Ankieta: Jak oceniasz film?
10/10
9/10
8/10
7/10
6/10
5/10
4/10
3/10
2/10
1/10
[Wyniki ankiety]
 
Uwaga: To jest publiczna ankieta, więc każdy może zobaczyć na co zagłosowano.





Once Upon a Time in... Hollywood
@simek, Ty nadal się tak przywiązujesz do tego Oleszczyka? Ja odnoszę wrażenie, że ten facet ostatnio nawet nie ogląda recenzowanych filmów przynajmniej do końca (recenzja "First Mana" chociażby to podpowiada).

Odpowiedz
No cóż, pokaż mi lepiej piszącego polskiego recenzenta. Wiadomo, że często strzela kulą w płot, a z większością jego ocen się właściwie nie zgadzam, no ale lubię jego styl. Zresztą podsłuchajcie jego podcastu o nowym Allenie i Królu Lwie - dużo lepiej wychodzą mu recenzje gdzie gani niż chwali Uśmiech

Odpowiedz
(19-08-2019, 18:03)simek napisał(a): Oj no wiadomo o co mu chodzi, nie o cofnięcie Holokaustu, tylko o to, że stosunek Żydów do II WŚ byłby zupełnie inny, gdyby to ich komando zabiło Hitlera.
Ja tam nie widzę nic o stosunku Żydów do II WŚ tylko bzdurę o skasowaniu Holokaustu, facet ewidentie nie ma pojęcia kiedy toczy się akcja Bękartów.

Fragment który cytujesz spodobałby się mojej polonistce, dostałem kiedyś po nosie za takie zdania Oczko

Odpowiedz
(19-08-2019, 18:07)simek napisał(a): No cóż, pokaż mi lepiej piszącego polskiego recenzenta. Wiadomo, że często strzela kulą w płot, a z większością jego ocen się właściwie nie zgadzam, no ale lubię jego styl. Zresztą podsłuchajcie jego podcastu o nowym Allenie i Królu Lwie - dużo lepiej wychodzą mu recenzje gdzie gani niż chwali Uśmiech

Plus moim zdaniem nawet lepiej wychodzi mu mówienie niż pisanie, bo używa wtedy przystępniejszego języka i czytelniejszej formy.

Od środy w polskich kinach 286 798 widzów.

http://boxoffice-bozg.pl/fantastyczny-wynik-pewnego-razu-w-hollywood-w-polskich-kinach/?fbclid=IwAR19w9ofN1jIvQb5ShyqD7nU64Ypbm2bAX_fCycB93OBLfIqsmETZjwOeOA

Odpowiedz
Tymczasem...

Wygląda na to, że są pewne plany na wydanie rozszerzonej, 4-godzinnej wersji "Once Upon..." na Netfliksie w formie mini-serialu (podobnie, jak to było z dłuższą wersją "Hateful Eight"). Z ostatecznej wersji filmu wylecieli wszak całkowicie Tim Roth i James Mardsen. Mnie ciekawi, czy w wyciętym materiale jest więcej scen z Zawieruchą i Margot i ogólnie takie sceny, które wzbogaciłyby film.

Odpowiedz
http://www.filmweb.pl/user/tynarus120
Forum światopoglądowe filmowe

Odpowiedz
W czasie dialogu w samochodzie mówią, że


Odpowiedz
Musiałbym zrobić powtórkę, ale


Odpowiedz

Odpowiedz
Dołączam do relatywnie nielicznego grona zachwyconych. Powiem nawet, że choć Bękartów nic nie przebije, Hollywood chyba wepchnie się do mojej pierwszej trójki filmów Tarantino. Ale rozumiem niezadowolonych/rozczarowanych, poza tym mam wrażenie, że odbiór tego filmu bardziej niż zwykle zależy od nastroju oglądającego. Ja w każdym razie oglądałem z bananem na twarzy, a parę razy zdrowo się uśmiałem. Także w scenie z Lee, choć to głównie zasługa Zoe Bell. Dodam tylko, że zawsze lubiłem Qualley, ale tu wygląda po prostu prześlicznie. Widocznie pasuje jej image niedomytej hipiski... pomijając te nieszczęsne pachy, ale cóż, znak czasów.
Czy film mógłby być lepszy? Pewnie. Jakby "Gypsy" Share brała udział w masakrze, zobaczylibyśmy Pitta i jego psa masakrujących Lenę Dunham. Wtedy dałbym 10/10, a tak pozostaje solidna dziewiątka.
EDIT: Moja rodzicielka odebrała film podobnie jak szanowna mama Crova, a jej znajomość kina można tak samo podsumować.

Odpowiedz
Ładnie napisane @srebrnik.

JAkoś zupelnie nie wiem co myslec o tym filmie. Moze napisze plusy i minusy, bo jestem swiezo po seasnie:

Plusy:
-klimat koncowki lat 60 idealny
-muzyka mimo ze rzadko rozpoznwalem co leci, bardzo pasuje
-kapitalny Pitt, dobry di Caprio
-postac Bootha, taki zajebisty koles ze az chce sie go za kumpla
-scena z Lee to zloto
-dialog Daltona z dziewczynka na planie znakomity

Minusy:
-brak fabuly
-nuda
-za dlugi
-slabe interakcje miedzy glownymi bohaterami
-rozwleczone, niepotrzebne sceny
-slabe dialogi
-zmarnowany Manson, Polański (ta jego kwestia to żart) i Tate
-dosc slaba koncowka

Zawsze do tej pory jak ogladalem film QT, to widac bylo w nim ten jego sznyt, ten tarantinowski pierwiastek. Teraz tego, hmm, nie widze prawie w ogole. Niestety, troche sie na tym filmie nudzilem, tak jak na H8.

Nie wiem czy bede odczuwac potrzebe powrotu do tego filmu. U mnie jest raczej na dnie rankingu QT, moze tylko H8 jest dla mnie gorsze. Spadek formy po Bękartach jest bardzo widoczny.

6/10

Odpowiedz
(19-08-2019, 17:47)Mierzwiak napisał(a):
(19-08-2019, 17:35)simek napisał(a): Crov, tutaj masz post Oleszczyka
Koleś na początku pisze o tym, że zabójstwo Hitlera w Bękartach "domyślnie kasowało Holokaust". Dalej też są takie głupoty?


Na to wychodzi.


Ta ostatnia scena jest rodzajem beatyfikacji i wniebowstąpienia, co nie dziwi u reżysera tak obsesyjnie (choć nieświadomie) nasyconego refleksją eschatologiczną i starotestamentową, jak Tarantino.


Mnie dziwi, bo typowo nowotestamentowe Wniebowstapienie oraz wylacznie katolicka Beatyfikacje Oleszczyk miesza wraz z "refleksja"eschatologiczną i starotestamentowa. Przy okazji, ta pierwsza juz by default jest starotestamentowa (nawet jezeli "luteranska"), wiec nie wiem po co dodawac do tego ten Stary Testament. Owszem, Quentin moze wkrecil tam wyrazne religine motywy i symbole (nie watpie, z wiekiem robi sie coraz bardziej toporny i lopatologiczny), ale mieszanie Starego i Nowego Testamentu jako oczywistosci, bo Quentin nieswiadomy filozof cos tam, jest dla mnie mocna nadinterpretacja na korzysc rezysera, ktory moze po prostu stwierdzil, ze to bedzie ladny filmowy motyw-kadr, a nie mistyczno-teologiczne pierdololo.


W większości późniejszych filmów oczyszczająca zemsta zapewniała nieuprzywilejowanym istotom tego świata nie tylko przetrwanie, ale finalny błogostan (grupa dziewczyn napastowanych w „Death Proof”; główna bohaterka „Kill Billa”; czarnoskóra kobieta z klasy pracującej w „Jackie Brown”). To, że Sharon Tate przytula w ostatniej scenie Ricka, porusza nas tak bardzo (a kolejni znajomi i znajome zwierzają mi się, że płakali na tej scenie), bo jest w tej scenie okruch ewangelicznego przesłania o tryumfie życia nad śmiercią


Zemsta i ewangeliczne (nowotestamentowe) przeslanie o tryumfie życia nad śmiercią?! Przeciez to sie wyklucza juz u samych podstaw. Rozumiem, ze Quentin (swiadomie lub nie) mogl to sobie tam wymieszac jak chcial, ale pisanie, ze tak jest, bo filozoficznie ma to sens jest po prostu bzdura i tyle. No ale wiadomo, religia, mistycyzm, symbolika...patrzcie na mnie, jeste intelektualisto, a Quentin jest geniuszem i ja to widze, ja to doceniam!


Odpowiedz
No i znowu rozczarowanie. Ten rok jakiś felerny.
Niby fajny klimat, muzyczka, zdjęcia, fajny Pitt, fajny Di Caprio, tylko co z tego skoro całość się nie klei, dialogi jak na Quentina słabawe, cały wątek z Tate w sumie
, a finał, choć mnie nie zaskoczył i tak rozczarowuje, bo jednak wykonanie mogło (i powinno) być lepsze.

Najlepszy moment - scena z Bruce'em.
Od momentu z przeskokiem o pół roku w filmie nie ma już chyba nic dobrego.

Coś koło 5-6/10, w sumie najsłabszy Tarantino jak dla mnie.

Odpowiedz
Bucho napisał(a):No ale wiadomo, religia, mistycyzm, symbolika...patrzcie na mnie, jeste intelektualisto, a Quentin jest geniuszem i ja to widze, ja to doceniam!

Konczenie tak posta, w ktorym bardzo usilnie czepiasz sie skrotow myslowych/uproszczen uprawianych przez autora i probujesz przyszpanowac wieksza wiedza jest naprawde smieszne Uśmiech

Odpowiedz
Zlosliwosc malego czlowieka, ot co! Uśmiech

Mysle tez, ze nie bardziej usilnie niz usilna jest oleszczykowa gimnastyka sie z elementami niby-religijnymi w tworczosci QT. To, ze Oleszczyk upraszcza...coz, to niech nie upraszcza Uśmiech Zwlaszcza, jezeli tak upraszczajac strasznie miesza, no ale domyslam sie, ze gdyby chcial to wystrzeliby kilka tysiecy znakow w tym temacie. Spoko.

Zarzutu o szpan nie rozumiem, bo komentuje zaledwie to co on napisal, a nie wjezdzam tutaj niezaleznie z wlasnymi madrosciami. Natomiast wytkniecie tutaj pokracznego laczenia motywu zemsty i ewangelicznego przeslania o tryumfie życia nad śmiercią to zaledwie rekolekcyjno-przedszkolne podstawy z Katechizmu z kolorowymi obrazkami. Takze spokojnie, bo naprawde nie mam tutaj czym szpanowac.


EDIT. Po przeczytaniu wlasnego wpisu musze przyznac, ze bardzo mozliwe, ze calosc naprawde brzmi zenujaco pretensjonalnie.

Jestem robakiem:

https://getyarn.io/yarn-clip/23d3b251-0894-4877-a03b-55ab04dd742c

Uśmiech

Odpowiedz
Film warto obejrzeć dla tej wersji California Dreaming:



I pamiętajcie: Don't cry in front of Mexicans.

Odpowiedz
^

Taniej wyjdzie po prostu kliknąć w to wideo Oczko

Odpowiedz
Wpisuję się do grupy usatysfakcjonowanych seansem. Nie wiem gdzie film nudzi bo zleciał mi błyskawicznie a na koniec miałem poczucie że chętnie posiedziałbym w tych tarantinowskich latach 60. dłużej. Chętnie obejrzałbym więcej scen z życia przeciętnego aktora Ricka Daltona i jego kumpla Cliffa.
Oczywiście jest tu sporo elementów których zastosowania nie rozumiem ale jest tego niewiele. Zresztą te problematyczne momenty czyli np. sceny z Tate czy przeskok czasowy mogą wynikać z tego że wycięto sporo materiału i może ten zapowiadany serial poprawi te gorsze szwy. Podoba mi się ta zabawa formą filmową: horrorowe napięcie na farmie, zombiackie zakończenie, cała otoczka kariery Daltona (Wielka ucieczka). Ciekawym elementem którego nie zauważyłem przy poprzednich filmach Tarantino  jest takie skupienie na odgłosach ludzkiej fizjologii. Mlaskania, siorbania, kaszlenie, chrząkanie, smarkanie, chrapanie. Jest to uroczo niewygodnie zabawne.
Na koniec finał który rozwala system, dosłownie. Ból dupy prawilnych tego świata musi być ogromny. Ja jestem przyzwyczajony do brutalności w filmach ale ten finał jest ostrą jatką jakiej dawno nie widziałem. Gdyby nie zawór bezpieczeństwa w postaci niepoważnego podejścia do sytuacji byłoby to nawet traumatyczne.
Zupełnie inaczej z ostatnia sceną która jest jak swego rodzaju katharsis. Rozmowa z Sebringiem po absurdalnej jatce jest tak niezwykle zwyczajna ale jednocześnie odrealniona dla osób które w ogóle znają prawdziwe wydarzenia że można uznać za sen. Powiedziałbym że jest to poruszające. Były głosy że Tarantino chce żerować na tragedii rodziny Polańskiego i Tate a ja bym powiedział że powinni być w pewien sposób wdzięczni gdyż załatwił im pozytywne zakończenie.
Przy okazji żerowania te afery o Bruce'a Lee, psy, stopy i inne rzeczy. Naprawdę chory jest obecnie ten medialny świat. Tarantino nie zrobił biografii tylko swoją wykrzywioną wizje przełomu lat 60./70. i wszelkie zarzuty w stosunku do nieprawdziwości zdarzeń są wręcz absurdalne.
8/10
Co to jest „FIUT”? FIUT to jest skrót moich zainteresowań „Film I Uwentualnie Telewizja”
バリバリ   グシャグシャ   バキバキ    ゴクン
#Official James Francis Cameron and Christopher Johnathan James Nolan Hejter# :D

Odpowiedz
SonnyCrockett napisał(a):jest tu sporo elementów których zastosowania nie rozumiem ale jest tego niewiele

Zdecyduj się: sporo czy niewiele? Oczko

Odpowiedz
A ja mam problem z tym filmem, bo ani mnie nie rozczarował (oglądało się względnie dobrze, czas odczułem właściwie tylko w pierwszych 30 minutach, które nie robią nic innego jak tylko pokazują jazdy autem w te i we wte - de faq?), ani nie usatysfakcjonował. Zamiast tego pozostawił mnie totalnie obojętnym. Bo ani odniesienie do wiadomej zbrodni i pozorne ukaranie sprawców nie ma w sobie większego ładunku emocjonalnego (szczególnie, że - czego nie rozumiem - Mansona tu praktycznie nie ma), ani specjalnie się w te lata 60. nie wsiąka (otoczka jest niezwykle zgrabna i powala realizmem, ale to by było na tyle - swoją drogą soundtrack wydany na zasadzie radiowego misz-maszu to poza filmem rzecz okrutnie zła do słuchania), ani też dominujący wszak wątek aktorskiego zagubienia się Leosia nie jest jakąś petardą z morałem czy też jakąś większą dawką dramaturgii. Jedno z drugim się zresztą średnio lepi i o ile poszczególne sceny naprawdę robią niekiedy wrażenie (wizyta na farmie, Leo na planie i w przyczepie), to napisom końcowym towarzyszyło mi wzruszenie ramion, bo po prostu nie wiem, po co właściwie to obejrzałem i jaki był sens tego wszystkiego. Nie tylko zresztą ja, bo na sali od pierwszej do ostatniej minuty panowała w zasadzie grobowa cisza (parę śmieszków padło w finale, poza tym okazjonalnie raczej banany na twarzy tu i ówdzie - w tym ostatnim aspekcie mówię oczywiście tylko za siebie). I tak sobie ostatecznie myślę te parę dni po seansie, że same trailery bardziej mnie porwały i do nich potrafię wrócić z przyjemnością. A o filmie to w zasadzie już prawie zapomniałem. Nieładnie panie QT, nieładnie.

bez oceny/10

Ale dla Leo warto - przy tak dobrym PRze wyczuwam przynajmniej kolejną nominkę do wiadomego złotego truchła
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości