03-10-2021, 21:13
|
No Time To Die (2020)
|
(01-10-2021, 15:59)Dirk napisał(a):(01-10-2021, 15:12)michax napisał(a): Z Moorem ostatni miał być chyba Tylko dla twoich oczu albo Moonraker, a zagrał jeszcze w Ośmiorniczce i (znakomitym) Zabójczym widoku, choć już był za stary w tym ostatnim. (01-10-2021, 20:27)Dirk napisał(a): Ja akurat lubię również "Ośmiorniczkę", nie mam też żadnego problemu z Bondem w stroju clowna, co często stawia się jako główny zarzut do tego filmu. Jest za to fajny klimat podzielonych Niemiec oraz świetny Steven Berkoff jako antagonista. Dużą rolę pełni tu oczywiście faktor nostalgii, ale ogląda mi się te Bondy bardzo dobrze. W sumie najgorsze z Moorem są dla mnie dwa pierwsze ("Żyj i pozwól umrzeć" oraz "Człowiek ze złotym pistoletem", choć tu akurat jest Christopher Lee). Dopiero w "Szpieg, który mnie kochał" Moore wskoczył na właściwe tory. Ale żadnego Bonda z nim nie skreślam. Zgadzam się ze wszystkim. Dwa pierwsze Bondy z Moorem są słabe i nudne. Nic z nich nie pamiętam, poza piosenką z pierwszego filmu, sceny z krokodylami, Christophera Lee z trzecim sutkiem, sceny z samochodem obracającym się w powietrzu i tyle. Dla mnie to nie są tylko najsłabsze Bondy z Moorem, co ogólnie jedne z najgorszych w cyklu. Ale każdy aktor, który zagrał więcej jak dwa razy agenta brytyjskiego ma dobre, świetne i słabe filmy na swoim koncie. O wiele wyżej stawiam Moonrakera, za to jak jest przegięty nawet jak na erę Moore'a, i Ośmiorniczkę (choćby za scenę z samochodem jadącym na torach), lubię do tych filmów wracać. Dziwne, że po dwóch tak słabych Bondach jak Żyj i pozwól umrzeć oraz Człowiek ze złotym pistoletem powstał jeden z najlepszych w całym cyklu, Szpieg który mnie kochał. Oprócz Zabójczego widoku, o którym powiedziałeś wszystko (ja bym dodał że ma jedną z najlepszych piosenek w czołówce) i właśnie Szpiega z Moorem, to też bym wymienił wydaje mi się, że niedoceniany Tylko dla twoich oczu. Może się mylę, ale za mało o tym filmie się wspomina, nawet wśród fanów 007. Jest to jeden z moich ulubionych Bondów, tylko specyficzny, bo zaczyna się od żenującej sceny z kominem i Blofeldem (i nawiązania do końcówki filmu z Lazenby), ale z każdą kolejną minutą jest coraz lepszy. Jest to film, który mógłby mieć tytuł - 007 i zimowa olimpiada. Jeśli źle pamiętam to mnie popraw, ale są tutaj bobsleje, hokej, jazda na nartach. Chyba tylko nie ma jazdy figurowej na lodzie i skoków narciarskich z konkurencji zimowych, albo nie pamiętam. A poza tym mamy takie sporty jak nurkowanie (chyba samochodem?), wspinaczka górska za pomocą sznurówki (zawsze jak oglądałem sceny, gdy 007 podciąga się za pomocą sznurówek, to myślałem, że scenarzyści przesadzili, poniosło ich, a niedawno się dowiedziałem, że jest taki sport, czy jakkolwiek to nazwać). No i pewnie o jakimś sporcie zapomniałem, który pojawił się w tym filmie. Tylko dla twoich oczu ma jedną z najlepszych dziewczyn Bonda, graną przez Carole Bouquet i Topola. No i świetną piosenkę. Uwielbiam ten film tak samo jak Zabójczy widok i Szpiega, który mnie kochał. A z ery bondowskiej innych aktorów to dla mnie najlepsze są Pozdrowienia Rosji (i nieoficjalnie , tak pół żartem pól serio, Twierdza Baya), W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości, W obliczu śmierci, Licencja na zabijanie, Jutro nie umiera nigdy, mimo paru wad Świat to za mało, Casino Royale i Skyfall. Nie wymieniłem Goldfingera i GoldenEye, które wiem jak są uwielbiane, i uważam filmy za dobre, to jednak wyżej stawiam te inne Bondy z Connery i Brosnanem. 03-10-2021, 21:16 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-10-2021, 21:31 przez michax.) michax napisał(a):Jest to jeden z moich ulubionych Bondów, tylko taki specyficzny, bo zaczyna się od żenującej sceny z kominem i BlofeldemWeź pod uwagę kiedy powstał ten film. Spory prawne z Kevinem McClorym, utrata praw do postaci (nie mogli nawet w filmie nazwać faceta z kotem Blofeldem) - ta cała scena to środkowy palec pokazany McClory'emu. I ja to szanuję. To mój ulubiony Bond z Rogerem. Za najlepsze w serii sekewencje narciarskie, komiczny pościg samochodowy, finał w klasztorze i zapowiadającą czasy Daltona scenę zabicia Locque'a. 03-10-2021, 21:29 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-10-2021, 21:31 przez Paszczak.) michax napisał(a):Oprócz Zabójczego widoku, o którym powiedziałeś wszystko (ja bym dodał że ma jedną z najlepszych piosenek w czołówce)I znów nie mogę się nie zgodzić. Uwielbiam tę piosenkę. Sto lat temu mój kuzyn miał kasetę VHS, na której nagrał "Gwiezdne wojny" puszczone jeszcze chyba w latach 80 na TVP (wtedy TP), zdaje się że z Andrzejem Matulem jako lektorem. I po tym filmie na tym VHS były jeszcze teledyski - jeden z nich to właśnie "A View to a Kill". Zajechałem całą tę kasetę ![]() „Szpieg, który mnie kochał” ma fantastyczną sekwencję początkową (pościg narciarski) i jedną z najpiękniejszych dziewczyn Bonda, Agentkę 3X (Barbara Bach). A dwa pierwsze Moore’y mają jeszcze postać szeryfa Peppera, który jest fajnym comic reliefem. No i są ciekawymi nawiązaniami do panujących wtedy trendów – „Żyj i pozwól umrzeć” do kina blaxploitation, a „Człowiek ze złotym pistoletem” do filmów kung fu.„Tylko dla twoich oczu” z kolei to najpoważniejszy Bond z Moorem. Zresztą celowo, bo po całkowicie odjechanym „Moonrakerze” (który miał zdyskontować sukces starwarsów), dosłownie i w przenośni wrócono na ziemię. W żadnym innym filmie z Moorem Bond nie był tak brutalny (wspomniane zabicie Locque’a), czego zresztą aktor nie mógł przeboleć. michax napisał(a):Chyba tylko nie ma jazdy figurowej na lodzie i skoków narciarskich z konkurencji zimowych, albo nie pamiętam.Jest jedno i drugie! Jazdę figurową uprawia ta młoda łyżwiarka, która zaleca się do Bonda. A skoki narciarskie są w postaci 007 skaczącego na zjazdówkach (niesamowita kaskaderka). Ja w ogóle mam słabość do Moore’a. I uważam go za świetnego Bonda (i wcześniej, świetnego Świętego). I chyba trzeba by poprosić moderatorów, żeby przenieśli te posty do wątku ogólnego
Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.
03-10-2021, 22:14 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-10-2021, 23:03 przez Dirk.)
takie 4/10
teraz Q musi pozbierać wszystkie kamyki nieskończoności i pstryknąć (a nie czekaj to nie tej film) bida aż piszczy 03-10-2021, 22:59 (03-10-2021, 22:14)Dirk napisał(a): „Tylko dla twoich oczu” z kolei to najpoważniejszy Bond z Moorem. Zresztą celowo, bo po całkowicie odjechanym „Moonrakerze” (który miał zdyskontować sukces starwarsów), dosłownie i w przenośni wrócono na ziemię. Pomimo tego jak lubię mimo wad Moonrakera, to nie da się ukryć, że film nakręcono z powodów, które napisałeś. A nawet nie wiem czy był jakiś scenariusz, ale pamiętam do dzisiaj jak w napisach końcowych Szpiega, który mnie kocha był napis - Bond powróci w Tylko dla Twoich oczu. Nie sądzę że to pomyłka, tylko pokazuje, że dosłownie w ostatniej chwili plany im się zmieniły i wcisnęli Moonrakera między Szpiega a Tylko dla Twoich oczu. 03-10-2021, 23:41 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-10-2021, 23:43 przez michax.)
Sam scenariusz z Moonrakera to zresztą powtórka z The Spy Who Loved Me, a Drax to Stromberg 2.0, z niemal identyczną motywacją. Powieściowemu Draxowi znacznie bliżej do Gravesa z Die Another Day.
03-10-2021, 23:53
Połowa dyskusji o starych Bondach a nowego obejrzały 3 osoby na krzyż.
Taki to ten nowy Bond
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
04-10-2021, 08:37
Kurde, powinienem dzisiaj znaleźć czas, to postaram się poczyścić tutaj, ale ludzie, no jak chcecie napisać o swoich ulubionych Bondach, to może zerknijcie w jakim temacie piszecie?
Nie wiem też co zrobić z Paszczakiem i deymosem, bo ich dyskusja o starych Bondach jest do skasowania, ale posty o NttD są sensowne. Swoją drogą, to deymos ma rację: motywacja i zachowanie Safina w końcówce jest absolutnie do dupy. Swoją drogą do kin chyba wróciła normalność, bo chciałem iść z ekipą już w piątek, ale na pokazy w najlepszych godzinach zostały jakieś miejsca na obrzeżach, tak samo w sobotę i udało się zarezerwować bilety dopiero na wczoraj. Największa sala w multipleksie i 3/4 miejsc zajętych jak za starych dobrych czasów. Coś czuję, że ten Bond może solidnie zarobić, zwłaszcza, że jest po prostu dobry. 04-10-2021, 08:46 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-10-2021, 08:49 przez simek.)
To daj jeszcze ankietę, żebym mógł wystawić moją solidną ocenę.
Po przemyśleniach, mocne 4/10.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
04-10-2021, 08:55 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-10-2021, 08:55 przez Dr Strangelove.)
Obejrzałem. I mam problem z oceną. Bo z jednej strony, na pewno jest to krok w przód w stosunku do „Spectre”, które jest najsłabszym Bondem z Craigiem (i jednym ze słabszych w ogóle), a z drugiej strony ten film ma kilka niezwykle irytujących motywów.
Przede wszystkim, nie podoba mi się tak mocne mieszanie, nazwijmy je, prywatnych spraw Bonda z intrygą. To zaczęło się już w „Spectre” i jest tutaj kontynuowane. Tylko, że ten zabieg, zamiast zwiększać efekt dramatyczny, zwyczajnie drażni. Pierwsza godzina jest naprawdę dobra – sceny akcji mają moc, a intryga, jeszcze wtedy wydająca się bardziej w duchu starszych Bondów, zaciekawia. Świetny pościg we Włoszech i świetna akcja na Kubie (z kapitalną Aną de Armas, dlaczego tak mało tej bohaterki?) Niestety, później następuje ostry zjazd w dół. Daniel Craig jest świetnym Bondem, niestety zmarnowanym przez kolejne filmy. Zaczął z przytupem, „Casino Royale” to jeden z najlepszych w serii, „Quantum of Solace” szedł jeszcze siłą rozpędu i gdyby nie ten padaczkowy montaż, byłby naprawdę dobry (choć gorszy niż CR), „Skyfall” mnie wynudził, ale przynajmniej próbowano tu wrócić do epizodyczności kolejnych części, a o „Spectre” nie chce mi się nawet pisać. „No Time to Die” zamyka (na szczęście) tej fabularny bajzel, który na siłę ciągną od „Spectre”. Za mało jest w filmie głównego antagonisty, a jego sposób działania i motywacje są słabo zaznaczone. Poza tym scenarzyści nie mogli się chyba zdecydować na jakąś sensowną linię fabularną, spajającą poszczególne filmy: No i końcówka… Co za dno. Dodatkowo, twórcy nieźle widzów trollują Więc, generalnie, oceniając erę Craiga – ze świetnego założenia (origin Bonda) i mocnego otwarcia, z filmu na film, robiły się coraz bardziej sentymentalne i ciężko strawne blubry. Cieszę się, że „No Time to Die” zamyka pewien rozdział, ale mam nadzieję, że teraz już wrócimy trochę do klasycznych Bondów. Dekonstrukcja tej postaci wyszła tylko w CR (no, dobra i w QoS, bo to taki epilog do CR). Ale, jestem ciekaw, co dalej. A szczególnie
Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.
04-10-2021, 15:48 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-10-2021, 08:32 przez Dirk.)
Podobalo mi sie, co troche mnie wkurza bo bedzie trzeba dolaczyc do kolekcji ten pazdzierz Spectre.
NTtD to wreszcie film ktory oglada sie z zaciekawieniem, intryga wciaga a postaciom się kibicuje. Czuc tez duza wage wydarzen i ogromna presje na Bondzie. Oczywiście szkoda, ze to mimo wszystko kontynuacja watkow ze Spectre ale jednak poprowadzone w dobrym kierunku i dajace satysfakcjonujace zakonczenie ery Craiga. Wreszcie to wyglada jak film akcji w dodatku fantastycznie sfotografowane. Koncowka to juz jest moim zdaniem emocjonalna petarda i nie wiem jakim trzeba byc nie czulym skurwysynem, zeby nie uronic lezki na sam koniec.
Terminator | Aliens | Terminator 2: Judgment Day | True Lies | Titanic | Avatar
Directed by James "THE KING" Cameron 04-10-2021, 16:10
No niestety, dla mnie końcówka to przekroczenie pewnej nieprzekraczalnej linii. O ile OHMSS podobnie jak CR fajnie grają motywem "agent próbuje mieć normalne życie" to tutaj jest krok za daleko i to jeszcze topornie. Za duża telenowela się z tego zrobiła.
Zgadam się, że pierwsza godzina z kawałkiem jest bardzo dobra, potem tak od Norwegii zaczyna się to sypać. Mam nadzieję, że kolejny Bond jednak zerwie dotychczasowe tradycje podobnie jak zrobiło to CR i nie będzie kontynuowało niczego poza częścią obsady, tak jak M była ta sama mimo rebootu serii. Zresztą, chyba tutaj scenarzyści doszli już do ściany: oprócz końcówki (z oczywistych powodów) powiązano prywatnie Bonda z czym i kim się dało, zakochał się, nie wiem co jeszcze z tych wątków można by ciągnąć. Może nieznany do tej pory brat Bond... A nie, czekaj. Mój największy problem z erą Craiga jest taki, że za szybko zrobiono z niego dziada za starego na tę robotę, bo już w trzecim filmie i zbyt mocno próbowano wiązać filmy ze sobą. To jeszcze zgrabnie wyszło w QoS, ale potem równia pochyła. No i Spectre. Niewybaczalne.
The key of joy is disobedience.
04-10-2021, 16:26 (04-10-2021, 16:26)deymos napisał(a): No niestety, dla mnie końcówka to przekroczenie pewnej nieprzekraczalnej linii. O ile OHMSS podobnie jak CR fajnie grają motywem "agent próbuje mieć normalne życie" to tutaj jest krok za daleko i to jeszcze topornie. Za duża telenowela się z tego zrobiła.Mam dokładnie takie same odczucia. Odświeżenie konwencji i postaci Bonda wyszło tylko do pewnego stopnia. I tylko na początku. Cytat:Mój największy problem z erą Craiga jest taki, że za szybko zrobiono z niego dziada za starego na tę robotę, bo już w trzecim filmie i zbyt mocno próbowano wiązać filmy ze sobą. To jeszcze zgrabnie wyszło w QoS, ale potem równia pochyła. No i Spectre. Niewybaczalne.Właśnie zapomniałem o tym napisać. Bo to wyszło wręcz komicznie. W CR mamy origin nieopierzonego Bonda, a dwa filmy później (a właściwie jeden, bo QoS, to przecież jest w zasadzie dodatkowy rozdział CS), już jest too old for this shit A "Spectre"... to bękart tej serii. Jeśli już robić z niego gościa za starego do tej roboty, to powinno to mieć miejsce dopiero w NTtD.W ogóle, pod względem pisania fabuły na kolanie, Bondy z Craigiem niebezpiecznie zbiiżają się do starwarsowej Shitquel Trilogy.
Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.
04-10-2021, 16:59 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-10-2021, 08:31 przez Dirk.)
Czy tylko ja uważam, że Bond wygląda jak dziad w tym filmie? Zawsze jest ubrany jak prawdziwy facet z gustem a tutaj wygląda przez pół filmu jak fleja.
Spectre było źle, ale to jest chyba najgorszy film z Bondem ever. Nawet komiczny Moonraker, przegięty DAD, fatalny Spectre czy kiepski OHMSS były lepsze od tej abominacji.
"Y es que eso es y, creo, será siempre el cine: una manera maravillosa de soñar" J. Potau
04-10-2021, 21:02
Chu j w dupę temu filmowi :)
Nudny, grafomański i zwyczajnie głupi. Zmarnowałem 2,5 godziny życia na pokaz ego pana Craiga. You were the chosen one! Seria umarła wraz ze Skyfall. Następny film będzie więc dla mnie kolejną oficjalną częścią. Mam nadzieję, że odejdą od sequelozy i wrócą do stand-alone’ów 04-10-2021, 21:41 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-10-2021, 21:45 przez Corn.) |
|
|
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |

(Barbara Bach). A dwa pierwsze Moore’y mają jeszcze postać szeryfa Peppera, który jest fajnym comic reliefem. No i są ciekawymi nawiązaniami do panujących wtedy trendów – „Żyj i pozwól umrzeć” do kina blaxploitation, a „Człowiek ze złotym pistoletem” do filmów kung fu.
Spoiler





