Ankieta: Jak oceniasz "Godzilla: King of the Monsters"?
10/10
9/10
8/10
7/10
6/10
5/10
4/10
3/10
2/10
1/10
[Wyniki ankiety]
 
Uwaga: To jest publiczna ankieta, więc każdy może zobaczyć na co zagłosowano.





Godzilla
Kumpel ciągnie do kina, żadnego innego ciekawego blockbustera na horyzoncie nie widać, więc pewnie się przejdę.

Tak BTW mogłeś już nie cytować mojej wypowiedzi, skoro odpowiadasz bezpośrednio pod nią.

Odpowiedz
Angry Joe mówi, jak jest:

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=z8wRyimbzW8[/youtube]

Wasz przedpremierowy hype udzielił mi się na tyle, że chciałem dla Godzilli złamać zasadę chodzenia do kina tylko na Hobbity, i iść w najbliższy weekend ale po powyższych opiniach pozostanę wierny Jacksonowi :)
https://the-twilight-area.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"
http://www.strefamrokupodcast.pl/ - podcast o "Strefie Mroku"
https://readersinitiative.podbean.com/ - podcast o literaturze wszech treści

Odpowiedz
(20-05-2014, 12:25)simek napisał(a): Kumpel ciągnie do kina, żadnego innego ciekawego blockbustera na horyzoncie nie widać, więc pewnie się przejdę.

Tak BTW mogłeś już nie cytować mojej wypowiedzi, skoro odpowiadasz bezpośrednio pod nią.

Edge of Tomorrow, jakby co :)

loading podpis...

Odpowiedz
(20-05-2014, 01:42)Crov napisał(a): Bardzo fajny artykuł na temat słabego wątku ludzkiego w filmie i tego, jak w pewnym sensie to pasuje: http://thedissolve.com/features/exposition/566-godzilla-the-first-post-human-blockbuster/
Fajny artykuł, tylko że nijak ma się do filmu Edwardsa.

1) Głównymi bohaterami "Godzilli" są ludzie. Zaczynamy od rodziny Brodych i na rodzinie Brodych kończymy. To z ich perspektywy obserwujemy wydarzenia, to oni biorą udział w kluczowych scenach, mając w nich niekiedy - znowu to słowo - kluczowe znaczenie. To Ford zniszczył gniazdo MUTO, nie Godzilla.

Mało tego - Edwards sam podkreślał ludzką, realistyczną perspektywę tego filmu. Tu nie ma ujęć, których nie mogłaby nakręcić ekipa z kamerą, z poziomu ulicy, z dachu budynku lub z helikoptera. Jak więc ta ludzka perspektywa ma świadczyć o nieistotności ludzi w tym filmie?

2) Podawanie psa i anonimowych postaci trzeciego planu jako argumentu za tym, że "Godzilla" jest post-human blockbusterem... Bądźmy poważni. W ilu filmach katastroficznych kamera skupiała się na zwierzętach (najczęściej psach właśnie) tudzież anonimowych ludziach właśnie, którzy akurat w danej scenie mieli posłużyć za ofiary? Inaczej: w ilu filmach w ogóle mamy takich minibohaterów, którzy pojawiają się na kilkanaście, kilkadziesiąt sekund tylko po to, by zareagować na to, co akurat dzieje się w danej scenie? To się nazywa reżyseria, ale żeby dopisywać do tego aż taką ideologię?

3) Gdyby "Godzilla" faktycznie była tak ambitnym w swych zamierzeniach filmem, mającym być niemalże rewolucją w gatunku, to nie miałaby głównego/głównych bohaterów w ogóle. "Bohaterami" byliby ludzie, którzy akurat znaleźli się w danym miejscu. Raz byliby to żołnierze, raz ludzie bawiący się akurat w Vegas, innym razem turyści na Hawajach, a jeszcze innym mieszkańcy San Francisco czy pracownicy biurowców. Bezimienni, znikający z ekranu po kilku minutach, uchodzący z życiem lub nie. To faktycznie byłoby oryginalne i nowatorskie, a przy tym bardzo odważne, ale i pokazywało tę nieistotność naszego gatunku w starciu z siłami natury. A tak? Nie ma tu nic czego nie było w dowolnym innym filmie monster movie/katastroficznym.

Jeszcze jeden taki artykuł i autentycznie uwierzę, że Godzilla to tegoroczny The Dark Knight, z tą jednak różnicą, że chociaż krytycy wspinali się wtedy na wyżyny grafomanii, to jednak film Nolana jest świetny, a ten nie.

Odpowiedz
Do momentu
jest nawet, nawet, ale potem...

[Obrazek: muscle.gif]

W życiu nie męczyłem się tak w kinie na NICZYM (a przypominam, że byłem na Sex and The City 2)
Przez całą resztę filmu poza serwowanymi w idiotyczny sposób scenami z Godzillą nie ma nic, ziew za ziewem. Gdybym w kinie był sam, możliwe że bym wyszedł. Może później rozpiszę się bardziej, ale nie wiem czy mi się będzie chciało.

3/10 (w tym punkt za Cranstona i punkt za samEGO Godzillę)

Odpowiedz
SamEGO Godzillę. To samiec.

Myśląc o tym filmie naszła mnie ochota na powtórkę o wiele lepszego Cloverfield. Czy tak trudno byłoby nakręcić film o ataku Godzilli na jakieś wielkie miasto, gdzie bohaterami byliby zwykli ludzie próbujący się z tego miasta wydostać? Pomysł o wiele lepszy od tego co zaserwował nam Edwards.

Odpowiedz
A, zapomniałbym, Emmerich wins.

No a Pacific Rim nowEGO Godzllę zeżarł, przeżuł i wysrał.

Odpowiedz
Pacific Rim wygląda przy filmie Edwardsa jak wypociny upośledzonego dziecka, które dostało swoje pierwsze kredki na gwiazdkę. Więcej mi się chyba nie chcę pisać. Poza tym, że Godzilla to najlepszy monster movie od lat i najlepszy film z Królem Potworów ever. Stawiania go niżej od popeliny zaserwowanej przez Emmericha... nawet nie skomentuję. LOL!

No ale widać tak bywa, jak reżyser idzie własną drogą i wypina się na publiczność. Rozumiem, że nie każdy to kupuje. :(

Odpowiedz
nawrocki, a może tak zamiast burzyć zamek z piasku postawiony przez Gieferga odpowiesz na moje argumenty? Taka dorosła ta Godzilla, taka poważna i artystyczna, a rozmowa taka dziecinna. Dziwne :)

Odpowiedz
slepy51 napisał(a):@Motoduf

W końcu jakiś sensowny wpis ;)

Dzięki :).

slepy51 napisał(a):Wiesz, to nie pan Nolan kręcił, zeby wszedł ktoś w kadr i ci to palcem pokazał i jeszcze omówił.

A tutaj high five!
"to że gej sobie nie może wziąć ślubu to jest sprawa kościoła" - vast

Odpowiedz
@Mierzwiak

Ale zamki z piasku burzyć jest łatwiej :)

I szczerze mówiąc, nie mam ochoty wchodzić w dyskusję i w wymianę argumentów, zwłaszcza na temat takiego filmu, bo po milionie wymienionych postów i tak ty będziesz wiedział swoje, ja swoje a argumenty obu stron nic w tej kwestii nie zmienią.

Z mojej strony tylko tyle: narzeka się głównie na płaskich bohaterów i krótki czas poświęcony Godzilli w akcji. Storpedowałbym to w sposób banalny: kwestia subiektywna. Mnie Taylor-Johnson do siebie przekonał - żadne aj waj, ale jest okej, dobry nośnik dla mnie jako widza, swoisty przewodnik po miejscach danych akcji, koleś z krwi i kości, pozbawiony głębszych cech. I mnie to absolutnie nie przeszkadza. Podobnie jest z postaciami naukowców czy z żonką: Watanabe i Hawkins jako postacie nie są interesujący, ale stanowią kolejny przewodnik dla oglądającego, w dodatku niezbyt nachalny (chociaż momentami może trochę) i zawsze będący na swoim miejscu.

Co do stosunkowo krótkiej bytności Godzilli na ekranie - mnie ten zabieg bardzo przypadł do gustu. Każde wejście w kadr potwora robi ogromne wrażenie, każde ujęcie z nim to małe arcydzieło (może przesadzam, ale wsio). I to głównie dlatego, że Edwards oszczędnie wprowadza Króla na scenę. A sparing trzech bestii oglądałem z rozdziawioną japą - niby nie było tam nic specjalnego, jeśli chodzi o choreografię, ale dzięki temu, że byłem "wyposzczony" przez większą część seansu, czerpałem z bitki monstrów podwójną frajdę.

Odpowiedz
(20-05-2014, 19:33)nawrocki napisał(a): I szczerze mówiąc, nie mam ochoty wchodzić w dyskusję i w wymianę argumentów, zwłaszcza na temat takiego filmu, bo po milionie wymienionych postów i tak ty będziesz wiedział swoje, ja swoje a argumenty obu stron nic w tej kwestii nie zmienią.
Wiem że się nie przekonamy, wiadomo że opinie są jak dupy, każdy ma swoją, ale chodziło mi raczej o pogadankę na temat tego artykułu według którego Godzilla to post-human blockbuster. Nie wierzę że nawet obrońcy filmu kupiliby te brednie o rewolucyjności i nowatorstwie filmu Edwardsa.


Odpowiedz
@Mierzwiak

Cytat:1) Głównymi bohaterami "Godzilli" są ludzie. Zaczynamy od rodziny Brodych i na rodzinie Brodych kończymy. To z ich perspektywy obserwujemy wydarzenia, to oni biorą udział w kluczowych scenach, mając w nich niekiedy - znowu to słowo - kluczowe znaczenie.

Owszem, w pierwszej połowie filmu. Potem ludzi jest coraz mniej, a w finale już prawie zupełnie ich nie ma. To znaczy, jasne, są, ale gdzieś w tle. Pokazywanie głównych bohaterów ogranicza się do niezbędnego minimum.

Cytat:To Ford zniszczył gniazdo MUTO, nie Godzilla.

I była to jedyna pozytywna rzecz, którą jakikolwiek ludzki bohater zrobił w tym filmie. Poza tym, skoro Godzilla wyczuwała MUTO na odległość, to pewnie wyczuwała też gniazdo i zniszczyłaby je po pokonaniu MUTO, gdyby Ford go wcześniej nie zjarał.

Cytat:Mało tego - Edwards sam podkreślał ludzką, realistyczną perspektywę tego filmu. Tu nie ma ujęć, których nie mogłaby nakręcić ekipa z kamerą, z poziomu ulicy, z dachu budynku lub z helikoptera. Jak więc ta ludzka perspektywa ma świadczyć o nieistotności ludzi w tym filmie?

No przecież o to - między innymi - chodzi w tym świetnym artykule, który Crov podrzucił. Film jest z ludzkiej perspektywy (i na początku ludzie są w centrum), ale ludzie nie mają tu żadnej siły sprawczej, a wraz z kolejnymi częściami filmu tracą na ważności.

"to że gej sobie nie może wziąć ślubu to jest sprawa kościoła" - vast

Odpowiedz
(20-05-2014, 19:42)Motoduf napisał(a): Owszem, w pierwszej połowie filmu. Potem ludzi jest coraz mniej, a w finale już prawie zupełnie ich nie ma. To znaczy, jasne, są, ale gdzieś w tle. Pokazywanie głównych bohaterów ogranicza się do niezbędnego minimum.
Tak niezbędnego, że Ford ratuje San Francisco przed atomową zagładą. Tak niezbędnego, że 100-metrowy potwór ściga JEDNEGO człowieka (u Emmericha to chociaż była żółta taksówka). Błagam, tylko dlatego, że w finale ostał się jeden człowiek (no bo jakże by inaczej, Ford jest nieśmiertelny i ma największego farta ever!), a akcję dominuje CGI (to mają do siebie finały większości blockbusterów) to naprawdę nie powód, by obwoływać ten film jakimś novum.

Cytat:I była to jedyna pozytywna rzecz, którą jakikolwiek ludzki bohater zrobił w tym filmie.
O ilu katastroficznych filmach, w których ludzie poza ratowaniem własnego życia nie mogą nic zrobić, można powiedzieć dokładnie to samo?*

Cytat:Poza tym, skoro Godzilla wyczuwała MUTO na odległość, to pewnie wyczuwała też gniazdo i zniszczyłaby je po pokonaniu MUTO
A jednak to człowiek je zniszczył, i to jest pokazane w filmie. Spekulacje zostawmy na inną okazję.

Cytat:Film jest z ludzkiej perspektywy (i na początku ludzie są w centrum), ale ludzie nie mają tu żadnej siły sprawczej, a wraz z kolejnymi częściami filmu tracą na ważności.
<westchnienie> :)

PS. Jedno Godzilli przyznaję - nie mogę przestać o niej myśleć, z jednej strony zachwyt tym, co zachwycić miało, a z drugiej stracona szansa na więcej. Przynajmniej wpadłem na pomysł minimalistycznego plakatu :)

PS2. O jednym nie wspomniałem, niesamowicie podobały mi się odgłosy wydawane przez MUTO, a pod względem atmosfery najlepsza była chyba scena na moście kolejowym.

Odpowiedz
(20-05-2014, 18:34)Gieferg napisał(a): Gdybym w kinie był sam, możliwe że bym wyszedł.

Prawdziwy twardziel wyszedłby z kina nawet w towarzystwie :)

(20-05-2014, 18:37)Juby napisał(a): Myśląc o tym filmie naszła mnie ochota na powtórkę o wiele lepszego Cloverfield. Czy tak trudno byłoby nakręcić film o ataku Godzilli na jakieś wielkie miasto, gdzie bohaterami byliby zwykli ludzie próbujący się z tego miasta wydostać? Pomysł o wiele lepszy od tego co zaserwował nam Edwards.

To wtedy narzekałbyś, że to powtórka z Cloverfield (co poniektórzy narzekają zresztą, że MUTO to odpowiednik Clovera) - d'oh! Światłość niektórych wypowiedzi nadaje się do kolejnego odcinka GoT. :P


(20-05-2014, 19:33)nawrocki napisał(a): Mnie Taylor-Johnson do siebie przekonał - żadne aj waj, ale jest okej, dobry nośnik dla mnie jako widza, swoisty przewodnik po miejscach danych akcji, koleś z krwi i kości, pozbawiony głębszych cech. I mnie to absolutnie nie przeszkadza. Podobnie jest z postaciami naukowców czy z żonką

Ale problemem nie jest miałkość aktorstwa czy postaci jak dla mnie, lecz absolutny brak chemii. Czy kibicujemy naszemu wojakowi powrotu do żonki i dziecka? Nie. Bo ten związek jest tak nijaki, jak to tylko możliwe. Postaci wygłaszają niby ckliwe dialogi z oczywistym kocham cię na odległość, ale ni chuja nie widać, żeby im zależało na sobie jakkolwiek, co jak dla mnie świetnie ilustruje scena, kiedy on chce się do niej dodzwonić, a ona ma wyjebane i nawet komórki nie ma przy sobie, choć wcześniej niby pińcet razy ponoć chciała się do niego dodzwonić. Sorry, ale takie coś jest sztuczne i nieprzekonujące, a przez to obrazek zastosowany przez Gieferga jest racjonalny, bo pomiędzy kolejnymi wynurzeniami się potworów nie ma żadnych emocji po prostu (największe wojak ma chyba w scenie z cudzym dzieckiem w kolejce - normalnie aż iskrzyło w porównaniu do jego własnego syna i żony). Nic więc dziwnego, że film odrobinę pada po tym, jak pada Cranston, bo ten typ autentycznie widza przejmował i relację pomiędzy nim a żołdakiem są odpowiednio nośne i jakieś. A potem tego nie ma - czy to między naukowcami, czy między wojskiem, a naukowcami czy między kimkolwiek innym panuje znieczulica. Nie dziwię się więc takiemu odbiorowi fabuły.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
(20-05-2014, 20:03)Mefisto napisał(a): ona ma wyjebane i nawet komórki nie ma przy sobie, choć wcześniej niby pińcet razy ponoć chciała się do niego dodzwonić.
Filmowy schemat #4367547546:

Gdy osoba X chce dodzwonić się do osoby Y, ta jest akurat w innym pomieszczeniu, a kamera robi zbliżenie na telefon który oczywiście nie dzwoni, tylko wibruje.

AAAAARGHHHHHHH!!!!!!!!!!!!!!!!


Odpowiedz
Mierzwiak napisał(a):Tak niezbędnego, że Ford ratuje San Francisco przed atomową zagładą. Tak niezbędnego, że 100-metrowy potwór ściga JEDNEGO człowieka (u Emmericha to chociaż była żółta taksówka). Błagam, tylko dlatego, że w finale ostał się jeden człowiek (no bo jakże by inaczej, Ford jest nieśmiertelny i ma największego farta ever!), a akcję dominuje CGI (to mają do siebie finały większości blockbusterów) to naprawdę nie powód, by obwoływać ten film jakimś novum.

Ford ratuje San Francisco przed atomową zagładą wywołaną przez... ludzi. O to chodzi, pisałem zresztą o tym wcześniej, że ludzie mogą co najwyżej minimalizować straty, które wywołały ich durne decyzje. Ford nie pomaga przecież nijak w walce z MUTO, niszczy jedynie gniazdo. Co więcej, wyklucie się MUTO zostało bezpośrednio spowodowane przez ludzi, a to też potwierdza teorię, że ludzie w tym filmie to co najwyżej szkodniki, które czasem ewentualnie zrobią coś, by własne szkody zminimalizować, a nie bohaterowie.

Cytat:A jednak to człowiek je zniszczył, i to jest pokazane w filmie. Spekulacje zostawmy na inną okazję.

Ale to nie jest spekulacja, tylko proste następstwo faktów i tego, że Godzilla instynktownie wyczuwa Muto. Nie trzeba przecież zatrudniać Morgana Freemana, który by to wytłumaczył na ekranie, żeby to było jasne ;).

Cytat:O ilu katastroficznych filmach, w których ludzie poza ratowaniem własnego życia nie mogą nic zrobić, można powiedzieć dokładnie to samo?*

Film o wielkich potworach =/= film o trzęsieniu Ziemii lub innym kataklizmie. Wskaż mi inny blockbuster z ostatnich lat, w którym ludzie tak mało by zrobili :)



"to że gej sobie nie może wziąć ślubu to jest sprawa kościoła" - vast

Odpowiedz
Cytat:Ale problemem nie jest miałkość aktorstwa czy postaci jak dla mnie, lecz absolutny brak chemii.
Nie wiem, odebrałem to chyba inaczej niż większość, bo czułem się wystarczająco zaangażowany w losy Forda, więc rzekomy brak chemii nie zepsuł mi seansu.

Odpowiedz
Mierzwiak, porównajmy sobie zresztą Godzillę z Pacific Rim, innym filmem o wielkich potworach:

Pacific Rim - z wielkiej szczeliny zaczynają wyłazić potwory, wiec ludzie łączą siły i budują mosty między zwaśnionymi narodami, by je pokonać. Udaje im się w końcu, choć po drodze muszą wiele poświęcić dla dobra całego świata.

Godzilla - w konsekwencji zabaw z atomem pojawiają się potwory, które mogą zniszczyć Ziemię. Ludzie próbują je pokonać atomówką, ale okazuje się, że to zły pomysł, który doprowadzi do śmierci setek tysięcy niewinnych. Do walki z MUTO ludzi w ogóle nie stają, bo i tak nie mają najmniejszych szans.

Rozumiesz już, o co chodzi? :)
"to że gej sobie nie może wziąć ślubu to jest sprawa kościoła" - vast

Odpowiedz
(20-05-2014, 20:09)Motoduf napisał(a): Ford ratuje San Francisco przed atomową zagładą wywołaną przez... ludzi.
Przed POTENCJALNĄ zagładą atomową wywołaną przez ludzi. To nawet nie wtórność, ale krok wstecz w stosunku do filmu sprzed 50 lat, w którym śmierć niosło faktycznie zrodzone z atomu monstrum, ergo spadała na nas kara za to, co sami zrobiliśmy.

Cytat:Co więcej, wyklucie się MUTO zostało bezpośrednio spowodowane przez ludzi
Wolnego. Te stworzenia istniały już wcześniej, a że jedno z nich przetrwało do dzisiaj i miało się czym żywić (krytyka budowy elektrowni atomowych? lol), to w żadnym wypadku wina ludzi i nawet bez porównania z oryginalną Godzillą uosabiającą grozę wojny nuklearnej.

W ogóle to ten film ma coś ciekawego do powiedzenia? Bo jeśli iść tropem tego, że MUTO symbolizują mszczącą się na nas przyrodę (+ jakaś tam krytyka zabawy atomami, choć mierna, bo dzielny żołnierz uratował miasto), to jakie niby przesłanie niesie Godzilla, która przychodzi i sprząta za nas ten burdel? Żeby jeszcze tak było zaznaczone, jakimi ofiarami w ludziach zostało to okupione, ale nie.

Cytat:Film o wielkich potworach =/= film o trzęsieniu Ziemii lub innym kataklizmie.
Czemu nie? W jednym i drugim ludzie postawieni są wobec czegoś, czego nie są w stanie kontrolować ani, zazwyczaj, powstrzymać.

Cytat:Wskaż mi inny blockbuster z ostatnich lat, w którym ludzie tak mało by zrobili :)
Pojutrze, 2012, Cloverfield? Zależy zresztą co dokładnie rozumiesz przez ludzi, którzy mało robią.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości