(26-01-2025, 22:43)Bibliomisiek napisał(a): Ale fakt, że, poza jednym, nie wypadają tu dobrze.
Ten jeden też nie wypada korzystnie.
27-01-2025, 00:10
|
Krótka piłka, czyli mini-recenzje
|
|
Jak to nie? Przecież to poczciwy, przyjacielski pieseł.
Co mi trochę psuło odbiór, to to, że przez 95% czasu rzeczywiście nie ma tu za bardzo antropomorfizacji, no ale czasem jednak się pojawia (zwierzęta sterujące łódką, kot zatykający uszy, żeby nie słyszeć "chrapania" kapibary), a można było jednak być konsekwentnym do końca. A tak poza tym, to w warstwie fabularnej nie dzieje się tu wiele. Takie kino drogi, ale bez jakichś specjalnych przygód. Za to jest nastrój, klimat i fantazyjne widoki. A także symbolika, z której widz bardziej ogarnięty ode mnie z pewnością wyciągnie coś wartościowego dla siebie. 27-01-2025, 09:41 (27-01-2025, 09:41)al_jarid napisał(a): Jak to nie? Przecież to poczciwy, przyjacielski pieseł.Ale jest tak samo głupi jak reszta jego kompanów i niezbyt odpowiedzialny. M.in. zabiera jedną z zabawek króla Juliana, po czym zawraca kuper sekretarzowi i w afekcie przyczynił do jednej nieprzyjemności, którą można było uniknąć. Karmazynowy pirat - po wszelakich przygodówek z czasów młodości mego dziadka, tym razem poszło na przygodówki z czasów mojego taty. A dokładnie jedną. Bo w końcu przypomniałem sobie Karmazynowego pirata, którego się oglądało nagranego z TVP2 na VHSie. Ewidentnie komedia, nie traktuje na serio, bo w pierwszej scenie Vallo (czyli tytułowy karmazyn) łamie czwartą ścianę. W finale to piraci używają jakichś elementów takielunku niż faktyczną broń i wiele skutków wybuchów i rozprawiania się z wrogami wygląda z Looney Tunes. Sami piraci to też bardziej ludki z Piotrusia Pana niż faktyczne bandziory. Też dużym plusem, że to autorskie IP bez opierania na istniejącej powieści Sabatiniego czy innego McCulleya. Mimo prześmiewczej wymowy (a nawet dozy steampunku!), twórcy pamiętają żeby w innych aspektach byli poważni. Stawka ma swoją wysokość, padają zaskakująco śmierci, kibicuje się tym dobrym z wyzwolenia się okowów Hiszpanów, a baron Gruda to wyjątkowa kreatura, której życzy wiele złego. Nawet postać kobieca nie jest nudnym dodatkiem i jest damą w opałach tylko wtedy, gdy wymagają okoliczności. Dość niecodzienne starcie z głównym złym w filmach płaszcza i szpady, które nie polega na pojedynkowaniu się, a ten dobry używa strategii. No i główny bohater to nie jakiś Jack Sparrow i wierzy się, że to kompetentny lider. Zresztą Burt Lancaster niesie ten film na barkach swoją charyzmą i swoimi zdolnościami akrobatycznymi. Jak spektakularny przelot Burta na linie. Prócz Burta jaśnieje Nick Cravat jako niemy pomagier i badass na swoich warunkach. Generalnie realizacja jest wysokim poziomie. I ma zajebisty motyw muzyczny, który do tej pory pamiętam z dzieciństwa. I pozytywne wspomnienia zachowane. 