Cytat:dzieje się na uboczu LOTR-a; czasem przeplata się z wydarzeniami z filmu,
Czyli jest to gra na licencji filmu i mamy np. muzykę Shore'a? Może to głupie, ale jakoś nie wyobrażam sobie teraz gry z tego uniwersum bez tego elementu:/
Jest to gra i na licencji filmu, i książek - wcześniej się to jeszcze nie zdarzyło, z tego co wiem. Muzyka jest w klimacie LOTR-a - nie jestem pewien, czy Shore został wykorzystany, ale nie zauważyłem jakiegoś odstępstwa od formy. W ogóle nie myślałem o muzyce - jest i jest LOTRowska, i już.:)
Całkiem spoko gierka, prosta (choć czasem trzeba się wysilić, żeby zdobyć jakiś bonus), ale szukanie tych różnych rzeczy do znalezienia daje frajdę. Ważne, że czuć ducha Śródziemia:)
Bida z nędzą. Już wcześniej miałem wątpliwości co do sposobu przedstawienia Obcych w tej grze, ale była nadzieja, że jeszcze to dopracują. Teraz gdy CM jest już praktycznie gotowe, widać jak fatalne są wymiany ognia i jak zjebali prezentację Xenomorphów. Powolne to to, ociężałe, niestraszne, sztywne, zbyt ludzkie i jeżeli wierzyć przedpremierowym reckom, strasznie głupie. Obydwie sceny strzelania pod koniec tego filmiku są totalnie anemiczne, pozbawione jakiejkolwiek dramaturgii czy pieprznięcia.
Jedyne co dobre w tym filmiku to klimat scenografii. Podjerzewam, że to własnie wygląd lokacji będzie odpowiadał za większość atmosfery. Bo w to, że gra będzie straszna dlatego, że Gearbox potrafi budować napięcie i kontrolować emocje graczy, coś nie chce mi się wierzyć. To, że obcy wyglądem nie wywołają u nikogo pikawy, już widać.
12-12-2012, 09:57 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-12-2012, 11:11 przez Proteus.)
Lord of the Rings: Conquest - przeszedłem War in the North i uważam, że to jedna z najlepszych gier, w jakie ostatnio grałem. Pozostawiła jednak niedosyt; nie chciałem żegnać się ze Śródziemiem, więc wymieniłem kiepawego Far Cry 2 na - sądząc po ocenach - jeszcze bardziej kiepawy Conquest.:) Nie sugeruję się jednak średnią na Metacritic, bo tam odchodzą takie cuda na kiju, jak na imdb.
Gra to generalnie taki SW:Battleground, ale w Śródziemiu, z tym że ma kampanię w singlu, i to całkiem długą. System walki jest dziwny - wszystko jest zbyt szybkie, zbyt "lekkie", jakby grało się w przyspieszonym tempie. Mimo wszystko jest tu dynamika, a że nie zawsze jest łatwo, można się wkręcić. Ale o tym przekonałem się później, podczas epickiej bitwy o Isegard. Kiedy można entami robić rozpierduchę, rzucać ludzikami i załatwiać całe grupy jednym zamachem, jest epa. Im dalej, tym lepiej.
Ale początek jest fatalny. Zacznijmy od tego, że gra wygląda źle. Bardzo, bardzo źle. LOTR-y na PS2 wyglądały podobnie, może nawet lepiej. Animacje są pokraczne, etapy puste, tekstury marne, modele mało szczegółowe. Conquest w pierwszych levelach dokonuje też sztuki niesłychanej: mimo że na ekranie jest momentami kilkadziesiąt postaci, a poziomy są małe, nadal wszystko wydaje się dziwnie puste. Niby są wielkie bitwy, ale tłumy stoją w tle, a aktywnych w walce jest początkowo góra kilkanaście postaci. Im dalej w las, tym lepiej - jest i rozmach, i lepiej zaprojektowane bitwy - ale pierwszy kontakt po prostu odrzuca. Tak grafiką, jak i dźwiękiem, bo głosy żołnierzy są dziko wkurzające. To pierwsza gra, w której wyciszyłem dialogi niemal całkowicie.
Generalnie - to bardzo, bardzo, bardzo prosta naparzanka z nie najlepszym systemem walki, ale ma swoje momenty. Na razie jestem może w 1/5 pierwszej kampanii, więc ostatecznej oceny nie wystawię, ale wysoka to ona nie będzie. Tak z 5/10. Najgorsza gra z uniwersum LOTR, w jaką grałem. A trochę ich było.
Bodie: He's a cold motherfucker. Poot: It's a cold world Bodie. Bodie: Thought you said it was getting warmer. Poot: The world goin' one way, people another yo'.
Jakby ktoś był zainteresowany i jeszcze nie wiedział, to można za darmochę wyhaczyć Metro 2033. Wystarczy zlajkować ich stronkę na fejsie i wklepać kod który się pojawi na steamie.
miecie, a zakończenie jest odpowiednio sycące (w zasadzie to zakończenia, których jest łącznie 4). OST też jest bardzo przyjemny i fajnie nawiązuję do wojny w Wietnamie (sama gierka to taki uwspółcześniony Czas Apokalipsy):
Red, proud to be a member of Forum KMF Film.org.pl since Aug 2012.
Nie gralem w Slendera i zupelnie mnie nie ciągnie, bo poza postacią Slendermana nic mnie w tym nie interesuje. Ale odnoszę wrażenie, że ta nowa wersja czerpie więcej z całkiem niezłego internetowego serialu found footage, "Marble Hornets", właśnie o Slendermanie. Już poprzednia wersja miała opcję grania ze Slendermanem z Marble Hornets, więc kto wie. Okazuje sie, że w tej wersji ekipa z MH maczała palce w tej grze - fajnie.
Duke Nukem Forever: The Doctor Who Cloned Me - to w zasadzie nie tyle dodatek, co ostatni epizod gry zakończonej cliffhangerem, dodający elementy ze słynnego zwiastuna z 2001 roku (terminatory, burdel na pustyni itp.). No ale trudno się czepiać, że nie było go w DNF - i tak gra jest długa, a sam dodatek też przytrzymał mnie przy padzie przez cztery godziny.
Pierwsza połowa to odwołanie do Duke'a z czasów platformówek 2d - jest doktor Proton, armia złych robotów i klonów Duke'a, i ogólnie jest zabawnie i lekko i przyjemnie, a motyw powielonego Duke'a dał scenarzystom mnóstwo okazji do pośmiania się z własnej gry. Pod względem dialogów ta część wymiata. Druga połowa natomiast to praktycznie remake epizodu księżycowego DN3D. Też fajne, też klimatyczne, choć trochę na siłę rozciągnięte. W końcówce już gra trochę męczyła - księżycowy krajobraz jest ładny, ale wielkie, puste tereny trochę nużą. Mimo wszystko Duke to nadal świetna, zróżnicowana, pomysłowa gra, pełna świetnych pomysłów. Najważniejsze, że nie prowadzi za rękę i czasem trzeba pokombinować. To lubię.
Jako całość DNF + dodatek: 10/10. Sam dodatek: 8/10. Polecam.
Drugi screen aż krzyczy "Duke Nukem!". Uwierzyłem w niepochlebne recenzje Duke'a, ale Twoje opinie, Military, skłoniły mnie do zakupienia całego zestawu. To już druga gra, po którą sięgnę z sprawą filmowego forum.
I do not believe in the creed professed by the Jewish Church, by the Roman Church, by the Greek Church, by the Turkish Church, by the Protestant Church, nor by any church that I know of. My own mind is my own church
DNF to chłopiec do bicia branży gier - zaczęło się od paru niepochlebnych recenzji, a potem leciały 0/10 i "dziennikarze" licytowali się, kto bardziej "błyskotliwie" zjedzie grę. Tymczasem to naprawdę świetny kawał gry, który ma techniczne wady, ale jest bardziej rozbudowany, zróżnicowany i pomysłowy niż 99% tytułów obecnej generacji. Tyle mojego. Mam nadzieję, że też ci się spodoba.