23-07-2023, 22:25
|
Krótka piłka, czyli mini-recenzje
|
|
Co tam bylo za cebulowe dobro?
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.
Czarnoksiężnik z krainy Oz (1925) - jakby w 1925 roku istniał internet, Larry Semon byłby oskarżony o gwałcenie oryginału i że jak chciał zrobić własną bajkę, to mógł nie przyszywać do tego znanej marki. Bo z oryginalnej powieści Franka L. Bauma nic tu nie ma - jest tu zero magii, bo Strach na Wróble, Blaszany Drwal i Tchórzliwy Lew to przebierańcy, a do Oz (będącego jedynie pseudoeuropejską nibylandią) można dolecieć samolotem. Aha, fabuła jest zupełnie inna. Można powiedzieć, że w jakiś sposób wersja z 1939 roku zerżnęła od Semona pomysł, by towarzysze Dorotki w Oz byli parobkami na farmie jej wujostwa.
Więcej fabuła poświęca przewidywalnym gagom, gdzie dwóch parobków walczy o względy Dorotki. Obaj są bezimienni, a imię dostał jedynie śmieszny Murzyn służący do rasistowskich żartów (o tyle dobrze, że gra go faktyczny Murzyn, a nie koleś w blackface). Pierwszego adoratora, tego dobrego gra sam reżyser. Zaś tego drugiego, tego złego, gra Oliver Hardy vel Flap z Flipa i Flapa. To uczucie, gdy Oliver Hardy w popkulturze był tym modelowym grubasem, a w Ozie występuje ktoś od niego grubszy. Aha, Hardy potem jest tym złymPewnie nie pomogło to, że gość wygląda jakby miał 50 lat. Dorotka to też niezła małpa, bo wpierw robi nadzieję Flapowi nadzieje na wspólne życie (zwłaszcza, że bezinteresownie stanął w jej obronie i generalnie nie był do końca zły), a potem odrzuca jego zaręczyny na rzecz Semona. A ostatecznie Semon mimo heroicznych wyczynów trafia do friendzone, gdy Dorota zakochuje się w jakimś bezbarwnym i nudnym królewiczu. Trochę budżetu jest, bo są nieliczne efekty specjalne/kaskaderka i trochę wysilili się ze scenografią. No i aktorzy grali obok lwów wyglądających na głodne i mam wrażenie, Larry Semon i G. Howe Black faktycznie byli wydygani. Nawet jeśli patrzeć jako osobne dzieło to też nie ma na co się nastawiać. 4/10 24-07-2023, 20:24 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-07-2023, 20:24 przez OGPUEE.) ![]() Infinity Pool (2023) Że niby ten młody Cronenberg jest nadzieją kina grozy? Durny film jak but, nastawiony głównie na kilka scen makabry. I to nie jakiejś wielce drastycznej wizualnie. 3/10
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 25-07-2023, 00:07
Przypomniało mi się, że na Arte.tv można za free odhaczyć trochę światowego kina artystycznego i to jeszcze w pięknej jakości. Na pierwszy ogień poszły:
2 lub 3 rzeczy, które o niej nie wiem (1967) No ładnie kręciłeś te filmy, Godard. Nie dziwota, że otworzyłeś furtkę inspiracji tylu gigantom reżyserii (polecam rzucić okiem na jego Wikipedię - piękna lista jego wychowanków). Pieszczotliwe kadry, jak zwykle śliczna Francja lat 60. i w ogóle. Szkoda tylko, że to ten rodzaj kina, gdzie dostajemy ujęcia na dryfującą kawę w rytm rozmyślania szeptem o filozoficznych problemach świata, albo małego chłopaczka, śniącego o jednoczącym się Wietnamie. Szanuję, ale niekoniecznie cenię. W trakcie seansu towarzyszyła mi myśl, że gdybym oglądał to bez napisów i zdał się na bierne słuchanie francuskiego, byłbym tak samo zadowolony (albo i bardziej). 5/10 Duch roju (1973) Dużo bardziej przypadło mi to do gustu. Muszę to przyznać - przepięknie nakręcony film i nie wiem czy w ogóle czołówka najładniej nakręconych z tych co widziałem. Powiedziałbym, że w taki sposób, by budziło to u widza skojarzenia ze wczesnym dzieciństwem. Właśnie o tym jest ten film - o dziecięcej wyobraźni i zarazem wpływie kina na jej psychikę. Przypomnijcie sobie który film obejrzany w pierwszych latach życia odegrał decydującą rolę w Waszym postrzeganiu rzeczywistości. Piękna sprawa to oświetlenie w tym filmie. Ujęcia wewnątrz ciemnej rezydencji, do którego przedziera się światło złotej godziny możnaby demonstrować w filmówce przyszłym filmowcom i operatorom. Te szyby w drzwiach ze wzorem plastra miodu to trochę zbyt rzucająca się w oczy aluzja. Niemniej produkcja mocno subtelna i z przewagą cichych momentów. 8/10 25-07-2023, 08:27 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-07-2023, 08:30 przez Kryst_007.)
They cloned Tyrone z Netflixa, 2023r w reżyserii Juela Taylora (debiut)
Gdzieś natrafiłem na reckę w stylu OH ACH komedia roku. Potem przeczytałem w innej recenzji jakoby scenariusz filmu był w 2019 na blacklist jako ten debeściak. I wczoraj sobie przjrzałem obsadę: Jamie Foxx, John Boyega i nieznana mi Tehyonora Parris. No i tego, pomyślałem że warto dać szansę. Nie, nie warto. Sam pomysł, a jakby dokładniej określić, jego zalążek w pytę ale nie chcę spojlerować. A potem jest tak, że mamy trio grające ZAJEBIŚCIE tylko film pomylili, bo nie ma żadnej akcji, gagu, sceny śmiesznej, poza tym, że topowa trójka jest śmieszna. Dlaczego? Bo tak. Jamie Foxx jest serio doskonały w swojej roli, ta krzycząca laska kradnie show, ale show w zasadzie nie ma, bo oni są wycięci z innego filmu. Film ma też dziury logiczne wielkości kuli armatniej i za Chiny Ludowe nie da się kupić tego świata, a konwencja i intryga sypie się jak domek z kart już od tytułu począwszy. Końcówka pogrąża całość wystarczająco, aż żal kopać leżącego. Więc jest tak: Nie jest to komedia, a jak jest, to nie śmieszna. Film S-F? Zalążek czegoś takiego jest ale wątek główny jest wrzucony do miksera i dodano do niego litry wody. Akcja? Bez sensu, głupia i nudna. Scenariusz na siłę chce wrzucić coś nowego, a wypluwa przetrawione motywy tylną częścią ciała. I całość trwa AŻ 2 godziny. Bite dwie godziny nudy i durnot. Dam 3/10, bo do rozdania kart jest intrygująco, a Foxx dostarcza świetną kreację na całej długości filmu.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”
25-07-2023, 18:35 ![]() Nothing but Trouble (1991) Chevy Chase, Dan Aykroyd, John Candy, Demi Moore a także (w mini epizodzie) 2pac, zanim stał się sławny. Można pomyśleć, że z taką ekipą będzie "ubaw po pachy". A ja, już po obejrzeniu, pomyślałem, że sprawdzę co stało za tym FATALNYM filmem. Z napisów na początku, można się dowiedzieć, że jest to jakiś produkt rodzinny Aykroydów. I chyba przez to zabrakło obiektywizmu podczas prac. Druga sprawa (cóż za niespodzianka), że film był ogromną wtopą. Budżet 45 milionów - podczas seansu było widać, że trochę kasy wyłożyli ale nie aż tyle. Zarobił? 8,4 miliona :) Postanowiłem poszukać jakiegoś zaczepienia-usprawiedliwienia dlaczego ten film jest taki jaki jest. Wpadłem na pomysł, że może to jest "film do lat 8? 10?" dlatego jest tak żenująco-infantylny z fatalnymi dialogami? Choć sceny przemocy kazały przeczyć takim przypuszczeniom. No i nie... Ten film był PG-13 (choć w niektórych państwach od lat 10). Przy czym czytam, że został ocenzurowany, żeby dostać taką kategorię. Jeśli macie czas, żeby sprawdzić jak fatalnie zmarnować 45 melonów i znanych aktorów, to polecam. 2/10 jedno oczko za ludzi od rekwizytów, scenografii, którzy trochę się napracowali. American Flyers (1985) - u nas jako "Kolarze" Powtórka po 30 latach. Obyczajowy dramat sportowy o dwóch braciach rywalizujących w... kolarstwie ;) Nie znam się na kolarstwie więc ciężko mi ocenić jak realistyczny, lub bzdurny, jest ten film. Może to taki "Rocky kolarstwa"? Nie wiem. Filmy sportowo-obyczajowe to też niespecjalnie moja półka więc ciężko mi ten odnieść do innych. Ale powtórka udana. Podobał mi się. Spokojnie 7+/10
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 27-07-2023, 19:38 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27-07-2023, 19:40 przez shamar.) (25-07-2023, 18:35)Debryk napisał(a): They cloned Tyrone z Netflixa, 2023r w reżyserii Juela Taylora (debiut) Może to nie jest komedia roku, ale ja się dobrze bawiłem na tym hołdzie dla blaxploitation połączonym z fabułą wziętą z Archiwum X (zresztą jest wspomniane przez prostytutkę). Taki film mógłby nakręcić Jordan Peele, ale może dobrze, że to nie on, bo facet mnie ostatnio rozczarowuje. Ja postawię 7/10. 28-07-2023, 03:18
ja się bawiłem dobrze tak do połowy do:
Także, koncepcyjnie może to jest jakiś spływ po iksach, lecz kompletnie zmarnowany a nawet ubity już na poziomie scenariusza.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”
28-07-2023, 08:30
Somewhere in Time (1980)
Filmidło z gatunku tych, którymi zachwycała by się moja babcia. Mocno ociera się to o kicz, ale i wdzięku nie brakuje. Zachowany klimat nadmorskiego hotelu z 1912 na plus. Jak się patrzy na te eleganckie stroje i scenografie to aż samemu chce się spróbować przenieść w czasie. Love Story na papierze akurat dość niekonsekwentne. Miłosne uczucie rozwija się za bardzo jak po maśle i bohater nie napotyka zbyt wielkich przeszkód na drodze do serca wybranki. Ot, co najwyżej przeciwstawia się mu Plummer jako ambitny impresario, ale i on nie sprawia jakiegoś mega zagrożenia. Na szczęście chemia między Christopherem Reeve'm, a Jane Seymour rekompensuje koślawość scenariusza. Ostatnio wyszło, że romansowali na planie oraz nie musieli odgrywać scen miłosnych i faktycznie - na dobre to wyszło filmowi :) 6/10 28-07-2023, 08:58 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-07-2023, 09:03 przez Kryst_007.)
Becky
Przeciętniak z kilkoma ciekawymi scenami gore. Tylko coś mnie ominęło. O co chodziło z tym KLUCZEM? Dlaczego napastnicy chcieli jakiś klucz? Skąd o nim wiedzieli? WTF?
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 30-07-2023, 19:47 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-07-2024, 22:52 przez shamar.)
bo to była ich chatka zanim trafili do paki. W chacie ukyrwali klucz. Sam klucz to McGuffin.
The Out-Laws Ryczałem jak głupi. Brosnan spoko, Ellen Barkin spoko, ogólnie cała obsada w pytę. Kilka tekstów mnie rozwaliło, a pewne rozwiązania nie są oczywiste, więc to też plus. Całość mocno przyjemna. 7 na spokojnie i do powtórki będzie jak znalazł.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”
30-07-2023, 20:07 (30-07-2023, 20:07)Debryk napisał(a): bo to była ich chatka zanim trafili do paki. W chacie ukyrwali klucz. Sam klucz to McGuffin. To ma sens ale gdzie i kiedy to zostało powiedziane?
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 30-07-2023, 20:31
to raczej na zasadzie "domyśl" się. Przecież nie przyjechali do losowej chatki, bo tak - tylko wpadli z wizytą, a szefu zaczął szukać pudełka w konkretnym miejscu.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”
30-07-2023, 20:35
No wlaśnie tam niczego nie pokazali, podali. Wyglądało jakby przyjechali do losowego domu i wyskoczyli z jakieś kluczem.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 30-07-2023, 20:48
jest scena przeszukania poddasza i skrytki w jakimś kominie lub szybie wentylacyjnym. Znajduje w niej pudełko lecz wnerwia się, bo jest puste. Schodzi z pudełkiem i prowadzi przesłuchanie rodziców. Mówi że był klucz i pokazuje swój tatuaż.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”
30-07-2023, 21:00
A Fish Called Wanda (1988)
Co tu dużo gadać - w pytę komedia. Jeden z najlepszych crime-comów jakie me oczy kiedykolwiek widziały. Czy intryga cholernie angażuje i zaskakuje? Może i nie do końca, ale co się pośmiałem to moje. Bawiłem się jak prosię. Jest przede wszystkim wyborny aktorski koncert. Wiadomo - Kevin Kline jako Otto to już legenda i ewidentnie miał zarąbisty fun na planie. Rozbraja porywczość, jak i głupota tego bohatera. W ogóle jeden z tych policzalnych na palcach jednej ręki przypadków, gdy sztywna Akademia doceniła komediowy występ. Nie tylko on jednak na oklaski zasłużył, bo Cleese i Palin także niezawodni (Tugg Speedman pewnie widział kreację wrażliwego jąkadły Kena przed graniem Simple Jacka :))) Cały ten wątek jak Palin próbuje ubić wredną staruchę z pieskami, to z kolei komediowe crème de la crème. Niby przewidywalne, a bawi jak cholera! 8/10 01-08-2023, 09:25 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-08-2023, 09:36 przez Kryst_007.) (21-07-2022, 09:43)simek napisał(a): All That Jazz - moja 30. w życiu i pierwsza od trzech lat wystawiona dyszka. Cóż tutaj się rozwodzić: wszystko w tym filmie gra i trąbi od pierwszej do ostatniej klatki, a co najważniejsze i coś za co nie waham się wystawić najwyższej oceny: mam jako widz poczucie, że oglądam wyobraźnię reżysera przeniesioną w 100% na ekran, żadnego biernego obserwowania zdarzeń, nie widać żadnych ograniczeń produkcyjnych, mamy samo filmowe mięsko: nadawanie historii nowych znaczeń poprzez obraz i montaż, coś, czego nie odda żaden tekst, czy spektakl. Właśnie: montaż. Film jest wybitnie zmontowany, zarówno na poziomie danej sceny jak i na poziomie całej fabuły: te przebłyski do szpitalnego łóżka już od początku filmu, pomieszanie przyszłości z teraźniejszością, cięcia do rozmów z Angelique to wszystko dla mnie wirtuozeria. Często na forum w kontekście JFK pada zdanie, że to najlepiej zmontowany film w historii, z czym się zgadzam, ale myślę, że ATJ śmiało można klasyfikować w pierwszej piątce, czy dziesiątce. Wszystkie inne elementy? Również arcydzielne: zaczynając od roli Scheidera (i w sumie każdego innego, nie ma tutaj złego występu), poprzez zdjęcia, scenografię, oczywiście muzykę, o choreografii nawet nie ma co wspominać, bo to są himalaje. 10/10 Naprawdę nie ma się do czego przyczepić. Po powyższym wpisie sobie przypomniałem, że mam do nadrobienia. Dzięki. Wybitny film. Z jednej strony od dosłownie pierwszego ujęcia czuć, że to będzie wybitnie wyreżyserowane. Z drugiej, wiem, że to banał, ale nie przepadam za musicalami. No i tak mniej więcej do 1/3 może odrobinę dalej oglądałem z podziwem dla reżyserskiego kunsztu, ale bez jakichś spektakularnych emocji. Ale jak siadło to totalnie. Zgadzam się, że imponuje to "autorskość", odwaga i oryginalność, której dawno w kinie nie doświadczyłem. Temat niby w miarę standardowy. Uderzyła mnie myśl, jak w dzisiejszych czasach taki motyw zostałby, nawet przez topowego reżysera albo spłaszczony, wtłoczony w schemat albo w najlepszym razie spłycony do jakiejś bełkotliwej jazdy. Tutaj balans między szaleństwem, odwagą, intelektem i kontrolowaniem formy jest idealny. Aktorsko też klasa a i postaci, w tym główna niebanalne. Jest jednocześnie trochę nieprzyjemnie, niepokojąco, ale w ten zajebiście hipnotyzujący sposób, który kocham w kinie. Choreografia i muzyka? Wiadomo. Nie mówię, że czasami ta, chyba nie do uniknięcia w musicalu, kampowość i kiczowatość mnie trochę nie gryzła na chwilę. Ale po kilku sekundach zwykle sobie uświadamiałem, że kogo ja oszukuję, przecież oglądam jak zahipnotyzowany. A jak zdarzyło mi się pomyśleć, że trochę za dużo tych piosenek to zaraz się orientowałem, że jak w mało którym znanym mi musicalu, każda, dosłownie każda muzyczna sekwencja była fabularnie uzasadniona. Zero zapychaczy. A większość z nich to prawdziwe realizacyjne perełki. Rozpisane to jest w dodatku i oczywiście zmontowane wybitnie. Do tego, pięknie się składa w całość z jednym z najlepszych zakończeń ever. Najbardziej oryginalne a jednocześnie szalenie przejmujące (pozornie tylko w kontrze do "wesołej" formy) podejście do motywu umierania? Możliwe. Na pewno wchodzi do mojego osobistego kanonu, do którego dawno się nic nie przebiło. Oczywiście nie wyobrażam sobie, żeby to zrobić w innym niż musical gatunku. Czy dycha? Prawie na pewno tak, ale chyba muszę zweryfikować przy ponownym seansie. Na który jakoś dziwnie na razie nie mam za bardzo ochoty. 02-08-2023, 00:23
To wysłuchaj sobie SpoilerMastera o tym filmie, żeby się jeszcze utwierdzić w tej wybitności :) Swoją drogą ja wciąż nie widziałem Kabaretu, a to podobno ta sama półka, więc mam przynajmniej jedno potencjalne arcydzieło, które sobie czeka na seans.
Taki zbieg okoliczności, że mam akurat kolejną dychę: Muhammad Ali - było już sporo dokumentów o Alim, kojarzę jeden bardzo dobry: What's My Name: Muhammad Ali w reżyserii Fuquy, ale to co zrobił Ken Burns to dokument ostateczny, właściwie idealny. 4 długie odcinki, metraż to ponad 7h i to jest dokładnie tyle ile trzeba poświęcić życiu Cassiusa Marcellusa Claya Jr., bo wszelkie krótsze próby są z góry skazane na niepowodzenie, tak bogaty jest to życiorys i tak (na szczęście!) bogate są archiwa filmowe, zdjęciowe, że można wszystko pięknie zmontować. Oglądałem zahipnotyzowany i pomimo tego, że wydawało mi się, że w miarę dobrze znałem historię Aliego, to i tak było mnóstwo nowych dla mnie faktów. Ogląda się to znakomicie, na koniec każdego odcinka miałem poczucie "kurde, dawać kolejny!", a na samym końcu byłem wzruszony i szczęśliwy z odbycia tej długiej podróży z Alim. Trudno silić się na jakieś wymyślne komplementy, bo jest to po prostu wzorowo zrobiony dokument, w którym wszystko jest na miejscu, niczego nie brakuje, niczego nie jest za dużo, no perfekcyjna robota. Serce rośnie, że jedna z najważniejszych postaci XX wieku, ikona sportu, człowiek, którego właściwie trudno nie lubić i nie wspierać w jego drodze, walce doczekał się pośmiertnie godnego pomnika telewizyjnego. Brawa dla pana Burnsa. Jeśli będziecie chcieli komukolwiek wyjaśnić fenomen Aliego, to to jest właśnie ten film, który należy obejrzeć, wszystkie inne są zbędne. 10/10 02-08-2023, 09:53 (02-08-2023, 09:53)simek napisał(a): To wysłuchaj sobie SpoilerMastera o tym filmie, żeby się jeszcze utwierdzić w tej wybitności :) Swoją drogą ja wciąż nie widziałem Kabaretu, a to podobno ta sama półka, więc mam przynajmniej jedno potencjalne arcydzieło, które sobie czeka na seans.Oleszczyka właśnie wczoraj posłuchałem. Nie wiedziałem, że aż tak biograficzny to film. Tym bardziej szacun dla Fosse, że zrobił taki film o sobie. Kabaret widziałem bardzo dawno temu. Chyba powtórzę, bo możliwe, że wtedy nie doceniłem. 02-08-2023, 15:18 |
| Podobne wątki | |||||
| Wątek: | Autor | Odpowiedzi: | Wyświetleń: | Ostatni post | |
| ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach | Mierzwiak | 1,244 | 242,947 |
14-04-2026, 18:15 Ostatni post: shamar |
|
| Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach | Craven | 91 | 23,785 |
07-08-2025, 14:13 Ostatni post: shamar |
|
| Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz | military | 77 | 28,193 |
04-03-2017, 00:43 Ostatni post: Juby |
|
| Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków | wika | 3 | 4,444 |
02-12-2013, 19:10 Ostatni post: Bucho |
|
| Prawdziwy film, czyli istota kina | Bodzio | 22 | 8,743 |
07-08-2011, 20:23 Ostatni post: MauZ |
|
| Starocie filmowe, czyli trochę klasyki | Eorath | 44 | 17,343 |
20-12-2010, 19:03 Ostatni post: szopman |
|
| Krótka piłka, czyli mini-recenzje | military | 6,447 | 721,639 |
11-04-2009, 16:35 Ostatni post: Negrin |
|
| Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) | Mental | 167 | 31,152 |
26-03-2008, 09:55 Ostatni post: D'mooN |
|
| [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje | 0 | 324 |
Mniej niż 1 minutę temu Ostatni post: |
||
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 3 gości |

![[Obrazek: 8079176.3.jpg]](https://fwcdn.pl/fpo/60/96/876096/8079176.3.jpg)
![[Obrazek: Nothing_but_trouble_poster.jpg]](https://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/d/d4/Nothing_but_trouble_poster.jpg)
Spoiler