8/10 Płomień i strzała - Burt Lancaster miał w swej filmografii jeszcze jeden film płaszcza i szpady. To rzucę okiem. Momentami przypomina późniejszego Karmazynowego pirata - m.in. i tu występuje Nick Cravat jako niemy pomagier Burta. I też lekki obraz, choć bardziej poważny. A sam film to trochę lombardzki Wilhelm Tell. Tu też głównym bohater jest łucznik mający syna oraz zatarg z lokalnym możnowładcą będącym znienawidzonym tyranem. I dzięki łuczniczym umiejętnością pokonuje złoczyńców i wyzwala ludzi. Zaskakująco główny bohater ma syna, bo zwykle w tego typu filmach bohater to kawaler. Ale nie martwcie się, wątek romansowy z główną postacią kobiecą musi być. Trochę szkoda, bo mogliby wyjść na przekór, zwłaszcza że do niej zaleca markiz mający zatarg z głównym złym. I ów markiz dokonuje face-heel turn, który w moim odczuciu mogli darować. Ale z drugiej strony nieco urozmaicili finał, bo Dardo (grany przez Burta) mimo bycia góralskim myśliwym i wyćwiczonym człowiekiem, nie jest dobrym szermierzem (w końcu jest ze stanu chłopskiego i jego docelową bronią jest łuk, więc logicznie że nie ma doświadczenia z mieczem) i musi polegać na strategii. Fajne, że postarano się o grę aktorską. Postać Lancastera pokazuje się z bardziej wrażliwej strony i aktor udowadnia, że prócz zdolności kaskaderskich ma zdolności aktorskie. O ile nie mam co przyczepić się do realizacji, tak moim zdaniem nominacja do Oscara za zdjęcia raczej na wyrost. I nie wiem czy to kwestia taśm, ale technikolor wypadł tu bladziutko. Spoko przygodówka, ale wolę Karmazynowego pirata. 7/10 28-01-2025, 23:10
Przyznaje się bez bicia, że czytam te twoje krótkie i dłuższe piłki raczej wyrywkowo, głównie dlatego, że to nie moje klimaty i nie mi oceniać pióro (kolega może się wypowie), ale nie myślałeś nigdy / próbowałeś wyjść z tą swoją ewidentną i oryginalna zajawką poza forum? Nie wiem, może nawet jakąś książkę napisać? Pewnie to mało komercyjnie atrakcyjna nisza, ale nie takie rzeczy się publikuje. Gdyby mieć na to jakiś pomysł, niekoniecznie zbiór mini recenzji...
28-01-2025, 23:39
No przecież miał prelekcje chociażby :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 29-01-2025, 00:09
No wiem, że wrzucał... W sumie mój poprzedni post wygląda mi teraz jakbym się wymądrzał i udzielał rad a bardziej byłem w sumie ciekaw czy OGPUEE działa jakoś szerzej poza forum. Bo tutaj się chłopak marnuje... ;)
29-01-2025, 00:15
Działam w jednym stowarzyszeniu popkulturowym. I w jego ramach wrzucam recenzje na portalu internetowych (głównie nowszych tytułów).
Co do książkowego wydania czegokolwiek, chodzi mi to po głowie, ale bardziej fikcja. Wiele rzeczy chciałbym, ale jedną z przeszkód jest mój słomiany zapał (i drzewiej popełniłem parę życiowych błędów). 29-01-2025, 00:41
Obejrzałem, totalnie przez przypadek, trzy filmy na raz z Simonem Peggiem. I parę innych przy okazji.
Shaun of Dead Film Wrighta z roku 2004 Pastisz na filmy zombie, dziejący się gdzieś na prowincji w Anglii. Powiem tak: w ciul nieśmieszne. Kilka gagów, owszem, jest i nawet mogłem poczuć ten vibe, ale to wygląda jak skecz przeciągnięty do maksymalnych granic, z powtórkami dla zasady. Co było fajne, ale wyszło w kolejnej produkcji, to zabawa montażem i użycie sporej ilości cięć w błahych scenach nie mających znaczenia. Daję 3/10 Hot Fuzz też Wright, rok 2007 Tu przynajmniej jest jakiś scenariusz. Ci sami aktorzy, a historia jest tonę lepsza sama w sobie, a przy tym Wright robi konkretną jazdę z montażem. I Simon Pegg dosłownie stworzony do tej roli. Całość zlatuje niesamowicie szybko i dała mi kupę radochy. 7/10 będzie uczciwie. Ale zestawiając te dwa filmy, czyli Shaun i Fuzz, fajnie można zobaczyć, jak Wright rozwinął ten pok*rwiony montaż i jak zrobił z niego ciekawe narzędzie narracyjne. Ready Player One Spielberg w roku 2018. WOW. To jest "świeży film", a myślałem że to jakieś 2005 czy coś. Stosowną opinię dałem w temacie. Nie wiem po co ten film powstał, bo jest dość głupi. Ale jako fan-service działa. 5/10 Wallace i Gromit: Zemsta Pingwina, z roku 2024, w reżyserii Crossinghama i Parka Kolejna odsłona przygód Wallace, genialnego inżyniera i jeszcze mądrzejszego psa, Gromita. Niesamowite, jak chłopaki z Aardmana potrafią bawić się konwencjami, serwując w sumie odgrzewany kotlet, ale robiąc z tego małe dzieło, które samo w sobie jest po prostu super. I jeszcze bardziej niesamowite jest, że trzymają w ryzach swoją historię - pełną banalnych rozwiązań - i przedstawiając ją w mega interesujący sposób, bez odchodzenia od założeń postaci. Bo i Wallace i Gromit po prostu są tacy, jak zawsze. Co było ciekawe dla mnie, to że w tej odsłonie odeszli od wielu pobocznych postaci, a sama historia skupia się na nich. Ofc, jest policjantka i szef wydziału, ale są tłem. Wielkie brawa za całość. Końcowa sekwencja na moście to całkowity odlot techniczny i scenariuszowy, ale też pojawił się homage do Aliens 2 znacznie wcześniej. Kurde, dobre to, dobre. 9/10
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”
29-01-2025, 09:33
Magnolia (1999)
Mega film, z rodzaju takich które powstają rzadko. Trzy godziny które może nie mijają mega szybko ale też w ogóle nie nudzą. Ten film jest fascynujący, jest tutaj tak wiele szczegółów i aspektów które na 1000% przeoczyłem, ale w sumie to po to się robi powtórki. Film o przypadku, przeznaczeniu, miłości, szczęściu ale przede wszystkim o życiu. Niesamowicie zagrany, z mnóstwem mniej lub bardziej znanych aktorów w większych i mniejszych rolach. 10/10 29-01-2025, 12:50 (28-01-2025, 23:39)PropJoe napisał(a): Nie wiem, może nawet jakąś książkę napisać? O Disneyu/animacjach. Ogolnie są jakies fajne ksiazki o kinematografii Hollywood? Ale chodzi mi bardziej o bogato ilustrowane albumy a nie same sciany tekstu.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 29-01-2025, 14:28
The Apprentice - 2024
Skusiła mnie tematyka i dwie nominacje aktorskie, ale film jest raczej średni i letni. No tu sam reżyser sobie strzelił w kolano, bo postać Trumpa w dzisiejszych czasach jest tak zmitologizowana przez wszystkie strony, że ciężko było tu zrobić coś ciekawego i odkrywczego. No więc nasz Donek oczywiście ma potężne ego, uważa się za Mesjasza i zbawcę Ameryki, jest wredny, nie ma uczuć, ludzi traktuje przedmiotowo i chyba nie wiadomo czy jest to prawdziwy Trump, czy to wszystko autokreacja i maska z którą on już nie potrafi zerwać. Brzmi znajomo? No i film jest dokładnie jak artykuł z "Guardiana". Nie żebym Trumpa chciał bronić, że go hurr durr szkalujo. Po prostu jak ktoś cokolwiek o nim czytał w "liberalnych mediach" to już film widział. No ale jest to postać tak jednoznaczna, że zupełnie nieciekawa. Co by o nim nie mówić to jednak jest to fenomen ostatnich kilkudziesięciu lat i w sumie diabli wiedzą jak to się stało, że jest gdzie jest i jakie miał życie. Jak były kłopoty to dzwonił do Cohna, ten kogoś szantażował i załatwiał sprawę. Stan nie jest zły w tej roli, ale też nie jest to nic specjalnego. Strong to raczej duży zawód. Przez cały film jest chujem z kamienną twarzą. Bardzo możliwe, że taki naprawdę był, ale znowu, co mnie to? Lata temu oglądałem "Anioły w Ameryce" gdzie postać Cohna grał Pacino i na pewno byłą to dużo ciekawsza kreacja. Nie wiem jak ocenić, bo nie jest to jakiś zły film, nie jest głupi, ale całą historia jest banalna zaludniona banalnymi postaciami. Może taki był właśnie zamysł? Tak na marginesie, to zdecydowana większość filmów biograficznych jest dla mnie po prostu nudna. Trzeba jakiegoś artysty pokroju Formana i niebanalnego podejścia, żeby wyszło arcydzieło. Z drugiej strony "Amadeusz przecież nie jest biografią, więc no tego, xD z tego wywodu. Niech będzie 5/10
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
29-01-2025, 22:36 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-01-2025, 22:37 przez Dr Strangelove.)
Za namową (po "Shadow") odświeżyłem "Dicka Tracy" i
(06-10-2022, 23:23)Kryst_007 napisał(a): The Rocketeer (1991) Mogę się w sumie podpisać. Tyle, że te 30 lat temu pewnie nie przeszkadzała mi NAIWNOŚĆ i umowność w tym filmie. Bo teraz cały czas miałem ten odrzut w psychice, że przecież on spaliłby sobie DUPĘ Dick'a Tracy zapamiętałem jako kiepski i... ciągle taki jest. Ktoś wcześniej pisał, że z dobrej strony pokazuje się kilku znanych aktorów i wymienił m.in. Hoffmana. A przecież Hoffman tu niczego nie pokazuje i jest totalnie zmarnowany. Scenografia/zdjęcia to perełki ale cała historia jest zbyt infantylna. Niektóre sceny wręcz bolą od niedorzeczności np. ta, gdzie policja napierdala w auta gangsterów choć WIE, że tam jest zakładniczka. No ja jebię. 3/10 Co do "Shadow" już pisałem chyba. Także świetny wizualnie ale to największy plus. 4/10 Pozostała mi jeszcze powtórka "Fantoma" ale tego nie mogę znaleźść w przyzwoitej kopii, na razie.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 30-01-2025, 00:21
Scaramouche (1952) - od dawna się interesowałem jako, że zawiera jeden z najdłuższych pojedynków na miecze w historii kina.
Pierwsza uwaga. Jak w Więźniu Zendy Granger wyglądał jak królewicz z disneyowskiego Kopciuszka, to w tym filmie wygląda dokładnie jak Gaston z disneyowskiej Pięknej i Bestii; nawet głos ma podobny. Nie uwierzę, że twórcy Pięknej i Bestii się tym filmem nie inspirowali. Zawsze miałem słabość do XVIII wieku, więc wystrój filmu mnie urzeka. Pomaga w tym technicolor. Oczywiście są niedoróbki jak najbardziej chamski bluescreen jaki widziałem czy momentami widoczne dorysówki. Zaletą jest trwający przez długi czas build-up do finałowego pojedynku. Co do głównego dania przyznam, spodziewałem się więcej tj. większej werwy jak w Znaku Zorro z 1940 r., ale nie jest źle i towarzyszą temu emocje. A sama walka nie jest przekombinowana jak np. w Prequel Trilogy. Świetna gra aktorska - Andre jako czarujący gigachad, który z biegiem wydarzeń przestaje być nietraktującym niczego poważnie lekkoducha. Czy markiz będący najbardziej aroganckim i wyniosłym ćwokiem, w którego ubiciu kibicuje się głównemu bohaterowi. A piszę "świetna", gdyż podobno Granger na planie był wkurwiającym bucem, którego miało ochotę zabić, gdy Ferrer był skromnym dżentelmenem. I miło widzieć stary film, gdzie wątki romansowe i obiekty miłosne nie są do kitu. W sumie czegoś mi brakowało. Ale tak jak główny bohater w końcówce nie wiem czemu. 7,5/10 31-01-2025, 01:30
Towarzysz / Companion
Bardzo spoko film, ale na początek chuy w krzyż dystrybutorom, którzy wypuścili na światło dziennie zwiastuny tego filmu. W domu pewnie bym ich nie zobaczył, ale do ich obejrzenia zostałem w sumie zmuszony będąć na różnych seansach w kinie, gdzie trailery hulały w od kilku dobrych tygodni. Dlatego daję resztę w spoilerach, bo moze ktoś trailera nie widział, a chciałby się przjeść. Bo warto! Spokojnie 7/10 PS Sophie Thatcher po prostu do schrupania :)
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
01-02-2025, 23:28
Patriota z roku 2000, w reżyserii Emmericha
Film kompletny. Zawiera nie tylko jedna z najlepszych scen batalistycznych ever, ale rozmach i skala rozsadza mózg. DO tego jest okrutnie brutalny i niczego nie koloryzuje, jest taki no powiedziałbym szczery jeśli chodzi o pokazanie wojny. Co prawda pojawia się dobry Murzyn, ale akurat jest to rozsądne pokazanie postaci. Jedyna stronk female character ma krótką przemowę, że normalnie aż pali się do walki, a potem ją spalili w kościele wraz z dzieciakami i starszyzną. Niesamowite kreacje Issacsa, Gibsona, Wilkinsona i reszty ekipy. Zajebiste zdjęcia, dźwięk i muzyka - technicznie to perełka. Historia po prostu rusza i działa. 10/10
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”
02-02-2025, 13:20 (20-01-2025, 21:25)Norton napisał(a): Wake in Fright to ponury, brudny i odpychający fresk przedstawiający zezwierzęcone twory człowiekopodobne gdzieś na zapomnianym przez Boga skrawku antypodów.No i namówiłeś i dzisiaj obejrzałem. Przy okazji nawet nie wiedziałem, że miało to premierę kinową w Polsce i była to pełna wersja, w tym niesławione polowanie na (właściwie dręczenie) kangura. Choć spodziewałem się bardziej odpychającego filmu po opisie. Oczywiście czuje się ten brud Outbacku, w czym jest zasługa ładnej fotografii. I kangury są zabijane na żywca i nawet twórcy musieli wydać oświadczenie na końcu. Muzyka dość niepokojąca. Yabba jest spokojnym i bezpiecznym miejscem. Dość serdecznie odnoszą się do magisterka, mimo że nie pasuje do tego miejsca. I szanują wykształconych. Nawet można zostawić na kilka dni walizki i nikt niczego nie ukradnie. A główny bohater wpada w kłopoty z własnej winy i sam czuje się lepszy. Z drugiej strony reżyser mógł wpaść w pułapkę i ukazać mieszkańców Yabby jako totalnych karykaturalnych patusów, którzy już na wstępie spod byka by patrzyli. Ja bym określił to jako najlepszy spot antyalkoholowy, bo to on ciągnie wszystkich w dół i jest sprawcą całego zła w filmie. A także czasem warto krakać tak samo jak te wrony, w który się weszło, bo niekoniecznie się od różnisz. 7/10 Ja z kolei ujrzałem inny nieprzyjemny film z Imperium Brytyjskiego. Też dnia dzisiejszego: Kes - W swojej recenzji Lassie (2005) pytałem, czy Yorkshire serio jest tak depresyjne. Cóż, Kes udowadnia, że tak. Dobrze, że są polskie napisy bo za Chiny Ludowe bym nie zrozumiał co oni tam ślōnskogodkajo. Kolejny film o silnej więzi dziecka ze zwierzakiem. Choć bardziej to o znalezieniu pasji w niesprzyjającym środowisku. Najbardziej pogodny tu był soundtrack.Przy też ta patola jest ukazana naturalnie. Billy jest przymułem, ale ma paczkę kumpli i belfrowie (sfrustrowani i nietraktowani poważnie przez uczniów) szurają się po równo do wszystkich. i relacje z matką ma OK. I tylko brat jest dupkiem. I potem jedyny przyzwoity belfer go chwali za wykład o sokolnictwie i wszyscy się zaciekawiają. I każdy przechodzień spogląda z zaciekawieniem na Kesa. Gdyby to był polski film, to pewnie wszyscy by jebali Billy'ego za pasję, wszyscy wyglądali jak z horroru (mimo, że ludzie też tu nie są przystojni. Jeden chłopczyk to ma dosłownie zepsute zęby rodem ze stereotypów) i byliby okrutni, że aż karykaturalni, każdy miał nałóg i byłoby nakręcone w chłodnym filtrze, żeby widz domyślił się, że ma się smucić. I przyznać trzeba, że w połowie trwania Kes ma w sobie jakąś nadzieję. Plus Kes zaskakująco zawiera w sobie szczyptę humoru. Aż do pewnego momentu. Zakończenie nie zaskoczyło mnie - głównie dlatego, że zaspoilerowałem sobie; ale film od początku był smutny i zdziwiłbym, gdyby skończyłoby inaczej. I można się domyśleć kiedy brachol przyszedł pod szkołę i z niepokojem jak bohater się czeka na punkt kulminacyjny. Odnośnie tego, reżyser do kulminacyjnej sceny „zapomniał” coś powiedzieć, i rozpacz dzieciaka była autentyczna. I także kazał na żywo lać dzieci trzcinką, by ich reakcja była jak najprawdziwsza :). Ale trzeba przyznać Bradleyowi, że faktycznie dobrze gra, zwłaszcza w szkolnym wykładzie. Film momentami wygląda jak reportaż. Trochę brakuje faktycznego zakończenia, bo człowieka zastanawia co dalej. Warto obejrzeć, zwłaszcza że całkiem jest ponadczasowy. Już w 1969 r. pojawiło się narzekanie, że obecne pokolenie jest stracone i nic z niego nie będzie, bo mają te gadżety i muzykę i chowają w dobrobycie :). 8/10 02-02-2025, 22:38 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-02-2025, 22:40 przez OGPUEE.)
No patrz, zachęciłem do Wake in Fright, a sam przypomniałem sobie ostatnio Kesa. Kapitalny, acz niesamowicie dobijający w wymowie, rozwalający w puch skrawki nadziei, o której pisałeś. "Z tego nic dobrego nie będzie" jako motto. Od stuprocentowej deprechy ratuje całość mecz w gałę na wuefie (śmiałem się, jakbym oglądał Monty Pythona). W sumie nie wiem, dlaczego w tej chwili przypomniał mi się inny brytyjski film z tamtej dekady - Samotność Długodystansowca. Nie ma zbyt wiele punktów wspólnych z dziełem Loacha, niemniej polecam. Słowa-klucze: więzienie, godność, konformizm.
Nadrobiłem ostatnio Wzgórze Nadziei i mam do napisania, co następuje: nie jest to coś wielkiego, ale rozwala 90% obecnego kina. Tak, to kolejne narzekanie z serii "kiedyś to było". Nie chciałem spoilerować. No, w każdym razie książka lepsza, a film ogląda sie dla bohaterów pobocznych - jurnego klechy w wykonaniu nieodżałowanego PSH, pijaczka o twarzy Gleesona czy rezolutnej Bridget Jones (w epizodach również Matylda z Leona Zawodowca, Strach na Wróble i ten brzdękacz z The White Stripes. Główny wątek (jak kocha, to poczeka) oczywiście nudny i płaski, ale w sumie taki to materiał literacki. Nie mogę też oczekiwać, że reżyser Angielskiego Pacjenta sprawi, że zacznę się przejmować dominującym motywem miłosnym. A teraz zasiadam do Memoir of a Snail. W ogóle nie interesowała mnie ta animacja, a potem zorientowałem się, że stworzył ją pan od Mary i Maxa. Nie chcę się nastawiać na coś równie wspaniałego, ale niech to, kierwa, będzie wspaniałe. 02-02-2025, 23:57
Nowhere 2023r, Netflix, w reżyserii Alberta Pinto
Cast Away w wersji hiszpańskiej. Podeszli do tematu w nieco inny sposób: fabuła dzieje się w jakiejś fikcyjnej rzeczywistości, w której Hiszpania jest ogarnięta przez jakiś Reżim, który doprowadza półwysep do głodówki. Para ludków (kobieta jest w ciąży) wydaje wszystkie pieniądze, aby uciec do Irlandii. W kontenerze. Na starcie akcja dzieje się kameralnie, ale nawet sporo jej jest. Potem mamy tylko tę babkę w ciąży w kontenerze, na środku oceanu. Napiszę tak: jest to przegięte bo babka fajne rzeczy robi i jest dosłownie Hanksem 2, ale nadal wszystkie rozwiązania serwowane przez nią są logiczne i do zrobienia, także od tej strony mam satysfakcję. Aktorka wcielająca się w rolę Hanksa jest momentami bardzo dobra i serio daje radę trzymać ten film na swoich ramionach. Do tego od strony czysto technicznej też jest dobrze. Fuck, że my w Polsce takich produkcji nie zrobimy. Ogólnie jestem bardzo na tak, ale są dwa mankamenty które mi przeszkadzają. Wszelkie ruchy z telefonem na morzu czy tam oceanie powinny były wylecieć ze scenariusza bo akurat to jest ciulowe zagranie a nawet dwa razy użyte jako zapychacz. A drugi taki, że jednak momentami, zwłaszcza w trzecim akcie, się to ciut dłuży i ucięcie paru minut w samotni wyszłoby na dobre. Ogólnie, 6,5/10 leci ode mnie.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”
04-02-2025, 07:31
The Hill (1965)
Pierwszy wspólny film Lumeta i Connery'ego, który był wtedy na szczycie Bondowskiej popularności. I trzeba od razu powiedzieć że wyszło im arcydzieło. Film opowiada o życiu w brytyjskim obozie karnym dla żołnierzy kontrolowanym przez paru sadystycznych dowódców, których ulubionym zajęciem jest torturowanie więźniów przez wysyłanie ich na tytułowe wzgórze. No i przez dwie godziny oglądamy jak nasza grupa głównych bohaterów próbuje sobie poradzić w tych okolicznościach i w piekielnym afrykańskim upale, przy okazji walcząc o chociaż odrobinę szacunku i przyzwoitości ze strony dwóch szalonych kolesi na szczycie łańcucha pokarmowego. Film jest świetnie zagrany, oczywiście sam Szkot też jest bardzo dobry ale chyba jednak wolałem jego występ parę lat później w "Agresji". Tutaj, show kradnie raczej Harry Andrews. Mocno polecam, 9/10 04-02-2025, 08:23 |
| Podobne wątki | |||||
| Wątek: | Autor | Odpowiedzi: | Wyświetleń: | Ostatni post | |
| ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach | Mierzwiak | 1,244 | 242,958 |
14-04-2026, 18:15 Ostatni post: shamar |
|
| Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach | Craven | 91 | 23,786 |
07-08-2025, 14:13 Ostatni post: shamar |
|
| Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz | military | 77 | 28,194 |
04-03-2017, 00:43 Ostatni post: Juby |
|
| Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków | wika | 3 | 4,446 |
02-12-2013, 19:10 Ostatni post: Bucho |
|
| Prawdziwy film, czyli istota kina | Bodzio | 22 | 8,743 |
07-08-2011, 20:23 Ostatni post: MauZ |
|
| Starocie filmowe, czyli trochę klasyki | Eorath | 44 | 17,344 |
20-12-2010, 19:03 Ostatni post: szopman |
|
| Krótka piłka, czyli mini-recenzje | military | 6,447 | 721,696 |
11-04-2009, 16:35 Ostatni post: Negrin |
|
| Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) | Mental | 167 | 31,154 |
26-03-2008, 09:55 Ostatni post: D'mooN |
|
| [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje | 0 | 324 |
Mniej niż 1 minutę temu Ostatni post: |
||
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 2 gości |