Idiocracy (Mike Judge, 2005)
#1
o tym filmie powinniśmy gadać w wątku tzw. "światopoglądowym". pasowałby do niego jak ulał.

[Obrazek: idiocracy.jpg]

to, co zobaczyłem, mogę podsumować krótko: trafia w sedno. oto przeciętny, średnio rozgarnięty jankeski żołdak w ramach jakiegoś tajnego eksperymentu zostaje zahibernowany w naszych czasach i na skutek nieszczęśliwego wypadku losowego budzi się w przyszłości, w roku bodaj 2505. żeby było weselej, ludzkość przyszłości z miejsca obwołuje go geniuszem.

jak rzekłem, film poraża chwilami swoją aktualnością. reżyser pochyla się w nim nad postępującym od kilkudziesięciu lat zjawiskiem kompletnego skretynienia społeczeństwa amerykańskiego (choć naturalnie historia ma wymiar ewidentnie globalny), analizując przy okazji przyczyny totalnej intelektualnej i kulturowej zapaści. analiza nie jest może jakaś super pogłębiona, wielu ważkich kwestii nawet nie porusza, skupiając się jedynie na tych co bardziej oczywistych - "Idiokracja" stanowi bowiem gatunkowo czystej wody komedie, więc i siłą rzeczy poza żywioł komediowy niechętnie wychodzi - niemniej mega szacun dla Judge'a, że pomimo jawnie kabaretowo-futurystyczno-groteskowego sztafażu komentarz socjologiczny nie wydaje się wcale przesadzony. przeciwnie: całkiem wiarygodnie odzwierciedla niemal wszystkie współczesne trendy, łącznie z olewaniem przez rodziców wychowywania dzieci. język dolnych i górnych warstw nastoletnich przypomina tu rzyganie do klopa, gdzie zbitka monosylab uchodzi za oratorski popis na miarę Cycerona. generalnie co drugi smarkacz pojawiający się w filmie zasługuje na taki wpierdol, żeby przez dwa tygodnie nie mógł usiąść na dupie.

co jest najfajniejsze w filmie pana Judge'a, to to, że wyczulony na pewne sprawy widz momentalnie załapie rozmaite subtelne przytyki do współczesności. po pierwsze, cywilizacja od dawna już promuje nie jednostki pracowite, inteligentne, zaradne, zdolne do ryzyka etc, lecz niedorozwojów, cwaniaków i co wyjątkowo uwypuklone już w samym prologu, rozmnażających się jak króliki nierobów-meneli, przyssanych do państwowego suta. dwa: olbrzymi rozstrzał między rzeczywistą wiedzą jednostki a zakresem wiedzy potrzebnym do zrozumienia jakiegokolwiek poważniejszego problemu społeczno-ekonomicznego. dobrze to widać na przykładzie kreacji głównego bohatera - koleś durniem nie jest, wporzo z niego facio, z jednej strony jego rady dla zdegenerowanych mieszkańców USA przyszłości to wręcz mądrości Salomonowe, ale z drugiej niestety wyraźnie wali od nich ignorancją i "chłopskim" pomyślunkiem. wreszcie trzy: media. idiokracja = mediokracja (w wątku "światopoglądowym" ująłbym to szerzej: demokracja = idiokracja = mediokracja). pominę z litości serwisy informacyjne i od razu przejdę do programów rozrywkowych. sorry, ale futurystyczna telewizja z filmu Judge'a w niczym nie odbiega od tego, co już dzisiaj można zobaczyć na mtv czy innych 4Funtv. dosłownie niedawno włączyłem sobie mtv dla sportu, a tu patrze koleś wpierdziela pizze z włosami łonowymi jakiejś laski. albo ja już jestem starym prykiem i czegoś nie kumam, albo Judge nie docenił cywilizacyjnego "postępu" u zarania XXI wieku.

ogólnie film w swojej klasie, czyli "komedia z morałem" super. do refleksji mnie nie zmusił z wiadomych powodów ("South Park" też mnie nie zmusza, jakby kto pytał), ale przynajmniej trochę się pośmiałem - i na szczęście nie śmiałem się z siebie. to mogę powiedzieć ze 100 proc pewnością:)

aha, bardzo lubie aktora grającego główną rolę - pamiętam go z genialnego epizodu X-Files "Bad Blood". Luke Wilson się zowie. zaimponował mi tym, że z taką cierpliwością potrafił tłumaczyć debilom meandry procesu nawadniania roślin. ja bym dostał kurwicy po 5 sekundach:)

Odpowiedz
#2
Ja się trochę rozczarowałem. Głównie przez po prostu GENIALNY prolog filmu, wyjaśniający prosty mechanizm kretynienia populacji, pomijając jego prawdziwość, to jeszcze był kapitalnie zrealizowany. Potem jest już po prostu dość słabo z pewnymi fajnymi przebłyskami, krytykującymi wszędobylską (współczesną) głupotę. Nie jest źle, ale po tym wstępie spodziewałem się takiej jazdy przez cały seans...

Odpowiedz
#3
Craven napisał(a):Potem jest już po prostu dość słabo z pewnymi fajnymi przebłyskami
Dokładnie. Film po prostu od czasu do czasu bywa zabawny, przez większość jest raczej średni. O zgrozo w finale robi się coraz głupszy, ale to oczywiście nie może być zarzutem, bo reżyser tak specjalnie bla bla bla.

Oczywiście motyw z filmem "Ass" to mistrzostwo świata.

Odpowiedz
#4
Hey, it's got electrolytes.

Bardzo niedoceniony film stworzony przez Mike'a Judga który już od dawna zgłębia meandry głupoty. Wystarczy przytoczyć genialnego Beavisa i Buttheada czy uwielbiany przeze mnie "King of the hill" znany u nas jako "Bobby kontra wapniaki"

Parę scen jak dla mnie rewelacyjnie trafnych i histerycznie zabawnych. Szpital, podstęp w więzieniu, ogólnie: TV - (kanał masturbacji, Aw,my balls, film o dupie) i parę innych.

Edit - film byłby dużo śmieszniejszy gdyby momentami nie był taki straszny. Nie wiem jak u was, ale w dzielnicy, w której mieszkam język którym posługują się bohaterowie filmu można usłyszeć wychodząc do sklepu i nawet nie mówię o "kurwach" bo tych sam używam (jakkolwiek by to nie zabrzmiało), ale o bezładnym, skrótowym bełkocie godnym troglodyty.

Odpowiedz
#5
zdzichon napisał(a):Bardzo niedoceniony film stworzony przez Mike'a Judga który już od dawna zgłębia meandry głupoty.

film zbierał mocno niepochlebne recki. prawda w oczy kole?

jestem niezmiernie ciekaw, ilu ludzi realnie pojmuje, o co chodzi takim osobom jak George Carlin, Terry Parker, Matt Stone czy Mike Judge. bo na przykład oglądając występy Carlina za każdym razem rozwalają mnie reakcje publiki. Carlin rzuca ze sceny Jesteście jebani pod znieczuleniem, a widownia w śmiech. Carlin rzuca System trzyma was za jaja - widownia w śmiech. generalnie uważam, iż do debila nie da się dotrzeć poprzez kabaret. kabaret to ironia, a zrozumienie ironii wymaga uprzedniego zdania sobie sprawy z rzeczywistości. a jako że głupków jest przygniatająca większość, popisy Carlina, Parkera czy choćby Judge'a zawsze trafią w próżnię. wysiłki tych ludzi są zwyczajnie jałowe i zbyt wysublimowane, żeby przebić się przez skorupę tępactwa współczesności. z tej prostej przyczyny słowa Johna Doe o tym, że trza pizgać młotem przez łeb, są jak najbardziej na miejscu.

Odpowiedz
#6
Wiesz Mental, krytykować głupotę każdy potrafi i dopisywanie ideologii do braku sukcesu Idiokracji to akurat lekka przesada, bo film nie mówi nic nowego i - powtórzę się - jest zwyczajnie głupawy. Zbyt głupawy, bym mógł przed nim klękać jako wielkim objawieniem demaskującym postępującą głupotę świata.

Odpowiedz
#7
Zgadzam się z Mierzwiakiem. Ten film to niestety niewykorzystany potencjał. Parę fajnych motywów, ale ogółem jednak bardzo średni. I ideologia jaką prezentuje nie ma tu nic do rzeczy. Dobrze mi się go oglądalo głównie dlatego, że też lubię Luke'a Wilsona (i fajnie, że miał cameo w 3:10 to Yuma!).

PS Mental, oglądaj Billa Hicksa też.

Odpowiedz
#8
Mierzwiak napisał(a):bym mógł przed nim klękać jako wielkim objawieniem demaskującym postępującą głupotę świata.

ależ ten film niczego nie demaskuje - on nawet nie podaje przyczyn zaistnienia głupoty i degrengolady. od demaskowania podskórnych mechanizmów są inni. gdyby Judge chciał cokolwiek zdemaskować, to musiałby zrobić dramat polityczny. Judge pokazuje jedynie menela na zasiłku, żłopiącego piwsko i ruchającego coś, co przypomina kobietę jak się na nią spojrzy przez palce, a potem kontrastuje to z małżeństwem na dorobku, które odkłada urodzenie i wychowywanie dziecka, bo to, bo tamto i sramto. Judge po prostu ilustruje to, co już się dzieje na naszych oczach, nie zagłębiając się w powody takiego stanu rzeczy. bo powodem skretynienia ludzi nie są media ani mtv. przy czym ja rozumiem takie podejście reżysera. Carlin też unika zapuszczania sondy głębiej, bo wtedy nagle okazałoby się, że to już nie żaden kabaret w jego wykonaniu, żeby robić hi-hi, ha-ha, ale okrutna, gorzka prawda o rzeczywistości.

Mierzwiak napisał(a):bo film nie mówi nic nowego

a co byś chciał nowego w temacie głupoty? jak chcesz coś nowego, tj. jak chcesz poznać historyczno-społeczno-ekonomiczne PRZYCZYNY głupoty, to sorry, ale musisz zajrzeć gdzieś indziej.

Crov napisał(a):Ten film to niestety niewykorzystany potencjał.

gdyby reżyser chciał naprawdę wykorzystać potencjał drzemiący w koncepcie, NIKT by nie zrozumiał, o co chodzi. no i jak mowie, to już by nie była komedia, ale dramat.

Odpowiedz
#9
Mental napisał(a):ależ ten film niczego nie demaskuje
Piszesz o nim tak jakby to jednak robił, jakby ludzie byli zbyt głupi, by go zrozumieć. Tymczasem co to jest do rozumienia? Nie rozumiem :)

Odpowiedz
#10
Mierzwiak napisał(a):Piszesz o nim tak jakby to jednak robił, jakby ludzie byli zbyt głupi, by go zrozumieć.

ech...

ja jedynie pisze o tym, że ludzie oglądający 'Idiokracje' - podobnie jak publika przychodząca na Carlina - na dźwięk słów Jesteście jebani pod znieczuleniem zanosi się śmiechem, jakby usłyszeli mega dobry dowcip. tymczasem to żaden dowcip, jeno prawda wystrzelona prosto między oczy. na tej samej zasadzie działa 'Idiokracja' - jej komediowość sprawia, że widownia odbiera film jako "komedię", jako kabaret - i nie wyciąga żadnych wniosków. i w sumie po trosze wina leży po stronie twórców, ze obrali sobie taką a nie inna formę mówienia o rzeczach ważnych. no ale z drugiej strony nie będę przecież ich karcił za to, że w kabarecie realizują się najlepiej.

[ Dodano: Pią Lis 20, 2009 15:00 ]
największą tragedią wszystkich komików świata od starożytności poczynając jest to, że nikt nie wyciąga wniosków z tego, co mówią.

Odpowiedz
#11
Mental - rozumiem, że chciałbyś, żeby publika płakała i wyła z rozpaczy słuchając stand upów Carlina? Bo widzisz ja uwielbiam jego występy i śmieję się do rozpuku, ale cenę go sobie właśnie za to, że nie sadzi tanich wygłupów, tylko mówi jak jest. Zajebiście zabawnie.

Odpowiedz
#12
Carlin to jest miszcz po prostu i powinni mu postawić pomnik. Ale, szczerze mówiąc, nie przypominam sobie, żeby zdarzyło mu się bezpośrednio zjechać publikę. Zjeżdżał społeczeństwo, mechanizmy nim rządzące, polityków, nasze zwyczaje i nawyki, ale nigdy nie publikę go oglądającą. Nigdy nie zjechał ich mówiąc do nich w drugiej osobie liczby mnogiej :P A to chyba ma znaczenie w tym kontekście o jakim mówicie. A Idiokracji jeszcze nie widziałem :P

Why, why is it that people who are against abortion aren't the ones you'd wanna fuck in the first place, huh?

Odpowiedz
#13
khem....
:D

Odpowiedz
#14
Ok, nie znałem tego :D:D Z Carlina opanowałem tylko jego HBO specials :D

Odpowiedz
#15
Ja głównie też HBO speciale wałkowałem, każdy kolejny jest coraz lepszy.

Odpowiedz
#16
Craven napisał(a):ale cenę go sobie właśnie za to, że nie sadzi tanich wygłupów, tylko mówi jak jest.

bo to jest max, na co może sobie pozwolić taki kabareciarz jak on czy reżyser pokroju Mike'a Judge'a - obydwaj mogą co najwyżej wyśmiać teraźniejszość, czyli owo "jak jest", ewentualnie pokazać konsekwencje tego "jak jest". na więcej nie pozwala im specyfika komedii/kabaretu jako gatunku. sęk w tym, że "jak jest" to niestety ciągle za mało, żeby cokolwiek zrozumieć. bo w tym wszystkim najważniejsze są nie konsekwencje, nie stan obecny, ale PRZYCZYNY. bez zrozumienia przyczyn niczego nie da się naprawić. na naświetlanie PRZYCZYN nie ma jednak w kabarecie ani czasu, ani miejsca i dlatego komedia czy kabaret nigdy nie będą dla mnie wartościowymi formami krytyki czegokolwiek. stąd też Carlina i Judge'a zawsze będę traktował jako gości, którzy absurdy rzeczywistości przemieniają - lepiej lub gorzej - w zgrabne skecze do pośmiania się. i w sumie to jest największa wada Idiokracji, choć jak mniemam, niektórzy mogą jej dodatkowo zarzucić, że nie do końca wykorzystuje wszystkie możliwości eksploracji współczesnych trendów w ogłupianiu mas.

Odpowiedz
#17
Pfuj... Postawiłeś Idiocracy obok Carlina. Myślę, że krzyczy teraz na ciebie tam, z dołu.

Odpowiedz
#18
tak, postawiłem. bo przy całym moim szacunku i uznaniu dla twórczości Carlina - podobnie jak reżyser Idiokracji - nie wychodzi on poza przysłowiowe "jak jest", ew. "jak będzie". a że jest głupio i bedzie jeszcze głupiej, to chyba każdy może sam sobie dośpiewać bez pomocy kabaretu, prawda?

Odpowiedz
#19
Ta ale robią to na totalnie innym poziomie. Idiocracy nie ma co pierdnąć przy Carlinie :)

Odpowiedz
#20
pewnie dlatego, bo w "Idiokracj" przyrost głupoty mas nabrał takiego tempa, że dawno przezwyciężył siłę ciążenia i opanował układ słoneczny:) a bardziej na serio: zastosowanie, nazwijmy to roboczo, inteligentnej ironii typu George Carlin wobec świata "Idiokracji", niechybnie sprowadziłoby ironistę do poziomu tamtejszych durniów. według mnie Judge bardzo sprytnie dostosował narzędzia obnażania głupoty do zastanej w 2505 roku głupoty faktycznej. ja to kupuję.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Lord of War (Andrew Niccol, 2005) Mental 24 6,893 12-04-2026, 18:45
Ostatni post: Rozgdz
  King Kong (1933/1976/2005) Mental 230 48,607 06-04-2026, 19:09
Ostatni post: slepy51
  The Judge (2014) reż. David Dobkin Capt. Nascimento 14 3,914 01-01-2019, 15:35
Ostatni post: Mierzwiak
  The New World / Podróż do nowej ziemi (2005) Gieferg 7 2,527 22-01-2017, 23:38
Ostatni post: Mental
  Act Of Valor(reż.Mike McCoy, Scott Waugh) Danus 58 17,306 26-11-2013, 16:40
Ostatni post: Danus
  Zostawić Las Vegas/Leaving Las Vegas (1995) reż. Mike Figgis SonnyCrockett 0 2,239 20-10-2010, 23:45
Ostatni post: SonnyCrockett
  London (2005) Guzeppe 0 1,382 11-09-2009, 00:45
Ostatni post: Guzeppe
  I'll Sleep When I'm Dead (reż. Mike Hodges) Mental 13 3,238 23-05-2009, 16:07
Ostatni post: Abraxas



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości