Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Rebel Ridge - było tu kilka zachwytów forumowych, no ale... Pomijam już typowo współczesny, rzygowy wygląd filmu, który daje się we znaki już w prologu (CGI potrącenie) oraz całą tę ewidentną namiastkę światopoglądową (czarni dobrzy, nienagannie wychowani, prawi i wykorzystywani przez system / biali źli / kobiety aseksualne i wykorzystywane przez system), ale ten film zwyczajnie nie działa. Nie działa główny bohater, który może i dobrze wygląda, lecz przez bite dwie godziny zachowuje się jak android, a nie jak człowiek (i w sumie cała obsada jedzie na podobnej mimice i braku emocji); nie działa jego misja tudzież stawka, o którą walczy (czemu on w ogóle leci ratować kuzyna, a nie np. brata to jest zonk), nie działa dramaturgia (ponad 2 godziny dla maksymalnie 90 minutowego akcyjniaka bez bardziej skomplikowanej fabuły), nie działają też podstawowe zasady świata przedstawionego. Porównania do Rambo kompletnie nie trafione/na wyrost - zupełnie nie ten poziom społecznej problematyki czy realizacji. Powaga obu filmów też bez porównania, bo tam gdzie Rambo po prostu działa, tam RR powtarza wydumany schemat Green Room i łatwo balansuje na granicy autoparodii. Ale, żeby nie było, to na plus mamy ze dwie sceny akcji oraz równe Pierwszej krwi, w miarę realistyczne podejście do sytuacji zamiast bezmyślnej sieczki na oślep i żądzy krwi. Tylko, że tam, gdzie w Rambo służyło to budowaniu napięcia i desperacji Johna, tak tutaj nie prowadzi to w sumie do niczego innego poza sztampą. No i te wyjaśniające wszystko dialogi...

typowy netflix/10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
- Paddington in Peru (2024)

Paddington 2 to arcydzieło, więc miałem małe obawy czy kolejna część przygód misia Paddingtona i rodziny Brownów nie tyle dorówna dwójce co będzie trzymać dobry poziom. Obawy miałem bo reżysera 1 i 2 Paula Kinga zastąpił debiutujący Douglas Wilson, a Sally Hawkins zastąpiła Emily Mortimer w roli pani Brown. Ale szczerze to nawet nie zauważyłem tej podmiany aktorki, bo pani Brown nie jest najważniejsza, jak już to cała rodzina Brownów odgrywa rolę jako całość, a nie osobno, to już gdyby Hugh Bonneville zastąpiono to bym prędzej zauważył. Pattington w Peru to produkcja, która inspiruje się kinem w stylu Mumii z Fraserem, Indiany Jonesa, ale też można znaleźć dalekie echa takich filmów jak Afrykańska królowa, a nawet można znaleźć nawiązania do Aguirre - gniew boży, czy nawiązania do komedii Bustera Keatona

Powiedzieć o Paddingtonie w Peru, że to film niewinny, uroczy i bezpretensjonalny to nic nie powiedzieć. W dwójce kradli show Grant i Gleeson a w trójce szaleją Antonio Banderas i Olivia Colman i nie wypadają gorzej od Hugh Granta. Może to nie jest poziom genialnej dwójki, ale dobra rozrywka dla całej rodziny. Jest to jedna z najlepszych trylogii filmowych jakie widziałem w kinie. Są dwie sceny, jedna w trakcie napisów i druga po napisach końcowych, które są równie dobre co sceny po napisach w dwójce i w obu scenach pojawia się bohater, który musiał wrócić choćby tylko na chwilę:) Ocena: 7/10/

Deep Cover (2025)

Kat prowadzi zajęcia z improwizacji i zaczyna się zastanawiać, czy nie przegapiła swojej szansy na sukces. Wszystko zmienia się, gdy pracujący pod przykrywką policjant oferuje jej rolę życia. Kat, wraz z dwójką swoich uczniów - Marlonem, słabym aktorem, któremu kariery nie udało się zrobić i Hughiem, zwolnionym z pracy w biurze muszą przeniknąć do londyńskiego świata przestępczego, udając groźnych kryminalistów. Szybko sytuacja wymyka się spod kontroli. Jest to komedia kryminalna, którą ciągną na swoich barkach Dallas-Howard, Nich Mohammed znany najlepiej z Teda Lasso, oraz Orlando Bloom. I jeśli warto obejrzeć to dla roli Legolasa, który nieźle odnalazł się w roli słabego aktora, któremu wydaje się że jest Alem Pacino i Danielem Day Lewisem w jednym.

Drugi plan też jest interesujący, bo pojawia się Ian McShane, Paddy Considine i Sean Bean. A co do Beana to bawi się swoim wizerunkiem filmowym.

Za obsadę i kilka zabawnych scen, szczególnie z Bloomem postawię 6/10.

Another Simple Favor (2025)

Kilka lat temu powstała Simlpe Favor, udana mieszanka komedii i kryminału z Anną Kendrick i Blake Lively w rolach kobiet całkowicie się od siebie różniących, nieco zahukanej Stephanie i pewnej siebie Emily. Jedynka to przyzwoita produkcja, ale Kendrick i Lively stworzyły tak ciekawy duet kobiet, które bardziej nie mogły się różnić, a mimo tego zaprzyjaźniły się, że obejrzałem sequel Kolejną zwyczajną przysługę. Podobnie jak jedynka jest to produkcja przypominająca klasyczne kryminały tylko z wieloma absurdalnymi zwrotami akcji rodem z telenowel, ale tak mi się podobają aktorki w głównych rolach, że wybaczam tej produkcji wiele. Anna i Blake w ogóle się nie starzeją, a Blake Lively znowu zachwyca urodą i kostiumami (te kapelusze). Emily to jedna z lepszych ról w karierze Lively, idealnie pasuje do tej postaci. Tak ją lubię w tej roli, że wiele temu filmowi wybaczam. Ocena: 6/10.

The Alto Knights (2025)

Barry Levinson wrócił po kilku latach nieobecności i postanowił nakręcić klasyczny film o mafii wg scenariusza Nicholasa Pileggiego, autora skryptów do Kasyno i Chłopców z ferajny, a w roli głównej obsadził ulubionego aktora Scorsese, który ostatnio bardziej jest znany z wyzywania Trumpa niż z filmów. De Niro gra dwie role, ale nie braci bliźniaków, tylko Franka Costello i Vito Genovese, którzy kiedyś byli przyjaciółmi, ale z czasem ich relacja stała się bardziej skomplikowana.

Nie wiem po jakie licho De Niro gra dwie role, bo to że wciąż jest dobrym aktorem, tylko że ani jako Frank ani jako Vito nie wypada za dobrze, jedzie na autopilocie, w jednej roli jest bardziej spokojny, a w drugiej większy furiat i tyle. Nie wiem czy to nowy scenariusz Pileggiego, czy może stary, ale jakbym miał obstawiać to był scenariusz który dawno temu napisał, ale Scorsese go odrzucił, tak był słaby, bo film ogląda się jak parodię kina mafijnego. Dostajemy tutaj wszystkie klisze kina gangsterskiego, jest nudno. W filmie nie ma w ogóle energii i życia, to już lepiej powtórzyć Irlandczyka Scorsese, gdzie De Niro świetnie zagrał. Ocena: 3/10.

Sonic the Hedgehog 3 (2024)

Poprzednie części Sonica podobały mi się, ale nie aż tak jak większości widzów, a trzecia część to jedna z lepszych komedii jakie ostatnio obejrzalem. Szybkiego jak błyskawica ogląda się trochę jak kolejną część Szybkich i wściekłych, bo to jest też film o rodzinie. Sceny akcji i rozwałki trzymaja poziom, a finałowa rozpierducha jest odpowiednio epicka, czułem się a na finale prawie jak na Avengers End Game, albo jakbym oglądał Dragon Balla. Ale osobne słowa uznania należą się dla Jima Carreya, który przeszedł na emeryturę, ale nie dotyczy to Doktora Robotnika, bo co nowy Sonic kręcą to powraca. W poprzednich filmach był świetny, ale to co Carrey wyprawia w trójce to jest poziom najlepszych komediowych występów aktora, porównywalny z rolami m in w Masce, Głupim i głupszym. Facet gra tak jakby to miał być jego ostatni występ. Carrey tutaj to komediowe tornado, a na dodatek gra dwie role i nie wiem, w której roli był lepszy, czy jako Doktor Robotnik czy w roli dziadka. A sekwencja tańca dwóch Carreyów to złoto (nie pierwsza w karierze Jima), ale nie tylko momenty w ktorych gra cialem są genialne w jego wykonaniu, bo też Jim ma sporo świetnych dialogów, które świetnie sprzedaje. Za podwójną dawkę Carreya postawię 8/10 bo dawno się tak dobrze nie bawiłem co na trzeciej części przygód Sonica. Nie wyobrażam sobie kolejnych filmów bez Carreya, a jeśli jakimś cudem Robotnik powróci to tez nie wyobrażam sobie by zagrał jeszcze lepiej, jeszcze bardziej szarżował, więc może najlepiej byłoby gdyby to był ostatni występ Carreya w Sonicu, zwlaszcza, że ma ładną ostatnią scenę.

Nie poznałem po głosie Keanu Reevesa, co jest dziwne, bo ma charakterystyczny głos.

Odpowiedz
Powrót Odyseusza aka The Return - marność nad marnościami i wszystko marność. Z kawałka papirusów ktoś wystrugał nudną, idiotyczną, smętną bułę, oczywiście doprawioną współczesnym szambem. Grecka Itaka wygląda więc jak paryskie getto, a wszyscy tłoczą się na tej biednej wysepce jedynie po to, żeby ożenić się (bo na pewno nie przespać) z podstarzałą Juliette Binoche, mimo iż każdy średnio ogarnięty pirat byłby w stanie wziąć siłą tę całą pipidówę w jedno popołudnie, co i tak byłoby nieopłacalne, bo dosłownie nic tam nie ma. Fiennes imponuje fizjonomią, ale smutno snując się po skalistych plenerach i sadząc komunały totalnie marnuje się w tym teatrzyku nijakości, w którym mamy tak naprawdę tylko jedną dobrą scenę dramaturgiczną, i tak zresztą zawartą w trailerze. Cała reszta to typowy modern shit doprawiony tą samą co zawsze kolorystyką i CGI podstawowych elementów fabuły, z której ostatecznie... nic nie wynika, więc 2 godziny idą jak krew w piach. Jedyny plus jest taki, że dzięki temu tytułowi dowiedziałem się, iż istnieje coś takiego jak nagroda Hellenic Film i kategoria Best Greek Minority Co-Production Feature Film, do której nominowano to cudo.

3/10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
P I E L G R Z Y M K A

Rok 1209. Normanowie pacyfikują współczesne Wysypy Brytyjskie. Grupka irlandzkich mnichów dostaje zadanie przetransportowania relikwii chrześcijańskiego męczennika do Rzymu. W ich gronie jest pokutujący krzyżowiec-wymiatacz, którego trzeba trzymać w pięciu, bo rozjebie dziesięciu.

Surowy film drogi przez średniowieczne lasy i mokradła. No mega dobre to było. Odpaliłem z nudów, zostałem do końca.

[Obrazek: 7812913_1.3.jpg]

Odpowiedz
I Tom Holland jest tym wymiataczem???

Odpowiedz
Nie. Wymiataczem jest Brenthal. Przez cały film wypowiada tylko jedno słowo.

Odpowiedz
michax napisał(a):Deep Cover (2025)

Niczego nie oczekiwałem a bardzo miło spędziłem czas, może nawet naciąganą 7 bym dał, bo to fajna komedia kryminalna z fenomenalnym Orlando Bloomem. Gość już w zeszłorocznym akcyjniaku "Red Right Hand" (polecam jak ktoś nie widział) pozytywnie mnie zaskoczył a tutaj pozamiatał i dla niego spokojnie można to obejrzeć, chociaż ogólnie dużo tutaj znanych i nieoczywistych nazwisk i każdy wypada co najmniej nieźle.
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
Zaczynając Chińskie duchy nie miałem zbyt wielkich oczekiwań - ot, stary film z chińskiego kraju i tak dalej - ale bardziej się chyba nie mogłem mylić :) to jest zajebista baśń, albo nie wiem, lekki horror w stylu Martwego Zła Raimiego, ociekający klimatem gęstym jak smoła, gdzie obok krwi, śmierci i przemocy jest najzwyklejszy slapstick. Brzmi jak szaleństwo, albo coś totalnie niestrawnego, ale wierzcie, jest odwrotnie. Tutaj wszystko działa, pasuje, ma swoje miejsce! Jest biedny i może trochę gamoniowaty urzędas, co to jeździ od wioski i wioski i ogarnia finanse, podatki i długi, a noc spędza w zapomnianej przez boga świątyni, bo tanio - i tam spotyka ducha, ale nie wie, że to duch, więc się zakochuje w dziewczynie i... no, to trzeba zobaczyć. Duchy, demony, wiedźmy, opętania, egzorcyści, mnisi, takie rzeczy! Przerysowana, nadekspresyjna wręcz gra aktorska nie razi, tylko dodaje smaczku całej tej baśniowej, teatralnej otoczce, a walki i pojedynki są niemal przeniesione z anime, jakiegoś Naruto czy czegoś (albo odwrotnie, to właśnie te anime się wzorowało na Duchach), no i kiczowate efekty mają ten swój urok, bo są stosowane oszczędnie. Totalne zaskoczenie! W sumie z rozpędu i drugą część obejrzałem i tutaj jest już trochę gorzej, zaczyna się naprawdę średnio, nowe postacie nie mają tego uroku co stare, a i klimat bardziej się przechyla w stronę radosnej przygodówki, niż całkiem mrocznej baśni, ale im dalej, tym lepiej, aż do absurdalnego i fajnego finału, gdzie cała ta wesoła banda walczy
I jedna, i druga część to solidne 8/10, ale oryginał dostaje też serduszko :)

Odpowiedz
(17-06-2025, 18:57)raven.second napisał(a): Zaczynając Chińskie duchy nie miałem zbyt wielkich oczekiwań - ...

Serio? Obejrzalem kilka lat temu. Zupelnie mi nie podszedl. Za dużo azjatyckiego "żartu". Wolę tę serię:

[Obrazek: MV5BMTU0ODgyMTQ0NF5BMl5BanBnXkFtZTcwOTAz...@._V1_.jpg]
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Hahahaha, Szamar :)
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
XD

Cytat:Za dużo azjatyckiego "żartu".
W pierwszej części nie ma go aż wcale tak dużo i jest równoważony akcją i dramatem - w sequelu tego slapsticku jest dużo więcej. Zobaczymy, jak trzecia część, w tym tygodniu spróbuję obejrzeć :)

E:
Cytat:fajna komedia kryminalna z fenomenalnym Orlando Bloomem
Bardzo fajna bym powiedział nawet. Fabuła banalna, prosta, pretekstowa byle pokazać śmieszne scenki i skecze, ale nie to jest najważniejsze, tylko sam humor - dawno się tak nie uśmiechałem i nie parskałem śmiechem. Założenie absurdalne (bezrobotny aktor z ego wielkości Wałęsy, nauczycielka improwizacji teatralnej i przegryw zostają zwerbowani przez gliniarza by robić pod przykrywką i pomóc rozwalić gang), jest i slapstick, i nieco ambitniejszy humor, klną jak trzeba, jest krew, no fajnie ogółem, 8/10, a co, bo uśmiech nie schodził mi z twarzy przez większość metrażu.

Obejrzałem też trzecią część Chińskich duchów i jest chyba najlepsza ze wszystkich, tak na 9/10 jako chińska baśń z gęstym klimatem, humor nie jest aż tak prostacki, sceny walk są ciekawe (i zaskakująco krwawe!), a duchy i demony, wiedźmy i rytuały też jakoś tak lepiej się prezentują, no a przede wszystkim

Odpowiedz
Le Comte de Monte-Cristo (2024)

Hrabia Monte Christo to moja ulubiona powieść Dumasa. Film trwa prawie 3 godziny, ale w ogóle nie czuć długości seansu. Twórcy oczywiście sporo wątków wycięli w całości, np wątek rzymski, a te co zostały to uprościli i skrócili np wątkowi więziennemu poświęcono za mało czasu, chciałbym dłużej obserwować losy odizolowania Dantego i jego przyjaźni z księdzem. Teraz powinienem napisać, że najlepiej do adaptacji tej książki nadaje się serial tylko, że powstały seriale i nawet też w 2024 roku, gdzie główną role gra Sam Claflin. No i podobno jeszcze więcej pozmieniano i usunięto co w adaptacji napisanej przez scenarzystów tego filmu, a zabawne bo tych samych scenarzystów maja dwa filmy z Evą Green o Muszkieterach co niedawno wyszły. I jeśli tak porównywać te francuskie adaptacje Dumasa to Hrabia Monte Christo wygrywa na tym polu.

Są nowe postacie, których nie było w książce i pozmieniano relacje między bohaterami, w porównaniu z oryginałem, ale mimo tylu zmian jest zachowany duch książki, czyli dostałem produkcja o sprawiedliwości, a może o zemście, bo tytułowy bohater to nie jest jednoznaczna postać. Pierre Niney świetnie odgrywa tą niejednoznaczność Dantesa, w ogóle cała obsada się spisuje bardzo dobrze. Nie szczędzili Francuzi pieniędzy na film, który jest zrobiony z rozmachem, sporo pięknych kadrów, a scenografia i kostiumy robią wrażenie, znakomita muzyka doskonale współgra z akcją.

Jest trochę za dużo skrótów, uproszczeń i przeskoków w czasie, ale rozumiem czemu tak wiele wycięto, bo musieli skondensować grubą powieść do 3 godzin. Te wszystkie radykalne kroki w ekranizacji, co zostawiamy, co zmieniamy, a co kasujemy służyło zachowaniu rytmu i precyzyjności struktury i to się udało. Choć przez to czasami można odnieść wrażenie, że historia czasami pędzi za szybko, szczególnie w pierwszej godzinie, ale jednocześnie film nie traci też tempa i nawet nie zauważyłem kiedy minęły 3 godziny. Ale też przez takie a nie inne decyzje twórców to trochę traci reszta bohaterów np Andre i Hayde (ostatecznie to jak zmieniono relacje Hayde z Dantesem podoba mi się i to jak finalnie kończy się jej wątek, a w książce jej losy były zupełnie inne), którzy pomagają Hrabiemu. Chciałbym się więcej dowiedzieć o nich, ale widać że twórców bardziej interesował plan Hrabiego niż wszystko innejak np rozwój pozostałych bohaterów , tak samo prawie w ogóle nie jest rozwinięta postać miłości Hrabiego, raczej stanowi ona element, który doprowadza do zemsty.

Nie mam problemu z tym ile wycięli i zmienili, bo mam demokratyczne podejście do adaptacji książek, a Dumas to dla mnie taki francuski odpowiednik Sienkiewicza, który nie napisał słabej książki, mieszał historie z fikcją i z przygodą. No i tak samo jak w przypadku autora Potopu podobają mi się wszystkie powieści Dumasa, nie tylko Hrabia Monte Christo, Królowa Margot i cała seria o Muszkieterach, ale też te mniej znane, np cykl Pamiętniki lekarza o Marii Antoninie. A czy lepszy to film od Hrabiego z Caviezelem to nie wiem, bo dawno widziałem. Ale choćby za scenę trollingu gości przy kolacji, czy rozmowę po procesie sądowym na schodach między Hrabią a kapitanem statku u którego Monte Christo służył na początku filmu postawię 8/10.

Odpowiedz
La passion de Dodin Bouffant - widzę że oceniający podzielili się zasadniczo na dwie grupy: "o boże, ale pięknie nakręcone gotowanie i jedzenie!!! 9/10" oraz "sceny wokół jedzenia piękne, ale cała reszta to niezła tandeta, 5/10" i mi niestety bliżej raczej do tej drugiej. No zgodzę się, że Binoche i Magimel ładnie się do siebie uśmiechają, ale beznadziejnie jest pokazana dynamika ich relacji: od lat dzielą wspólną pasję, niezwykle się lubią i szanują, do tego ruchają się kiedy tylko mają ochotę i nagle postanawiają wziąć ślub? Co tam niby było katalizatorem tej zmiany? Film nie zaprząta sobie głowy takimi szczegółami, za to żeby było jeszcze bardziej kiczowato i zaistniała w tym scenariuszu jakakolwiek dramaturgia to dorzuca śmiertelną chorobę.
Pięknie nakręcone nudy. Widzę nawet pojawiające się porównania do Uczty Babette i cóż, jest to świetny przypadek, aby odróżnić film znakomity od przeciętnego w teoretycznie podobnej tematyce: w Uczcie naprawdę o coś chodziło, był jakiś konflikt postaw, jakieś napięcie, jakiś cel i jakiś wniosek z całej historii, a w Bulionie mamy pięknie nakręcony food porn i historię miłosną na poziomie Harlequinów.
5/10

Odpowiedz
Jeśli nie liczyć scenicznych pląsów autystycznego Davida, to najlepszym dziełem Jonathana Demme'a pozostaje Melvin and Howard. Prosta, przyjemna, "ciepła" (bynajmniej nie gejowska) opowiastka rozpoczynająca się spotkaniem nieco nieporadnego szaraczka i amerykańskiego krezusa... z którego prawie do końca nic nie wynika. Oko kamery skupia się na Melvinie miotającym się między kolejnymi podłymi fuchami, napalonymi kobitkami, problemami finansowymi i poczuciem niespełnienia. Łatwo byłoby stworzyć z tego sardoniczną satyrę wymierzoną w ludzi z pogranicza marginesu społecznego, a tu figa z makiem — Demme pokazuje swoich bohaterów bez upiększania, ale i z empatią. W kilku momentach spodziewałem się (jako urodzony pesymista i okazjonalny quasi-mizantrop) poważnych konfliktów (na przykład na linii Mel — była żona), scenarzysta na szczęście chciał inaczej; wyrachowanie ugina się tu pod ciężarem życzliwości, pozytywne ludzkie cechy dominują negatwe (wiem, pewnie zbyt ogólnikowo). W finale zostajemy z niby banalną, acz bezpretensjonalnie zapodaną konkluzją — złote runo nie jest niezbędne do szczęścia, cieszmy się z małych rzeczy. Kupuję to wszystko w 100%, nie przeszkadzają mi nawet zbyt duże przeskoki czasowe/montażowe. A, niech będzie ósemka. Na deser (całkiem smaczny) sympatyczna aktoreczka, która nieco zrujnowała moją ulubioną trylogię.

A jak już wspominam o najlepszej trylogii świata, to słów kilka o fabularnym debiucie jej twórców. I Wanna Hold Your Hand nie "trzyma" niestety zbyt mocno zainteresowania widza. Koncepcja tworzyła poletko pod udaną komedyjkę, ale jej potencjał w dużej mierze przykryła banda krzykliwych postaci i garść nieudanych gagów. Szkoda braku wyczucia, bo wystarczyło chyba czasem trochę zwolnić z hałaśliwymi próbami rozbawiania widza i postarać się o nieco bardziej wysublimowany żart. No ale nie narzekam zanadto, bo i tak oglądało się bezboleśnie, laseczki całkiem urodziwe, a momentami wkurzający harmider osładzały mi szlagiery z pierwszej "fazy" działalności Fab Four. Dwa Bobki chwilę jeszcze potem błądziły po komediowo-wojennych manowcach, aż wreszcie otworzyły salon z używami furami i najwspanialszy rozdział kariery. Przy tej okazji wypada mi jeszcze wspomnieć o ciut zapomnianym, a bardzo przyjemnym Interstate 60. Warto udać się w tę podróż.

Odpowiedz
The Old Guard - 2020 - Netflix

Miałem ochotę na jakiś lekki popkornowy odmóżdżacz i trafiło na to.
Taka tam wariacja na temat "Nieśmiertelnego" trochę. Mamy zespół nieśmiertelnych po prostu. Raz na jakiś czas okazuje się, że rodzi się ktoś kto jest nieśmiertelny i już. Tylko nie walczą ze sobą ale tworzą zespół. Na ich życie dybie szalony naukowiec z wielkiej korporacji, który chce im wydrzeć sekret nieśmiertelności.

Oczywiście potencjał był dużo większy niż to co zobaczyłem w telewizorze. To chyba jakaś ekranizacja komiksu, więc też nie spodziewajmy się wielkich rozkminek psychologicznych jak to jest mieć 300, 1000 albo 2000 lat. Całość nastawiona jest głównie na akcję, która niestety nie wychodzi poza dość sztampowy schemat tego typu filmów. Plus odpalają wtedy jakąś rockową muzyczkę, że niby ma być młodzieżowo czy coś? No dupy nie urywa.

Oczywiście jak to w Netflixie musimy mieć odhaczony standardowy zestaw czyli - Nowym nabytkiem który ratuje dupę naszym bohaterom jest Murzynka, a dwóch nieśmiertelnych to para gejów, ale jakoś to specjalnie nie przeszkadza. Bardziej to wygląda na takie - a dajmy ten zestaw obowiązkowy i miejmy to z głowy.

Zdarzają się o dziwo ciekawe perełki jak sekwencja kiedy Charelize Theron i jej również nieśmiertelna koleżanka zostają złapane, uznane za czarownice i wściekły tłum chce je spalić. No ale się nie udaje rzecz jasna bo obie zmartwychwstają. Wtedy wściekły tłum wsadza koleżankę Theron do czegoś w rodzaju "żelaznej dziewicy" i zatapiają w morzu. No i ona tam od 500 lat gdzieś na dnie umiera i zmartwychwstaje, umiera i zmartwychwstaje, umiera...
Brrrrr...

Ogląda się to o dziwo nawet nieźle. Ostatnie próby tego typu kina jak ten film z Hardym albo to G20 to kompletny szrot taki 1/10, a tu może nawet dam 4/10.

Film ma jeden fatalny błąd obsadowy bo szalonego naukowca gra ten koleś który grał Dursleya w Potterach. Może jakby miał bardziej rozbudowaną rolę to by to jakoś obleciało i coś by z tego wycisnął. A tak to po prostu trudno się nie śmiać na widok jego charakterystycznej, paskudnej gęby.
Reszta obsady nie chciała się przemęczać, ale ujdzie.
Szkoda że to tak na odpierdol w sumie, bo był potencjał na niezłą rozrywkę na poziomie.

Widzę, że nakręcili już sequel, a że gra tam Uma Thurman to dam szansę, choć to już pewnie zgodnie z filmową logiką będzie klasyczne 1/10.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
Od razu uprzedzam - sequel jest zdecydowanie gorszy. Być może dlatego ze w zasadzie nie jest całym filmem tylko połową historii która będzie dokończona w części trzeciej...

Odpowiedz
Po kwadransie Bring Her Back wiesz już mniej więcej, co będzie grane, ale nie przeszkadza ci to zbytnio w seansie. Zapewnia to postać Sally Hawkins, budzącą równocześnie wstręt i współczucie. Specyficzny wizys i stylizacja na półżywą bliźniaczkę schyłkowego Dylana wzmagają upiorną aurę, od początku roztaczającą się wokół bohaterów. Starej wyjadaczce dzielnie partneruje trójka młodziaków — każde ma do zagrania kompletnie co innego, wszyscy zdają egzamin z wyróżnieniem. Fabuła to (niestety) kolejna wariacja na temat Heredidary (trauma po śmierci bliskiej osoby), zlepiona niekiedy ze znajomych skrawków (między innymi jednej z najbardziej udanych powieści Kinga), utrzymująca się jednak na powierzchni wspomnianym kwartetem aktorskim, dobrą realizacją i nieco inną niż zazwyczaj optyką (mrugu mrug). W sumie dałoby się ją bardziej zgłębić i wykorzystać, trochę szkoda. A, gore wyjątkowo obrzydliwe.

Żadne tam wspaniałości, niemniej solidna robota i krok w przód względem przecenianego, pustego w środku Talk To Me. To równocześnie kolejny przykład gigantynczego wpływu debiutu Astera na horrory; trudno zliczyć ilość nawiązań, inspiracji, plagiatów i marnych przeróbek Hereditary. 6-7/10.

---

Wiem, wiem — większość historii można streścić w dwóch zdaniach, niemniej w Parasolkach z Cherbourga wyjątkowo mi to przeszkadzało. Ja tam w sumie całkiem lubię musicale, ale wiecie, te z dialogami. Wypowiadanymi. W przeciwnym razie otrzymujemy absurdy w stylu śpiewanych wymian typu:

- Dzieeeeeń doooobry...
- Dzieeeeeeeeeeeń doooooooobryyyy...

Albo:

- Dobrzeeee sięęęę czujeeeesz?
- Taaaaaaaaaaaaaaaaak!

Psuje mi to seans, wzmacnia umowność świata przedstawionego, zupełnie jakbym oglądał coś w rodzaju ćwiczenia scenicznego. W takim chociażby Skrzypku piosenki składały się na integralną całość, organicznie związaną mocnym węzłem formy. W Parasolkach mamy świergotanie o dupie Maryni i nawet całkiem emocjonalny finał (Chazelle czerpał garściami) nie wynosi tej ramotki ponad poczucie głuchej obojętności. Jeśli już wrócę kiedyś do francuskiej mieściny, to będzie nią Rochefort.

Odpowiedz
O jakiej książce Kinga mowa? Jestem ciekaw bo chyba nie wyłapałem.

Pod reszta mogę się podpisać, bardzo solidne kino, lepsze niż okrzyczany debiut.

Odpowiedz
Stawiam że chodzi o

Odpowiedz
Faktycznie, w sumie najbardziej oczywiste skojarzenie, aż glupio ze zapytałem. :)

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 242,958 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,786 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,194 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,446 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,743 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,345 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,699 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,154 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 324 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości