Interstellar (2014)
Ale jak najbardziej kasowym filmem (w tym wszech czasów) został Avatar, nie będący tak jak Interstellar częścią franczyzy, adaptacją, rimejkiem etc, to każdy musiał dodać swoje trzy grosze na temat Pocahontas, Tańczącego z wilkami itd Uśmiech

Nie chodzi o oryginalność czy jej brak, tylko nie chcę widzieć jak fani filmu puszą się nad tym zapodanym przez Lawrence'a w formie obrazkowej faktem, bo z oryginalnością film Nolana nie ma nic wspólnego, wręcz przeciwnie. Tylko tyle (jak chcesz uznaj to za delikatny butt hurt).

Jeśli sukces filmu Nolana otworzy drzwi innym twórcom, dzięki którym ciekawe projekty sci-fi trafią do realizacji, to jestem w stanie ponieść tę ofiarę i więcej nie wracać do tortur w imaxowym fotelu, o taki jestem dobry Język


Odpowiedz
Tylko że w Avatarze scenariusz jest oczywistą zrzynką: żołnierz z obcej kultury trafia do "Indian", aklimatyzuje się, walczy wespół z nimi przeciw swoim.

Pokaż mi film tak podobny do Interstellar, to znaczy: ludzkość wymiera (już mniejsza o powód), w kosmos leci misja zwiedzająca obce planety jedna po drugiej, w grę wchodzą podróże w czasie.

Odpowiedz
Tu masz rację, ale z drugiej strony motyw podróży w czasie czy zwiedzanie planet można uznać za oczywiste modyfikacje/dodatki do schematu takie same, jak wątek obcej planety czy motyw avatarów u Camerona.

Filmu scenariuszowo kropka w kropkę oczywiście ci nie podam, ale najbliżej będzie chyba Sunshine.

Odpowiedz
Lawrence napisał(a):Aha, plus taka mała ciekawostka:

[Obrazek: 10898231_790614417691743_336899555383442...e=553D7409]

Wholly original? Przecież Interstellar jest zżynką 2001: Odyseji kosmicznej, tylko dla dramatyzmu dodano wymierającą Ziemię a trudne zagadnienia i zakończenie zamieniono w MIŁOŚĆ, która jest odpowiedzią na wszystko.

Odpowiedz
Mierzwiak, wiedziałem że uderzysz w Sunshine.Uśmiech Nawet jeśli to jakaś forma zrzynki (moim zdaniem różnice jednak dość duże - np. rozwinięty wątek ziemski, zwiedzanie planet jedna po drugiej a nie akcja ciągle na statku itp.), to nie szkodzi, bo Sunshine to debilny knot, którego nie znoszę i przy którym głupoty z Interstellar to prawdziwe rodzynki doskonałego scenopisarstwa.

Odpowiedz
W 2001: Odyseja Kosmiczna też masz obcą, tajemniczą rasę która wysyła ludziom sygnały, potem sprowadza kosmonautę do tunelu czasoprzestrzennego, wyglądającego niemal identycznie jak tunel którym podróżował McCounaghey, tam też romawia z robotem ze sztuczną inteligencją, w ostatnich chwilach w "swojej" galaktyce relacjonował to co widzi. I tu i tam trafił do miejsca będącego poza granicami poznania, tylko że w Odysei miało to sens, a w Interstellar Nolan spłycił wszystko dla głupawego widza - MIŁOŚĆ JEST ODPOWIEDZIĄ NA WSZYSTKO.

To po prostu spłycony, udramatyzowany i znacznie głupszy remake Odyseji.

W takim samym stopniu w jakim Avatar był remake'iem Pocahontas, Księżniczki Mononoke i podobnych schematów.

Odpowiedz
O rany, ale naciągasz.

1. w 2001 nie było żadnego "kryzysu", misja nie była ostatnią nadzieją ludzkości.
2. nie było zwiedzania planet, eksploracji kosmosu, prawie cała akcja na statku.
3. podróż przez wormhole jest nihuja niepodobna.

[Obrazek: tumblr_n397snkeBt1s0t6o2o2_500.gif]
[Obrazek: tumblr_nfeb6gnUPF1u3ld2bo1_400.gif]

4. robot był zły, w ogóle nie był robotem tylko SI.
5. głównym motywem była ewolucja maszyny i człowieka, starcie ze sztuczną i niedoskonałą inteligencją; u Nolana chodzi o poświęcenie siebie dla dobra swoich dzieci.
6. fakt, końcówka nawet podobna. Głównie wizualnie, bo treściowo - nihuja niepodobna.

Może napisz, że np. Star Wars to praktycznie Interstellar, bo i tu i tu jest kosmos.

Odpowiedz
(06-01-2015, 17:59)military napisał(a): Mierzwiak, wiedziałem że uderzysz w Sunshine.Uśmiech Nawet jeśli to jakaś forma zrzynki
O nie, absolutnie nie o to mi chodziło! Całościowo są najbardziej podobne (jeśli już chcemy podać konkretny tytuł filmu), natomiast przede wszystkim chodziło mi o to, że na poziomie pojedynczych wątków czy pomysłów nie widzę w Interstellar niczego, czego nie było już wcześniej i chyba tylko międzywymiarowa domowa biblioteczka jest tutaj czymś autentycznie świeżym.
Dla jasności - nie chcę na siłę drążyć tematu, bo jak sam napisałeś, nie jest to wyznacznik poziomu filmu.

Cytat:Sunshine to debilny knot, którego nie znoszę i przy którym głupoty z Interstellar to prawdziwe rodzynki doskonałego scenopisarstwa.
Zaskoczę cię pisząc, że by oddać mój pogląd na te filmy musiałbyś tylko zamienić tytuły? Uśmiech

Co do postu Nascimento: Oh my God, it's full of bullshit! Duży uśmiech

Odpowiedz
Ale ja porównuję do książki i tam tunel był identyczny.

Jakie Ty teraz suchary piszesz. To Avatar jest zżynką z Pocahontas, Mononoke i tym podobnych, ale nie wyliczasz mu różnic w pierdołach?
Chodzi o główną oś fabularną a nie jakieś pierdoły.

military napisał(a):5. głównym motywem była ewolucja maszyny i człowieka, starcie ze sztuczną i niedoskonałą inteligencją; u Nolana chodzi o poświęcenie siebie dla dobra swoich dzieci.

W książce ewolucja maszyny ma marginalne znaczenie, jest jej tyle co TARSa w Interstellar.

Tam aż do końca wszystko idzie bardzo podobnie jak w Interstellar (mówię o osi fabuły, a nie jakieś pierdoły, że jest jedna planeta mniej, że nie ma paru dialogów).

Ja oglądając cały czas czułem że to 2001: Space Odyssey tylko z dramatycznym wymieraniem Ziemi i wyjęciem całego watku wykraczaniu poza granice poznania (w finale ostało się tylko wychodzenie poza 3 wymiary co jest jedną z najlepszych rzeczy z całego filmu) i zamienieniu tego na jedno słowo : MIŁOŚĆ, no i intrygujące zakończenie na kwantyfikowanie miłości zza szafy, stwierdzenie że to ludzie są tą obcą rasą (what a twist!), a McCounaghey sam siebie wysłał do miejsca w którym już jest żeby zrobić poczwórną pętlę czasową. I tak dalej, bo wątku muzeum bohaterstwa Jessici Chastain nie chce mi się nawet komentować.

Mierzwiak napisał(a):Co do postu Nascimento: Oh my God, it's full of bullshit! Duży uśmiech

Haha! Padłem. Duży uśmiech

Odpowiedz
Nie zaskoczysz mnie - cóż, każdy ma swojego gniota, którego lubi.Uśmiech Tylko że Sunshine oglądałem dwa razy i drugi raz potwierdził moją opinię. IS jeszcze czeka na drugi seans - i sam nie wiem, czy od razu inwestować w blu (bo bardzo bym chciał, ale jednak boje się kubła zimnej wody).

Odpowiedz
Aha, zeby nie bylo, Interstellar wcale nie jest duzo madrzejsze od Sunshine. Pomysly, technologia, fizyka - oba podobnie glupio-madre.
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
Cytat:W książce ewolucja maszyny ma marginalne znaczenie, jest jej tyle co TARSa w Interstellar.

A w książce Ojciec chrzestny duże znaczenie ma wątek ogromnej pochwy jednej z bohaterek, a zatem Ojciec chrzestny to ero film dla zboków! Tyle mojego co do twoich argumentów - z dupy je bierzesz, panie kolego, to i ja je w dupie mieć będę.

Odpowiedz
military napisał(a):5. głównym motywem była ewolucja maszyny i człowieka, starcie ze sztuczną i niedoskonałą inteligencją; u Nolana chodzi o poświęcenie siebie dla dobra swoich dzieci.

ja napisał(a):W książce ewolucja maszyny ma marginalne znaczenie, jest jej tyle co TARSa w Interstellar.

military napisał(a):A w książce Ojciec chrzestny duże znaczenie ma wątek ogromnej pochwy jednej z bohaterek, a zatem Ojciec chrzestny to ero film dla zboków! Tyle mojego co do twoich argumentów - z dupy je bierzesz, panie kolego, to i ja je w dupie mieć będę.

O czym Ty w ogóle piszesz? WTF

Tłumaczę jak komu dobremu że Interstellar jest podobny do książkowej Odysei, a tam bynajmniej ewolucja maszyny nie była głównym motywem. To Kubrick wyciągnął ją z, bo ja wiem, szóstego planu, na pierwszy.

Powiedzenie że Interstellar jest "wholly original" (jeszcze tylko brakuje by wspomnieć o błyskotliwym Nolanie który to wymyślił), gdy zżyna kompletnie główną oś fabularną Odysei Kosmicznej - czyli top3 książkowych s-f, jest ŹDZIEBKO naciągane.

Nie nadążam za Twoim tokiem myślowym.

Odpowiedz
Rozpoczyna się dyskusja o podobieństwach IS do innych filmów, Kapitan się włącza i pisze o książce.

Nawet dobre, wziąłeś mnie z zaskoczenia - cały czas myślałem, że mówimy o filmach.

Odpowiedz
Cóż, mogłem napomknąć na początku że chodzi mi o książkę. Język

No i wiesz, trudno żeby Nolan inspirował się wyglądem kosmosu z filmu sprzed niemal 50 lat, zamiast książką, w której nic nie ograniczało wyobraźni twórcy. Uśmiech

Odpowiedz
Rety, mnie jedynie chodziło, że "Interstellar" nie jest częścią żadnej franczyzny, sequelem, prequelem, remakiem, czy adaptacją komiksu, jak wszystkie inne tytuły będące w TOP 10 zeszłorocznego BoxOffice.
Po prostu jak tak spojrzałem na największe produkcje w 2015 roku, to z pewną konsternacją, jak i z pewnym smutkiem stwierdziłem, że niestety są tam prawie same kontynuacje. I dlatego też uważam, za jedną z zalet "Interstellar", ale podobnie i "Inception", że Christopher Nolan stara się tworzyć coś nowego, co też nie jest pomyślane jako początek jakiejś całej serii.

Ale jakby co to jest tylko jedna z zalet i może to był błąd, że ją przywołałem. Gdyż teraz niektórzy uznają, że tylko dlatego, że ten film jest pomysłem oryginalnym (proszę tutaj nie łapać za słówka) to należy go chwalić.
Takiego odbioru jednak nie chcę. I też widzę, że od razu większość zinterpretowała to jako oryginalność fabuły.
Chociaż widząc po niektórych postach to i tak nie ma nic oryginalnego, gdyż wszystko już kiedyś było. Aż mi się skojarzył ten epizod z South Park, w którym było nawiązanie, że wszystko już było kiedyś u Simpsonów.

Jakby co najmocniej przepraszam za zamieszanie.

/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
Eh.. obejrzałem. Z dużym opóźnieniem, bo w najbliższym kinie film znikł z repertuaru po… dwóch tygodniach, ale w końcu udało mi się podczas jednego zjazdu.

Miałem nic nie pisać, ale jednak wpadłem po to by polecić ten film, tym którzy go jeszcze nie oglądali. Przekonywać i argumentować na siłę czemu warto, nie będą.

Krótka opinia o filmie? W dwóch słowach – totalny paździerz :<
Wiele nie oczekiwałem, ale Nolan przerósł sam siebie. A czemu polecam ten film? No cóż, bo trzeba ten druzgocący upadek zobaczyć na własne oczy. Nawet najdokładniejszy opis nie odda w pełni tego jak beznadziejny jest „Interstellar”. Wiem bo po przeczytaniu opinii nie byłem jakoś pesymistycznie nastawiony, no.. do czasu seansu…

Generalnie nic nowego i odkrywczego nie napiszę.
Plusy:
- młoda Murph (prawdopodobnie dlatego, że najmniej irytowała)
- roboty: TARS i CASE (zdecydowanie bardziej ten pierwszy, bo Nolan spartolił osobowość temu drugiemu…) – swoją drogą TARS to chyba najbardziej ludzka postać w filmie, co niestety nie świadczy dobrze o reszcie,
- kilka scen po obejrzeniu których można się rozeznać, że to może jednak produkcja o podróżach kosmicznych, a my nie pomyliliśmy sali (szkoda, że tyle ich ile Godzili w „Godzili”)
- wielki plus za scenę dokowania (choć i tak wiadomo, że to głównie muzyka dodawała jej kopa)
- scenografia i strona wizualna filmu (szkoda, że zmarnowana)
- muzyka, aczkolwiek Zimmer i tak momentami przeginał pałę (zakład, że przez następne 10 lat będzie plagiatował muzę z "Interstellar" Duży uśmiech)

Minusy? W skrócie - cała reszta – ale szczególnie prym wiodą:
- dialogi (chociaż czy aby na pewno można tak nazwać to, co tam naskrobali Nolanowie) głównych bohaterów
- postacie, serio.. żadna w tym filmie (poza młodą Murph, TARSEM i nieco skopanym CASEm) mnie do siebie nie przekonała. Wszyscy mogli by zdechnąć w jednej chwili, a ja bym tylko wzruszył ramionami Smutny Chastain przy końcu to już w ogóle mega wkurwiała, podobnie irytujący był McConaughey, młodego Afflecka pozostawię bez komentarza a na resztę postaci szkoda tracić czas - takie były nijakie, już nawet występ Damona (i to jak się skończył) dawały mi więcej satysfakcji, niż los głównego bohatera,
- zakończenie no cóż... jedno wielkie WTF. I nie to żeby nie podobał mi się pomysł, bo był przedni, ale to WYKONANIE. Nolan jako scenarzysta i reżyser jest za cienki, aby coś takiego dobrze przedstawić…

Eh.. Miało być luźne kino przygodowe, a wyszło chuj wie co. Ani to kino nowej przygody, ani następca „Odysei Kosmicznej” - takie filmowe Nolanowskie monstrum, które pewnie i znajdzie swoich adoratorów, tyle że nie jestem pewien czy będzie to ‘prawdziwa miłość’. Bardziej litość lub ciekawość, jaką może wzbudzać to szkaradztwo.

Ocena? Gdzieś między 3 a 5, bo nadal nie mogę dojść czy to co mi się naprawdę podobało góruje nad resztą badziewia. Na razie pozostałem przy bardzo słabej 5, ale najprawdopodobniej przy następnym seansie (wbrew pozorom planuję taki) poleci w dół.

Mógłbym jeszcze coś dopisać, ale niestety nie dam rady. Łzy zalewają mi oczy… i to nie dlatego, że film był chujowy – po prostu przeglądałem wcześniej temat, wpadłem na post Mierzwiaka:

Cytat:Gdyby Cameron wziął się za podróże międzygwiezdne, czarne dziury i tunele czasoprzestrzenne, to by nam oczy na seansie wyskoczyły z czaszek.

i sobie wyobraziłem jak by to mogło wyglądać. To byłby lepszy film.. I to nie dlatego, że Cameron jest zdolniejszym czy też inteligentniejszym twórcą. On po prostu po dostaniu scenariusza młodego Nolana, siedziałby na dupie przez następną dekadę i dopracowywał ten projekt do perfekcji, w pełni wykorzystując jego potencjał. W przeciwieństwie do Nolana, który przyszedł, przepisał coś tam, nakręcił, powymądrzał się i tyle go widzieli.

Eh.. smuteczek. Nie czekam już na nic od Nolana. Nie będę zainteresowany nawet jakby sam archanioł Gabriel wręczył mu scenariusz, a w tym momencie jestem przekonany, że prędzej możemy spodziewać się „zmartwychwstania” Shyamalana i jakiegoś fajnego filmu spod jego ręki (zaznaczam, że nie widziałem tego jego ostatniego ‘dzieła’ z rodzinką Smithów).

zombie001, member of Forum KMF Film.org.pl since Jul 2013.




Odpowiedz
(07-01-2015, 00:08)zombie001 napisał(a): Nolanowskie monstrum
Podoba mi się to określenie. Od siebie dodałbym jeszcze "Gargantuiczny burdel" i "Przerost ego nad treścią".

Odpowiedz
Cytat:On po prostu po dostaniu scenariusza młodego Nolana, siedziałby na dupie przez następną dekadę i dopracowywał ten projekt do perfekcji

Raczej wpasowywałby scenariusz w ramy określone przez podręczniki do scenopisarstwa, dodając każdy możliwy banał znany z piździesięciu innych filmów. Cameron jest świetnym reżyserem, ale scenariusze pisze co najwyżej "solidnie przeciętne".

Odpowiedz
O nie, błagam, nie idźmy tą drogą! No dobra, chociaż na chwilę Uśmiech

Pisałem to już jakieś tysiąc razy, i napiszę raz jeszcze - tak, Avatar to film z bardzo prostym, opartym na jeszcze prostszych archetypach scenariuszem, ale wcale nie gorszym od Star Warsów, Indiany Jonesa czy innych klasyków kina przygodowego. To zresztą charakteryzuje wszystkie filmy Camerona - prostota. Tam nie ma zbędnych postaci, zbędnych wątków i scen, bo wszystko pracuje jak w zegarku, a Cameron wie, że mniej znaczy więcej, dlatego potrafi ze swoich skryptów wycisnąć absolutne maksimum.

Czy Avatar był krytykowany za fatalny trzeci akt? Czy Avatara krytykowano za cringe worthy dialogi? Dziury fabularne, niewykorzystany potencjał historii itd? Czy w ogóle do któregokolwiek filmu Camerona można przyczepić się o to, co można zarzucić drugiemu i trzeciemu Batmanowi? Incepcji i Interstellar?

Scenariusze na zasadzie "Wrzucę tu wszystko co się da, nieważne czy będzie to miało sens" może pisać każdy, sam mam takiego paździerza na dysku, ale wzorowy, prosty scenariusz - nie. Chciałbym umieć pisać tak jak Cameron.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości