Interstellar (2014)
(11-11-2014, 21:05)Motoduf napisał(a): - na planecie z wodą i falami czas płynie zupełnie inaczej niż u nas. Ale już poza orbitą tej planety czas płynie normalnie. Czy to ma w ogóle jakikolwiek sens pod względem naukowym? Czy taka sztywna granica, która rozdziela dwa modele płynięcia czasu, ma w ogóle sens?

Nie.

[Obrazek: tumblr_m182lq7Izv1rrx588o1_250.gif]


Odpowiedz
(11-11-2014, 17:54)Mierzwiak napisał(a): Lawrence rzucał się, że nikt nie podaje argumentów, a jak dostał je na tacy, to podwinął ogon i uciekł, bo najwyraźniej Interstellar jest do tego stopnia logicznym, trzymającym się kupy filmem, że... nie da się tego opisać słowami..

A nie pomyślałeś w swej bezgranicznej mądrości, że niektórzy poza forum to mają jeszcze jakieś życie i nie spędzają tutaj 24h na dobę ślęcząc przed monitorem? Uśmiech

@Arahan o Tobie nie zapomniałem i na Twoje argumenty odpowiem, tylko nie teraz, gdyż niedługo szykuje mi się 3 seansik, więc muszę wyjść. Ale może z Waszą "krytyką" zwrócę lepiej uwagi na niektóre elementy, które mi mogły uciec.

@Gieferg w wielu kwestiach się różnimy, ale muszę Ci przyznać, że jesteś człowiekiem z zasadami, jakieś 50 stron temu wspominałeś, że nie obejrzysz filmu i przez te 50 stron to stale powtarzałeś i czynisz to po dziś dzień. Doceniam taką wytrwałość Oczko
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
Widzę, że wszyscy tu szukają jakiejś 100-procentowej perfekcji, ja tymczasem stawiam na dwie najważniejsze sprawy, które mnie urzekły. Historia i oprawa wizualna. Arcydzieło, które na blu będę katował i napawał się każdą sekundą.
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
Craven napisał(a):Nie.

Ok, dzięki, tak właśnie myślałem Uśmiech.

Pitero napisał(a):Widzę, że wszyscy tu szukają jakiejś 100-procentowej perfekcji, (...) Arcydzieło, które na blu będę katował i napawał się każdą sekundą.

Dziwni ludzie, oczekują perfekcji od "arcydzieła".

[Obrazek: readImage?iid=412211]
"to że gej sobie nie może wziąć ślubu to jest sprawa kościoła" - vast

Odpowiedz
Ależ ci zwolennicy Interstellar potrafią zachęcić do obejrzenia, rozwiać wątpliwości i przekonać rzeczowymi argumentami Uśmiech

Odpowiedz
Kto by pomyślał, że od nowego "arcydzieła" Nolana lepszy okaże się taki John Wick, bo z tego co czytam dokładnie na to wychodziOczko Ale niech tam, przejdę się chyba na Interstellar (ale nie do IMAX) i postaram się zachować czystą głowę, chociaż potwierdzacie właściwie wszystkie moje obawy, a część zarzutów jest wręcz poważniejsza niż przewidywałem. Tak naprawdę to teraz najciekawsze jest dla mnie jaki będzie następny film Nolana i czy ten człowiek potrafi wyciągać wnioski, czy też jest tak w siebie zapatrzony, że pójdzie dalej ścieżką poplątanych fabuł i twistów.

Odpowiedz
(11-11-2014, 21:38)Lawrence napisał(a): A nie pomyślałeś w swej bezgranicznej mądrości, że niektórzy poza forum to mają jeszcze jakieś życie i nie spędzają tutaj 24h na dobę ślęcząc przed monitorem? Uśmiech
A nie pomyślałeś, że piję do tego, że po moim (i nie tylko) poście widziałem cię zalogowanego na forum jeszcze przez sporą ilość czasu? Uśmiech
Nie pomyślałeś też, że zamiast pisać nie wiadomo ile razy, że przepraszasz, gdyż ponieważ każdego szanujesz, ale tobie film się podobał i masz nadzieję iż nikogo tym nie uraziłeś, mógłbyś w 5 minut napisać dlaczego Interstellar jest trzymającym się kupy, logicznym, spójnym filmem, jednocześnie rozwiewając nasze wątpliwości? (wyzwanie: nie używać przy tym słów emocje, miłość, Hathaway, emocje)

Ale nie. Jeszcze nie teraz, bo musisz iść do kina. Znowu. Czy po trzecim seansie dostąpimy wreszcie zaszczytu i poznamy argumenty? Ilu seansów potrzebujesz? Dziesięciu? Nie każ aż tyle czekać, nie wiem czy wytrzymamy to napięcie.

(11-11-2014, 22:26)Pitero napisał(a): Arcydzieło
To słowo już od dawna nic nie znaczy (jak widać zresztą). To jak używanie określenia "gwiazda" w kontekście znanych z pozowania na ściankach w wypożyczonych ciuchach osobach, które z jakiegoś powodu istnieją w mediach.

Odpowiedz
ZAKOŃCZENIE. Wszystko właściwie rozbija się o zakończenie.

__________________________________________________
OPINIA O FILMIE BEZ SPOJLERÓW:
__________________________________________________

Film obejrzałem znając mniej więcej fabułę. Osobiście podejrzewam że to lepiej, bo byłem przygotowany na naiwność pewnych pomysłów. Stąd uważam że można spokojnie przeczytać pełną opinię - ze spojlerami.

Niemniej jeśli ktoś woli bez, to wersja krótka:

Najnowszy film Nolana ma wiele do zaoferowania. Piękne widoki kosmosu, kilka chwytliwych emocjonalnie momentów, jeden z lepszych soundtracków Zimmera ostatnich lat, dobre aktorstwo McCounagheya i dziewczynki którzy unieśli na swoich barkach dosyć słabe dialogi.

Całość jest zdecydowanie zbyt długa, część scen i wątków powinna być skrócona bądź wycięta.
Mimo to przez 90% seansu mamy do czynienia z bardzo dobrym filmem, fajną przygodą w kosmosie z interesującym ujęciem relatywizmu czasu, zaginania się wymiarów i nawet poruszającą miłość ojca do córki.

Niestety sama końcówka, ostatnie 5 minut - wieje tandetą, biedą, patosem i głupotą rodem z Hollywood.

Nadal jestem przekonany że zdecydowanie warto iść do kina, nie nastawiając się na arcydzieło.
Ocena to obiektywne (haha, no dobra, żartuję - nie dyskutujmy o pojęciu obiektywizmu) 7/10 i subiektywne 8/10 dla osób które lubią widoki w kosmosie i chcą zobaczyć lot przez tunel czasoprzestrzenny, czy czarną dziurę.

__________________________________________________
A TERAZ ZE SPOJLERAMI:
__________________________________________________

Po kolei. Podzielę opinię na części.

Początek - czyli aż do wylotu z Ziemi.

Bez zarzutu. Dialogi były średnie ale unoszone na barkach McCounagheya i jego córki, muzyka Zimmera wspaniała. Najbardziej emocjonalny muzycznie moment to wjechanie w pole kukurydzy i sterowanie indyjskim dronem - tam muzyka naprawdę zadziałała.
Sama scena nie była w żaden sposób porywająca ale dzięki muzyce była ładna.

Wizja świata była w granicach rozsądku. Przydałoby się dorzucić bardziej postapokaliptyczny klimat - gdzie wojna nuklearna rozpieprzyła większość cywilizacji. Wtedy byłoby jasne czemu nie da się tworzyć syntetycznej żywności.
Jednak czuć było to ubóstwo, rząd będący w strzępach i NASA w ruinie. Oczywiście film był zbyt długi - dlatego nawet wzmianka o wojnie nuklearnej byłaby wystarczająca by uzasadnić kulejącą technologię.
A sam pomysł "Ziemi odrzucającej plony" był ok. Zmiany w powietrzu, chmury pyłu, grunt zmieniający skład chemiczny.
Powinno być wyjaśnione czemu rządy państw są w rozsypce i czemu cywilizacja aż tak się posypała, bo nie lubię być zmuszony do uzupełniania scenariusza. Ale jestem to w stanie kupić.

Kosmos - tunel czasoprzestrzenny.

Rewelacja. Coś nowego, świetnie pokazane zaginanie się przestrzeni.
Szkoda że tak krótko, szkoda że bez większego rozmachu.
Ale nadal było to coś czego jeszcze nie widziałem, bardzo mi się spodobało.

Kosmos - wodna planeta.

Ekstra. Wizja planety taka sobie, ale reszta fabuły (relatywność czasu - godzina misji trwająca kilkanaście lat dzięki czemu wzrosło napięcie) to wynagradzała. Nawet powiedziałbym że nie było tak najgorzej - te fale były anomalią.
Można było zrobić nieporównywalnie więcej ale byłem zadowolony z tego co dostałem.
Robot jest fajną postacią.

Kosmos - lodowa planeta.

Tu zaczynają się schody. Właściwie cała ta część mi się spodobała - był w niej jedyny moment z "teorią miłości" w tym filmie który był błyskotliwy.
Ot, Edmunds wysyłał szczerą wiadomość, a Mann ich oszukał.
Poza tym odpowiedni klimat, góry nietypowe, bo zazębiające się z obu stron, zamarznięte chmury. Nawet Damon był znośny!

Niemniej tu zacząłem odczuwać że film jest zbyt długi. Z tego aktu powinna być część wycięta, skrócona. A z poprzednich też co nieco trzeba było uciąć.
Niemniej do tego momentu włącznie - film był rewelacyjny.

Kosmos - dokowanie i czarna dziura.

Dokowanie było świetne, moment z Damonem popełniającym harakiri i wpasowywanie się w obracający statek były w połączeniu z dobrą muzyką wystarczająco emocjonujące i ładne wizualnie.
Lot przez czarną dziurę bardzo mi się spodobał. Był tu problem zbyt częstego uciekania kamerą do wnętrza statku, a zbyt krótkich ujęć ZEWNĘTRZA. Chciałoby się powiedzieć do Nolana "dream a little bigger" ale cóż - rzadko widzi się i tyle.

Zakończenie - część pierwsza

Rozpadające się wymiary, zamknięcie za szafą. Było w tej części coś co niesamowicie mi się spodobało.
Idea istot 4 czy 5 wymiarowych, które zamknęły głównego bohatera w kapsule imitującej 3 wymiary.
Dało się wymyśleć coś lepszego niż szafę z książkami... ale nadal mogłem to kupić.
Był w tym mistycyzm i był niegłupi pomysł - użycie McCounagheya jako przekaźnik do zostawienia "kodu" córce.

Może dało się to ukazać lepiej, ale mimo to - to byłoby idealne zakończenie. Trzeba by było je tylko SKRÓCIĆ DO JASNEJ CHOLERY.
Bez Jessici Chastain mówiącej pierdyliard razy "tato, to byłeś ty", "tak, to ty", "ty byłeś tym duchem". Wywailć tego naukowca który jej towarzyszył, cały wątek jej brata w końcówce - były zbędne w kontekście opowiadanej historii.
Film kończyłby się w momencie gdy McCounaghey przesyła wiadomość, "korytarze" za szafą się rozpadają, przednia część hełmu rozbłyska od wielobarwnych świateł, McCounaghey robi wielkie oczy ze zdumienia na to co właśnie widzi i KONIEC.

Nawet mimo przywar Interstellar miałby u mnie 9/10.
Mimo tego że można było stonować dialogi i uczynić je bardziej naturalne - nie były one AŻ TAK złe. A aktorzy jakoś z nich wybrnęli.
Oczywiście z dialogów wywalić wierszyk Michaela Caine'a i wypieprzyć w odmęty czarnej dziury takie kwiatki jak "kwantyfikacja miłości", "miłość znajdzie drogę" i jedno które uderzyło mnie obuchem po głowie - "czy sprawdziłeś mechanikę kwantową?" (god help me).

Wolałbym gdyby osobowość "tych istot" została tajemnicą. Żadnego bajdurzenia że to ludzie z przyszłości którzy blablabla. To się niezbyt trzymało kupy - lepiej gdyby zostały "te istoty" i byłoby ok.

Mimo tego że niektóre wątki zdecydowanie trzeba było skrócić - całą część na Ziemi po wylocie w kosmos do kilku krótkich scen, wywalić wątek brata, skrócić całą część z Damonem.

Gdyby stonować te wady I film kończyłby się w tym momencie to dałbym 9+/10.

Gdyby zamiast pokoju z książkami i ducha, było inne miejsce, jakieś mniej naiwne... i do tego wykreślono by powyższe wady to mielibyśmy arcydzieło s-f. Absolutne 10/10.

No i teraz dochodzimy do finału czyli "why Nolan, why?"...

Zakończenie - część druga

Całą część scenariusza od której McCounaghey się budzi - wyrwać, spalić i wybić Nolanowi z głowy.

Ta część była zwyczajnie kretyńska.
MOŻE dało się to lepiej zrobić, ale moim zdaniem raczej nie.
Ciężar emocjonalny początkowych scen w domku, czy ujęć życia rodzinki McCounagheya był za słaby by pokazywać jakieś debilne muzeum.

W tym momencie film zaczął się sypać.
McCounaghey dał z kosmosu informację sam sobie by wyruszył w kosmos.
Jedyną możliwością by miało to choć znamiona sensu, jest taka:

Aż do tego momentu - gdy McCounaghey zaczął nadawać zza szafy, jego podróż była zupełnie inna. Był zabrany przez "te istoty" i dotarł do tego miejsca, a w momencie gdy wysłał współrzędne bazy NASA, reszta potoczyła się tak jak w filmie, zamykając pętlę czasu.
To znacznie przekombinowane, ale w kontekście opowiadanej historii znośne.

Po cholerę pomysł że to LUDZIE PRZYSZŁOŚCI wysłali McCounagheya?
Tu zaczyna się głupota w geniuszu Nolana, który zapętlił całą historię kilka razy choć było to kompletnie niepotrzebne.

No ale dobra, teraz najgorsze.

Wszystko od momentu gdy McCounaghey budzi się w szpitalu - wieje tanią, głupią, naiwną Hollywoodzką tandetą.
To jest zwyczajnie bardzo słabe.
Całe to muzeum nie ma sensu, peany na cześć jego córki, jeden wielki meh i facepalm.

Teraz kwestia jak bardzo komuś zniszczyło film TO zakończenie. Od momentu wybudzenia się w szpitalu.
Ja tuż po seansie byłem zachwycony, ale jednak już po wyjściu z sali mocno stonowałem zachwyt.

Interstellar pod wieloma względami mnie zachwycił. Przez 90% filmu była rewelka, mimo wymienionych wcześniej przywar i zbędnego przedłużania wielu wątków.
Sama końcówka jest zwyczajnie beznadziejna.
Mimo to najnowszy film Nolana ma wiele do zaoferowania. Jeśli ktoś spyta czy warto iść do kina - odpowiem że zdecydowanie TAK.

Zrozumiem gdy ktoś dał 6/10, zrozumiem też 9/10.
10/10 to już znaczna przesada, bo trudno nazwać arcydziełem film z tak złym zakończeniem i z tyloma wadami.

Ostateczna ocena - 7/10 plus pół punktu za widoki w dalekim kosmosie i pół punktu za sam tunel czasoprzestrzenny który był fenomenalny, choć taki krótki. Ode mnie nieco fanbojskie (ale nie względem Nolana, a względem kosmosu i s-f) 8/10.

Odpowiedz
(11-11-2014, 13:48)Lawrence napisał(a): Już pomijam fakt, że zarzucasz mi agresję używając tego głupiego i niezbyt wysublimowanego przezwiska co to Crov i Gieferg z lubością używają.
Warto jeszcze zaznaczyc, ze to ja je wymyslilem. Uśmiech Jestem z siebie bardzo dumny!
(11-11-2014, 13:48)Lawrence napisał(a): @Crov wspominasz mi o argumentach Capt. Nasciemnto (co filmu nie widział) OK i ja niektóre te zarzuty rozumiem, niektórych w ogóle (o co chodzi z tym "dissowaniem"?), ale one nie mają nic wspólnego z niespójnością scenariusza.
No przeciez pisałem. Scenariusz jest niespójny, bo wiele jego zalożeń nie trzyma się kupy. Których? Już pisałem.

A dissowanie? O:


(11-11-2014, 18:53)Żółte Krzesło napisał(a): Cooper odpowiada: "Nie. To my go zamykamy". Czy to oznacza, że to wszystko zostało zorganizowane nie przez obce istoty ani przez ludzi z przyszłości, tylko przez Coopera z czarnej dziury? [/spoiler] Nie wiem jak to rozumieć.
On potem tłumaczy, ze mowi to w sensie "to my, wyewoluowani ludzie z przyszlosci".

Proponuje oznaczyć temat SPOILERem i olac tagowanie, bo chyba juz dosc duzo bylo tutaj opinii by niezdecydowani sie namyśleli.
(11-11-2014, 20:11)Motoduf napisał(a):
Crov napisał(a):- wysłanie jednej kobiety i trzech mężczyzn w misje, której planem B jest zaludnienie świata

Z pozostałymi zarzutami się zgadzam, ale to akurat niby jest wytłumaczone - biorą przecież ze sobą zarodki, które mają się jakoś tam rozwinąć, chyba nawet bez pomocy surogatek, bo taki plot device jest w przyszłości.
Świat, w którym nagle naukowcy nie potrafią wytworzyć jedzenia, potrafi sprawić, że ludzie będą się rodzili "z nasionek". Bum, seems legit.

Odpowiedz
Dodam jeszcze - Nolan znowu pokazał, że łączy geniusz z głupotą.

Naprawdę spora część filmu działała - piękne zdjęcia z wspaniałą muzyką Zimmera i niezłym montażem sprawiały że w kilku momentach czuć było niemal magię kina.

Scenariusz bywał w kilku miejscach błyskotliwy i niósł kilka mądrych myśli.

Cała strona mechaniki kwantowej, relatywizmu czasu i tym podobnych jest bliższa magii niż science.
Przesadzone było chociażby przyśpieszenie czasu kilkaset razy po zejściu z orbity na samą planetę - zbyt mały dystans nawet z uwzględnieniem czarnej dziury wypaczającej relatywizm czasu.
Nie jest to skończony debilizm, bo podejrzewam że chodzi o wpływ bliskości czarnej dziury i o sam fakt zatrzymania się w miejscu (zamiast orbitowania wokół planety i czarnej dziury), jednak jest bardzo mocno wyolbrzymione.
Jest to ładne wizualne pokazanie samej idei, ale pod żadnym pozorem nie rozpatrywałbym Interstellar pod kątem naukowości i zgodności z teoriami naukowymi.

Jednak aspekt "science" nie był prawdziwym problemem tego filmu (chyba że kogoś naprawdę kłuje to w oczy - ale to jak doszukiwanie się naukowości w Star Wars).

Problemem jest sam Nolan który zwyczajnie przeskoczył rekina.
Nie wiem czy chciał zrobić znowu ultra-hiper-mega arcydzieło które będzie po jednym seansie przedłużać życie i leczyć raka, czy ma to w d i po prostu dorzucił wątki których mógłby wymagać przytępawy, chciwy producent Hollywoodu.

Ot, geniusz połączony z głupotą, ale głupota ta jest dopiero w samym zakończeniu (i w mniejszym stopniu we wcześniejszych drobnych przywarach).

Większość zarzutów które też sam wcześniej przedstawiałem jest znacznie przesadzona. Chętnie odpowiem na nie gdy ktoś zarzuci (wiem, były wcześniej, ale nie chce mi się sięgać aż tak daleko).

Crov napisał(a):Scena jak Cooper przychodzi, gada z córką jest kuriozalna. Przychodzi, nie widzial jej miliard lat, gada minute, a ona potem mowi "Dobra, nara, idz szukać En Hafałej, bo ja umieram i chce się pobujać z moją rodziną, która ty nie jesteś, bo tak." Nota bene, En Hafałej wyglądająca tak samo, jak przy pożegnaniu z Mefju też jest lekkim kuriozum, bo jak widać po Murph minęło "pare godzin" odkąd Cooper pożegnał się z nią odlatując w dziurę (która powinna go byla zabic, gdy spadal, ale chu).

Niezupełnie. To już jest w momencie gdy naprawdę wszelka logika poszła w cholerę.
Córka McCounagheya wcale go nie zdissowała, poświęciła mu chwilę a resztę chciała poświęcić własnym dzieciom.

Gorsze było to że AKURAT były jej ostatnie chwile. Gorsze było to całe muzeum i właściwie wszystko co się działo po wybudzeniu - kicz gonił kicz, głupota głupotę.

Crov napisał(a):Świat, w którym nagle naukowcy nie potrafią wytworzyć jedzenia, potrafi sprawić, że ludzie będą się rodzili "z nasionek". Bum, seems legit.

Z tym się nie zgodzę. Problemem był tu brak wyjaśnienia CZEMU cywilizacja tak upadła. Bo film ukazał nieco że rządy państw nie działają, wszystko jest w takim sosie postapo i technologia podupadła, ale nikt nie wspomniał czemu tak się stało.
Przez podupadłą technologię nie da się zrobić syntetycznej żywności produkowanej w pudełkach, a ziemia nie pozwala na zasadzenie jakichkolwiek upraw - mimo prób zmian genetycznych (sztuczne plony w szklarniach NASA) w dodatku wszechobecne pyły utrudniają oddychanie.

A teraz to idę spać.

Odpowiedz
(12-11-2014, 03:21)Capt. Nascimento napisał(a):
Crov napisał(a):Scena jak Cooper przychodzi, gada z córką jest kuriozalna. Przychodzi, nie widzial jej miliard lat, gada minute, a ona potem mowi "Dobra, nara, idz szukać En Hafałej, bo ja umieram i chce się pobujać z moją rodziną, która ty nie jesteś, bo tak." Nota bene, En Hafałej wyglądająca tak samo, jak przy pożegnaniu z Mefju też jest lekkim kuriozum, bo jak widać po Murph minęło "pare godzin" odkąd Cooper pożegnał się z nią odlatując w dziurę (która powinna go byla zabic, gdy spadal, ale chu).

Niezupełnie. To już jest w momencie gdy naprawdę wszelka logika poszła w cholerę.
Córka McCounagheya wcale go nie zdissowała, poświęciła mu chwilę a resztę chciała poświęcić własnym dzieciom. Gorsze było to że AKURAT były jej ostatnie chwile. Gorsze było to całe muzeum i właściwie wszystko co się działo po wybudzeniu - kicz gonił kicz, głupota głupotę.
Już abstrahując nawet od tego, że scenariuszowo jest to złe, bo film opiera się na relacji Cooper - Murph (kwantyfikuje miłość dla tej relacji!) to: poświęciła chwile ojcu, za którym tęskniła całe życie, na rzecz rodziny, którą całe życie widziała. Ma sens.

Cytat:
Crov napisał(a):Świat, w którym nagle naukowcy nie potrafią wytworzyć jedzenia, potrafi sprawić, że ludzie będą się rodzili "z nasionek". Bum, seems legit.

Z tym się nie zgodzę. Problemem był tu brak wyjaśnienia CZEMU cywilizacja tak upadła. Bo film ukazał nieco że rządy państw nie działają, wszystko jest w takim sosie postapo i technologia podupadła, ale nikt nie wspomniał czemu tak się stało.
Przez podupadłą technologię nie da się zrobić syntetycznej żywności produkowanej w pudełkach, a ziemia nie pozwala na zasadzenie jakichkolwiek upraw - mimo prób zmian genetycznych (sztuczne plony w szklarniach NASA) w dodatku wszechobecne pyły utrudniają oddychanie.
No toć wlasnie o tym mowie - ta apokalipsa jest "bo tak" i nie trzyma się kupy. Są naukowcy, jest technologia (upadła? Film prezentuje działającą technologie wyprzedzającą naszą), a ludzie mieszkający pod ziemią czują się dobrze (dlaczego nie przeniesiono całej albo części cywilizacji pod ziemie? Mają inżynierów, którzy mogliby pomóc w projektowaniu tego i nic nie wskazuje by nie mieli innych ludzi potrzebnych do tego). Dlaczego nie można zrobić upraw czy badań pod ziemią? Jest kasa, by NASA wysylalo pierdyliard misji w kosmos, a nie ma środków na rzeczy potrzebne do wyprodukowania sztucznie żywności?

Odpowiedz
Ten pierwotny skrypt ma kilka zdecydowanie przednich pomysłów, które nie wiem czemu porzucono. Ale ma też i sporo równie wielkich durnot, na które z taką lubością napieprzacie przez x stron już (niektórzy w tej dyskusji popłynęli bardziej od Nolana), więc jakoś nie przekonuje mnie, by obecny Spielberg zrobił z tego lepsze kino.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
“Crov“ napisał(a):Już abstrahując nawet od tego,
że scenariuszowo jest to złe, bo
film opiera się na relacji Cooper
- Murph (kwantyfikuje miłość dla
tej relacji!) to: poświęciła chwile
ojcu, za którym tęskniła całe
życie, na rzecz rodziny, którą całe
życie widziała. Ma sens.

Nie tak było. Ona powiedziała “żaden rodzic nie powinien patrzeć na śmierć swojego dziecka, nie chcę żebyś na to patrzył“.
Nie było w tym skrawka wrogości ani niechęci tylko AKURAT umierała i chciała poświęcić ostatnie chwile również dzieciom i wnukom.

Problem w tym że nolanowskim zbiegiem okoliczności McCounaghey trafił akurat na moment gdy umierała ale w samej końcówce i tak nic nie miało zbytnio sensu.

Co do technologii - zdaje się że NASA używała starych rakiet by lecieć w kosmos.
Podejrzewam że nie starczyłoby funduszy na wybudowanie podziemnych państw i pomieszczenie w nich miliardów ludzi.
A technologia była w większości słabsza niż obecnie, wielkie laboratoria szlag trafił i naukowcy nie byli w stanie opracować drukarek 3d robiących żywność z niczego.
Jeśli ziemia i powietrze stawały sie niezdatne do życia to nie było na czym oprzeć produkcji nawet sztucznego żarcia.
Nawet chiński gorący kubek ma procent sproszkowanych normalnych składników.

Odpowiedz
(12-11-2014, 03:44)Capt. Nascimento napisał(a): Nie tak było. Ona powiedziała “żaden rodzic nie powinien patrzeć na śmierć swojego dziecka, nie chcę żebyś na to patrzył“.
Nie było w tym skrawka wrogości ani niechęci tylko AKURAT umierała i chciała poświęcić ostatnie chwile również dzieciom i wnukom.
Mogłaby nawet powiedziec "wydzielam promieniowanie radioaktywne", ale Cooper kochał swoją córkę i czekał tyle czasu, by do niej wrocic, ze miałby to najpewniej w dupie. To nie ma sensu. Niezaleznie zreszta od powodu, jest to złe scenariuszowo.

Cytat:Co do technologii - zdaje się że NASA używała starych rakiet by lecieć w kosmos.
Podejrzewam że nie starczyłoby funduszy na wybudowanie podziemnych państw i pomieszczenie w nich miliardów ludzi.
A technologia była w większości słabsza niż obecnie, wielkie laboratoria szlag trafił i naukowcy nie byli w stanie opracować drukarek 3d robiących żywność z niczego.
Jeśli ziemia i powietrze stawały sie niezdatne do życia to nie było na czym oprzeć produkcji nawet sztucznego żarcia.
Nawet chiński gorący kubek ma procent sproszkowanych normalnych składników.
Jak w większości słabsza? Jeździli samochodami jak nasze, mieli programowane kombajny, po niebie śmigają bezpańskie drony, latają na odległę planety, mają super-roboty. Gdzie ta gorsza technologia? I co z tymi funduszami? Mieli kasę by wysłać misje kosmiczne, ale nie mieli kasy na inne rzeczy? Zwłaszcza, ze to rzeczy, ktorych efekt mialy na celu uratowanie ludzkości? Skąd wiadomo, ze wielkie laboratoria szlag trafił? Co się stało z naukowcami? Skąd biolog w ekipie? Skąd taki problem skoro dziś można stworzyć mięso w laboratorium z komórek krowy? Co z klonowaniem? Jezeli biologia taka skomplikowana to skąd w takim razie magiczne zarodniki do zaludnienia planet? Dlaczego nie można uzyźnić ziemi i zbudować wokół niej czegoś chroniącego przed kurzem? Dlaczego miliardy ludzi same nie zaczęły schodzić pod ziemie, skoro na powierzchni czeka ich tylko powolna śmierć? Dlaczego mowisz mi o funduszach, skoro to dotyczy całej cywilizacji, a nie tylko garstki, wiec w tym momencie pieniadze wylatuja przez okno, bo chodzi o przetrwanie gatunku? Ale zakladajac, ze okej - fundusze - dlaczego najbogatsi ludzie mieliby nie przetrwac? Dlaczego mieliby nie zalozyc wlasnych podziemnych osad? Dlaczego mieliby nie wspierac naukowców? To nie ma sensu.

Odpowiedz
Przypuszczam, że w takich postapokaliptycznych warunkach trudno być bogatym, bo hiperinflacja po paru tygodniach zjada ci bogactwo i bardzo szybko bogaty staje się ten co ma w garści realne surowce, a nie cyferki w żydowskim banku albo tytuły na paierze Oczko Także, nie liczyłbym, że "bogaci" coś mogą pomóc więcej niż ktokolwiek inny, a przynajmniej nie ci bogaci co są bogaci teraz Oczko

Niemniej powiedzenie widzowi, że w ciągu pokolenia ludzie wymrą z głodu bez odpowiedniego uzasadnienia jest lame do kwadratu. Można by było powiedzieć, że uderzyła jakaś kometa i przez następne 1000 lat słońce będzie świecić najwyżej na biegunach i jakimś skrawku oceanu, zapowiada się więc redukcja populacji o jakieś 90% i powrót do epoki brązu w najlepszym razie - trzeba zatem znaleźć inną planetę do zaludnienia. Ok, niech będzie jakiś deszcz meteorytów przez najbliższe 100 lat i wtedy będzie jasna sytuacja, trzeba spieprzać bo ziemia za kilkadziesiąt lat będzie pozbawionym atmosfery księżycowym krajobrazem.

Nie wiem jak wyszło nolanowi ale jeśli ziemski prolog jest w miarę wierny scenariuszowemu to mamy do czynienia z sytuacją, że ziemia się obraziła i chuj, kukurydzy nie będzie - wyjaśnienie w sam raz dla 13 letniej fanki greanpeace. Szczególnie, że właśnie ten setting zupełnie nie uzasadnia potrzeby lotu w kosmos, a skupienie wysiłków na rozwiązaniu problemów na ziemi. No ale oczywiście wizjoner Nolan załatwia wszystko wizjonerskim: no kurwa nie da się i już - problem solved.

Nie ogarniam, jak taką scenariuszową srakę można zostawić bez poprawek. Ok, w takiej superprodukcji mogą się pojawić jakieś mniejsze błędy, bo nie wszystko z poziomu scenariusza da się wyłapać, niektóre rzeczy pewnie widać dopiero jak się ogląda finalny montaż i nie zawsze jest hajs na poprawki albo się to ekonomicznie nie kalkuluje, albo wszyscy mają scenariusz w dupie i pisze się coś na bieżąco podczas poniedziałkowych zebrań przed rozpoczęciem zdjęć. Ale Nolan to podobno taki niezależny artysta z nieograniczonym budżetem, który może wszystko...? No i jak widzę po komentarzach, to jedyne co może to najwyżej zatrudnić dobrych aktorów i technicznych, bo ani poprawić prostackiego scenariusza ani go dobrze potem w produkcji wygładzić już nie umie. Dziwi to wszystko szczególnie, że akurat motyw przewodni tego filmu z większym powodzeniem tłuką nastoletni literaci do swoich szuflad. Nie mówiąc już o tym, że np. James Cameron ma pewnie całą szopę lepszych scenariuszy z czasów gdy miał 20 lat Oczko

For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.

Odpowiedz
Dokładniej to było tak, że tlenu jest coraz mniej, powietrze wypełnia azot - a w gruncie zachodzą takie zmiany że już tylko kukurydzę da się uprawiać.
Poza tym pełno wszędzie chmur pyłów.

Gdy kukurydza też będzie odrzucona to szlag trafi wszystkie uprawy rolne, zacznie się głód i w tym mniej więcej czasie zacznie brakować tlenu i ludzie zaczną się dusić.

W filmie było mniej więcej powiedziane że wojsko już nie funkcjonuje, podobnie jak rządy czy media.

Ja nie wiem czy zejście pod ziemię byłoby możliwe - nie dałoby się wytworzyć wystarczającej ilości pożywienia czy tlenu, bo z czego.

Crov napisał(a):Jak w większości słabsza? Jeździli samochodami jak nasze, mieli programowane kombajny, po niebie śmigają bezpańskie drony, latają na odległę planety, mają super-roboty. Gdzie ta gorsza technologia?

Drony powstawały już WIELE lat temu, programowane kombajny to naprawdę nie jest żaden cud technologii (i kilkanaście lat temu też nie był).
Roboty to już teraz powstają lepsze. Jedyne pytanie to czy ten robot miał jakiś zalążek A.I. czy po prostu bogatą kolekcję skryptów.

Gorsza dlatego że wszystko poupadało, jeśli NASA jest niewielkim ukrytym złomowiskiem z ostatnią rakietą, a drony latają sobie bezpańsko od 20 lat.

Świat przedstawiony technologicznie jest taki jak teraz albo kilka(naście) lat temu, z tym że przepełniony biedą i zrujnowany. Dlatego technologicznie jest niżej. Nie ma CERNów i tym podobnych, ani pieniędzy na prowadzenie badań naukowych, a NASA to niemalże ruiny.

Nie było żadnych futurystycznych urządzeń.

Negatywny napisał(a):Nie mówiąc już o tym, że np. James Cameron ma pewnie całą szopę lepszych scenariuszy z czasów gdy miał 20 lat Oczko

Cameron to inny typ kina. Za coś takiego raczej by się nie zabierał. Gdyby Nolanowi pomógł ze scenariuszem gość od chociażby The Moon to pewnie byłoby dużo lepiej.
Nolan jest w wielu aspektach świetnym reżyserem i ten film też miał potencjał na bycie arcydziełem. Ale jak zwykle musiał też parę rzeczy solidnie spieprzyć.
A jakby tak jeszcze Aaron Sorkin przerobił dialogi... Język

Odpowiedz
Gdyby Cameron wziął się za podróże międzygwiezdne, czarne dziury i tunele czasoprzestrzenne, to by nam oczy na seansie wyskoczyły z czaszek. Reżyser z wyobraźnią kontra Nolan, który czy to komiks, czy kino rozgrywające się we śnie, czy sci-fi z umierającą ziemią i podróżami w kosmos przedstawia w dokładnie ten sam NUUUUUDNY sposób. Bezczasowość Interstellar jest zresztą kolejnym beznadziejnym aspektem tego filmu. Przyszłość, umierająca ziemia, globalny głód...

Spotkanie z producentami, na którym Nolanowie przedstawiają swoją wizję przyszłości, światowego głodu i ludzkości zmierzającej ku swojemu końcowi:
- "Niech Casey Affleck nosi brodę" powiedział Nolan.
- "To wszystko. Nic więcej" dodał Jonathan.
Producenci Warnera zerwali się z miejsc, jednocześnie bijąc brawo. Na korytarzach studia jeszcze długo niosło się echo gromkich oklasków.

PS. Chyba jeszcze nikt nie zadał tego pytania - Topher Grace? WTF, Nolan?

Odpowiedz
No dobrze, tlenu nie ma, spoko, ale czemu? I chmury pyłów są, ok, ale czemu? Uśmiech Poza tym na ile ja się znam na roślinach, to one generalnie mają na tlen wyjebane, lubią za to dwutlenek węgla i wodę, taka sytuacja Oczko

Azot też generalnie lubią, i zdaje się, że siorbią go z gleby za pomocą jakichś bakterii, tak że chyba wzrost stężenia azotu w atmosferze to jest no biggy...

Generalnie dwutlenek węgla dość łatwo się wytwarza, dokurwiasz węgla do pieca i gra muzyka, w bonusie masz darmowy tlen Oczko Pyły to też nie jest jakiś problem, bo to chyba stosunkowo duże cząsteczki więc do ogarnięcia na najtańszym filtrze, a roślinki można trzymać w szklarni albo folii albo co. Najwyżej trzeba z miotłą i szpadlem trochę polatać i odgarnąć Oczko

There. Humanity saved Uśmiech
(przy użyciu podręcznika do biologii dla klasy 4 szkoły podstawowej? Oczko
Liczba użytych robotów i automatycznych kombajnów: 0

Aha, no i zmiany w gruncie, brzmi poważnie, ale już teraz chyba nie ma problemu, żeby pojedyncze składniki mineralne obecne w glebie wymieszać w kadzi, dosypać guano nietoperze, i będzie rosło na gołym betonie Uśmiech
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.

Odpowiedz
Negatywny napisał(a):Azot też generalnie lubią, i zdaje się, że siorbią go z gleby za pomocą jakichś bakterii, tak że chyba wzrost stężenia azotu w atmosferze to jest no biggy...

O tym Michael Caine nawet wspominał w filmie.

Negatywny napisał(a):Generalnie dwutlenek węgla dość łatwo się wytwarza, dokurwiasz węgla do pieca i gra muzyka, w bonusie masz darmowy tlen Oczko Pyły to też nie jest jakiś problem, bo to chyba stosunkowo duże cząsteczki więc do ogarnięcia na najtańszym filtrze, a roślinki można trzymać w szklarni albo folii albo co. Najwyżej trzeba z miotłą i szpadlem trochę polatać i odgarnąć Oczko

Nie byłbym taki przekonany że wystarczy popalić węgiel i przefiltrować najtańszym filtrem. Język

Na pewno da się wytwarzać tlen z dwutlenku węgla i z tego wodę, nie wiem w jak dużej skali.

Jeśli tlen gwałtownie ucieka z atmosfery, a zmiany są coraz bardziej postępujące to mogę kupić wersję w której ludzkość nie przeżyje, a jakaś tam mała część się zabunkruje pod ziemią.
I zacznie się Fallout, tylko bez tak porozwijanych bunkrów. Uśmiech

Mierzwiak napisał(a):Gdyby Cameron wziął się za podróże międzygwiezdne, czarne dziury i tunele czasoprzestrzenne, to by nam oczy na seansie wyskoczyły z czaszek. Reżyser z wyobraźnią

Czy ktoś tu aby nie popłynął?

Cameron w ostatnich latach jest wyrobnikiem z wizją. W Avatarze jedyną rzeczą naprawdę na poziomie i z wyobraźnią była flora - tam było widać że Cameron do nurkowania w oceanach i tych swoich filmów dokumentalnych podchodził z pasją i wzorowana na głębinach roślinność Pandory była świetna.
Cała reszta świadczy o braku wyobraźni. Uśmiech

Podejrzewam że mógłby być wizualnie większy rozmach, ale nie wiem czy Cameron jest w stanie w ogóle podchodzić do czarnych dziur i tuneli czasoprzestrzennych.
Chociaż byłbym ciekaw co by z tego wyszło.

Odpowiedz
(12-11-2014, 13:06)Capt. Nascimento napisał(a): Czy ktoś tu aby nie popłynął?

Cameron w ostatnich latach jest wyrobnikiem z wizją. W Avatarze jedyną rzeczą naprawdę na poziomie i z wyobraźnią była flora - tam było widać że Cameron do nurkowania w oceanach i tych swoich filmów dokumentalnych podchodził z pasją i wzorowana na głębinach roślinność Pandory była świetna.
Cała reszta świadczy o braku wyobraźni. Uśmiech
Weź poprawkę na to, że jestem fanbojem Camerona, ale w przeciwieństwie do fabojów Nolana ja do swojego fanbojstwa mam bardzo solidne podstawy Uśmiech

Nie zamierzam się wykłócać o poziom kreatywności w Avatarze, ale ten film, kuźwa, WYGLĄDA. Interstellar to nawet nie poziom dokumentów z National Geographic czy Discovery, wielokrotnie widziałem tam ciekawsze rzeczy.


Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości