Harry Potter and the Deathly Hallows
Cytat:O Titanica się nie boję, bo na bank na wiosnę gdy wróci w 3D wróci na pierwsze miejsce w box offisie

Że niby re-release natłucze miliard dolarów? Śnisz chyba :)

Cytat:nie chcę wydawać na każdy film kilkadziesiąt złotych więcej by zobaczyć gównianie wykonaną stereoskopię.

Kilkadziesiąt? what?

Odpowiedz
Ah.... kilkanaście :-) Jak podliczyłem ile przepłaciłem za Auta i Transformes razem wyszło 30 w ciagu tygodnia.

Tak , marudzę bo nie mam zamiaru przepłacać za Harrego Pottera :)

Odpowiedz
Cytat:wspomnienie Snape'a, nie został potraktowany po macoszemu i mamy 10 minut dobrze pomyślanej, poruszającej retrospekcji - Rickman jest po prostu znakomity!
Tylko 10?:( Dobrze, że jednak Yates przypomniał sobie o tej postaci przynajmniej na sam koniec, chociaż wątpię, czy te 10 min zrekompensuje totalne olanie wątku we wcześniejszych filmach.

Odpowiedz
Spróbuj, Gieferg iść do kina z dzieckiem, albo dziewczyną, wtedy zdasz sobie sprawę, że jednak kilkadziesiąt złotych :)

Bounty hunter.

Boziu, daj mi siłę i cierpliwość, bo muszę znosić najbardziej wkurywiającego użytkownika forum...

Odpowiedz
(16-07-2011, 09:51)Khet napisał(a):
Cytat:wspomnienie Snape'a, nie został potraktowany po macoszemu i mamy 10 minut dobrze pomyślanej, poruszającej retrospekcji - Rickman jest po prostu znakomity!
Tylko 10?:( Dobrze, że jednak Yates przypomniał sobie o tej postaci przynajmniej na sam koniec, chociaż wątpię, czy te 10 min zrekompensuje totalne olanie wątku we wcześniejszych filmach.

spoiler alert

Zależy jak na to spojrzeć - wiadomo, w porównaniu do długiego rozdziału z książki może się wydawać, że to mało, z tym że te urywki naprawdę dobrze zarysowują uczucie Severusa do Lily. Najwięcej wyleciało scen z ich pobytu w Hogwarcie, tzn. ograniczają się one w sumie to ceremonii przydziału i ukazania wredności Jamesa. Większość to wspomnienia z dorosłym już Snapem. No i jak wspomniałem - Rickman jest wspaniały. Można to było jeszcze bardziej rozciągnąć (na przykład szkoda, że nie ma sceny gdy Snape nazywa Lily szlamą), ale mi się podobało.

Tak swoją drogą, Yates ma dziwny nawyk do spychania wątków tytułowych na dalszy plan. W Zakonie prawie się o tej organizacji nie mówiło, w Księciu rozwiązanie całej sprawy ograniczyło się do jednej kwestii Snape'a, a w Insygniach... no, te Insygnia po prostu są i się o nich mówi. Szkoda że nie przedstawiono choć na moment tej podniety Harry'ego na ich temat, że wybierał między horkruksami i insygniami itd. Mimo wszystko, jednak dobrze się stało że podzielono ostatnią część na dwie, bo nawet nie chcę sobie wyobrażać jak by to wyglądało w jednym filmie.


Odpowiedz
Cytat:Spróbuj, Gieferg iść do kina z dzieckiem, albo dziewczyną, wtedy zdasz sobie sprawę, że jednak kilkadziesiąt złotych :)

Zawsze chodzę z żoną. Ostatnio sam (w sensie że płaciłem tylko za siebie) byłem w 2002 roku.

Odpowiedz
Po pierwszym dniu 249 mln, z czego rekord dnia otwarcia w USA - 92 mln.

This is madness.

Odpowiedz
Film udany i dobrze się bawiłem, ale oczywiście mógłby być lepszy gdyby reżyserem był kto inny. Emocje o dziwo były, zwłaszcza przy świetnej retrospekcji Snape'a. Na szczęście ograniczono wątki humorystyczne (szkoda, że w całości nie zlikwidowano). Bitwa, co prawda spodziewałem się czegoś większego, ale i tak nieźle ją przedstawiono. Dodatkowym plusem jest niezła muzyka.

Wydaje mi się, że film był za krótki. Skupiono się na akcji, a historie poszczególnych bohaterów spłycono maksymalnie. Pojedynki czarodziejów, też można było lepiej nakręcić. Oczywiście konwersja 3D zupełnie niepotrzebna i nie sprawiała większej różnicy od wersji 2D. Bezczelne wyciąganie kasy i tyle.

Ogólnie finał uważam za udany, choć Harry Potter miał już lepsze części na swoim koncie. 6/10

Podsumowując całą serię, mój ranking Potterów: 1. Harry Potter i Czara Ognia 2. Harry Potter i więzień Azkabanu 3. Harry Potter i Insygnia Śmierci: Część I 4. Harry Potter i Insygnia Śmierci: część II 5. Harry Potter i Zakon Feniksa 6. Harry Potter i Książę Półkrwi 7. Harry Potter i Kamień Filozoficzny 8. Harry Potter i Komnata Tajemnic
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2

Odpowiedz
(16-07-2011, 23:36)Mierzwiak napisał(a): Po pierwszym dniu 249 mln, z czego rekord dnia otwarcia w USA - 92 mln.

This is madness.

No, this is Harry Potter! :D

A na poważniej to niedawno sobie popatrzyłem na TOP 10 Box Office'u Wszechczasów i w sumie to tylko "Avatar" i "Titanic" nie są sequelami.
A sukces tego filmu bazuje przede wszystkim na tych dwóch magicznych słowach "Harry Potter". I tak też choć nie wiadomo jak słabe by filmy były to ludzie i tak na nie pójdą. Wystarczy spojrzeć na "Zakon Feniksa" i "Księcia Półkrwi", które były mega słabe, a zarobiły niesamowite pieniądze. Nic więc dziwnego, że producenci tak się trzymają Yatesa.
W sumie jestem ciekaw jak sobie (nie)poradził z finalną częścią? I dlatego też w ten tydzień pewnie wybiorę się do kina (chciałbym pójść na seans 2D, o ile takie istnieją) i sam walnie się przyczynię do kolejnych rekordowych dochodów ;)


/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
No i mamy rekordowy weekend - 168 milionów. Nie trudno zgadnąć, że pobije go skromna, niezależna produkcja pt. The Dark Knight Rises : )

Odpowiedz
No ja mam nadzieję, gdyż choć nie widziałem jeszcze tego filmu, to jednak nie chcę, aby aż tak bardzo zapisał się w historii kina i jako ten najbardziej dochodowy.
W sumie to taki David Yates już się zapisał jako jeden z najbardziej dochodowych reżyserów w historii kina, zważywszy ile jego ostatnie 4 filmy zarobiły - Straszne.
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
Insygnia I mi się podobały i liczę że II utrzyma poziom, akurat sukces Yatesa czy Potterów w ogóle to dla mnie żaden problem i dla ciebie też nie powinien być, zwłaszcza w kontekście przekraczających miliard dochodów Alicji i czwartych Piratów.

Odpowiedz
Alicję jeszcze jestem jakoś w stanie przeżyć, ale Piratów 4 już gorzej. Rzeczywiście "Insygnia" jakoś przyjdzie strawić ;)

Pierwsza część była OK i najlepsza z dotychczasowych filmów Yatesa, więc pewnie i ten film będzie OK. Tyle, że dla mnie to OK to jednak trochę za mało jak na wielki finał i potencjał jaki drzemie w tej książce. Zauważyłem, w pierwszej części jakiś postęp u Yatesa, ale średnio mi się podoba, że akurat na Potterach musi sobie ćwiczyć swoje reżyserskie umiejętności.

Ale dobrze nie będę się tutaj rozwodził skoro filmu nie widziałem. Wybiorę się w tym tygodniu, najlepiej w takim dniu, kiedy bilety będą najtańsze. Ale nie dlatego, że nie chcę, aby film sporo zarobił, ale sam jestem sknerą i chcę przyoszczędzić ile się da :D
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
Total Lifetime Grosses
Domestic: $168,550,000 35.4%
+ Foreign: $307,000,000 64.6%
= Worldwide: $475,550,000

Będzie podium worldwide BO?

Odpowiedz
Mam nadzieję, że nie.

Chociaż właśnie zabukowałem sobie bilety na dzisiejszy wypad do kina i nie było łatwo znaleźć wolnego miejsca. Na szczęście się udało znaleźć kanapę nawet na środku sali. A ogólnie to najbliższy tydzień jak popatrzyłem to sale już 2/3 biletów zakupionych.
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
Jakieś 2 godziny temu wróciłem z kina, więc pora na moją relację:

UWAGA TEKST MOŻE ZAWIERAĆ SPOILERY!!!


Sam film uważam, za dobry, ale nic więcej. Może powinienem wręcz napisać przyzwoity. Znaczy się nie wyszedłem jakoś zniesmaczona z kina, jak to przy ostatnich Potterach miało miejsce, ale też pewien niedosyt i przekonanie, że więcej się mogło z potencjału książki wyciągnąć.

Film i co jest dziwne jak na Harry'ego Pottera, zdawał mi się krótki, może nawet za krótki. Twórcy za bardzo skupili się dla samej akcji, dla akcji i szkoda, że nie dodali paru spokojniejszych momentów, mogących bardziej coś wytłumaczyć, skupić się na czymś, pokazać co czują bohaterowie itd.
A tak to czasami odnosiło się wrażenie, że twórcy chcieli jak najwięcej postaci do filmu władować, ale mieli za mało czasu. Przez co niektóre postacie w filmie zaraz jak się pojawią od razu znikają. I w sumie po za naszymi głównymi bohaterami i może Voldemortem czy Snapem (chociaż jego też bardzo mało jest), to mamy głównie role epizodyczne.

Sama akcja nie jest zła. Było parę fajnych scen. Podobało mi się wydłużenie decydującej walki Harry'ego z Voldemortem, gdyż rzeczywiście książkowa wersja była za mało filmowa. Ale... Kompletnie nie podobała mi się część walki, kiedy Harry zepchnął Voldemorta w przepaść. I niestety ostatni, najważniejsza część walki: Czytając książkę myślałem, że Harry złapał Czarną Różdżkę, która dalej rzucała śmiercionośne zaklęcie i wtedy wycelował nim w Voldemorta? A nie jak w filmie, że Voldemortowi wypadła z ręki różdżka i koniec z nim.

Sama bitwa nie była też aż tak epicka jak sądziłem i jak trailery sugerowały. Niestety kiedy dochodziło do bezpośrednich pojedynków w samym Hogwarciu to nawet to trochę biednie wyglądało. Szczególnie zawiodłem się finałową walką z Bellatrix Lastrange, która odczuwałem, jakby została tak trochę wklejona na siłę i jakaś taka bezpłciowa była.

W sumie bezpłciowych momentów było sporo, ale widać jednak u Yatesa pewien postęp. I tak też sceny Gringotta i ze smokiem zaliczam na plus. Podobnie jak i wspomnienia Snape'a, czy też epilog, którego z tego co pisał Mierzwiak miało nie być.

Najbardziej jednak nie podobały mi się efekty specjalne i miejscami plastyczna strona filmu. Pal licho sześć, że 3D w ogóle nie odczuwałem, ale w wielu miejscach film i efekty strasznie raziły sztucznością. Wystarczy tylko wspomnieć o omawianej już scenie w Komnacie Tajemnic, gdzieś czuć było green-box. A takich scen było więcej. Szczególnie sztucznością raziła scena w tzw. jak ja to nazywam "przedsionku nieba". Wprost na odległość widać była, że Harry i Dumbledore nie znajdują się w miejscu, które ich otacza. Czy też latanie na miotłach w Pokoju Życzeń, które strasznie raziło sztucznością.
Co jak co, ale akurat co do efektów to myślałem, że się przyłożą.

Zadowolony jestem z samej końcówki, czy z epilogu, chociaż Hermiona jak na 40stkolatkę to prezentowała się naprawdę nieźle ;) Szczególnie uroku i jakże potrzebnej magii dodała muzyka Johna Williamsa, która pojawiła się w epilogu jak i na napisach końcowych, gdzie wreszcie w pełnej okazałości pojawiło się "Hedwige's Theme". Wtedy naprawdę poczułem dawną magię.

I w sumie nawet miło spędziłem ten czas w kinie. Pewien niedosyt i żal, że tak lubiana kiedyś przeze mnie seria, jednak aż tak super się nie kończy pozostaje, ale na szczęście obeszło się bez niesmaku.
Film OK, któremu oczywiście do "Więźnia Azkabanu" dalej sporo brakuje, ale trudno tak najwidoczniej miało być.
Mam tylko nadzieję, że ten film nie pobije kasowo "Titanica" i "Avatara", gdyż aż tak wielki to on nie jest.

Ocena 6/10
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
Ok, jednak udało mi się wyczaić miejsca do Chicagowskiego Imaxa i oto jestem.
Nowy Potter cierpi na dokładnie te same bolączki co poprzednie części wyreżyserowane przez Yatesa, ale dzięki genialnemu materiałowi źródłowemu i świetnej stronie technicznej staje się co najmniej filmem dobrym, jeśli nie bardzo dobrym. Choć doprawdy nie jestem w stanie zrozumieć tych padających zewsząd zachwytów krytyków (czy to dlatego, że tym filmem kończy się jednak pewna epoka w kinie i kulturowy zeitgeist?), bo HP7.2 nie jest ani nową jakością ani jakimś wielkim krokiem naprzód w stosunku do części pierwszej, raczej niemrawo próbuje naprawiać błędy poprzednika. Po recce Darka Kuźmy spodziewałem się zauważalnej zmiany w stosunku do pierwszej części; dostałem dokładnie to co było już w jedynce, z tymi samymi wadami i zaletami. Raz jeszcze Yates okazuje się reżyserem wyjątkowo bezpłciowym i pozbawionym stylu, który po prostu klepie kolejne wydarzenia z książki jak w zegarku bez żadnej finezji czy zapadającej w pamięć sekwencji. To tak jakby Brytyjczyk zwyczajnie nie potrafił wykrzesać z ekranu życia, choćby nie wiem co robił. W jego stylu nie ma płynności i tej niezbędnej przy wielkich blockbusterach zdolności, która sprawia, że stuprocentowo kupuje się filmową historię, a filmowe wydarzenia komponuje się z gracją dyrygenta. Wszystko co jest dobre w HP7.2 jest takie bo było dobre w książce, a wszystko co złe wynika na skutek wycinania materiału źródłowego. Oczywiście w filmie jest to nieuniknione, ale Yates raz jeszcze wycina nie te rzeczy, które powinien. Dlatego mamy np. totalnie niepotrzebny wątek Ariany, siostry Dumbledore'a i jego brata, który zostaje zaledwie liźnięty, ale w świetle pominięcia historii Albusa z poprzedniej części nie wnosi absolutnie nic, a za to spłycone zostają sprawy dla fabuły kluczowe, czyli właśnie Insygnia Śmierci albo właściwie cały wątek Czarnej Różdżki i relacji między Dumbledorem i Snapem. Oczywiście wiele z tych zarzutów nie wynika ze słabości filmu, ale raczej z niesamowitej szczegółowości świata, który z gracją stworzyła J.K. Rowling, i którego po prostu nie da się ze wszystkimi szczegółami przedstawić w medium wizualnym. Ale Yates po raz kolejny marnuje WIELKI potencjał literackiego pierwowzoru idąc po lżejszej linii oporu. Nie mówię, że najmniejszej bo Insygnia 2 na pewno nie są filmem złym.
Strona techniczna jak zwykle u brytyjskiego reżysera lśni, montaż płynnie i wartko przeskakuje między teatrami działań, a klimat staje się pod koniec odpowiednio apokaliptyczny i doniosły. Utwierdziłem się w przekonaniu, że z Yatesa będzie świetny reżyser filmów akcji, bo rękę do wielkich sekwencji bitewnych ma więcej niż dobrą, choć niejednokrotnie podczas scen oblężenia Hogwartu miałem deja vu z seansu Powrotu Króla z 2003 r. i oblężenia Minas Tirith. Na osobne wspomnienie zasługuje muzyka, która wspaniale ilustruje ten apokaliptyczny koniec. Pragnę to podkreślić - Alexandre Desplat tą partyturą, przynajmniej z tego co słychać w filmie, wspiął się na wyżyny i napisał dzieło wcale tak bardzo nie ustępujące muzyce Johna Williamsa z pierwszych trzech części. Wielokrotnie konkretne sceny zyskiwały niemal nowy wymiar i koloryt emocjonalny dzięki niesamowitym przejściom akordów rozpisanych przez pana Desplata. Zakup soundtracka obowiązkowy.
Epizodyczne role wielkich brytyjskich legend wciąż wymiatają - jest jedna scena, w której Alan Rickman jako Snape przemawia do uczniów Hogwartu. Na sali koło mnie siedziała jakaś maksymalnie gruba Amerykanka wpierdalająca chipsy - w momencie, gdy Rickman zaczął mówić jej ręka z chipsem momentalnie zatrzymała się w połowie drogi do pyska, tak wymiótł brytyjski aktor w tej roli. Role nauczycieli Hogwartu czy Bellatrix Lestrange jak zwykle świetne, choć tym razem są już raczej tylko tłem. Rzecz jasna nie mogło zabraknąć humoru, który jednak w filmie tak przepełnionym ważnymi i bolesnymi dla bohaterów wydarzeniami jest zwyczajnie zbędny, a miejscami wręcz niestosowny.
Mimo to HP7.2 ogląda się świetnie, rozrywkę zapewnia przednią (poza, zgodnie z przewidywaniami Mierzwiaka, totalnie żałosnym i beznadziejnym epilogiem, na którym po prostu NIE DA się nie śmiać), a wrażenie robi niesamowite, toteż nie dziwią mnie tabuny widzów drzwiami i oknami walące na ten film. Tym niemniej Yates wcale się w moich oczach nie zrehabilitował - brakuje mu zdolności tworzenia odrębnego, kinowego świata (tak potrzebnego zwłaszcza przy wielkich, wysokobudżetowych produkcjach), który by go jakoś wyróżnił wśród reszty temu podobnych przedsięwzięć i polegania na czymś więcej niż na niesamowitej sile książkowego pierwowzoru. Taki właśnie jest ostatni Harry Potter - teoretycznie nie ma się do czego przyczepić, bo jest wzorowym blockbusterem, a jednak w pamięć ani nie zapadnie ani nie wywoła wielkich emocji, a te momenty, o których będziemy pamiętać pamiętamy również z literackiego pierwowzoru. Po raz kolejny najsłabszym ogniwem całej produkcji staje się reżyser, choć tym razem mu się upiekło bo materiał, z którym przyszło mu pracować broni się sam. Dobrych chęci ani zdolności mu nie odmawiam, ale znów boli myślenie co z materiałem tej klasy zrobił by ktoś taki jak Alfonso Cuaron...
7.5/10

Odpowiedz
Było lepiej niż się spodziewałem.

Oglądało się bardzo przyjemnie i największa rzecz, do której mogę się przyczepić to finał.


Odpowiedz
Druga część Insygniów jest moim zdaniem lepsza niż pierwsza. Za "Więźniem Azkabanu" i ewentualnie "Kamieniem Filozoficznym" najlepsza część z serii.

Dobrze, że Yates wyciął kilka żenujących scen z książki (jak Hagrid biegnący z różową parasolką za pająkami i krzykiem "nieee, nie zabijajcie ich!", albo dzieciaki pokonujące śmierciożerców), a niektóre zrobił z przymrużeniem oka (śmiejący się Voldemort wywołał śmiech całej sali - pozytywny, a końcowe "19 lat później" nie wywołało u mnie niesmaku, tak jak w książce).
Ogólnie film jest dobrze wyważony, zrobiony z wyobraźnią (Gringott, smok, bitwa o Hogwart), bez przesadnego patosu (co było dużym minusem książki), z odrobiną humoru.
Jednak podzielenie Insygniów na dwie części było dobrym pomysłem.

Podobało mi się, że pokazali trochę więcej Voldemorta - Fiennes w końcu mógł coś zagrać.
Oczywiście najlepsze są wspomnienia Snape'a, a Rickman jest fenomenalny.

Warto, jak na Pottera jest naprawdę niezły.

Odpowiedz
(19-07-2011, 10:16)klaus_kinski napisał(a): bez przesadnego patosu (co było dużym minusem książki),

Według mnie jak na taki finał patosu było stanowczo za mało.

www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Harry Potter Anonymous 728 86,515 05-04-2026, 17:12
Ostatni post: Spoilerowo
  Harry Potter i Zakon Feniksa military 89 16,743 04-10-2007, 20:45
Ostatni post: Glut



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości