Widziałem swego czasu dwa filmy, niestety, pomimo tego, że klimaty niby takie, jakie lubię, to już forma przekazu jaką jest anime nie bardzo mi odpowiada, więc obejrzałem/zapomniałem (pamiętam tylko że drugi praktycznie przespałem), No ale może z wersją aktorską będzie lepiej.
W obsadzie Scarlett Johansson (średnio mi pasuje ten pomysł, wolałbym mniej znaną twarz - no i jak to brzmi - Scarlett Johansson as Motoko Kusanagi?) Michael Pitt (nie znam gościa) i... podobno Michael Wincott (a to zawsze plus).
Reżyseruje Rupert Sanders (którego kojarzę tylko ze Snow White and the Huntsman)
Najbardziej znany z ról w Boardwalk Empire, Marzycielach, remake'u Funny Games i quasi-biografii Kurta Cobaina. Tak czy inaczej, bardzo dobry aktor i fajnie, że załapał się do dużej produkcji.
Trochę lipa, że biała gra azjatkę, ale z drugiej strony to chyba nie za bardzo jest w czym wybierać wśród azjatek, jeśli film jest przede wszystkim na rynek zachodni i potrzebowali dużego nazwiska.
Anime ogólnie ssie, ale matrixy pokazały, że przekład na kino może mieć bardzo dobre skutki, aż dziwię się, że tyle z tym czekali.
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.
(14-04-2016, 16:57)Phil napisał(a): Nie ma to jak zgeneralizować szeroką formę do ogólnego ssania ;)
Ale pisze za siebie przecież. Obejrzałem kilka filmów, parę odcinków różnych seriali i dla mnie anime ssie. Propsuję stronę techniczną, która w GITSie, Appleseedzie czy gdzie tam jeszcze potrafi stać niezwykle wysoko, ale na tym raczej koniec.
Przy czym ssie - w tym przypadku oznacza, że w najlepszym razie dobija do przeciętności.
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.
14-04-2016, 17:04 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-04-2016, 17:07 przez Negatywny.)
(14-04-2016, 16:50)Negatywny napisał(a): ...chyba nie za bardzo jest w czym wybierać wśród azjatek, jeśli film jest przede wszystkim na rynek zachodni i potrzebowali dużego nazwiska.
Czekam na bule od Azjatów. Wróć... oni nie robią takich akcji. Chyba. Można by dać Zhang Ziyi lub ...
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
14-04-2016, 17:47 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-04-2016, 17:48 przez shamar.)
Anime od Mamoru Oshii to klasyk i film wybitny. A w połączeniu z niesamowitym scorem Kenji Kawaia cały seans jest niesamowitym wręcz filozoficznym przeżyciem. Zresztą zobaczcie ten fragment połączenie obrazu z muzyką i nie wiem, jak filmowcy będą chcieli to przeskoczyć, czy osiągnąć:
Scarelett Johansson jakoś średnio mi pasuje do tej roli. Ale jeżeli film ma mieć eRkę i po "Under the Skin" Scarlett znowu nie miałaby oporu, to przynajmniej może będzie na co popatrzeć ;)
Najbardziej znany z ról w Boardwalk Empire, Marzycielach, remake'u Funny Games i quasi-biografii Kurta Cobaina. Tak czy inaczej, bardzo dobry aktor i fajnie, że załapał się do dużej produkcji.
Pitt miałby szanse zostać sporego kalibru gwiazdą, ale znany jest powszechnie ze strasznego gwiazdorzenia. W Boardwalku uśmiercili jego postać, bo podobno wszyscy na planie mieli go dość, z Hannibala też go chyba wypieprzyli. Gdzieś czytałem, że agentów też dość często zmienia, a raczej ci opuszczają jego :P
Cytat:Ale Azjatka nie przyciągnie tłumów do kina, Scarlett tak. Więc nie ma czego rozstrząsać.
Pewnie będzie gniot i mam wywalone na ten film, ale gdzieś jest napisane, że w głównej roli ma być Azjatka? Wpływa to jakoś na fabułę, ma jakieś znaczenie? Inna sprawa, że - jak podaje imdb - bohaterowie, w tym Johansson, mają japońskie nazwiska z oryginału. LOL. Przypuszczam jednak, że to radosna twórczość internautów, polegająca na dopasowaniu twarzyczek aktorów do znanych im postaci , a wytwórnia nie podała jeszcze takich danych.
15-04-2016, 23:43 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-04-2016, 23:57 przez Albertino.)
Byłbym w siódmym niebie, gdyby tak było. Poczekajmy może jak te filmy się będą prezentowały i wtedy zobaczymy czy mamy renesans czy... sam nie wiem co.
(14-04-2016, 15:53)Gieferg napisał(a): Reżyseruje Rupert Sanders (którego kojarzę tylko ze Snow White and the Huntsman)
Bo tylko to nakręcił :)
Szczerze mówiąc, średnio jara mnie pomysł na adaptację tej mangi/anime.. Zdecydowanie bardziej wolałbym zobaczyć wariację na temat "Akiry". Reżyser jak i obsada też letnia. Jakbym miał dać takie coś gościowi z jednym filmem na koncie, to prędzej byłby to Garland, który przynajmniej byłby obietnicą jakiegoś ciekawszego podejścia do tematyki (a piszę to jako osoba, której Ex Machina nie przypadła do gustu).
Johansson natomiast to już z lekka nieporozumienie. Bynajmniej nie chodzi tu o to, że wybrali białą do roli Azjatki. Odnoszę po prostu wrażenie, że Scarlett aktorsko zatrzymała się na jakimś etapie i nie wie co robić ze swoją karierą. Myślałem, że między Marvelami będzie sobie wybierać jakieś mniejsze i ambitniejsze projekty, a tymczasem pcha się w co raz to nowsze blockbustery, w kółko grając ten sam typ postaci. Jej najbardziej interesujące projekty z ostatnich lat, wychodzące poza te ramy, to.. voiceovery :( Jej angaż to typowe, Hollywoodzkie pójście na łatwiznę.
(15-04-2016, 23:43)Albertino napisał(a): ale gdzieś jest napisane, że w głównej roli ma być Azjatka? Wpływa to jakoś na fabułę, ma jakieś znaczenie? Inna sprawa, że - jak podaje imdb - bohaterowie, w tym Johansson, mają japońskie nazwiska z oryginału. LOL. Przypuszczam jednak, że to radosna twórczość internautów, polegająca na dopasowaniu twarzyczek aktorów do znanych im postaci , a wytwórnia nie podała jeszcze takich danych.
Hollywood ma ostatnio zje**** pomysły, więc się nie zdziwię jeśli pozostawią oryginalne nazwiska. Wszakże jeśli się nie mylę, nie przenoszą akcji filmu do Ameryki. W każdym razie będą kręcić w Hongkongu, Szanghaju i Makau, więc lokalizacja historii chyba pozostaje bez zmian. Wygląd Kusanagi też można jakoś uzasadnić. Fakt, że jest cyborgiem tylko to ułatwia..
(16-04-2016, 08:14)Negatywny napisał(a): Ale, że co, w ekranizacji GITS nie będzie postaci z anime, tylko jakieś inne?
Generalnie chyba tak, bo to nie będzie wierna ekranizacja jednego, konkretnego anime, a bardziej adaptacja mangi, która jeśli się nie mylę, była zbiorem kilku opowieści. I tak zamiast "Władcy Marionetek" mamy zobaczyć "Laughing Man'a", który pojawił się w mandze w innej historii oraz w serialu.
zombie001, member of Forum KMF Film.org.pl since Jul 2013.
Nie przeszkadza mi Scarlett bo ją lubię, ale to casting wyłącznie z powodu statusu... trzeba sprzedać film który już na starcie ma wystarczająco ciekawą fabułę i bazuje na kultowej mandze i wystarczy nie traktować tego jak kolejnej próby zrobienia szmalu na czymś co wytwórnia nie wie jak ugryźć.
Szkoda, że nie zatrudnili panny z Pacific Rim, szczególnie, że już tam wyglądała jak żywcem wyjęta bohaterka GiTs.