko

[Obrazek: 6550703_gal.jpg]

Mefisto napisał(a):Ale scena z costnerowego Robina jest przede wszystkim w miarę realistyczna, a poza tym pokazana z taką epą (i bez CGI) że mucha nie siada, więc to niebo i piekło.

Amen, bro Oczko W dodatku super wpleciono ją w teledysk Bryana Adamsa:

Pamiętam, że kiedyś dawno temu, będąc bardziej romantycznie nastawionym do życia Uśmiech słuchałem tego non stopa bez przerwy.

Odpowiedz
#68
Cytat:ale i tak nie kupuje wersji, że kowal w kilka tygodni nauczył się walczyć wręcz, na tyle żeby pokonać wyszkolonego od dziecka muzułmańskiego wojownika o dużej renomie wśród ziomków, oraz poznał zasady strategii na tyle, żeby zaskoczyć samego Saladyna.

Z pogawędki Baliana z królem w której omawiają kwestie murów obronnych wynikałoby że w armii musiał spędzić trochę czasu i to nie tylko jako wojak wymachujący mieczykiem. Tego dialogu w wersji kinowej nie było.

Cytat:O wiele lepszy klimat miał film "Joanna D'Arc" Bessona.

Nie miał Język Joanna ma w ogóle inny klimat, mniej realistyczny, zeschizowany, trudno tu mówić o lepszym/gorszym, mi akurat klimat KoH odpowiada dużo bardziej. Przy okazji - przypomniała mi się żałosna scena pod murami (bodaj Paryża, nie pamiętam) w Joannie, która może nadawała by się do teatru telewizji ale w filmie wygląda komicznie Szczęśliwy

Cytat:"Braveheart", "Saving Private Ryan" albo "Stalingrad"

i Troja w wersji DC. KoH może i pod tym względem jest słabszy ale i tak bardzo dobry.

Cytat:orównywanie KoH do polskiego filmu o muzyku jest bez sensu.

Nie da się ukryć.

Odpowiedz
#69
Mental napisał(a):10/10 dla Królestwa Niebieskiego to intelektualne przegięcie roku Uśmiech Juz sama obecność Orlando Blooma i jego gejowskie tyrady zaniżają wartość tego filmu o min. 4 oczka. Dlatego ja daje mu 6/10 Uśmiech
Orlando Bloom w zbroi tak ci przeszkadza ze odejmujesz fimowi 4 punkty, ale juz obecnosc w "Deadwood" Orlando Blooma w kapeluszu (Timothy Olyphant) nie przeszkadza ci dawac temu serialowi 10/10 :???:

Ogolnie Deadwood i KoH sa calowsciowo tak dobre, ze spokojnie mozna przymknąc oczy na braci Bloom.

Ja KoH w wersji rezyserskiej daje 8.5/10, bardzo mi sie podobal, min. swietne sceny batalistyczne, dobre zdjecia, zacna przemoc.

Odpowiedz
#70
ale gęba Blooma to pół biedy. Facet dostał takie farmazony do gadania, że szczęka odpada i ucieka z pokoju. "Wolność! Równość! tolerancja gejów i lesbijek!" Jeszcze tylko brakowało, żeby ustanowił park narodowy dla jakiegoś robaka. Jakby nie otwierał gęby, to byłby to film bardzo dobry, a tak - dobry, z tendencją do pierdolenia głupot.
Im częściej na mnie kamieniem rzucicie,
sami złożycie stos - - stanę na szczycie.


Grastroskopia - Bortal dobrze wpływa na trawienie gier


Odpowiedz
#71
Gwahlur, a gdyby tak Biedroń zagrał Maximusa w "Gladiatorze"? Wiedz, że z miejsca daje 0/10. Orlando Bloom co prawda Biedroniem nie jest, bo może wcielać się w role męskie (np. w komediach romantycznych), ale sorry - obsadzenie takiego fleta w takim filmie podpada pod żart primaaprilisowy.

A wujo444 dobrze gada - w tamtych czasach na krucjaty szli ludzie głodni, "bezrobotni" (rycerz żyje z wojny), Europa była dziesiątkowana przez choroby, dodatkowo urzędasy państwa Watykan wyniuchały sporą kasę, a Turcy Seldżuccy gromili chrześcijan, profanowali miejsca kultu i napadali na weneckie okręty handlowe, co wymagało stanowczej odpowiedzi. Nadstawianie drugiego policzka ani przez sekundę nie wchodziło w rachubę (pamiętacie "The Kingdom" i genialny tekst Foxxa - "Zabijemy ich wszystkich"? - O to kurna chodziło!) Krótko mówiąc, splot wielu okoliczności polityczno-społeczno-gospodarczych musiał doprowadzić w końcu do erupcji przemocy. Nie wiem, gdzie tu miejsce na jakieś współczesne przecwelone, demoliberalne morały o tolerancji czy innym pierdololo z dupy. W średniowieczu każda wspólnota była krainą samą dla siebie, otoczoną wałami i gęstym drutem kolczastym. Po­między nimi pustynia. Od czasu do czasu organizowało się wypady i rozbijało nawzajem czaszki, a nie przemawiało jak na zebraniu skurwysynów z ONZ.

Odpowiedz
#72
Fucking true.

Gieferg napisał(a):Z pogawędki Baliana z królem w której omawiają kwestie murów obronnych wynikałoby że w armii musiał spędzić trochę czasu i to nie tylko jako wojak wymachujący mieczykiem. Tego dialogu w wersji kinowej nie było.

No to ich błąd, że powycinali istotne fragmenty. Z wersji kinowej wynika historyjka w stylu - jak będąc kowalem na francuskim zadupiu, zostac obrońcą Jerozolimy zdobywając przy okazji serce królowej i uznanie wielkich tego świata.

Gieferg napisał(a):Nie miał Joanna ma w ogóle inny klimat, mniej realistyczny, zeschizowany, trudno tu mówić o lepszym/gorszym, mi akurat klimat KoH odpowiada dużo bardziej. Przy okazji - przypomniała mi się żałosna scena pod murami (bodaj Paryża, nie pamiętam) w Joannie, która może nadawała by się do teatru telewizji ale w filmie wygląda komicznie
Miał. :roll: KoH może i też ma klimat, ale nie wiem czy pasuje mu klimat baśniowy/fantasy rodem z LOTR, podobny patos i naiwność.

Odpowiedz
#73
Gieferg napisał(a):Joanna ma w ogóle inny klimat, mniej realistyczny, zeschizowany


Tylko jeśli idzie o wizje - akurat potyczki są w tym filmie bardzo realistyczne (abstrahując od solowych poczynań niewiasty).

Cytat:Przy okazji - przypomniała mi się żałosna scena pod murami (bodaj Paryża, nie pamiętam) w Joannie, która może nadawała by się do teatru telewizji ale w filmie wygląda komicznie Szczęśliwy

O czym dokładnie mówisz?
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#74
O epickiej scenie oblężenia w 105 minucie (DVD PAL) <ok> :mrgreen:

Odpowiedz
#75
Mówisz o scenie w deszczu, kiedy Joanna dostaje strzałą w nogę?
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#76
Mówię o scenie w której gada z jednym, a potem drugim rycerzem, a w tle widać kilku statystów którzy niby wchodzą po drabinach i wspinają się na bramę, ale robią to tak jakby sami nie byli pewni czy mają iść w górę czy może w dół.

Odpowiedz
#77
Tyle pieprzyliście od rzeczy na temat KoH, że postanowiłem obejrzeć go jeszcze raz w haj-defie Uśmiech I film jest rzeczywiście dobry, przy czym najlepszy jest do momentu, gdy akcja nie przenosi się na Bliski Wschód. Potem jest już gorzej. Bardzo zły jest motyw, że tylko Balian przetrwał sztorm i rozbicie łajby. Kuriozalnie to wyglądało, kiedy tak się przechadzał po plaży co rusz mijając martwych kamratów. Jakiego fuksa trzeba mieć, żeby przeżyć coś takiego? Chyba większego niż Prince of Persja Sindbad Zdobywca.

Ale za to niektóre dialog w filmie były fajne. I znowu najlepsze te z pierwszych 30 minut (bo wtedy jeszcze żył Germański Przyjaciel). Np.

Germański Przyjaciel: Przeciwko komu i dla kogo walczyłeś?
Balian: Dla jednego władcy przeciwko innemu z powodu, który trudno spamiętać.
Germański Przyjaciel: Teraz jest lepsza gra. Jeden Bóg przeciwko drugiemu. Tylko zapłata ciągle ta sama.

Usłyszałem to i padłem.

Albo inna gadka:

Koleś na koniu: Jest z tobą człowiek o imieniu Balian. Zabił kapłana. Mam go zabrać ze sobą.
Balian: Ten człowiek mówi prawdę. Mają prawo mnie zabrać.

Wtrąca się kafar z Germanii: Jeśli uważacie, że jest winny, będziemy walczyć. Bóg rozsądzi, kto ma rację.

Krótka piłka <ok>

W filmie jest dużo przekłamań historycznych. Scenarzysta obszedł się z niektórymi faktami jak z przeszkodą stojącą na drodze do stworzenia udanego dzieła. Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że Scott serwuje mi po raz n-ty dość nachalnie klasyczną bajkę "od zera do bohatera". Przedstawiając Baliana jako kowala stajemy się ofiarą pierwszej nieścisłości (w rzeczywistości Balian urodził się w Ziemi Świętej), ale ten zabieg, rozumiem, miał na celu przysporzyć mu już na starcie nieco sympatii widzów. Innym rażącym zabiegiem jest aż nadto czytelny podział na złych Templariuszy (napady na karawany, knucie przeciw królowi, zepsucie, agresja, mega groźne spojrzenia), prowadzonych przez Gwidona z Lusignan i Renalda z Chatillon (ten drugi był lekko pierdolnięty, ale nie dziwota, skoro 17 lat życia spędził w lochach Damaszku) i dobrych Joannitów, prawych, uczciwych, prawdziwie chrześcijańskich i miłosiernych, na czele z Tyberiaszem (Jeremy Irons). To zdecydowanie zbyt daleko posunięte uproszczenie, zrozumiałe na potrzeby produkcji, ale mogące pozostawiać nieprawdziwe konotacje. Podobnie wygląda rzecz ze stanem duchownym – daleki jestem od obrony kleru (średniowiecznego i współczesnego), lecz Scott pojechał z duchowni grubo. Wszyscy bez wyjątku mają paskudne oblicze, podły charakter i nieważne, czy mowa o księdzu z małej wioski, czy o patriarsze Świętego Miasta.

Wreszcie samo oblężenie Jerozolimy – nie, no to jest tragedia jak dla mnie. W rzeczywistości świadomi swoich niewielkich szans obrońcy, dowodzeni przez Baliana, królową Sybillę i patriarchę Herakliusza, zagrozili zburzeniem Skalnej Kopuły i podpaleniem miasta, co skłoniło Saladyna do pertraktacji, w efekcie których każdy, kto zdołał się wykupić, mógł opuścić miasto (z zebranych funduszy publicznych wykupiono około 7000 najbiedniejszych mieszkańców, a ci, którzy się nie załapali, poszli w niewolę) – nie było więc imponującego starcia, walk na blankach, wyłomu w murach i dżentelmeńskiej obietnicy bezpieczeństwa ze strony muzułmańskiego przywódcy. W każdym razie wszystkie przytoczone tutaj odchylenia od twardej rzeczywistości uznaję jednak za dopuszczalne i normalne przy adaptacji na potrzeby filmu.

Reasumując in plus:

- scena;
- pierwsze genialne 30 min;
- zarąbista ekipa rycerzy pod dowództwem Reynalda (wytrzebiona niestety w tempie ekspresowym);
- mega dobra scenografia, kostiumy, dekoracje (Jerozolima była wówczas tyglem kulturowym i narodowościowym, już wtedy nazywana była Świętym Miastem trzech religii – w "Królestwie Niebieskim" widać to całkiem dobrze i wrażenie pozostawia super wiarygodne);
- ogólnie klimat;
- niektóre dialogi zaskakująco dobre;
- rzygająca krew, odrąbywane głowy itp. czady.

Minusy:

- pedał kowal;
- ostatnie 30 min;

ocena 8/10

Odpowiedz
#78
Mental napisał(a):Bardzo zły jest motyw, że tylko Balian przetrwał sztorm i rozbicie łajby. Kuriozalnie to wyglądało, kiedy tak się przechadzał po plaży co rusz mijając martwych kamratów. Jakiego fuksa trzeba mieć, żeby przeżyć coś takiego? Chyba większego niż Prince of Persja Sindbad Zdobywca
Zaraz, zaraz a czy przypadkiem w "Heat" nie bylo akcji, ze policja wpada na trop ekipy pana DeNiro dzieki temu ze jakiemus kolesiowi w barze wypsnęło sie "Slick" o pewnym panu? Czy do tego potrzeba bardzo dużo szczescia?

Odpowiedz
#79
Obejrzyj se te scenę (mowa o KoH) i mnie nie denerwuj bezsensownymi porównaniami :) Statek rozbity w drzazgi, na plaży milion trupów, a tu kowal se wstaje, otrzepuje łachy i se idzie. Efekt tego taki, jakby ktoś zrzucił małą nuke na miasto i spośród tysiąca zabitych przeżyłaby tylko jedna osoba.

Odpowiedz
#80
Ale przeciez my nie wiemy czy on jako jedyny przezyl, przeciez jak ktos by sie uratował, to raczej by tu nie czekał przy ognisku z kiełbaskami, tylko by polazł gdzies. My wiemy tylko tyle ze W MOMENCIE gdy on sie obudzil to CHYBA nikogo żywego nie było na tej samej plaży. A nie prepraszam, koń sie uratował, widac kowal nie byl az taki szczesciarz.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości