Indiana Jones
Dzisiaj obejrzałem tetralogię jednym ciurkiem.

Pierwsze trzy filmy to doskonałe kino przygodowe z wątkiem archeologicznym i poznawaniem nieznanego z najwyższej półki. Jedynka całościowo trochę słabuje, ale nadrabia klimatem, pamiętnymi sekwencjami. Dwójka ma sprzeczne ze sobą informacje, jak w jedynce Jones mówi, że nie wierzy w cuda, a rok wcześniej widział moc indyjskich bogów. Zwykle wyzywani Short Round i Willie są tu bardzo fajni i Willie stanowi dobrą odmianę po zadziornej Marion (choć wiedząc, że twórcy przechodzili rozwody, to średnio wierzę w oficjalną genezę Willie ;)). No i film ma świetny finał. Oczywiście jest kwestia rasizmu. Tu jednak ludzie mają rację - Przecież małpie móżdżki, żywe węże i robale wcinają Chińczycy, a nie Hindusi :). Trójka zwykle najmniej mi przypadała do gustu, trochę kopiuje jedynkę (znowu początek w uniwerku, znowu naziści jako bad guye, znowu McGuffin w postaci chrześcijańskiego artefaktu) i ma mniej pamiętnych dla mnie motywów. Ale to dalej świetna rozrywka pełna humoru i kreatywności. I Spielberg i Lucas niby lewacy, ale oddali sprawiedliwość faktom i podkreślili, że naziści w dupie mieli religię chrześcijańską i byli bezbożnikami czczącymi złote cielce ;). Cała trylogia jest na równym poziomie. 

Jak zauważyliście, mówiłem tylko o trylogii, a z co z czwartym do brydża? Powiem tak. Czwórka nie jest taka aż tragiczna, da się oglądać bez zgrzytów zębów, seria nie straciła swego przygodowego ducha, jest zabawny (to czemu nie poszedł na studia?!), nie gwałci postaci, a głupotki typu nuke the fridge były i w wcześniejszych odsłonach (chociażby zjazd pontonem w Świątyni Zagłady). Ale z drugiej strony to już nie to samo i jednak została tu zrobiona na siłę. Niby ci sami twórcy, wciąż praktyczne efekty specjalne, jest kreska na mapie na tle samolotu, muzyka dokładnie taka sama jak w poprzednikach i przytomnie dostosowali się do wieku Forda i umieścili akcję w latach 50., a głównymi złymi zrobili kacapów, którzy też wierzyli w spirystyczne mambo-jambo. Ale czegoś tu mi brakuje. Czasami zdarzają member berries, czasami bardziej subtelne, czasami mniej. Prolog w poprzednikach to zawsze był odmienny i dopiero pod koniec ustanawiał jakąś ważną kwestię dla fabuł. Tak samo obligatoryjna scena jak Indy dostaje oklep od wielkiego schaba. W poprzednikach to wyraźnie i było pokazane, że choć Indy nie był wymoczkiem, to miał wyraźne problemy z pokonaniem z silniejszym przeciwnikiem, co jest rzadkością w tego typu protagonistach. A tu z Dowczenką poszło mu za łatwo, szczególnie że już ma te 50 lat. I film cierpi na złe użycie filtrów, przez co kręcony na żywo pojedynek na jeepach wygląda jak biedne-CGI. CGI-zwierząt nie będę się czepiał, bo to już wina nowych obostrzeń. Zła reputacja Kryształowej Czaszki jest niezasłużona, jednak seria powinna się skończyć na trójce.

Każdy z trzech pierwszych filmów ma ode mnie 8/10, zaś czwórkę oceniłbym na 6-7/10.


I naprawdę powinni darować sobie piątkę.

Odpowiedz
(07-06-2020, 22:54)OGPUEE napisał(a): Jedynka całościowo trochę słabuje,

Ale w którym miejscu? Przecież ten film to ikona kina rozrywkowo-przygodowego :)

Ja się na 4 strasznie wymęczyłem. Po prostu czekałem na napisy końcowe od połowy filmu. Piątka mnie w ogóle nie interesuje. Powinni zostawić te zwłoki w grobie.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
Nadrobiłem trylogię i "Ostatnia Krucjata" to król. Najbardziej rozrywkowa i zabawna część, a Connery jako ojciec Indiego to najlepszy casting w historii kina.
Poszukiwacze - 8/10
Świątynia - 8,5/10
Krucjata - 9/10
Jeszcze czwórka do nadrobienia.
http://www.filmweb.pl/user/tynarus120
Forum światopoglądowe filmowe

Odpowiedz
Krucjata jest najlepsza, ale stawianie Świątyni na Poszukiwaczami is fuckin' weird.

Odpowiedz
(08-06-2020, 10:32)Dr Strangelove napisał(a): Ale w którym miejscu? Przecież ten film to ikona kina rozrywkowo-przygodowego :)

Dla mnie tempo jest raczej ospałe i spłynął po mnie jak po kaczce, a bardziej spodobała mi się mniej spokojna Świątynia Zagłady. I jak bym miał oglądać, to przede wszystkim wybranych momentów, które są złotem. Ale mówię - to nadal doskonałe kino przygodowe i jest zasłużoną ikoną, a moja ocena (pewnie niezasłużona) wynika z subiektywnych przesłanek.

Odpowiedz
No właśnie dla mnie tempo jest idealne. Krucjaty jakoś nigdy specjalnie nie polubiłem, bo tam odnoszę wrażenie leci dla mnie wszystko na złamanie karku.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
Nigdy nie bylem wielkim fanem Indiego tzn. bylem fanem postaci i pojedynczych akcji, ale nie samych filmow. Moze inaczej, filmy doceniam, widzialem kilka razy w zyciu, ale nigdy nie wyrosly u mnie do rangi prywatnych kultowcow, wobec ktorych czulbym jakies niesamowicie wielkie przywiazanie emocjonalne. Ot, fajne przygodowki, ktore oceniam wzglednie wysoko i w zasadzie tyle. Zreszta ogolnie i od zawsze mialem problem ze Spielbergiem rezyserem i nie kupowalem tej jego magii, w jego lzejszych filmach z lat 80. i zdecydowanie bardziej lubilem filmy, ktore produkowal, zwlaszcza BTTF i Poltergeist.

Natomiast co do Indiego to w dziecinstwie najbardziej podobala mi sie Krucjata, bo najbardziej pobudzala moja wyobraznie, Swiatynia (zapewne poprzez swoja egzotyke) miala najwiecej przygody, a Poszukiwacze to dla mnie w zasadzie zawsze byl wyborny prolog i kilka scen archeologicznych. Filmu nie widzialem juz kilka lat, ale za "doroslego" wiele sie nie zmienilo, nadal oceniam podobnie, przy czym musze powiedziec, ze tak jak zauwazyl Dr Strangelove Ostatnia Krucjata ma wyrazny problem z tempem, gdzie naprawde wszystko pedzi jak pojebane. Owszem, praktycznie kazda scena jest po cos, a wszystko jest bardzo kreatywne i swietnie nakrecone, ale brakuje w tej czesci chwili na oddech i na jakies zasmakowanie tego swiata. Tutaj mamy po prostu przeskoki z miejsca na miejsce, byle do nastepnej wskazowki/atrakcji, a dla mnie Poszukiwaczy robily wlasnie takie momenty:



Cudo.

Odpowiedz
W ostatnim filmie nie przeszkadza mi nadmiar CGI w scenach w dżungli, ani też fabuła, to akurat wyszło na plus. Świetnie oddany klimat lat 50-tych, obsesja na punkcie inwigilacji przez komunistów, próby nuklearne, a nawet bójka między greaserami i uniwersytecką drużyną futbolową w pubie. nie przeszkadzał Shia La Beouf, którego rola nawiązywała trochę do Rivera Phoenixa w trzeciej części. Nie przeszkadzali mi nawet "miedzywymiarowi kosmici". To co naprawdę przeszkadzało, to miejscami depresyjny klimat, nieprzystający do filmu przygodowego. Po co mówić że "teraz życie coraz mniej daje a coraz więcej odbiera?" Trochę smutne jest też to że studentki już nie wpatrują się w Indy'ego jak w cud natury, ale może to i dobrze bo mogłoby to wyjść groteskowo. Nie obraziłbym się też jakby zrealizowano - zamiast uśmiercać Jonesa seniora - krótką scenę z Seanem Connery, choćby nawet w domu spokojnej starości.

Odpowiedz
Oglądałem sobie Ostatnią Krucjatę i tak mnie olśniło - może temat był już poruszany, a ja przegapiłem - Jonesowie są nieśmiertelni?!

Odpowiedz
Przegapiłeś. Nie są nieśmiertelni, bo wyszli ze świątyni. Gdyby zostali w środku i regularnie poili się wodą z graala, to co innego.

Odpowiedz
Tak sobie powtórzyłem ostatnio serię etapami -najpierw 1 i 2 niemal po sobie, potem przerwa i 3 i 4 w niedługim odstępie.

"Poszukiwacze zaginionej Arki" - ten film się świetnie ogląda i jakby to powiedzieć - to jest "kino przygodowe w które wierzę". Ten film wie kiedy jedzie bez trzymanki a kiedy jest realistyczny, na czym polega różnica miedzy prawdziwą archeologią a filmową, są świetne postacie, sceny, fajna koncepcja. Oglądało mi się tak świeżo jakby to dopiero powstało. 8,5/10.

"Świątynia Zagłady" - więcej akcji, energii i funu na zasadzie "jedziemy z tym koksem".. ale zdecydowanie wydaje się to wszystko zbyt pretekstowe. Sporo za częścią pierwszą w każdym razie.
7,5/10.


"Ostatnia Krucjata" - eee... jakby ktoś zrobił komiks (w tym negatywnym sensie). Scenariusz to chyba zrobiona na kolanie zrzynka z części pierwszej (znowu naziole, znowu chrześcijański artefakt) i stanowi tylko pretekst aby połączyć ze sobą kolejne efektowne sceny które tutaj.. są, zamiast ułożyć się w film i służyć czemuś więcej. Ford gra chyba bardziej komediowo, ma sporo gagów. Sytuację ratują świetny tatko Jones i bardzo fajnie pomyślana (choć nie do końca wykorzystana) blond Elsa. A, końcówka jest idiotyczna.
Jako młodziakowi niesamowicie mi się podobały "efektowne sceny" i gagi ale dzisiaj.. E.
Wciąż lubię ten film ale 6,5/10.

"Królestwo Kryształowej Czaszki". I tutaj zaskoczenie bo chyba z 10 lat tego filmu nie widziałem, opinię ma kiepską a jest.. kurczę, fajny.
Świetna, baardzo rozbudowana historia (z rysunkami, grobowcami, czaszkami, całą tą mitologią Ameryki Południowej), fajne postacie, relacje, zmiana wymęczonych nazioli na ruskich, Cate Blanchett (najbardziej lubiłem momenty gdy współpracowała z Indianą zamiast wojować, był z nich niezły team), nawiązywanie do filmów tamtego okresu (np Shia harleyowiec wystylizowany na Marlona Brando :), świetnie pomyślane sceny (np początek włącznie z nałożeniem kapelusza czy końcówka z latającym spodkiem), nawiązania - np magazyn i Arka z pierwszej części, nawiązanie do "Kronik młodego Indiany Jonesa". Jasne są głupotki jak z lodówką albo Shią udającym Tarzana ale..
Jak dla mnie drugi najlepszy film w serii, 8/10.

Odpowiedz
[Obrazek: 170973125_4105758409482160_7253999133416...e=6097080E]

Cytat:A new Indiana Jones adventure begins July 29, 2022. Phoebe Waller-Bridge joins the cast alongside Harrison Ford in the fifth installment of the iconic franchise. The inimitable John Williams will also return to score the film.

Cieszy John Williams, cieszy Harrison Ford, ale bez Stevena Spielberga i George'a Lucasa to nie jest to samo. :( 
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
Widzę, że ten news nie wywołał tu większego poruszenia. Z jednej strony cieszy mnie John Williams i Harrison Ford, ale też mam jakieś takie dziwne uczucie, że fabuła tego filmu może prezentować się tak:

"Phoebe Waller-Bridge grał panią archeolog i poszukiwaczkę przygód... Nie wiem jak ją nazwać, więc tak po prostu nazwijmy ją Kathleen. A więc Kathleen music odnaleźć, bo ja wiem... większą i lepszejszą Arkę Przymierza, będącą zarazem Świętym Graalem i Magicznym Hinduskim kamieniem, ale wiadomo ten artefakt jest większy i lepszy od tych poprzednich. Jednak potrzebne jej wiedzę posiada stary Indiana Jones, który żyje osamotniony na jakiejś wyspie. Kathleen pojawia się tam i spotyka starego, zaniedbanego ubranego w łachmany Indianę Jonesa, który jest totalnym zgredem i wygląda na to, że całego jeżycie okazało się jedną porażką i zawiódł rodzinę, przyjaciół, wszystko czego dokonał było na nic. I na koniec jak godny pożałowania, żałosny tchórz uciekał od odpowiedzialności i zaszył się na tej wyspie. Kathleen stara się przekonać Indianę, aby wyruszył z nią na przygodę, ale on co bardzo pasuje do jego postaci z poprzednich filmów, wyśmiewa ideę przygód i w ogóle mówi, że nie wierzy w magiczne artefakty i ma w pogardzie archeologię. Oczywiście BARDZO WAŻNĄ dla fabuły i całego filmu, jest pokazanie sceny jak Indiana Jones doi krowę. Kamery zrobi bardzo duże zbliżenie na wymiona krowy, kiedy Indiana Jones łapie jest swoimi rękoma, aż wycieknie z nich mleko. Podczas tego dojenia ważne jest, aby krowa odwróciła głowę w kierunku bohaterki, aby można było to odczytać, że Indiana Jones robi krowie dobrze. Zaznaczam, to jest SZALENIE WAŻNA scena dla tego filmu i warto też pokazać, że kiedy Indiana Jones pije to mleko część wylewa się po jego zapuszczonej siwej brodzie! Koniec końców Kathleen udaje się przekonać Indianę Jones i wyruszają na wyprawę. Oczywiście potrzebny jest jakiś przeciwnik, a więc niech będzie to Partia Republikanów. Podczas tych wszystkich przygód szybko staje się jasne, że Kathleen jest o wiele lepsza we wszystkim od Indiany Jonesa. Kiedy pierwszy raz chwyta w rękę bicz Indiany, to pokonuje za jednym zamachem aż 10 Republikanów! Przy okazji odnajduje ona Atlantydę i za pomocą jednej ręki wyciąga ją z oceanu. Wiadomo pod koniec super artefakt jest zdobyty i podczas ostatniej przygody Indiana Jones umiera. Na znak respektu wobec tej postaci Kathleen rozbiera jego zwłoki i ubiera jego skórzaną kurtkę, bierze jego bicz i nakłada jego kapelusz. Następnie pod koniec udaje się do starego opuszczonego domu Indiany Jones. Tam spotyka starą kobietę, która mówi jej, że tutaj od lat już nikogo nie ma. I pyta się jej kim jest? A na to ona:

"Kathleen."
"Kathleen kto?" dopytuje się starsza kobieta.
"Kathleen Indiana Jones". 
Napisy końcowe i wchodzi Marsz Williamsa, który nowa postać też przygarnęła i zrobiła go swoim. I tak mamy materiał na nowe przygody Indiany Jonesa, z inną postacią na przyszłość."

To po jakimś czasie można będzie tu wrócić i zobaczyć ile z tego dobrze przewidziałem. ;) 
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
Ford chyba ma już tyle szekli, że mógłby odpuścić kolejną parodię swojej dawnej chwały? Jeśli nie wyszło przy okazji Kryształowej Czaszki, to tym bardziej nie wyjdzie teraz.
"Wake the fuck up, Samurai. We have a city to burn."

Profil Letterboxd

Odpowiedz
Ja, wbrew zdrowemu rozsądkowi i doświadczeniu, czekam z niecierpliwością. 
Zapewne to nie wyjdzie, będzie słabo albo (w najlepszym razie) mało wiarygodne. Ale i tak jestem pierwsze w kolejce pod kinem. Niech tylko nie ubijają Indy'ego...

Tymczasem James Mangold potwierdził, że scenariusz pisze on sam oraz Jez Butterworth i John-Henry Butterworth.
Źródło: Twitter Mangolda
Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.

Odpowiedz
https://deadline.com/2021/04/indiana-jones-5-mads-mikkelsen-joins-harrison-ford-and-phoebe-waller-bridge-in-sequel-1234732751/

Cytat:Following the news Phoebe Waller-Bridge had landed the female lead in the next Indiana Jones movie, Lucasfilm has found Harrison Ford’s next co-star as Mads Mikkelsen is set to join the next installment. James Mangold is taking over directing reins from Steven Spielberg, who still is serving as a producer and is very much involved in various elements of the film. Kathleen Kennedy, Frank Marshall and Simon Emanuel will join Spielberg as producers. John Williams, who has worked on every score in the 40-year-old franchise including its iconic theme, also will return as composer.

Odpowiedz
Ciekawe czy Mikkelsen zagra czarny charakter?

Fajnie by było, jakby przeciwnikiem Indy'ego był jakiś jego były student, takie pokręcone alter ego Jonesa. I wciąż nie mogę uwierzyć, że coś się z tym filmem dzieje.
Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.

Odpowiedz
To Ford ma w tym jeszcze zagrać? Chyba tylko w pozycji siedzącej bo on ma już rocznikowo 79 lat. 
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
(15-04-2021, 20:15)Dirk napisał(a): Ciekawe czy Mikkelsen zagra czarny charakter?
Byłaby to miła odmiana, gdyby w takim filmie nie zagrał czarnego charakteru :p
Film najwyraźniej powstanie, już nie takie głupoty kręcono, ale póki co nie ma ani pół argumentu za tym, żeby spodziewać się czegokolwiek przyzwoitego. Może Mangold to jakieś ćwierć powodu.

Odpowiedz
(15-04-2021, 22:48)Snappik napisał(a): To Ford ma w tym jeszcze zagrać? Chyba tylko w pozycji siedzącej bo on ma już rocznikowo 79 lat. 

Nie zdziwiłbym się, gdyby grał jakiegoś boomera narzekającego, że kiedyś to było, a te lata 70. to tylko jakieś ekologie i długowłose hipisy (skoro teraz minęło 13 lat od Królestwa czaszki dziejącej się w 1957 roku, to przytomnie umieszczą akcję w 1970 roku). 

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości