Interstellar (2014)
Cator, no wiem, sorry, pospieszyłem się a potem nie chciało mi się edytować/usuwać. Niemniej wiara Mefiu w projekt może mieć różne źródła, wiec niewiele to zmienia. No, ale EOT.

Na Slashu zebrali kilka recenzji i tych super-entuzjastycznych jest jednak niewiele. Nawet te pozytywne wspominają o typowo nolanowskich problemach, więc tak jak pisałem wcześniej, chętnie zobaczę w kinie, ale nadziei na coś naprawdę dobrego coraz mniej.


Odpowiedz
(27-10-2014, 22:54)und3r napisał(a): Nigdzie nie napisałem, że jest "za wysoki na te progi". Odnosiłem się tylko do tego co ktoś tam z planu (?) powiedział jakiś czas temu, że AH irytuje MM na planie swoją gadaniną, co w świetle ostatnich opinii jest po prostu zabawne.

"ktoś powiedział", "gdzieś usłyszane". Tak, tak te wszystkie "informacje" pojawiały się akurat wtedy, kiedy bardzo "modne" było hejtowanie Anne Hathaway.
Nie było nas, więc nie wiemy. I dlaczego Matthew McCounaghey nie może wierzyć w ten, ani mu się posiadać? Czy wszędzie trzeba się doszukiwać jakiś spisków i wszystko tłumaczyć na zasadzie, "mówi dobrze, gdyż mu za to płacą".?
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
http://stopklatka.pl/wywiady/-/78134471,nolan-dla-stopklatki-o-%E2%80%9Einterstellar%E2%80%9D-skala-przedsiewziecia-robi-wrazenie

Intrygujący wywiad Uśmiech
tagomi, proud to be a member of Forum KMF Film.org.pl since Oct 2014.

Odpowiedz
Dobra, od dzisiaj staję się fanbojem Chrisa Uśmiech Jak czytam to pjerdolenie w tym temacie i ból dupy to aż chce się wykrzyczeć:

'WYPAD OD CHRISA, TO KRÓL A KUBRICK SSIE"

I takie to oto moje motto na najbliższe miesiące, może lata.


We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Calm down everyone Uśmiech
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
Csśśśiii



CHRISTOPHER NOLAN JEST GŁUPI!

hehe

Odpowiedz
Crov jest jak ten bandyta z Birmy, co to podpierdalał mandarynkowe rubiny Oczko
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
Wiecie, ze making of "Interstellara" znalazło się na szczycie listy imdb najlepszych filmów wszech czasów?

Odpowiedz
Niemożliwe. Mejking of przecież nie reżyserował Nolan.

Odpowiedz
A w międzyczasie Michael Mann ma problemy z rezerwacją miejsc na kolacje w nowojorskich knajpach i nosi bluzy po bracie Oczko

What a world we live in.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
Naprawdę? Po KFSie teraz tutaj będziemy się tak "bawić"? Apelowałbym jednak o dobrą wolę, tolerancję i wyrozumiałość innych.
Skoro musicie to hejtujcie, ale proszę nie rozwalajcie tego tematu!

/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
Bardzo przepraszam, Lolrens, ale muszę to powiedzieć, choć w głebi serca wierzę, że nie poczujesz się urażony, bo to tylko moje osobiste zdanie i oczywiscie masz wszelkie prawo się z nim nie zgodzić: NIE.

Zapraszam.

Odpowiedz
Mały update w związku z tym, jak się zmienia score na Rottenach: recenzji jest w tym momencie 23, z czego 17 pozytywnych i 6 negatywnych. Daje to score 74% i średnią ocenę 7.2/10. Szykuje się najsłabiej oceniony przez mainstreamową krytykę film Nolana.

(27-10-2014, 21:09)PropJoe napisał(a): Nie wiem, czy Bay to już ten poziom, ale Nolan jest dla mnie fenomenem. Nie wiem, czy to kwestia marketingu, czy dobrej ściemy i genialnego kamuflowania elementów tragicznych tymi obiektywnie fajnymi (bo nawet w ostatnich filmach są przecież elementy świetne - Joker, sceny w hotelu, coś tam jeszcze) czy reputacji, na która zapracował kilkoma filmami.

No bo jakie słabe by nie były recenzje i zwiastuny, jak bardzo byśmy nie byli pewni, że cały hype to żenująca ściema i znów dostajemy to samo to i tak większość pójdzie do kina z ciekawości, nie? Ja tam nawet czuję lekką sympatię do Nolana, życzę mu, żeby nakręcił film, który chociaż w 50% będzie tak dobry jak przedpremierowe opinie o nim.

Ja bym tu chciał zabrać głos. Rozmawiałem o tym niedawno z jednym forumowiczem stąd; otoż wydaje mi się, że przyczyną niezwykle wysokiej pozycji Nolana w Hollywood jest praktyczny brak konkurencji dla kina, które uprawia - stan rzeczy, którego sprawcami są wielkie wytwórnie.

Powiedzmy sobie jasno: Christopher Nolan to w tym momencie jedyny amerykański twórca, który może tworzyć wysokobudżetowe kino autorskie. Nie widzę za bardzo drugiego gościa, który miałby w Holly tyle swobody i zaufania co on. Jasne, są wielkie nazwiska pokroju Spielberga czy Petera Jacksona czy Lucasa, ale oni nie robią autorskiego kina tylko sentymentalne adaptacje książek (Spielberg) albo kolejne instalacje tolkienowskiego świata (Jackson). Każdy inny twórca, który chce spróbować sił z wielkim budżetem musi iść na kompromisy, wszyscy twórcy, którzy MOGLIBY tworzyć takie kino jak Nolan (a co najważniejsze - chcieliby) - np. David Fincher, Darren Aronofsky, J.J. Abrams, Gareth Edwards, Guillermo del Toro, o, może jeszcze taki Frank Darabont - nie robią tego, bo nie mogą. Nikt im na to nie pozwoli, nikt im nie da na to pieniędzy. A nawet jak już robią to ekranizują znane mity, które nie za bardzo mają szansę powiedzieć coś nowego, jak "Noe" czy "Godzillę". Del Toro, który zrobił mój ulubiony film EVER ("Labirynt Fauna"), gdy przyszedł do Holly musiał zrobić komercyjną wydmuszkę pokroju "Pacific Rim", która poza nostalgicznym odwołaniem się do dziecięcej wrażliwości swoich widzów nie miała do zaoferowania absolutnie nic. I nikt mi nie powie, że to dlatego, że nie chciałby zrobić niczego mądrzejszego. Fincher, który przy swoich filmach musi za każdym razem walczyć o final cuta i każdy grosz, ucieka do telewizji, podobnie jak i inni wartościowi twórcy. Bo po prostu nikt w Holly nie ma ochoty użerać się z grubymi Żydkami pod krawatem siedzącymi za biurkiem i mówiącymi im co mają robić i za ile.

W tym towarzystwie jedynym wyjątkiem od tej zasady wydają mi się Wachowscy, których casus jest dla mnie wciąż zagadką i nadal nie mam pojęcia kto finansuje te ich gnioty. Ale oni są po prostu hujowi. No i zawsze jest jeszcze Ridley Scott, ale jemu jest wszystko co kręci, wiadomo.

Na tle całego tego towarzystwa Nolan - choćby już na papierze - jest ewenementem. Wysokobudżetowy reżyser, który sam pisze oryginalne scenariusze do swoich filmach i jednak zawsze stara się w nich zawrzeć jakąś treść, jakąś myśl, materiał do przemyśleń, do rozkminiania. Jestem pierwszym, który powie, że porównania jego osoby do Kubricka pod względem talentu są absurdalne - ale jeśli porównamy ich sytuację, że tak powiem, zawodową, to znajdziemy między nimi znacznie więcej podobieństw niż różnic. Największa jest taka, że Kubrick nie musiał się wkupić w łaski Holly kręcąc przygody Batmana by zdobyć swobodę twórczą.

Więc generalnie fenomen Nolana wytłumaczyłbym powiedzeniem "na bezrybiu i rak ryba" Oczko

Odpowiedz
Ludzie, słuchajcie Lawrence'a, nie idźcie tą drogą! Nie rozwalajcie tematu!

Swoją drogą to kłótnia o to kto wie lepiej co myśl McConaughey jest z lekka żenująca, jednak faktem jest, że - o ile aktor otwarcie nie bierze udziału w promowaniu filmu - to mówi to, co ma zapisane w kontrakcie. Uważacie, że przed press junketami nie dostają od studia kartek ze wszystkim tym, co mają mówić? Nikt nie zauważył, że w większości tego typu wywiadów powtarzane są dokładnie te same, schematyczne zdania, sformułowania etc? I nie mówię tu o wywiadach dotyczących Interstellar, ale filmów w ogóle.

Moimi ulubionymi są "It was such an honor to work with [wstaw dowolne nazwisko]" oraz zapewnienia, że na planie aktorzy tworzyli wielką rodzinę. <wzdycha> Nawet oglądając dodatki na Blu-ray nie można uciec od tych bredni, gdy po raz enty słyszy się jak aktorzy zapewniają, że reżyser jest "niezwykle skoncentrowany na swojej pracy i doskonale wie, czego chce", nie pozostaje nic innego jak przewrócić oczami.

(28-10-2014, 02:32)Rodia napisał(a): Fincher, który przy swoich filmach musi za każdym razem walczyć o final cuta i każdy grosz, ucieka do telewizji
Skąd bierzesz te brednie? Znasz w ogóle filmografię Finchera?

Odpowiedz
(28-10-2014, 09:17)Mierzwiak napisał(a): Moimi ulubionymi są "It was such an honor to work with [wstaw dowolne nazwisko]" oraz zapewnienia, że na planie aktorzy tworzyli wielką rodzinę. <wzdycha>

Kiedyś czytywałem sporo wywiadów w muzyczno-rockowo-metalowych magazynach i generalnie człowiek bardzo szybko zauważa, że absolutnie każdy, poza może garażowymi kapelami, którym i tak wszystko jedno bo rozdają demówki rodzinie i ziomalom - mówi to samo.
Są dwie wersje, albo standardowo, kapela się rozwija i właśnie nagrywa swój najszybszy, najbrutalniejszy album, albo właśnie kapela po 20 latach wraca do swoich korzeni i nagrywa właśnie jeszcze cięższy album. Oczywiście praca w studio była fantastyczna, wysiłek kolektywny i wszyscy się już nie mogą doczekać prezentacji nowego rewolucyjnego materiału. Potem wychodzi album z balladami, gitarzyści odchodzą z kapeli bo nie mogą wytrzymać z gwiazdorzącym wokalistą, cały materiał skomponował klawiszowiec a na perkusji zagrał jego kolega z wojska bo perkusista pracuje w call center i nie dostał wolnego na sesję nagraniową, w dodatku wytwórnia obcięła budżet i płytę trzeba było nagrać w 2h.
Ale spoko, teraz jeszcze tylko trasa koncertowa, gdzie gitarzystów zastąpią koledzy z innej kapeli i za rok będzie można już w wywiadach opowiadać jak to świeża krew obudziła twórcze moce i teraz chłopaki nagrywają najlepszy i najcięższy album w swojej karierze Uśmiech

Morał tej przydługiej historii jest taki, że w świecie filmu przecież jest dokładnie tak samo i nikt związany z wytwórnią nie powie słowa prawdy o tym jak było, choćby już od pół roku, krążyły plotki, że reżyser pobił się na planie z główną gwiazdą, a montażysta z producentem. Dlatego nie rozumiem w ogóle jaki cel ma oglądanie wszelkich możliwych making of czy najróżniejszych wywiadów przed obejrzeniem filmu. Najlepiej pokazuje to Hobbit, gdzie oglądając materiały z planu można się zesrać z wrażenia a ostateczny efekt to kompletnie inna historia. Takie rzeczy to się po filmie ogląda...

For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.

Odpowiedz
Czy tego chcecie czy nie:

[Obrazek: int2.png]

Odpowiedz
Z kiedy ten screen? Bo IMDb pokazuje mi, że ocen jest 1808, a nie 17 tys.

Odpowiedz
Ładnie to tak fałszować wyniki? Uśmiech
[Obrazek: aKvc1qq.jpg]

Odpowiedz
(28-10-2014, 11:39)raven.second napisał(a): Ładnie to tak fałszować wyniki? Uśmiech
[Obrazek: aKvc1qq.jpg]

To już Godzilla miała lepsze oceny.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości