najpierw garsc absurdalnych informacji:
1. film zarobił dwa i pół tysiąc dolarów. DWA i PÓŁ TYSIĄCA.
2. utrzymał się na ekranie TYDZIEŃ.
3. był wyświetlany w JEDNYM kinie.
te i inne absurdy możecie wyczytać, klikając na poniższy link:
http://www.boxofficemojo.com/movies/?id=gingersnaps.htm
do rzeczy. lubicie horrory o wilkołakach? ja nie lubię. nie trawię syfu tak samo jak nie trawię legend o wampirach (z drobnym wyjątkiem). żeby było śmieszniej, Ginger Snaps to historia o wilkołakach, obsadzona aktorami w przedziale od 15 do (w porywach) 20 lat. film obejrzałem na wyraźną prośbę kolegi. powiedział: "Musisz to kurwa zobaczyć". opory były - nie ufam ludziom, którzy nagrywają polskie seriale na VHS - ale w końcu zasiadłem przed telewizorem.
waham się przed użyciem słowa "genialny", ale w swoim gatunku (niekoniecznie horror o wilkołakach, wystarczy po prostu horror) Ginger Snaps stanowi niedościgniony wzór. krótko: w XXI wieku nie było lepszego filmu grozy.
aktorstwo - powiedzieć "sugestywne" to gówno powiedzieć. zaangażowanie głównych bohaterek w role jest nieludzkie. chłopcy przygasają w zestawieniu z dziewczętami, ale to normalne. na takie kreacje nie ma bata.
powaga - szczerze podziwiam ludzi, którzy do debilnych pomysłów podchodzą z powagą. sposób przedstawienia "wilkołactwa", jego geneza, mutacje, wpływ metamorfozy na psychikę i zachowanie - czegoś takiego jeszcze w kinie grozy nie było. ja przynajmniej nie widziałem nic podobnego. nie spodziewajcie sie pogłębionej refleksji. raczej solidnej dawki realizmu w ramach konwencji. przecierałem oczy ze zdumienia.
film od strony realizacyjnej prezentuje się wybornie. opiera sie w dużej mierze na pomysłowym ukazaniu ogranych motywów. niektóre sceny ocierają się o wybitność, prowadzenie kamery zdradza niepospolitą intuicję.
największy atut filmu to miażdżący, mroczny klimat. atak następuje nagle. pierwsze oznaki zagrożenia pojawiają się już w otwierającym film ujęciu na małego chłopca, bawiącego się w piaskownicy. w pewnym momencie dzieciak unosi do ust zakrwawioną dłoń. podbiega matka i odkrywa leżącą u jego stóp oderwaną psią łapę. kobieta kieruje spojrzenie w stronę budy. zauważa rozbebeszone cielsko kundla. kamera posuwa się nisko przy ziemni i znika we wnętrzu budy. zaczyna się.
dawno nie oglądałem równie kapitalnego horroru. Dog Soldiers było całkiem udanym połączaniem luźnej komedii i poważnego, mrocznego, klimatowego horroru. fajny oldskul. Ginger Snaps nie ma nic wspólnego z komedią.
1. film zarobił dwa i pół tysiąc dolarów. DWA i PÓŁ TYSIĄCA.
2. utrzymał się na ekranie TYDZIEŃ.
3. był wyświetlany w JEDNYM kinie.
te i inne absurdy możecie wyczytać, klikając na poniższy link:
http://www.boxofficemojo.com/movies/?id=gingersnaps.htm
do rzeczy. lubicie horrory o wilkołakach? ja nie lubię. nie trawię syfu tak samo jak nie trawię legend o wampirach (z drobnym wyjątkiem). żeby było śmieszniej, Ginger Snaps to historia o wilkołakach, obsadzona aktorami w przedziale od 15 do (w porywach) 20 lat. film obejrzałem na wyraźną prośbę kolegi. powiedział: "Musisz to kurwa zobaczyć". opory były - nie ufam ludziom, którzy nagrywają polskie seriale na VHS - ale w końcu zasiadłem przed telewizorem.
waham się przed użyciem słowa "genialny", ale w swoim gatunku (niekoniecznie horror o wilkołakach, wystarczy po prostu horror) Ginger Snaps stanowi niedościgniony wzór. krótko: w XXI wieku nie było lepszego filmu grozy.
aktorstwo - powiedzieć "sugestywne" to gówno powiedzieć. zaangażowanie głównych bohaterek w role jest nieludzkie. chłopcy przygasają w zestawieniu z dziewczętami, ale to normalne. na takie kreacje nie ma bata.
powaga - szczerze podziwiam ludzi, którzy do debilnych pomysłów podchodzą z powagą. sposób przedstawienia "wilkołactwa", jego geneza, mutacje, wpływ metamorfozy na psychikę i zachowanie - czegoś takiego jeszcze w kinie grozy nie było. ja przynajmniej nie widziałem nic podobnego. nie spodziewajcie sie pogłębionej refleksji. raczej solidnej dawki realizmu w ramach konwencji. przecierałem oczy ze zdumienia.
film od strony realizacyjnej prezentuje się wybornie. opiera sie w dużej mierze na pomysłowym ukazaniu ogranych motywów. niektóre sceny ocierają się o wybitność, prowadzenie kamery zdradza niepospolitą intuicję.
największy atut filmu to miażdżący, mroczny klimat. atak następuje nagle. pierwsze oznaki zagrożenia pojawiają się już w otwierającym film ujęciu na małego chłopca, bawiącego się w piaskownicy. w pewnym momencie dzieciak unosi do ust zakrwawioną dłoń. podbiega matka i odkrywa leżącą u jego stóp oderwaną psią łapę. kobieta kieruje spojrzenie w stronę budy. zauważa rozbebeszone cielsko kundla. kamera posuwa się nisko przy ziemni i znika we wnętrzu budy. zaczyna się.
dawno nie oglądałem równie kapitalnego horroru. Dog Soldiers było całkiem udanym połączaniem luźnej komedii i poważnego, mrocznego, klimatowego horroru. fajny oldskul. Ginger Snaps nie ma nic wspólnego z komedią.
05-11-2007, 00:41








