W oczekiwaniu na trailer prawdopodobnie najlepszego filmu ostatniej dekady zakładam wątek o prawdopodobnie najlepszym filmie 2014 roku. Reżyseruje gościu, co napisał takie super historie jak "Eastern Promises" i "Hummingbird".
Fabuła polega na tym, że prawdopodobnie najlepszy aktor mojego pokolenia jedzie samochodem i gada przez telefon i epy jest w tym tyle, że przestrzeń zagina się i zapada w osobliwość. Jedyną osobą w Polsce, która widziała ten film, jest prawdopodobnie tomkiewicz. Napisał on, cytuję:
Siedziałem jak betonowy słup do końca napisów, nie mogąc ruszyć dupy.
Facet jedzie samochodem nocną porą, siedzi w wygodnym fotelu porządnego auta, a widz ma wrażenie, że w dupala kłują go szpilki, zaś po ciele rozchodzi się wzrastające z każdą minutą mrowienie. A jeśli ma w sobie nieco więcej wrażliwości (nie tej społecznej, żadne takie sranie w banie i pochodne), to robi mu się mokra ciężka gąbka w głowie.
Od raz mówię: zero gunów, strzałów, krwi, a mimo to film jest rozgrzany niczym hutnicza kipiel z dwójki Terminatora.
Hardy wziął i stworzył taką rolę, że gdyby jego bohater otrzymał do ręki broń, miałbyś przerost formy nad treścią ;)
Poniżej moja opinia skopiowana z krótkiej piłki, w której byłem może trochę zbyt surowy - to bardzo dobry film ze znakomitą rolą Hardy'ego i kilkoma sucharami. No i to co pisałem w temacie z trailerami - w moim odczuciu to zupełnie inny film niż to sugeruje zwiastun. Owszem całkiem emocjonujący, ale to bardziej dramat psychologiczny niż thriller.
Tom Hardy jedzie samochodem i gada przez telefon, przez cały film. To o czym gada jest z jednej strony czasami ujmująco przyziemne (dosłownie) z drugiej bywa trochę wysilone. Writing mógłby być lepszy, trochę irytują niepotrzebne meta-odniesienia. Podobnie mało subtelne powiązanie obu problemów, które bohater musi rozwiązać i sugerowanie, dlaczego tak, a nie inaczej je rozwiązuje. No i postać ojca, na której wykłada się nawet Hardy. Wątek może potrzebny, ale rozwiązany bardzo topornie. No właśnie, ale Hardy. To głupie powiedzenie o tym, że moglibyśmy oglądać kogoś nawet czytającego książkę telefoniczną? To jest właśnie taki film. Gość wyciąga raczej przeciętny scenariusz o kilka poziomów wyżej. Taki mały, skromny film. Reżysersko i scenariuszowo może nie udało się sprostać wyzwaniu pt. one man show. Ale aktorsko, jak najbardziej. Słabe 7/10. Z tego 3/4 oceny dla Toma.
18-02-2014, 15:05 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-02-2014, 15:11 przez PropJoe.)
Tak, dramat bardziej niż thriller, ale sposób, w jak Ivan próbuje mierzyć się z problemem, wywołuje ciary na plecach, więc mamy osobliwy rodzaj thrillera :) Z drugiej strony, dla Locke'a nocna przejażdżka była absolutnym horrorem.
Najbardziej rajcuje mnie fakt, że reżyser - takie mam wrażenie - za cholerę nie miał zamiaru po europejsku eksperymentować z formą, a skupił się na opowiedzeniu historii skrajnie prostej, zamkniętej między podwoziem a karoserią. Prostej, krótkiej, ale kurewsko intensywnej.
Wcale nie, ja recknąłem na stronie. Kapitalny film.
Dyskretny urok burżuazji, Ran, Terminator 2, Big Lebowski, Fanatyk, Cries and whispers, Annie Hall, Eraserhead, Mroczny przedmiot pożądania, Noc na Ziemi, Lot nad kukułczym gniazdem, Capote, Boogie Nights, Zed i dwa zera, Żywot Briana.
Bo film świetny. Hardy jako oldschoolowy facet, jak z westernów, robi co słuszne, to co musi zrobić. Na szali stawiając wszystko to co osiągnął - rodzinę i pracę. Popełnił błąd i jest gotów ponieść wszelkie tego konsekwencje, po męsku, bez zawachania.
Ivan Locke mógłby przecież w ogóle nie decydować się na tą podróż. Niczego nie ryzykować. Co dość prawdopodobne, że nawet by się to na nim nie odbiło. Pewnie jednak odbiłoby się psychicznie, stałby się jak znienawidzony ojciec. Musiałby zatem znienawidzić również siebie.
W zasadzie wszystko jest określone, fabuła niczym nie zaskoczy. To jest jednak ten rodzaj filmu gdzie nie ma potrzeby zaskakiwania, ucztą są kolejne minuty. Są takie jakie powinny być, tak jak Ivan Locke postępuje tak jak powinien. Prostota i konsekwencja.
Hardy jest gościem, twardzielem, człowiekiem swojego słowa, nie mówi tego czego nie może powiedzieć, nie obiecuje tego czego nie może obiecać. Kropka.
Najmocniejszym powodem, by utrzymać prawo do posiadania i noszenia broni przez ludzi jest to,
że stanowi ono dla nich ostateczny środek do obrony przed tyranią rządu.
(19-04-2014, 18:16)elilhrairrah napisał(a): Hardy jako oldschoolowy facet, jak z westernów, robi co słuszne, to co musi zrobić. Na szali stawiając wszystko to co osiągnął - rodzinę i pracę. Popełnił błąd i jest gotów ponieść wszelkie tego konsekwencje, po męsku, bez zawachania.
Tak właśnie odebrałem Locke'a, dlatego dziwią mnie oklaski w Cannes. Widać, nie wszyscy w ichniejszych komisjach to tęczowe ciotulce :)
Mało tego, atmosfera wokół filmu jest dość specyficzna. Kampania reklamowa, o ile można użyć takiego sformułowania, oparła się o stop klatkę, jakieś mini-banerki wąskie (dosłownie) jak dupa węża, tekściki u Michnika (aż trudno uwierzyć!!) i lekkie popierdywanie na stronie ... SKSiL.
EDIT: Próbowałem choć namierzyć kapitalnego OST-a, ale to jedyne, co znalazłem:
Kiedy rozum śpi, budzą się eksperci.
20-04-2014, 15:35 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-04-2014, 16:01 przez Tomkiewicz.)
Możecie napisać o co chodzi przynajmniej w pierwszym telefonie, który otrzymuje? Wkurzają mnie opisy fabuły, że telefony zmienią jego życie w jedną noc :)
Simek, nie zwracaj uwagi na dmuchanie filmu w stronę thrillera, czego poniekąd dowodzi ów durny tekścior o telefonie.
Czytając go, można by pomyśleć, że dzwonił porywacz, który uprowadził mu rodzinę, po czym córkę zdążył transferować do bliskowschodnich burdeli, natomiast żona z poderżniętym gardłem właśnie wykrwawia się na świeżo położony parkiet ;)
Chodzi o coś skrajnie zwyczajnego. Gdyby nie Hardy, zajebista postać Ivana i normalne podejście do człowieka jakie serwuje Knight, nie zawracałbym sobie "Locke" głowy.
ps: To jest najlepszy film wszech czasów, którego akcję zamknięto w nadwoziu samochodu. Gdyby nakręcono go w latach 70-tych, do roli Ivana zatrudniono by Redforda. Tak to widzę.
Kiedy rozum śpi, budzą się eksperci.
20-04-2014, 17:49 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-04-2014, 17:50 przez Tomkiewicz.)
Tomkiewicz napisał(a):dlatego dziwią mnie oklaski w Cannes.
E tam klaskać, to sobie każdy może. Mnie też zdarza się czasami klaskać, chociaż okazja jest gówno warta. Liczą się nagrody, a "Locke" na szczęście nie dostał żadnej w Cannes (popraw mnie, jeśli się mylę).