Jak oceniacie?
#1
Dycha dysze nierówna - każdy z nas ocenia filmy na innych zasadach, choć zwykle korzystając z tej samej skali. Co staje się powodem - ujmijmy to delikatnie - nieporozumień. Napiszcie więc, jak oceniacie. Pozwólcie zrozumieć swoje durne, wystawiane chyba po pijaku oceny, które przyznajecie filmom najwyraźniej oglądanym dupą albo z ruskiego cama na telefonie.:)

Na początek: ja sam mam podwójne standardy. Jeśli film ma być tylko rozrywką, oceniam, jak dobrze się na nim bawiłem. Wszystko inne nie ma znaczenia - aktorstwo, efekty, scenariusz itp. Jeśli mam banana na ryju i chcę zobaczyć to jeszcze raz, idą nawet najwyższe noty. W przypadku filmów ambitnych, które mają zryć mi beret i kazać pomyśleć nad naturą świata, jestem okrutny i czepiam się wszystkiego. Inna półka, inne kryteria.

A co wy powiecie - poza tym, że nie znacie się na filmach?:)

Odpowiedz
#2
Nie ma już czegoś podobnego na forum?

(25-10-2013, 21:47)military napisał(a): Napiszcie więc, jak oceniacie.

Tak jak mam ochotę. Ktoś ma z tym problem, możemy się bić, ale on zginie. Koniec tematu :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#3
Ja mam tak jak military.

Odpowiedz
#4
W sumie w dużej mierze zgadzam się z Militarym.

Oceniam przede wszystkim to jak dobrze się bawiłem na filmie (a co za tym idzie sama tematyka już skutkuje dodatkowymi punktami), a przy pierwszym seansie duże znaczenie ma też to na ile film spełnił oczekiwania. Punkty ujemne głównie za to co mnie wkurwiło/rozczarowało, jak jest zbyt dużo takich rzeczy to ocena może polecieć na pysk, a film wylądować niżej niż jakieś niby obiektywnie cienkie typowe guilty pleasure. Na żaden "obiektywizm" się nie silę.

Expendables - 10/10
Godfather - 7/10

I c**j.

Odpowiedz
#5
Od jakiegoś czasu idę na łatwiznę i większość filmów oceniam według skali filmwebowej. I oczywiście też mam podwójne standardy i pewnym kultowcom z wadami wlepiam 10/10. To i tak tylko jednowymiarowa skala, która tak naprawdę niewiele mówi.

Odpowiedz
#6
Absolutne instant-klasyki, filmy do których wracam wielokrotnie bawiąc się na nich za każdym razem równie dobrze, w których wciąż odkrywam coś nowego i/lub pozostawiają mnie w nastroju spełnienia i obcowania z wybitnym dziełem kinematografii, jak np. Casino Royale, Blade Runner, Seksmisja, Die Hard, Heat, Lethal Weapon itd. - dycha/dycha.

Ogólnie liczy się dla mnie wrażenie końcowe, które potrafi wybaczyć wiele baboli, dlatego np. Man of Steel ma u mnie teraz 9 i kropka. I mam kilka takich dziewiątek, które na ogół przywołują uczucia opisane akapit wyżej, ale z jakichś powodów na wystawienie im najwyższej noty jakoś nie mogę się zdobyć (choćby, Girl with the Dragon Tattoo, Skyfall).
http://huntersky.deviantart.com
''WHATTUP, BIOTCH!" - Harrison Ford

Odpowiedz
#7
Ja mam trochę inaczej. Staram się, przynajmniej w teorii, wykorzystywać całą dziesięciostopniową skalę. Pierwszym umownym kryterium jest to, czy nie uważam czasu poświęconego na seans za zmarnowany. Jeśli mam wątpliwości zwykle daję 5/10. Jeśli uznam, że warto było obejrzeć, ale nic poza to daje 6/10. Poniżej piątki to zwykle trochę loteria, na która wpływ może mieć stopień wkurwienia, znudzenie itd.

Co innego górna część skali. Tutaj przede wszystkim czym bliżej maksymalnej oceny, tym trudniej przeskoczyć o oczko wyżej. Dlatego 10/10 na mojej liście ma dosłownie kilka filmów, które po pierwsze mnie zachwyciły, po drugie mam poczucie, że są wyjątkowymi osiągnięciami, oferują coś więcej niż dobrą rozrywkę. Nie ma szans, żeby film, na którym "po prostu" świetnie się bawiłem dostał 10/10. Najwięcej problemów mam właśnie z tym, czy już dać 10, czy tylko mocne 9.

No i generalnie nie mam podwójnych standardów, osobno dla kina czysto rozrywkowego, osobno dla filmów "ambitnych". Chociaż w praktyce kino ambitniejsze albo zajebisty thriller ma dużo większe szansę na ocenę powyżej 7. Z kolei świetna komedia albo dajmy na to typowy blockbuster, jeśli spełni swoje zadanie, dostanie maksymalnie 7.

Wychodzi więc na to, że próbuję zachować pozory takiego wewnętrznego obiektywizmu. Generalnie wyżej oceniam filmy bliższe temu, czego szukam w kinie (lol). Nie dodaje punktów ze względu na ulubioną tematykę, zbieżność z moim światopoglądem, nie uwzględniam oczekiwań i w sumie dość analitycznie do sprawy podchodzę jak się okazuje. Chociaż zdarzają mi się czysto emocjonalne podbitki albo degradacje.


Odpowiedz
#8
Jak oceniam? Srak :P

Od jakiegoś czasy dyszki mam zarezerwowane wyłącznie dla filmów absolutnie ulubionych. Coś takiego jak "Według mnie to jeden z najlepszych filmów ever, 10/10!" nie obowiązuje; liczy się to ile film dostarcza frajdy, emocji, czy będę do niego wracać do końca życia, ile ma scen które mógłbym oglądać o każdej porze dnia i nocy i tym podobne.

Reszta to loteria, na którą wpływają takie czynniki jak (nie)wykorzystany potencjał, to czy śmierć wydaje się lepszym wyjściem niż trwanie do końca seansu, czy to kinowego czy domowego, ilość fejspalmów, przewracania oczami i parskania śmiechem (niekoniecznie na komediach) i tym podobne, częściowo pokrywające się z tym, co ma wpływ na otrzymanie dyszki. Oczywiście film może mieć spory replay value, ale dostanie tylko 7 czy 8 z takich czy innych powodów.

Odpowiedz
#9
Chciałem taki temat założyć... ale okej.

Ja nie oceniam filmu pod kątem jak się na nim bawiłem - bo nie wszystkie filmy są aby bawić, tylko jakie wrażenia z niego wyniosłem. Jeśli to komedia, to wrażeniem powinna być zabawa i radość, jeśli dramat, to skrajne depresyjne emocje, jeśli film akcji, to mam siedzieć na krawędzi fotela, jeśli horror/thriller to mam mieć ochotę wskoczyć za kanapę. To jest pierwsze kryterium w stawianiu oceny. Drugim jest powtarzalność tej rozrywki: są filmy, które pierwsze wrażenie robią doskonałe (np filmy z twistami, tak ogólnie), ale za drugim razem patent się nie sprawdza, coś w fabule zaczyna zgrzytać jeśli znam zakończenie. I jest tak, że niektóre filmy są tylko na raz: to zawsze obniża ocenę co najmniej o oczko i wiem, że prędko nie wrócę do tego obrazu. Trzecią częścią oceny jest spójność w ramach opowieści/konwencji - czy film jest konsekwentny wobec swoich założeń od początku do końca. Czwarta część oceny dotyczy tylko nielicznych filmów: czy film jest bliski prawdzie (wszelkiego rodzaju filmy policyjne, historyczne, wojskowe, medyczne). Ostatnia część dotyczy pytania, czy fabuła jest oryginalna (np. taki Awake, Gravity, Liar Liar dostają z góry dodatkowy punkt). Z tych 5 części składam ocenę. Czasem dorzucę/odejmę za aktorstwo, ale zazwyczaj aktorstwo wpływa na jedną z już wspomnianych części.

Wydaje się to być skomplikowane ale w rzeczywistości nie jest - musiałem wyrobić sobie konkretny system, aby jak najbardziej obiektywnie oceniać filmy i aby umieć później coś o nich napisać, a nie tylko frazes "Magnolia to dobry film, ale Szeregowiec Ryan lepszy" (tak, widziałem takie debilne stwierdzenia wiele razy).

Stosuję te kryteria 2005 roku (choć pełna weryfikacja ocen do tego systemu nastąpiła niedawno, bo 2 lata temu).

loading podpis...

Odpowiedz
#10
Właściwie zgadzam się z tym co napisał Gieferg. Oceniam wyłacznie subiektywnie, nie ma u mnie czegoś takiego jak: "Ten film to uznawane od lat arcydzieło, więc ocena będzie wysoka." Przykład:

Batman Begins 10/10
2001: Odyseja kosmiczna 4/10

Liczą się emocje jakich dostarcza mi oglądany film, i jego powtarzalność. Nawet jeśli oglądam film niedoskonały, ale robię to raz do roku i 'bawi' cały czas tak samo, to leci dycha (np. kilka miesięcy temu po szóstych seansach trylogii Bourne'a, filmy z Mattem Damonem dostały u mnie 10/10, to samo Unforgiven Eastwooda).

Punkty ujemne zawsze dostają filmy, które rozczarowały a miałem w stosunku do nich jakieś oczekiwania, oczywiście za głupoty scenariuszowe, za rzeczy które mi się nie podobały w filmie/zrobiłbym je lepiej, no i oczywiście poziom nudy.

Przy ocenianiu zwracam uwagę także na elementy techniczne (zdjęcia, aktorstwo, muzyka). Nie potrafiłbym wystawić 10 filmowi, który wygląda jak gówno i ma fatalną muzykę, bo moje oczy i uszy krwawiły by podczas seansu, choćby nie wiem jak przyjemnego.

Skala 1-10 jest rozległa, ale przy ocenianiu staram się także patrzeć jak oceniłem inne filmy, żeby nie łapać się na takich sytuacjach jak. FilmA oceniłem na 6, a podoba mi się bardziej od FilmuB którego rok wcześniej oceniłem na 7.

No i oczywiście nie istnieje u mnie zasada snobów: Kino to wyłacznie sztuka, więc filmy ambitne >>> filmy komercyjne/rozrywkowe. Dla mnie najważniejsza jest przyjazność z oglądania, kino rozrywkowe bywa lepsze, liczy się magia kina. Filmy, które spełniają wszystkie te warunki (są powtarzalne, nie mam im wiele do zarzucenia, dostarczają mi mnóstwa różnych emocji dostają 10/10 - obecnie takich jest 38. Staram się też nie wystawiać zbyt dużo jedynek, być łaskawym i dostrzegać w każdym filmie jakieś plusy. Niestety często się nie da.

Odpowiedz
#11
Teoretycznie używam skali 1-10 gdyż korzystam od wielu lat z FilmWeba, ale praktycznie jest to raczej 4-9 (1-6, skala szkolna):

1-4- czeluści piekielne, z czego im bliżej 1 to jest to nieoglądalny syf, a im bliżej 4, to mimo iż jest to syf to ma jakieś zalety. Ale mimo wszystko, jest to dysputa na temat które gówno mniej śmierdzi...

5- dopuszczający, da się obejrzeć w miarę bezboleśnie, ale to raczej słaby film.

6- dostateczny, średniak.

7- dobry film, który mógłby być mimo wszystko lepszy.

8- bardzo dobry film, niewielkie, aczkolwiek zauważalne wady.

9- film rewelacyjny, oczywiście nie pozbawiony wad, ale kompletnie nie przeszkadzają w seansie. Duża szansa na 10 w przyszłości.

I specjalna, zarezerwowana tylko dla moich najulubieńszych filmów :

10- to co kocham w filmach najbardziej. Na 10 film musi zapracować sobie wieloma seansami. Są to filmy które mogę oglądać zawsze i wszędzie.

Arcydzieła nie istnieją, gdyż zawsze znajdzie się coś do czego można się przywalić ;)

Odpowiedz
#12
U mnie to wygląda tak, że jak film mi się podoba to wystawiam mu wysoką ocenę, a jak nie podoba to niską...

Odpowiedz
#13
Cytat:eoretycznie używam skali 1-10 gdyż korzystam od wielu lat z FilmWeba, ale praktycznie jest to raczej 4-9 (1-6),

Typowy na filmwebie bezsens. Oceniają np "5/10 - gówno" podczas gdy dla mnie to oznacza średni film (nawet zdarza mi się kupić i oglądać wielokrotnie filmy, którym daję 5/10) i potem trudno żeby jakikolwiek film zszedł ze średnią oceną poniżej 5-6.

A poza tym mamy zdaje się zdublowany temat: http://forumkmf.pl/Thread-skale-skalunie-skale%C5%84ki

Odpowiedz
#14
Gdyż skala 1-10 jest zbyt rozdrobniona, a wiele osób jest przyzwyczajonych do szkolnego ocenienia. A takie 1-4 i tak oznacza słaby film (poniżej połowy= mniej niż przeciętny), tylko wtedy się bawimy w rozróżnianie co mniej śmierdzi (AVP 4/10, Dragonball Evolution 1/10).

Odpowiedz
#15
Skala 1-10 jest w sam raz. Prędzej bym oceniał w % niż w skali szkolnej :P

Odpowiedz
#16
Najprostszy podział jest taki, że <5 są filmy ogólnie mówiąc złe, takie, których nie polecam i drugi raz nie mam zamiaru obejrzeć, oceny 1-4 to właściwie stopniowanie tego jak bardzo złe są to dzieła, 5 jest dla przeciętniaków, a 6-10 pokazują jak dobry jest film. 10/10 dostało ode mnie 0,2% spośród wszystkich filmów jakie widziałem, średnia to 6,91. Zdarza mi się podnosić(epa) albo obniżać oceny za prezentowany w filmie światopogląd, ale raczej rzadko.
Nie wiem na ile to masło maślane, ale film to dla mnie po prostu forma opowiedzenia historii; żeby był dobry, to najpierw historia musi być warta opowiedzenia(dlatego nie lubię filmów bez historii, taka Samsara ma u mnie 4), a potem trzeba to zrobić w angażujący i wywołujący zamierzone emocje u widza sposób. Sposób prowadzenia narracji jest równie ważny co biegłość w tworzeniu obrazu, technikalia - ideałem jest sytuacja kiedy mam poczucie, że reżyser pokazał w kadrze dokładnie to, co sobie wyobraził, a ja nie widzę dekoracji, kostiumów, makijażu i efektów specjalnych, tylko prawdziwy świat. Tak samo z malarstwem, gdzie najwyżej cenie te obrazy, przy których zapominam, że to tylko farba nałożona na deskę za pomocą pędzla.
Rozrywkowy, komedia, film akcji, horror, dramat - to nie ma absolutnie żadnego znaczenia, albo historia jest ciekawa i dobrze opowiedziana, albo nie, a czy ma na celu śmieszyć, wzruszać czy straszyć to tylko cel jaki obrał sobie reżyser, jeśli go osiągnie to ma mój szacunek i wysoką ocenę.
Z takich fanaberii, to lubię obniżać ocenę za to, że postaci nie gadają w takim języku jak powinny, Lista Schindlera była bliska dychy, ale angielski język na tyle psuł mi seans, że została 9.

Odpowiedz
#17
(26-10-2013, 13:30)Grievous napisał(a): Gdyż skala 1-10 jest zbyt rozdrobniona, (...)

Pewnie dlatego na tym forum niektórzy zdają się używać tylko ocen 0/10, 1/10 i 7-10/10...


Przejrzałem jaki jest u mnie rozkład i wyszło tak:

[Obrazek: 2UGZA7x.jpg]

W miarę przewidywalne, jeśli nie ogląda się losowych filmów, tylko te które mają szansę się spodobać.

Odpowiedz
#18
Fajną skalę ocen ma serwis muzyczny Porcys:
10.0 Katharsis
9.5-9.9 Nadprzyrodzone [jedna z płyt wszechczasów]
9.0-9.4 Masakra [arcydzieło]
8.5-8.9 Fantastyczne [jedna z płyt dekady]
8.0-8.4 Wymiata po całości [lista dekady]
7.0-7.9 Elo, jesteś w naszej drużynie [lista roku]
6.0-6.9 Mocne [bardzo dobre]
5.0-5.9 Solidny chleb razowy [dobre]
4.0-4.9 Lekcje odrobione [przeciętne]
3.0-3.9 Spoko, ale po co (szum informacyjny) [mizerne]
2.0-2.9 Jakieś przebłyski świadomości [kiepskie]
1.0-1.9 Proszę o Alka-Seltzer [fatalne]
0.0-0.9 Honorowa legitymacja Samoobrony [najgorsze w dziejach]
Na 10.0 ocenili chyba tylko 2 płyty w ich historii, a lata bez żadnej oceny powyżej 8.0 są dosyć częste. Chciałbym znaleźć analogiczną skalę na jakiejś stronce z filmami.

Odpowiedz
#19
Co by tu nie mówić, jaka by nie była skala oceniania to i tak zawsze byłyby kontrowersje. Ja jak już to przede wszystkim nigdy nie kieruję się myśleniem: "Blade Runner ma u mnie 10/10, więc np. dobremu blockbusterowi nie mogę takiej oceny dać, gdyż wtedy zrównam te oba filmy".
10/10 jest innemu 10/10 nie zawsze równy.

Poza tym jeżeli dany film zrobił na mnie wielkie wrażenie, utkwił mi w pamięci, chcę do niego wracać i za każdym razem przeżywam go podobnie, to wtedy nie waham się szastać wysokimi ocenami, nawet jeżeli i dostrzegam pewne nielogiczności, czy dziury w scenariuszu, jak chociażby w przypadku TDKR.

I to już nie rozgraniczam, czy kino europejskie, amerykańskie, blockbuster, czy melodramat. Każdy z tego gatunku ma u mnie szanse na wysokie oceny.
Nie uważam też, że 10/10 zarezerwowane jest tylko dla klasyków kina.
Przyznaję się, że czasami pewne nazwiska w ekipie, obsadzie itd. wpływają na oceny końcowe, ale głównie też dlatego, że nigdy mnie nie zawodzą :)
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
#20
Aha, zapomniałem o najważniejszym - za fajne cycki zawsze jest +1 do oceny ;)

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości