Nope (2022) reż. Jordan Peele
#41
(23-08-2022, 16:22)marsgrey21 napisał(a): No i mało kto obejrzał i genealnie nikogo nie interesowało i film flopnął, naprawdę trzeba tłumaczyć, że jeśli film nie jest interesujący to nie jest popularny i nie przyciąga widowni i nie zarabia kasy?

Mówię to w konetekście tego, że jest wielu popularnych reżyserów którzy znaleźli swoją niszę, ale jeśli ich filmy nie przynoszą dolarów, no to kto ma je finansować?
Ale nie musisz mi tłumaczyć, że dla zjebanej widowni takie filmy są mniej interesujące niż komiksowe wysrywy czy filmy z The Rockiem. To jest jasne. Ja piszę o tym, że nie ma się z czego cieszyć, bo każdy kolejny taki flop (chociaż IMO Nope spokojnie wyjdzie na zero) sprawia, że mniej oryginalnych filmów z dużym budżetem będzie pojawiać się w kinach. A ty sprawiasz w tym temacie wrażenie, jakby każda zła recenzja i każdy dolar w kinie mniej pompowały ci napięcie w gaciach.

Odpowiedz
#42
No i mylisz się, co prawda nie pałam do Peele'a erekcją, ale też nie sikam ze szczęscia nad flopem, w końcu nie widziałem jeszcze tego filmu.

Co prawda uważam Peele'a po części za bardzo przehype'owanego reżysera, aczkolwiek mnie to nie robi różnicy, wciąż robią niskobudżetowego horrory będące w zasdzie ciekawsze niż flmy Peele'a które są kierowane do szerokiej widowni, gość robi to samo tylko za trochę większe pieniądze i z większą reklamą, ale jego sukces czy porażka nie zmienią procesu tworzenia niezależnych horrorów.

Dla mnie to po prostu taka ciekawostka dla plebsu jak ja, że tak mocno promowany Peele zrobił filmu który spłynał po ludziach.

Kto wie, może po obejrzeniu stwierdzę, że film jest świetny, poprzednie jego produkcje mnie nie grząły, ale lubię temat UFO, więc może posucha w tym temacie sprawi, że film wyda mi się świetny? Who knows?

Odpowiedz
#43
O ile poprzednie filmy Peela miały problem głównie w swoich kuriozalnych, finałowych rozwiązaniach, o tyle tutaj coś nie gra już od początku na płaszczyznie reżysersko-scenariuszowej. Sam nie wiem czy to wina mętnej, nijakiej historii czy ciężkiej ręki reżysera, który uwierzył już w to jak zajebisty jest. Nope jest więc niestety nieznośne, mdłe, statyczne i, co gorsza, nudne. Reżyser pali najbardziej dramatyczne sekwencje, zapodając je w tak nieangażujący, pozbawiony polotu sposób, że trudno się tym przejąć. Nawet szybka ucieczka konna sprawia tu wrażenie kontrolowanego truchtu bez emocji (bohater zresztą puszcza się kłusem - nie pierwszy i nie ostatni raz będąc niekonsekwentny w swych działaniach). Montaż jest koszmarny, a dzielenie fabuły na nic nie znaczące podrozdziały, które niewiele dają filmowi, niezrozumiały. Podobnie mam z przekazem - cel, który chcą osiągnąć bohaterowie jest prosty (acz durny i pozbawiony ładunku emocjonalnego), ale cała reszta to raczej jedno wielkie WTF. Dowcip w większości do mnie nie trafiał (na moje oko wina również realizacji), więc bardzo możliwe, że nie wyłapałem wszystkich aluzji i metafor.

No i wisienka na torcie - absolutnie nijacy, pozbawieni charyzmy, statyczni bohaterowie, którzy niekiedy dosłownie mówią "nope" i po prostu mają wyjebane. Keke jest wkurzająca (nie wiem czy taka miała być) i tylko modliłem się dla niej o kulkę w głowę (niestety, mimo dziwacznego nawiązania do Wild Westu, który w ogóle nie ma uwarunkowania w filmie, bo bohaterowie mogli by równie dobrze uprawiać truskawki w Chorwacji, broń palna tu nie występuje - a mowa przecież o ranczu, co jest podwójnie dziwne), a dodatkowo zachowuje się jak stereotypowa Murzynka, co drugie zdanie rzucająca do brata "czarnuchem" xD. Kaluuya wygląda jakby miał usnąć, co zresztą robi w jednej ze scen. Bez kitu, nie pamiętam w historii kina drugiego tak obojętnego na wszystko bohatera (Bustera Keatona nie liczę, bo za jego kamienną twarzą czaił się zamysł komediowy, a jego bohaterowie byli jednak ludźmi czynu). Jakby podmienić go na stracha na wróble, to chyba nic by się nie zmieniło. Jest jeszcze zbędny Azjata z mroczną historią z przeszłości, która zupełnie nie łączy się z resztą filmu i latynos o motywacji wynikającej chyba z braku motywacji . No i jest Michael Wincott, który samym swoim głosem zjada pozostałych na śniadanie, ale cóż z tego, skoro widać, jak bardzo męczy się z wypowiadaniem co niektórych kwestii na planie. I nie dziwię mu się, bo dialogi są tak toporne i koszmarne, że nie potrafiłem odnieść ich w żaden sposób ani do rzeczywistości (bo ludzie tak się nie zachowują), ani do kina (jakiś flow? gry słowami? pamiętne kwestie? nope).

Gwoździem do trumny jest soundtrack - sam w sobie niezły, ale będący takim grochem z kapustą, że po prostu rozmija się z obrazem, do którego jest też kiepsko dopasowany (jak wjechała dynamiczna, kowbojska melodia w finale, to zastanawiałem się czy ktoś nad tym w ogóle czuwał w montażu, bo muzyka leci swoim rytmem, a obraz swoim i zwyczajnie nie potrafią się spotkać). I najgorsze w tym wszystkim jest to, że każdy z tych elementów ma podstawy do tego, żeby zrobić z tego kino może nie tyle przez duże K, ale na pewno brawurowe i rozrywkowe. Ale rozwinięte i złożone do kupy są w taki sposób, że to po prostu nie gra na żadnym poziomie - nie kupuję ani historii, ani bohaterów i ich relacji, ani celu, ani tym bardziej wiarygodności poszczególnych sytuacji. O rytmie nawet nie wspominam, bo Nope mogło by spokojnie trwać zajebiste 90 minut, a trwa 130 i ja nie wiem skąd ten metraż się wziął w ogóle (budżet również ma o 30 milionów za dużo - na co to poszło?). Tymczasem jeszcze dłuższe Bliskie spotkania, którymi Peele się inspirował, nawet najbardziej statyczną sceną wciągają Nope nosem i w ogóle nie nużą (inną ewidentną inspiracją są Znaki, które sobie zresztą niedawno powtórzyłem, gdzie też mamy pewną zamierzoną toporność postaci, ale tam to działa przez wzgląd na klamrę przypowieści oraz świeżą traumę rodzinną i element braku wiary). Ale jaki tam jest pacing, jaka ekspozycja, jakie prowadzenie akcji, jakie wizualia - u Peele'a momentami tylko to ostatnie potrafi od czasu do czasu o sobie dać znać, bo dobrych pomysłów jako takich jest tu bez liku, co by wspomnieć tylko dom we krwi. Ale ponownie trudno oprzeć się wrażeniu, że w rękach Spielberga, De Palmy czy Dantego o wiele lepiej by to zagrało, a klimat wylewałby się hektolitrami w każdego kadru. U Peela niestety czuję głównie nudę, obojętność i brak zdecydowania co do kierunku, w którym chce pójść.

Bardzo chciałem polubić ten film, ale zwyczajnie się od niego odbiłem. Przy Us i Get out przynajmniej od początku byłem zaintrygowany, a konsekwencja prowadzenia postaci i wydarzeń pozwoliła mi spokojnie wejść w dane wizje, jakkolwiek głupie ostatecznie by się one nie okazały. Tamte filmy zabiła przy tym polityka - zabrać z nich komentarz społeczny, który wpływa na i wypacza poszczególne pomysły i mamy dobre kino. A tutaj, paradoksalnie, polityki prawie nie ma (choć ciśnięcie na czarnych kowbojów i historię wydaje mi się śmieszne w momencie, gdy nic z tego nie wybrzmiewa ostatecznie na ekranie), za to kuleje element czysto rozrywkowy, zamysł ogólny oraz prowadzenie akcji, czyli wszystkie te rzeczy, które są najważniejsze przy tego typu grze gatunkowej.

4/10 - acz być może po zastanowieniu dałbym 5, lecz technikalia niestety również wpłynęły na seans, gdyż z jakichś przyczyn kino zaserwowało mi letterbox. Ech...
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#44
Powiem krótko, ludzie porównywali ten film do Znaków, ale to jak porównywać She-Male do Ally McBeal.

Odpowiedz
#45
Czyżby "Nope" było początkiem uniwersum? :)

https://www.darkhorizons.com/peele-teases-return-to-the-nope-universe/
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
#46
Nie bardzo widzę ten większy potencjał na serię. Tym bardziej, że Nope uważam za najsłabszy z dotychczasowych filmów Jordana i taki, który posiada najmniej tego szaleństwa. Choć wciąż takie 7/10.

Odpowiedz
#47
(31-08-2022, 11:41)Pelivaron napisał(a): Czyżby "Nope" było początkiem uniwersum? :)

https://www.darkhorizons.com/peele-teases-return-to-the-nope-universe/
Pierwszy film - Nope. Drugi film - Yep. Trzeci film - Dindu nuffin’. :)
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
#48
OK, wygrałeś kukurydzę :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#49
(31-08-2022, 16:48)Mefisto napisał(a): OK, wygrałeś kukurydzę :)

Kurczaka w panierce*
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
#50
Widoczki są fajne, podobnie sposób filmowania wiadomych obiektów. No i do połowy to intryguje. A później się wywala na ryj rozwiązaniem zagadki. Jest to w miarę zaskakujący pomysł. Ale czy dobry? Design też już wali od tego momentu..
Sceny z szympansem były w sumie zupełnie zbędne...
Hmm

PS: fajnie było zobaczyć Wincotta w większej roli
PS 2: postarzał się bardzo.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
#51
Film za długi, za nudny, zbyt mało zaskakujący jak na zastosowaną formę. To ja już wolałbym, aby Peele zrobił po prostu nową wersję Bliskich Spotkań i trochę pobawił się efektami. Ot taka błyskotka, ale nikogo nie oszukująca. Bo ma talent do inscenizowania scen budujących napięcie (zakrwawiony dom, stajnia), ale cała robota idzie na marne ze względu na końcowy, słaby rezultat. Do tego dziwny zabieg z dzieleniem na rozdziały, które niczemu nie służą (bo nie mieszają narracji i chronologii).

Na deser najnuudniejszy aktor XXI wieku czyli Kaluuya - robienie z niego bohatera jest jakimś masochizmem reżysera. Gość jest absolutnie przeźroczysty, nijaki. Nic dziwnego, że ludzie bardziej jarali się Keke Palmer w dniu premiery. Wystarczy randomowa, krzykliwa baba we wuz kangs and shiieet i od razu jawi się ona jako oskarowa rola przy tym drewnie.

3/10 (najgorszy film Peele'a)
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
#52
No jak? On przecież dostał jakiś pomnik bo jego postać w którymś filmie wg. zjebów była tak ikoniczna/
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
#53
(31-08-2022, 16:19)Corn napisał(a):
(31-08-2022, 11:41)Pelivaron napisał(a): Czyżby "Nope" było początkiem uniwersum? :)

https://www.darkhorizons.com/peele-teases-return-to-the-nope-universe/
Pierwszy film - Nope. Drugi film - Yep. Trzeci film - Dindu nuffin’. :)


I to jest trylogia na miare naszych czasow! :)
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  X (2022) raven.second 70 7,202 19-06-2025, 09:34
Ostatni post: Gieferg
  Get Out (2017) reż. Jordan Peele nawrocki 50 11,039 27-01-2024, 23:02
Ostatni post: Dr Strangelove
  Men (2022) reż. Alex Garland Pelivaron 16 1,458 08-09-2022, 23:56
Ostatni post: shamar



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości