(21-03-2017, 09:13)Bibliomisiek napisał(a): (18-03-2017, 00:53)Kluski napisał(a): Naprawdę katowaliście się tymi filmami z lat 10-40? Co wy, z filmoznawstwa czy jak?
Może z ciekawości? A może to kino ma swój urok? Ja tam jestem pełen podziwu dla gości, którzy kombinowali co i jak nakręcić nie mając tak zaawansowanej techniki jak w późniejszych latach, eksperymentowali z inscenizacją, ustawieniami kamer, montażem; tworzyli język z którego w wersji turbo my dzisiaj też korzystamy?
Dla mnie to tak, jak dziwić się, że komuś może się podobać Rembrandt, da Vinci, Bruegel, bo przecież późniejsi malarze wierniej oddawali rzeczywistość na obrazach niż ta trójka...
Koniec końców i tak liczy się wrażenie jakie na widzu robi film, technikalia to sprawa wtórna - oczywiście gdy kogoś interesuje historia kina, to fascynująca jest obserwacja rozwoju i ewolucji środkow wyrazu, ale ogólnie w pierwszej połowie XX wieku jest mnóstwo fabuł, które potrafią wywoływać emocje nawet we współczesnym widzu, bo to po prostu dobrze opowiedziane historie (i w drugą stronę tak samo: to, że mamy super technikę i górę dolarów do wydania wcale nie znaczy, że filmy są lepsze).
Inna kwestia, że jest też sporo takich ramotów, które nawet mnie odrzucają wykonaniem - na tyle archaicznym, że nie potrafię przekonać się do bohaterów, bo widzę tylko kiepsko ucharakteryzowanego aktora w studiu.