20-07-2012, 18:19
|
Prometheus (2012) reż. Ridley Scott
|
|
W Alienie masz tych fucków aż pięć (PIĘĆ!!!!!!!!111111), wyciąć trzy z nich, scenę chestburstingu i masz film PG-13. Dajcie już sobie spokój.
Próba połączenia "Aliena" z Disneyem, nie urodziła czegoś na miarę "Odysei kosmicznej" , choć momentami jest blisko. Nie spodziewałem się "Aliena 5" , więc nie dręczył mnie brak wyrafinowanych mordów w ciasnych korytarzach, kurczących wnętrzności z napięcia. Pomysl na ten film, był niezły. Połączyć genealogie człowieka i xenomorpha w całość z tą samą praprzyczyną. Wnosi to perełkę do universum Aliena i dla fana sagi daje nową, interesującą perspektywę. Na tym się nie zawiodłem. Xenomorph jako połączenie DNA człowieka i broni biologicznej mającej go zgładzić. Fajne. Zwłaszcza, że Elizabeth leci z nią na koniec na planetę "stwórców", a nasz "młodzszy brat" zostaje i czeka na Ripley. Połączenia w całość z sagą, bez zarzutu. Gdyby nie momenty przypominające przygodówkę ala "Gwiezdne wojny" byłaby to nowa ikona kina SF z fajnymi postaciami, rewelacyjnym robotem i genialną oprawą audiowizualną. Czekam na wersję reżyserską.
dokk, proud to be a member of Forum KMF Film.org.pl since Jul 2012.
20-07-2012, 19:43
Miałem iść do kina ale po waszych reckach daruję sobie. Już przejechałem się na Królewnie i Łowcy, a że kasą nie trzepię, poczekam na jakiegoś ripa. Aż nie wierzę, że tak to wszystko zmotali - naprawdę liczyłem na film w universum Obcego, ale że powstał jakiś wypierd Scotta? Fuck :(
loading podpis...
20-07-2012, 20:02 (06-06-2012, 07:58)military napisał(a): Kilka pytań, na które Scott powinien odpowiedzieć: A ja z seansu wyszlam przekonana, ze jestem jakas glupia i niekumata, bo tylu rzeczy nie zrozumialam - przeczytałam temat i widze, ze to nie moja wina, tylko scenariusza i ze na te pytania nie ma w filmie odpowiedzi. Wszystko dzieje się "bo tak chcial rezyser/scenarzysta?". LOL. Druga sprawa - bohaterowie - jedynym fajnym gosciem jest Idris Elba (ale to akurat norma), cala reszta jest bezplciowa, glupia, nie daje sobkie kibicowac, w czym bryluje zdecydownie koleś od dr Shaw - od pierwszej minuty zyczymy mu smierci w meczarniach, słabizna. Cale te akcje, gdzie ktos cos odkrywa, gdzies idzie, cos robi, a reszta zalogi ma to w dupie - rodem wziete z Lost. Strasznie to wkurzajace. Mimo wszystko film dobrze sie oglada, nie nudzi, jakos leci, wizualnie oczywiscie bajka, choc po seansie zostawia czlowieka strasznie podirytowanym. Bo jest w tym jakis klimat, wlos sie jezy, jak sie mysli o tym z czym sie ma do czynienia, jakies poczatki ludzkosci, poczatki Aliena, wszystko napompowane, lecimy odkrywać Bogów, jest potencjal nieludzki - a tu taka kupa.... Wrrr 20-07-2012, 20:57 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-07-2012, 20:59 przez Rozalia.)
30 minut temu zakończyłem wizytę w kinie... Wspomnę tylko, że nie czytałem wcześniej żadnej recenzji, a dyskusje przedpremierowe omijałem z daleka by nie zepsuć sobie zabawy. A więc:
BARDZO DUŻE ROZCZAROWANIE. W zasadzie nie wiem od czego zacząć. Chyba jednak od fabuły, która wydaje się być pretekstowa - całe to chrzanienie o początkach, stworzeniu i podobnych pierdołach nie ma żadnego znaczenia i do niczego nie prowadzi. Po pierwszych minutach zostajemy sprowadzeni do sytuacji typowej dla dwóch pierwszych "Alienów": Zawiązanie akcji, choć nudne, oczywiste i schematyczne do bólu, zostało jednocześnie nakreślone w telegraficznym skrócie. Żaden wątek nie zostaje potraktowany poważnie ulegając w formie trendom rodem z Teleexpressu. Byle do następnego aktu, gdzie - w zamierzeniu twórców - ma zacząć "się dziać". I tak czekamy i czekamy, a tu wciąż kalki z "Ósmego" i "Aliens" podane siermiężnie i bez wyczucia tempa. Dałoby się znieść to wszystko gdyby nie tandetnie ckliwe dialogi okraszone chłamowatą muzyką, kretyńskie zachowanie członków załogi (scenarzyści chyba sobie jaja robili pisząc wątek o dwójce, która gubi drogę), czy całkowity brak napięcia. Właśnie elektryzującej akcji brakowało tu najbardziej. Były może dwie/trzy sceny, gdzie człowieka chwytało za gardło ... ale cała historia brzdąkała sobie niczym grajek z gitarą na rynku Wrocławia. Pomiędzy wymienionymi chwilami nie dzieje się nic ciekawego i kompletnie nie obchodziło mnie jak to wszystko się skończy. Do tego dochodzą typowo szczeniackie chwyty reżyserskie, jak chociażby Ridley - nie idź tą drogą! Są oczywiście plusy. Piękne zdjęcia i montaż. Bardzo dobre efekty specjalne (poza ujęciami na twarz osób pociskających tym jednoosobowymi łazikami - waliło mi kinem z innej ligi). Muzyka dostająca kopa w scenach akcji i kilka sugestywnych w swej brutalności momentów. To jednak zdecydowanie za mało, a furtka pozostawiona na kolejne pięć części zbyt irytująca. Fassbender wypadł znakomicie, nie ustępowała mu zimna Charlize-Theron. Nie zmienia to faktu, że nic z tego nie będzie. Po wynalazkach z serii "Alien Vs. Predator" sam "Alien" został położony. "Prometheus" to dowód, że koncepcja obcego była dobra podczas odkrycia Ameryki, ale na chwilę obecną jest już wydojona do cna. Klimat i napięcie nie wróci. 5/10
I was always criticized for style and content, but I enjoy trying to tell stories a different way - Tony Scott
20-07-2012, 23:30 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-07-2012, 23:36 przez Indroman.) Cytat:cała historia brzdąkała sobie niczym grajek z gitarą na rynku Wrocławia Na wrocławskim rynku zdarzają się zajebiści grajkowie :) 20-07-2012, 23:36 (20-06-2012, 11:12)simek napisał(a): Ale że co? Nie będzie. Bo nie ma o czym pisac. ;D Lepiej włączyć McGyvera. Podobny poziom dramaturgii. 21-07-2012, 01:04
Wróciłem z kina i dalej nie wiem jak ten film ocenić. Gdyż wizualnie film zachwyca i dobrze mi się go oglądało, ale fabularnie to leży totalnie. Muszę się przespać i na spokojnie przemyśleć to co zobaczyłem. Ale jedno jest pewne, wypadu do kina nie żałuję.
21-07-2012, 01:19
Ja tez nie żałuję wypadu do kina, żal mi jedynie że wybrałem wersję 3D, którego to wogóle nie doświadczyłem i okazało się niepotrzebne. Już nigdy nie pójde na 3D.
A sam film podobał mi się. Szukanie początków naszego istnienia, odpowiedzi na pytanie: dlaczego? po co? jak? to wszystko jest bardzo interesujące i przyciągnęło moją uwage w filmie. Film rozpoczyna się pięknym ujęciem, tylko dla tego pierwszego ujęcia znowu bym poszedł do kina. Właściwie przez cały fiilm nie mogłem oderwać oczu od ekranu. Świetny Michael Fassbender jako David. 8/10 21-07-2012, 08:56 Cytat:3D, którego to wogóle nie doświadczyłem i okazało się niepotrzebne. A w jakim kinie byłeś? Ja byłem w IMAXie i muszę powiedzieć, że 3D było niemalże perfekcyjne - jak zwykle rządziły głównie ujęcia z bliskiej odległości, piękna sprawa, w paru momentach naprawdę mógłbym podpisać się pod sloganami reklamowymi w stylu "emocje, jakbyś był w środku akcji". Oby więcej tak zrobionych filmów w 3D. 21-07-2012, 10:25
Rozkurw mózgu totalny. Niech Scott idzie na emeryturę, błagam. Prócz Fassbendera i fajnych scenografii oraz zdjęć nie ma w tym filmie niczego co mam sens. Potrójny anal-rape na całej mitologii Obcego.
3/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
21-07-2012, 14:33 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-07-2012, 14:34 przez Snappik.) (06-06-2012, 07:58)military napisał(a): Kilka pytań, na które Scott powinien odpowiedzieć:Cholera, czytam twój post military i dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że scenariusz w tym filmie jest dziurawy jak Polskie autostrady. I to mnie w tym filmie najbardziej boli, bo choć scenariusz kiepski i głupi to sam film oglądało się przyjemnie, czas zleciał szybko, Fassbender wypadł naprawdę fajnie, wizualnie jest przepięknie, muzycznie też daje radę. Wystawiłem na początki temu filmowi 7, bo mimo wszystko nie żałuję czasu spędzonego w kinie i bawiłem się przednio, ale jak teraz tak myślę, i czytam Twój post to 7 to zdecydowanie za dużo. (21-07-2012, 08:56)Pitero napisał(a): A sam film podobał mi się. Szukanie początków naszego istnienia, odpowiedzi na pytanie: dlaczego? po co? jak? to wszystko jest bardzo interesujące i przyciągnęło moją uwage w filmie. Film rozpoczyna się pięknym ujęciem, tylko dla tego pierwszego ujęcia znowu bym poszedł do kina. Właściwie przez cały fiilm nie mogłem oderwać oczu od ekranu. Świetny Michael Fassbender jako David. 8/10Szkoda tylko, że nie dostajemy odpowiedzi na żadne z tych pytań, a same wątki na temat naszego istnienia choć z początku wydawały się fajne to zostały kiepsko poprowadzone. No chyba, że odpowiedź, że zostaliśmy stworzeni, bo tak, bo tak można, bo potrafimy kogoś satysfakcjonują, dla mnie to było głupie. (21-07-2012, 10:25)simek napisał(a): A w jakim kinie byłeś? Ja byłem w IMAXie i muszę powiedzieć, że 3D było niemalże perfekcyjne - jak zwykle rządziły głównie ujęcia z bliskiej odległości, piękna sprawa, w paru momentach naprawdę mógłbym podpisać się pod sloganami reklamowymi w stylu "emocje, jakbyś był w środku akcji". Oby więcej tak zrobionych filmów w 3D.To Ci naprawdę zazdroszczę. W lubelskim CC filmy w 3D wyglądają tak kiepsko, że to śmiech na sali. Jak bym siedział na filmie 2d tylko z założonymi okularami. Tak w ogóle najlepszy efekt 3D zawsze jest przed filmem w reklamie promującą tą technologię gdzie pokazują kolesia grającego w piłkę czy lecący jakiś odrzutowiec. Piłka czy dziób tego samolotu naprawdę wychodzą z ekranu i aż chce się wyciągnąć rękę aby po nie sięgnąć. 21-07-2012, 15:06 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-07-2012, 15:47 przez Turus.)
Heh, ciekawe jest to, że w IMAXie ta reklama 3D LG leci w 2D :)
W ogóle to w Prometeuszu jest kilka ujęć po prostu genialnie wykorzystujących 3D, takich, w których przy dosyć statycznej pracy kamery bohaterowie poruszają się prostopadle do(pierwsze wejście do jaskini) lub od(nie pamiętam dokładnie, ale to było w scenie, w której David chował się w pomieszczeniu w którym spali inżynierowie) płaszczyzny ekranu - po prostu miód na moje oczy, wrażenia trochę jak z teatru, tylko takiego z wyjebaną w kosmos scenografią. 21-07-2012, 15:21
Tak jak napisałem wcześniej - czuję się jakby ktoś dał mi w mordę. Ten film to obraza dla intelektu, potwarz dla poczucia filmowej logiki, perfidnie rechocący bezsens i chaos i to rechocący prosto w widza, prosto w twarz, zbliżający się do tej twarzy na centymetry, pokazujący zęby, krzyczący: "Ha, myślałeś, że będzie tak łatwo?! Tak, oglądaj mnie, frajerze!". "Prometeusz" wyśmiewa i poniża jakiekolwiek wysiłki widza mające na celu rozkminienie o co w nim chodzi. Ten film nie ma prawa istnieć, to niezamierzona komedia pozbawiona jakiegokolwiek sensu, ciągu przyczynowo-skutkowego, logiki. Spodziewałem się, że będzie źle ale nie, że będzie AŻ TAK źle. Ostatni raz takie poczucie kompletnego chaosu narracyjnego miałem na seansie - nomen omen - Bitwy Warszawskiej.
Oglądanie tego to tortura dla mózgu, a jednocześnie orgazm dla oczu i dlatego mimo wszystko film Scotta nie jest dla mnie kompletną porażką - Ridley Scott jest wciąż wizualnym geniuszem i - tak jak napisał Bagiński - nie dokonał na planie ani jednego błędu. Otwierające ujęcia są monumentalne, epickie, przepiękne. Zdjęcia Wolskiego cudownie wysmakowane. Zresztą cały początek na pokładzie Prometeusza jeszcze przed obudzeniem się załogi jest hipnotyzujący, obdarzony wciągającym klimatem i przepełniającą korytarze statku magiczną ciszą, podobną do tej, którą się czuło na Nostromo. Natomiast nie jestem w stanie pojąć w jaki sposób Scott mógł obejrzeć zmontowaną już przez siebie wersję i po seansie powiedzieć: "No, jest git". Nie potrafię zrozumieć w jaki sposób dorosły, posługujący się poczuciem logiki i sensu człowiek może zaakceptować takie coś i skierować do marketingu. Nie rozumiem jak to możliwe, że nikt nie powiedział Scottowi: "Ridley, wiesz, no wszystko spoko, cudownie to wygląda i w ogóle, ale, no wiesz, ten film nie ma sensu". Złe filmy jest dość łatwo recenzować bo zazwyczaj wszystkie ich elementy są złe. Tutaj jednak nie jest tak łatwo. Nie przypominam sobie kiedy ostatni raz miałem do czynienia z takim kontrastem poziomów elementów filmowych na ekranie. Z jednej strony - wizualnej, reżyserskiej, technicznej - mamy poczucie obcowania z absolutnym geniuszem, z ludźmi, którzy ogarniają to medium najlepiej na świecie i z potężnym umysłem Scotta scalającym to wszystko w jedną całość. Z drugiej - narracyjnej - z czymś absolutnie strasznym. Tym większy mam podziw dla Ridleya, że udało mu się zrobić z "Prometeusza" przynajmniej genialne patrzydło, że mimo, że to co się dzieje na ekranie NIE MA SENSU to i tak czujemy emocje, a ciśnienie nam się podnosi, wchodzimy w akcję. Nie będę pisać o tym o czym już napisali wszyscy inni, zarówno tutaj jak i w reckach na całym świecie (że pierwsza połowa super, a druga beznadziejna, że wizualnie super, że aktorstwo dobre, że fajne 3D) bo to wszyscy wiemy, natomiast poruszę coś, o czym - jak mi się zdaje - nikt jeszcze nie wspomniał. Mianowicie: "Prometeusz" to prequel "Aliena", tak? Zdaję sobie sprawę, że nie bezpośredni prequel, że nie kończy się tam, gdzie zaczyna "Alien", ale jednak prequel. Mam więc podstawy przypuszczać, że wydarzenia z tego filmu jakoś prowadzą, a przynajmniej nie mogą stać w sprzeczności z wydarzeniami z filmu z 1979 r., tak? No i super git maliny, gdyby nie to, że między Promkiem i "Alienem" NIC SIĘ NIE ZGADZA. Ku*wa. GDZIE JEST SPACE JOCKEY? No ja się pytam? Gdzie jest siedzący na fotelu pilota Space Jockey (ok, teraz już INŻYNIER, dzizas...) z Aliena? No gdzie? Przecież wyszedł stamtąd, żeby zabić Shaw i został zgwałcony przez jakiegoś obleśnego proto-facehuggera. Nie ma go tam. Czy mam więc rozumieć, że statek, który zostaje odnaleziony przez załogę Nostromo w Alienie 1 to INNY statek niż ten, który się rozbija w Promku? A może to są w ogóle inne planety? Inaczej się chyba nazywają (LV-426 w Aliensach Camerona i LV-233 tutaj). Fakt, że planeta z Promka wygląda zupełnie inaczej niż ta z Aliena wskazywałby na to. Co prawda w Promku mamy raz burzę, która w Alienie jest tam cały czas, no ale burza przechodzi i potem jest znowu ładnie. Czyżby w międzyczasie zmienił się tam ekosystem? A jeśli w Alienie zostaje odnaleziony inny statek to skąd on się tam wziął? Moja dziewczyna zasugerowała, że może załoga tego statku zdążyła wystartować na Ziemię, ale wtedy czarna maź z wazonów się wydostała i wszystko rozwaliła, więc statek runął na powierzchnię. Tylko dlaczego w takim razie w Alienie nie ma kapsuł z innymi Inżynierami? No właśnie, czarna maź. Dlaczego w Promku w ładowniach stoją wazony z mazią, a w Alienie mamy jaja Obcych? Dlaczego z wazonów wyłazi czarna maź, która mutuje różne robale, a w Alienie w jajach były facehuggery? Jak to możliwe, że po gwałcie proto-facehuggera z brzucha Inżyniera wychodzi Obcy, a nie chestburster i jeśli to jest Obcy to co niby będzie robić na tej planecie? Nudzić się? Gdzie on jest w Alienie? A może to jest królowa, która dopiero złoży wszystkie jaja, które są w Alienie? A jeśli tak jest to dlaczego składa je w ładowniach statków Inżynierów? Skąd się wziął sygnał, który załoga Nostromo otrzymuje na początku Aliena? W tamtym filmie Ripley po rozszyfrowaniu go mówi, że "brzmi jak ostrzeżenie". Kto go wysłał? Przed Promkiem myślałem, że wysłał go ktoś z załogi Prometeusza, żeby ostrzec ewentualnych podróżnych przed lądowaniem na planecie. I faktycznie, na końcu filmu Shaw wysyła taki sygnał, ale nie ma słowa o tym, żeby był on zakodowany w taki sposób w jaki go później otrzymuje załoga Nostromo. Co tu jest w ogóle grane? Aha, i za warstwę techniczną i reżyserię Scotta: 6/10. 21-07-2012, 18:15 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-07-2012, 18:20 przez Rodia.) (21-07-2012, 15:06)Turus napisał(a): Piłka czy dziób tego samolotu naprawdę wychodzą z ekranu i aż chce się wyciągnąć rękę aby po nie sięgnąć. Takie rzeczy to już, przecie, były z 15 lat temu na czerwono-zielonych okularkach. (21-07-2012, 15:21)simek napisał(a): ...tylko takiego z wyjebaną w kosmos scenografią. No bo była wy... w kosmos.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 21-07-2012, 18:15 (21-07-2012, 18:15)shamar napisał(a):Nie mówię, że nie było. Chodzi o to, że idąc do kina dostaje lepszy efekt 3D w kilkudziesięcio sekundowej reklamówce przed filmem niż podczas samego seansu. Coś tu jest nie halo. Nie wiem czy ten film ma tak kiepskie 3D czy po prostu lubelskie Cinema City to jedno wielkie gówno.(21-07-2012, 15:06)Turus napisał(a): Piłka czy dziób tego samolotu naprawdę wychodzą z ekranu i aż chce się wyciągnąć rękę aby po nie sięgnąć.Takie rzeczy to już, przecie, były z 15 lat temu na czerwono-zielonych okularkach. 21-07-2012, 18:48
Rodia - już było to gdzieś omawiane. To inna planeta, inny statek. Nie jest to direct prequel do pierwszego Aliena.
W ogóle Prometeusz jest iście lamerski jeśli chodzi o powiązania z uniwersum. Niby nic się nie zgadza, ale Scott i tak wali w ryj Ksenomorfem w wersji "ptero". Wygląda na to, że ten film po prostu żeruje sobie na tym, co udało się nakręcić w 1979 roku.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
21-07-2012, 18:48 (21-07-2012, 18:15)Rodia napisał(a): to i tak czujemy emocje, a ciśnienie nam się podnosi, wchodzimy w akcję.Właśnie to jest mój największy problem z tym filmem - mnie po prostu kompletnie nie obchodziło, co oni tam jeszcze odkryją na tej planetce, kto zginie, kto przeżyje, kto zostanie zapłodniony. Kompletna emocjonalna pustka.
https://www.filmweb.pl/user/Nawrocki/activity
https://letterboxd.com/nawrocki/list/best-movies-of-2020s/ https://letterboxd.com/nawrocki/list/2024-movies/ 21-07-2012, 18:54 (21-07-2012, 18:48)Turus napisał(a):(21-07-2012, 18:15)shamar napisał(a):Nie mówię, że nie było. Chodzi o to, że idąc do kina dostaje lepszy efekt 3D w kilkudziesięcio sekundowej reklamówce przed filmem niż podczas samego seansu. Coś tu jest nie halo. Nie wiem czy ten film ma tak kiepskie 3D czy po prostu lubelskie Cinema City to jedno wielkie gówno.(21-07-2012, 15:06)Turus napisał(a): Piłka czy dziób tego samolotu naprawdę wychodzą z ekranu i aż chce się wyciągnąć rękę aby po nie sięgnąć.Takie rzeczy to już, przecie, były z 15 lat temu na czerwono-zielonych okularkach. O tym pisałem już w wątku Avengers bodajże - jak to jest, że reklamówka normalnie POWALA CzyDe, ten samolot po prostu "czujesz" przed sobą, a tę cholerną piłkę chcesz ominąć (nawet znając efekt) a filmy po prostu są lekko CzyDe?
loading podpis...
21-07-2012, 18:57
Kamery 3D naśladują rozstaw ludzkich oczu, ergo im bliżej kamery (czytaj: ekranu) znajdują się obiekty, tym efekt jest silniejszy. Oczywiście można tym manipulować i bardziej uwydatniać głębię/wychodzenie obiektów z ekranu, ale chodzi właśnie o to, by było to jak najbardziej naturalne. Reklamówki jak ta LG są pod tym względem maksymalnie przegięte i z ideą filmów w 3D mają tyle wspólnego, co nic.
Powszechną opinią jest, że w Prometeuszu jest najlepsze 3D obok Avatara i Transformers 3. Jakoś bardziej wierzę tym opiniom aniżeli narzekaniom fanów wyskakujących z ekranu piłeczek :) 21-07-2012, 19:14 |
|
|
| Podobne wątki | |||||
| Wątek: | Autor | Odpowiedzi: | Wyświetleń: | Ostatni post | |
| Alien (1979) reż. Ridley Scott | Anonymous | 362 | 64,275 |
16-05-2026, 20:15 Ostatni post: Westcoast |
|
| Alien: Covenant (2017) reż. Ridley Scott | military | 1,201 | 254,886 |
07-03-2024, 14:24 Ostatni post: shamar |
|
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |
Spoiler





