Nightcrawler
#61
(28-11-2014, 21:06)Glut napisał(a): Ludzie, przecież ten film to satyra. 99% zdań wypowiedzianych przez Lou to wyczytane w jakiś poradnikach formułki i przepisy-cud w stylu "Jak zmotywować siebie i innych".
Komu to tłumaczysz, skoro właściwie wszyscy w tym temacie się z tym zgodzili? ;) Chyba, że sugerujesz, że tekstami "to już nie człowiek, to nius" Lou próbowal motywować. :)

Cytat:Inna sprawa że scenariusz mógłby być faktycznie bardziej skondensowany i więcej wyciągać z pomysłu i postaci, ale gadka że za film powinien wziąć się Fincher, którego żaden film obok komedii nawet nie leżał (Gone Girl to chyba najpoważniejsza satyra jaką widziałem) generuje wywrót gałek ocznych.
Fincher zrobił przynajmniej dwa filmy, które są satyrami - "Gone Girl" i "Fight Club". Więc nie wiem co Ci nie pasuje. Inna rzecz, że satyra nie musi być równoznaczna z łopatologią czy prostym podejściem do tematu. Chyba nie musi być nawet koniecznie równoznaczna z komedią. Zresztą zabawnych momentów w "Nightcrawlerze" też wcale wielu nie ma.


Odpowiedz
#62
(27-11-2014, 23:23)Crov napisał(a): I tak, pasuje do postaci Paxtona - kolejnej obleśnej do bólu postaci gburowatego, cynicznego bubka, któremu zależy tylko na materiale i kasie.

(28-11-2014, 20:20)Crov napisał(a): Slucham wlasnie Q&A Podcast z Gilroyem i dopiero w nim wyjasniono mi - bo nie zajarzylem podczas seansu - że
Łoo. Taki zły.
Aż mi się nie chce wierzyć, ale dopytam. Nie masz chyba problemu z tym, że film jest o złych ludziach, którzy robią złe rzeczy?

Rozumiem, że przeszkadza Ci przerysowanie i brak zniuansowania postaci? Spoko. Tak jak pisałem, mi to w ramach satyry nie przeszkadzało prawie w ogóle.
Ale zachowując proporcje ja miałem podobny problem z Wolf of Wall Street - tam też bohater był niezmiennie "zły" a film był zapisem jego kariery, dosyć jednostajnym jeśli chodzi o dramaturgię, bez większych scenariuszowych przeszkód, konfliktów itd. Oczywiście film Scorsese jest dużo lepszy, ale widzę tu pewną analogię. Z tego co pamiętam moje narzekania w temacie zostały wrzucone do jednego worka z moralnym oburzeniem innych osób.


Odpowiedz
#63
(29-11-2014, 14:51)PropJoe napisał(a): Rozumiem, że przeszkadza Ci przerysowanie i brak zniuansowania postaci?
Tak. Ale przeszkadza mi to nawet nie w postaciach, a w filmie. Już to tłumaczyłem: jeżeli film opowiada o krystalicznie dobrym bohaterze to nie zaskakuje nic dobrego, co zrobi.

I jeszcze co do przerysowań: można byloby to łatwiej przełknąc, gdyby film naprawdę odjechał. Wspominałem Finchera - "Fight Club" to czarna komedia i satyra, która odlatuje w kosmos tym, jak daleko prowadzi swoj żart. Nawet "Gone Girl" satyrę małżeństwa wykręca w szalony sposób. A Najtkrołler? O, gość se kręci, tu ktoś zignie niewinny, ok, koniec filmu.

Cytat:Ale zachowując proporcje ja miałem podobny problem z Wolf of Wall Street - tam też bohater był niezmiennie "zły" a film był zapisem jego kariery, dosyć jednostajnym jeśli chodzi o dramaturgię, bez większych scenariuszowych przeszkód, konfliktów itd. Oczywiście film Scorsese jest dużo lepszy, ale widzę tu pewną analogię. Z tego co pamiętam moje narzekania w temacie zostały wrzucone do jednego worka z moralnym oburzeniem innych osób.
Ale w "Wilku..." bohater jest nieprzewidywalny. Jego historia jest nieprzewidywalna. Nie ma pewności co się stanie i dzieje się mnóstwo ciekawych i/albo zabawnych rzeczy. Ba, Belfort nie jest nawet zły - jest zaślepiony i naćpany.


Odpowiedz
#64
Warto jeszcze powiedzieć, że Belfort nie zrobił niczego złego poza wykorzystywaniem naiwnych i wsypaniem kolegów, a taki Lou włamał się ludziom na chatę, żeby zarobić.

Odpowiedz
#65
Jak to Belfort nie zrobił nic złego? Był przecież kapitalistycznym skur******. Oszustwa podatkowe, oszukiwał klientów, zdradzał prywatnie. Zrobił strasznie dużo złego. Przez jego działanie sporo ludzi ucierpiało. Dobrze, ze go udupili.
Maciek Niedźwiedzki, proud to be a member of Forum KMF Film.org.pl since Sep 2013.

Odpowiedz
#66
(29-11-2014, 15:01)Crov napisał(a): Tak. Ale przeszkadza mi to nawet nie w postaciach, a w filmie. Już to tłumaczyłem: jeżeli film opowiada o krystalicznie dobrym bohaterze to nie zaskakuje nic dobrego, co zrobi.
To co? Lou w pewnym momencie powinien się złamać i uratować z wraku dziecko lub szczeniaczka? ;)
Zgadzam się, że historia powinna być ciekawsza, ale niekoniecznie wbrew jednowymiarowej naturze Lou. Z jego niezmiennym zepsuciem nie mam problemu.

(29-11-2014, 15:01)Crov napisał(a): I jeszcze co do przerysowań: można byloby to łatwiej przełknąc, gdyby film naprawdę odjechał. Wspominałem Finchera - "Fight Club" to czarna komedia i satyra, która odlatuje w kosmos tym, jak daleko prowadzi swoj żart. Nawet "Gone Girl" satyrę małżeństwa wykręca w szalony sposób. A Najtkrołler? O, gość se kręci, tu ktoś zignie niewinny, ok, koniec filmu.
No czyli kwestia bardziej fabuły a nie cech bohatera. I zgadzam się w 100%, że mocniejszy odjazd wyszedłby filmowi na dobre. Też czułem niedosyt.
No a tak ogólnie to chyba kwestia odbioru. Ja nie odebrałem filmu jako rzecz przede wszystkim o źle i zepsuciu bohatera, mediów itd., więc wszelkie uproszczenia i przerysowania w tym obszarze mnie bardzo nie raziły. Zweryfikuję przy drugim seansie. EOT z mojej strony w tej kwestii.

(29-11-2014, 15:01)Crov napisał(a): Ale w "Wilku..." bohater jest nieprzewidywalny. Jego historia jest nieprzewidywalna. Nie ma pewności co się stanie i dzieje się mnóstwo ciekawych i/albo zabawnych rzeczy. Ba, Belfort nie jest nawet zły - jest zaślepiony i naćpany.
Serio? Nieprzewidywalny bohater i historia? Wilk to zajebisty film, przynajmniej półkę wyżej niż Nightcrawler, ale w skali marko historia jest do bólu sztampowa. Owszem, na poziomie poszczególnych scen dzieje się sporo ciekawych/zabawnych rzeczy, ale są one ciekawe/zabawne głównie dlatego, że są szalone. I w tym szaleństwie film/bohater jest też dosyć przewidywalny. Niewiele jest scen i wątków, które nagle skręcałby w zupełnie nieoczekiwanym kierunku.

(29-11-2014, 15:59)simek napisał(a): Warto jeszcze powiedzieć, że Belfort nie zrobił niczego złego poza wykorzystywaniem naiwnych i wsypaniem kolegów, a taki Lou włamał się ludziom na chatę, żeby zarobić.
Serio, nie chcę ciągnąć dyskusji o Belforcie, ale nie chodzi o to, czy był zły czy dobry. Widzę pewne podobieństwa w dramaturgicznej jednostajności obu filmów/postaci. Nightcrawler to taka kronika kariery obślizgłego psychola a Wolf - kariery zabawowego dupka/utalentowanego manipulatora.


Odpowiedz
#67
(29-11-2014, 21:13)PropJoe napisał(a):
(29-11-2014, 15:01)Crov napisał(a): Tak. Ale przeszkadza mi to nawet nie w postaciach, a w filmie. Już to tłumaczyłem: jeżeli film opowiada o krystalicznie dobrym bohaterze to nie zaskakuje nic dobrego, co zrobi.
To co? Lou w pewnym momencie powinien się złamać i uratować z wraku dziecko lub szczeniaczka? ;)
Zgadzam się, że historia powinna być ciekawsza, ale niekoniecznie wbrew jednowymiarowej naturze Lou. Z jego niezmiennym zepsuciem nie mam problemu.
Nie. Historia po prostu nie powinna opierać swojego ciężaru na tym, co robi Lou w zwykłym świecie. To tak jakbyś posadził Captaina America w zwykłym świecie i przez cały film pomagałby sąsiadom, tu ugotowałby obiad, zacieśnił przyjaźń, a kulimnacyjnym momentem byłoby to, że ratuje szczeniaczka. Czaisz. :)

Cytat:No czyli kwestia bardziej fabuły a nie cech bohatera.
No ale przecież ja od początku mowie, ze bohater jest super, a fabula mu nie dorasta do pięt, więc skąd to zaskoczenie? :)

Cytat:Serio? Nieprzewidywalny bohater i historia? Wilk to zajebisty film, przynajmniej półkę wyżej niż Nightcrawler, ale w skali marko historia jest do bólu sztampowa. Owszem, na poziomie poszczególnych scen dzieje się sporo ciekawych/zabawnych rzeczy, ale są one ciekawe/zabawne głównie dlatego, że są szalone. I w tym szaleństwie film/bohater jest też dosyć przewidywalny. Niewiele jest scen i wątków, które nagle skręcałby w zupełnie nieoczekiwanym kierunku.
Nie zgadzam sie, że historia ogolnie jest do bólu sztampowa, ale to temat na inną dyskusje. Zawartość jest oryginalna i zabawna, a o to chodzi. Ja ogladajac nie mialem pewnosci jak sie film potoczy za chwile. Jezeli ty w "Wilku..." miałeś tę pewność, że wiesz to mozemy po prostu tutaj zakonczyc na lec agri tu disagri.

Odpowiedz
#68
(29-11-2014, 21:41)Crov napisał(a): Nie. Historia po prostu nie powinna opierać swojego ciężaru na tym, co robi Lou w zwykłym świecie. To tak jakbyś posadził Captaina America w zwykłym świecie i przez cały film pomagałby sąsiadom, tu ugotowałby obiad, zacieśnił przyjaźń, a kulimnacyjnym momentem byłoby to, że ratuje szczeniaczka. Czaisz. :)
Nie czaję.;) Ale nie widziałem Capitana America.

(29-11-2014, 21:41)Crov napisał(a):
Cytat:No czyli kwestia bardziej fabuły a nie cech bohatera.
No ale przecież ja od początku mowie, ze bohater jest super, a fabula mu nie dorasta do pięt, więc skąd to zaskoczenie? :)
No bo ironizujesz, że Lou łoo taki zły i czepiasz się, że Paxton to obleśny gbur więc zgłupiałem.

(29-11-2014, 21:41)Crov napisał(a): Nie zgadzam sie, że historia ogolnie jest do bólu sztampowa, ale to temat na inną dyskusje. Zawartość jest oryginalna i zabawna, a o to chodzi. Ja ogladajac nie mialem pewnosci jak sie film potoczy za chwile. Jezeli ty w "Wilku..." miałeś tę pewność, że wiesz to mozemy po prostu tutaj zakonczyc na lec agri tu disagri.
Pewność nie, ale w dużej mierze fabuła odhaczała po kolei standardowe bullet pointsy - kolejne sukcesy, śledztwo, rozpad związku, upadek itp.
Na poziomie scen też niewiele było momentów prawdziwego WTF. Wiadomo było, że zaraz coś szalonego się wydarzy - pytanie tylko, czy wjedzie orkiestra z małpami czy karły. Fabularnie i dramaturgicznie brakowała zaskoczenia. Oglądało się to świetnie, ale głównie dzięki temu szaleństwu, umiejętnościom Marty'ego i dialogom. Ale masz rację. Nie ma sensu drążyć.



Odpowiedz
#69
Niedźwiedzki napisał(a):Oszustwa podatkowe

Akurat to go kwalifikuje do ludzi dobrych. Wręcz świętych męczenników. Sam bym oszukiwał na podatkach, gdybym był dostatecznie bogaty i miał dostatecznie dobrych prawników.

Odpowiedz
#70
(29-11-2014, 21:55)PropJoe napisał(a):
(29-11-2014, 21:41)Crov napisał(a): Nie. Historia po prostu nie powinna opierać swojego ciężaru na tym, co robi Lou w zwykłym świecie. To tak jakbyś posadził Captaina America w zwykłym świecie i przez cały film pomagałby sąsiadom, tu ugotowałby obiad, zacieśnił przyjaźń, a kulimnacyjnym momentem byłoby to, że ratuje szczeniaczka. Czaisz. :)
Nie czaję.;) Ale nie widziałem Capitana America.
No to jak już nie czaisz to chyba się nie zrozumiemy. A oglądanie Captaina America nie ma tu nic do rzeczy. :)

Cytat:
(29-11-2014, 21:41)Crov napisał(a):
Cytat:No czyli kwestia bardziej fabuły a nie cech bohatera.
No ale przecież ja od początku mowie, ze bohater jest super, a fabula mu nie dorasta do pięt, więc skąd to zaskoczenie? :)
No bo ironizujesz, że Lou łoo taki zły i czepiasz się, że Paxton to obleśny gbur więc zgłupiałem.
Ironizuje, bo wali taniochą i pójściem po linii najmniejszego oporu. To samo napisałbym o zakończeniu ze sceną po wypadku. Działania bohatera są tutaj fabułą, więc może się wydawać, że krytykuje samą postąć Lou - tak nie jest. Tylko, że to, że komuś przeciął hamulce to jest nuda taka sama jak to, ze doprowadzil do smierci kebaba-anioła jedynej milej postaci w filmie. I tak, czepiam się Paxtona, bo jego postać to karykatura.

Odpowiedz
#71
Kurde, you had my curiosity but now you have my attention. Nie rozumiem, dlaczego robienie złych rzeczy przez złe osoby automatycznie czyni te rzeczy nudnymi. Ale ponieważ zgadzam się co do efektu - jest dosyć przewidywalnie - nie ma sensu rozprawiać nad przyczynami.


Odpowiedz
#72
Bo to przewidywalne. Wiec opieranie fabuly tylko na bohaterze i jego dzialaniach - jak to jest w "Nightcrawler" - jest błędem, kiedy wymyśla się banały. Chyba, że ma się jaja, by pójść w jakieś nietypowe rejony, wtedy spoko, ale podstawianie nogi konkurencji i wysłanie jedynej niewinnej owieczki na rzeź to jest oczywistość. Najciekawszy jest wątek z Russo, ale dla filmu to poniekąd wątek B.

Odpowiedz
#73
Czyli wracamy do punktu wyjścia. Masz rację co do teorii, ale w praktyce mi to aż tak jak Tobie ("do bólu";)) nie przeszkadzało, nie popsuło dialogów itd.


Odpowiedz
#74
Ałt of fakin nołere najtkrolłer teleportował się w Internety.

Odpowiedz
#75
Film z jednej strony się dobrze ogląda, a z drugiej po seansie miałem nieodparte wrażenie, że postać przerosła możliwości scenariusza. Jake czadowo, ale można było z tego wyciągnąć więcej.

Odpowiedz
#76
(29-11-2014, 19:39)Maciek Niedźwiedzki napisał(a): Był przecież kapitalistycznym skur******. Oszustwa podatkowe,

Za to akurat powinien dostać medal.

Kiedy rozum śpi, budzą się eksperci.

Odpowiedz
#77
A ja bede bronil filmu, szczam na ten scenariusz, ze za malo kulminacji i warsztatowych pierdolek, bo bohater jest cholernie mocny, perfekcyjnie wykreowany i sam pomysl na fabule oryginalny. Film nie ma tej sily oddzialywania co Taksowskarz, ale trybi na troche podobnej zasadzie: socjopata idzie przez miasto-moloch, lalala. 8,5/10
Chaczeridi, proud to be a member of Forum KMF Film.org.pl since Apr 2013.

Odpowiedz
#78
No fajny film, Gyllenhaal świetny, tylko że... jaki w sumie jest tego sens? Jest sobie psychol, który znajduje pracę i sobie w niej pracuje. To nie tak, że staje się coraz bardziej aspołeczny czy pozwala sobie na coraz więcej - on w końcówce nie robi niczego, czego nie zrobiłby na początku, gdyby tylko tego potrzebował. Tu nie ma jakieś ewolucji bohatera, żadnej drogi którą przebywa. Ot, kolejne dni z życia psychola - tylko że w końcówce trochę bardziej intensywne.

Lou jest przez cały film taki sam, tak samo spokojny (poza tą jedną krótką scenką), nie musi podejmować trudnych decyzji, nie musi się nawet przesadnie starać, bo wszystko mu wychodzi idealnie za pierwszym podejściem i to on cały czas kontroluje sytuację. Więc... jaki był tego sens? Obejrzałem, powiedziałem "aha", wyłączyłem. Gdyby emocje w filmach miał oddawać wykres EKG, Nightcrawler byłby płaską linią.

Mimo wszystko - to wciąż solidny film z ciekawą tematyką i świetnym aktorstwem. 7/10

Odpowiedz
#79
Właśnie tak. Ujales dokladnie to, co chcialem przekazac w tym temacie, a nie wiem czy zrobilem to dosc jasno, ze bylo to zrozumiane. Do tego, co piszesz dodam, ze przez to film jest przewidywalny, bo nic nowego sie z jego bohaterem nie dzieje, a on niczym nie zaskakuje.

Bledem moglo byc danie tej sceny ze stróżem na samym początku. Bez niej moze byloby jakies mikro-zaskoczenie w finale.

Odpowiedz
#80
Najlepiej zagrany wampir jakiego ostatnio widziałem. Film jak to z historyjkami o wampirach bywa, średni z plusem ( ale bez wykrzyknika ).
myś gryźli, proud to be a member of Forum KMF Film.org.pl since Jan 2015.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości