Public Enemies (2009)
Jakuzzi napisał(a):Ale po co taki patent w niektorych scenach dialogow

jakiś przykład? bo nie pamiętam sceny dialogowej (w ogóle w całej twórczości Manna, nie tylko w PE), która byłaby nieczytelna z tego powodu.

EDIT

scena aresztowania karpisa (Giovanni Ribisi) - nakręcona, ale wywalona z wersji kinowej:

[Obrazek: 2720132596_4945bf5ffb.jpg?v=0]

coś mi mówi, że wersja reżyserska PE to może być Alien 3 kina gangsterskiego.

Odpowiedz
Nosi podkoszulek pod koszulą!
Zastrzelić gada!
Uśmiech

Odpowiedz
Mental napisał(a):coś mi mówi, że wersja reżyserska PE to może być Alien 3 kina gangsterskiego.
Coś mi mówi że może nie zostać wydana w Polsce, ale z American Gangsterem TiM się postarało więc mimo wszystko jestem dobrej myśli. Poproszę metalbox : )

Odpowiedz
Mental napisał(a):bo nie pamiętam sceny dialogowej (w ogóle w całej twórczości Manna, nie tylko w PE)

W pozostalych filmach Manna takiego patentu nie znajdziesz, bo Spinotti tak czesto trzasc kamera zaczal w zasadzie dopiero w PE (mocno swoja droga zaluje, ze Mann odstapil od znakomitej, klasycznej rezyserki jak w Heat czy Informatorze, na rzecz narracyjnej nerwowosci i nonszalancji w stylu Greengrassa). Konkretnej sceny dialogowej z PE nie wskaze, bo nie pamietam - zreszta po co mialbym to robic, uwazasz, ze fabrykuje zarzuty? Oczko

Odpowiedz
Mierzwiak napisał(a):Teatr tv, wiejskie wesele, nagranie z urodzin, W11 to tylko niektóre przykłady określeń zdjęć w PE.

może gdyby w usa puszczali W11, to Mann by się skapnął, że tak nie należy kręcić, bo to wiochą zalatujeUśmiech być może kino amerykańskie dopiero odkrywa to, co polacy odkryli już dawnoUśmiech

Jakuzzi napisał(a):Konkretnej sceny dialogowej z PE nie wskaze, bo nie pamietam - zreszta po co mialbym to robic, uwazasz, ze fabrykuje zarzuty? Oczko

uważam, że się czepiasz z braku lakuUśmiech nie lubię tego i będę to tępiłUśmiech

Odpowiedz
Wracając do tego wspaniałego motywu muzycznego, który jest niby plagiatem Cienkiej Czerwonej Linii. Zauważyliście podobieństwo do muzyki z finału Heat? Jak dla mnie jest ono zamierzone, w końcu oba motywy są użyte w dwóch bardzo podobnych scenach...
http://huntersky.deviantart.com
''WHATTUP, BIOTCH!" - Harrison Ford

Odpowiedz
Jakuzzi napisał(a):mocno swoja droga zaluje, ze Mann odstapil od znakomitej, klasycznej rezyserki jak w Heat czy Informatorze, na rzecz narracyjnej nerwowosci i nonszalancji w stylu Greengrassa

ja z kolei nie żałuje, bo takie dajmy na to Miami Vice i Collateral to w dotychczasowym dorobku Manna jego największe techniczno-plastyczno-wizualne osiągnięcia. PE jest pod tym względem stokroć bardziej wyposzczony, w dodatku bardzo ciasno sfilmowany, co wyklucza epe szerokich kadrów.

Odpowiedz
Mental napisał(a):uważam, że się czepiasz z braku lakuUśmiech nie lubię tego i będę to tępił

A ja nie lubie, kiedy ktos broni filmu za wszelka cene, nawet kiedy ten ma ewidentne wady. Ale mam to w dupie i nie bede tego tepil. Uśmiech Odnosnie jeszcze Spinottiego - jestem pewien, ze znacznie lepiej z prowadzeniemcyfry poradzilby sobie w PE Beebe. Czemu w ogole Mann nagle z niego zrezygnowal i wrocil do Spinottiego?

Odpowiedz
Huntersky napisał(a):Wracając do tego wspaniałego motywu muzycznego, który jest niby plagiatem Cienkiej Czerwonej Linii. Zauważyliście podobieństwo do muzyki z finału Heat? Jak dla mnie jest ono zamierzone, w końcu oba motywy są użyte w dwóch bardzo podobnych scenach...

to już nie tyle podobieństwo, co znak charakterystyczny Goldenthala - to samo mozna znaleźć choćby w Michaelu Collinsie Uśmiech
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Mental napisał(a):ja z kolei nie żałuje, bo takie dajmy na to Miami Vice i Collateral to w dotychczasowym dorobku Manna jego największe techniczno-plastyczno-wizualne osiągnię

Ty mowisz o sferze wizualnej, ja o rezyserce.

Odpowiedz
ale ja ciągle nie rozumiem, o co ci chodzi. podaj konkretny przykład, w którym kręcenie z reki zakłóca odbiór danej sceny/odwraca uwagę od dialogu.

Odpowiedz
Public Enemies- film dobrze zrealizowany, ciekawie ukazujący historię początków FBI i końca klasycznej gangsterki. Podobała mi się narracja, aktorstwo, ogólnie strona techniczna. Troszkę szkoda, że Bale znów dostał dość skromną rolę. Oczywiście Depp jest osobą, która króluje na ekranie.
Oglądając PE można odnieść wrażenie, że próbowano ukazać ludzką stronę Dillingera. Mann pokazuje, że ten facet potrafił kochać, był bystrzakiem wśród gangsterskiej braci, kimś kogo dziś możnaby nazwać gwiazdą popkultury dzięki nieprzyzwoitej pewności siebie. Z drugiej strony widzimy, że Dillinger był zwykłym, ordynarnym bandytą wykorzystującym brutalną siłę i praktycznie brak ochrony w bankach. Dillinger nie obmyślał planów doskonałych, po prostu lał po mordach ochroniarzy i lufą przystawioną do skroni zmuszał bankierów do wydania pieniędzy. Nie było w tym żadnego polotu, błyskotliwości, czegokolwiek, co mogłoby zadziwić. Film nie pokazuje Dillingera jako geniusza na miarę Franka Abagnale'a z "Catch me if you can". Film przedstawia Dillingera jako zwykłego bandziora, który pragnął normalnego życia, a policję jako bandę idiotów. Czy zatem Public Enemies jest prostą, ponad 2 godzinną gloryfikacją przeciętności? Mann pokazuje, że Dillinger za każdym razem, gdy wchodził do banku, zabierając pieniądze, zostawiał cząstkę normalności, której pragnął, tracił szansę na zwyczajne życie w społeczeństwie. Postać grana przez Deppa mogła wybrać banicję i życie u boku ukochanej kobiety, lub balansować na ostrzu noża, w pogoni za łatwiejszym życiem usłanym dolarami.
Jeśli ktoś spodziewa się filmu ukazującego życie gangsterów od podszewki, coś w rodzaju "Godfather", to raczej źle trafił.
Jeśli spojrzeć na PE pod kątem filmu ukazującego daną epokę w historii USA, to jest to bardzo udany film.
Jeśli widz spodziewa się filmu o jakichś niezwykłych postaciach (czy to ze świadka przestępczego, czy też szeregów policji), to mocno się zawiedzie.
Jeśli jednak ktoś chce zobaczyć obraz w stylu shakespeare'owskich dzieł o żądzy władzy/pieniędzy i związanym z tym szczęściem osobistym (a raczej jego brakiem), to dobrze trafił, bo chyba właśnie o tym najbardziej traktuje nowy film Manna.
Czy warto zobaczyć najmłodsze dziecko speca od kina sensacyjnego? Na pewno. Nie jest to pusta wydmuszka z masą strzelanin i pościgów. Czym zatem jest? Z pewnością jest to dobre kino sensacyjne, męskie, brutalne, przykuwające uwagę. Jest to również swego rodzaju film historyczny, ukazujący pewną epokę w dziejach USA, zmiany w niej zachodzące. Jest to też kino moralizujące, z jednej strony pokazujące prawdy, o których już niejednokrotnie mówiono, które każdy zna, z drugiej strony robiące to w sposób daleki od łatwej do osiągnięcia i znienawidzonej przez widzów miałkości, nadętej patetyczności.
Mann stworzył film ciekawy, wielowymiarowy, który warto spokojnie przemyśleć, by dostrzec aspekty na pozór umykające uwadze w czasie seansu lub zaraz po jego zakończeniu.
Ocena: 9/10.

Odpowiedz
freak_outXP napisał(a):Dlatego napisałem, że Mannowi nie wyszło - poczytaj wcześniejszy post Solo, w którym mówi on o uzasadnionym użyciu tej - w wykonaniu Manna - fanaberii. Ja rozumiem "Szeregowca Ryana", "Bourna" czy "Blair Witch Project" (raz wystarczy), w wielu innych filmach to jest... no właśnie... taka fanaberia.
Blair Witch Project to konkretna konwencja (operator kamery jest jednym z bohaterów), przywoływanie tego filmu w kontekście tradycyjnych zdjęć "z ręki" jest nieporozumieniem.
Napisałeś że taki styl kręcenia służy zadowoleniu gawiedzi, teraz nagle jest to fanaberia reżysera. Wolałbym żebyś ustalił jedną wersję.

freak_outXP napisał(a):Rozumiem, że nie komentując całej reszty mojej wypowiedzi (jak zwykle) automatycznie się z nią zgadzasz ?
Nie zauważyłem w regulaminie forum obowiązku odpowiadania na każde zdanie czyjejś wypowiedzi : )

freak_outXP napisał(a):No cóż, nie widzisz nawet tej pewnej (dosyć charakterystycznej) manieryczności w grze Deppa ? Podobieństw jest trochę.
Depp to Depp, aktor z bardzo charakterystycznym stylem, ale Dillinger to i tak chyba jedna z jego bardziej stonowanych, oszczędnych ról.

Odpowiedz
freak_outXP napisał(a):Zaraz, przecież scena w komisariacie to jest podobno fikcja, tak ?

ponoć tak. choć spotkałem się z kilkoma opiniami, jakby wydarzyła się naprawdę. literackie życie dillingera obrosło wieloma kontrowersjami. jego biografowie do dzisiaj sprzeczają się ze sobą o podstawowe fakty.

freak_outXP napisał(a):Klisza ?

co ty masz z tymi kliszami? nie, to też nie jest klisza, chyba że klisza z życia. dillinger nie był socjopatą pokroju baby face nelsona. w ciągu trwającej rok z hakiem gangsterskiej kariery zabił (być może! - co do tego jego biografowie nie są zgodni) jedną osobę (i nawet jeśli zabił, to nie z zimną krwią), nigdy nie atakował cywilów, nie okradał ich i ogólnie robił wszystko, byle unikać ofiar w ludziach. co ciekawe, w filmie mowa jest o tym, że grozi mu krzesło elektryczne. za co? za rabowanie banków? nie - za zabójstwo owego gliny właśnie (idę o zakład, że tę scenę także wywalili z wersji kinowej).

freak_outXP napisał(a):fanaberii

fanaberie to mają dzieci albo kobiety:) styl Manna dojrzewał latami do tego, co teraz oglądamy. pomijam tu drobny szczegół, taki mianowicie, że ma on swoje techniczne uzasadnienie, którego nie można ot tak zbagatelizować. Mann po prostu potrzebuje cyfry, inaczej nie wydobyłby z nocnego krajobrazu (głównie miejskiego) połowy detali, o kontraście, nasyceniu barw i głębi ostrości nie wspominając. tradycyjna kamera ma ograniczenia i na filmach Manna kończą się jej możliwości.

Odpowiedz
Cytat:A może Dilinger był na tyle sprytny, żeby umiejętnie wpasować się w mit romantycznego gangstera (...) lepiej mieć "sprzyjającą" opinię publiczną (której dawał rozrywkę jakby nie patrzeć), bo to oni płacą podatki na policję i służbę federalną. To taka moja propozycja.

o tym jest akurat mowa w filmie, ba, mówi o tym sam zainteresowany.

Cytat:Chodzi o to, że scenarzysta poszedł najkrótszą drogą, tu cytat "próbowano ukazać ludzką stronę Dillingera"

inaczej nie mógł, bo wtedy film byłby o kimś zupełnie innym.

[ Dodano: Pon Lip 27, 2009 18:02 ]
freak_outXP napisał(a):no i nie ukażemy filmie, jak zabija policjanta, bo jeżeli fakty nie zgadzają się z tezą, tym gorzej dla faktów

dwie sprawy: 1. nie wiem, czy ta scena w ogóle została nakręcona, snuje jedynie domysły na podstawie tego, co widać w filmie; 2. na ten moment nie mogę sobie przypomnieć, czy bryan burrough (dla niekumatych: autor książki, na kanwie której nakręcono wrogów) wspomina o incydencie z gliniarzem i winą za jego śmierć obarcza dillingera, bo historycy nie sa do końca zgodni, czy dillinger rzeczywiście kogokolwiek zabił.

Odpowiedz
freak_outXP napisał(a):Czyżby jedno zaprzeczało drugiemu ?
Owszem zaprzecza, nie widzę związku między zachcianką reżysera a zaspokajaniem znudzonego motłochu. Skoro masz kilka wytłumaczeń dla zastosowania takiego stylu kręcenia, wypisz je od razu zamiast w każdym kolejnym poście pisać o czym innym.

Odpowiedz
robisz film o ludziach, to pokazujesz "ludzką stronę". dillinger żył 1 rok. wyszedł z paki po 9 latach i zaczął okradać banki. o tym jest ten film. bez szkicowania tła historycznego, bez retrospekcji z dzieciństwa, po prostu momenty z życia johna dillingera. zresztą obadaj to:

Many critics are "puzzled" about this movie – they say: "We're left asking, who is John Dillinger, really?" Well folks, there is a twisted answer to this puzzle: This movie is not about John Dillinger. It is about the ICON of John Dillinger and how we all respond to that icon: how people of the 30s, Billie Frechette, John Dillinger himself, and how WE respond to it. At the core of the film is a powerful love story, and Michael Mann has succeeded in creating, yes… a profoundly great piece of film art, and it will be sorely under-appreciated.

Who were the real public enemies? This is relatively straight-forward: Dillinger was a folk hero to the people of the 30s. We see it in Dillinger's infamous press conference where he runs the show, and in the crowds waving at him on the street. It's the Great Depression, he's a country boy who robs the corrupt banks, and he's cool and charismatic. But who is he really? They don't really know and it doesn't matter – because he's an icon. And we see that in the frenzied gawking faces outside the Biograph.


http://www.imdb.com/title/tt1152836/usercomments

freak_outXP napisał(a):EDIT: Twoje stwierdzenie na temat technikaliów, nawet nie przywołując Kubricka, wydaje mi się i tak naciągane. Masz może jakieś źródła, żeby poprzeć swoje słowa ?

gwarantuje ci, że gdyby Kubrick miał do dyspozycji kamery cyfrowe, to by z nich korzystał.

a propo technikaliów:

moja wypowiedź sprzed premiery PE:

za pomocą tradycyjnej, 35-milimetrowej, rejestrującej obraz z prędkością ~ 24 fps kamery NIGDY nie uzyskasz tak magicznych, poruszonych kadrów. poza tym Mann zawsze używa cyfrówki nagrywającej w rozdziałce 1080p (a nie 4K), bo w odróżnieniu od kamery Red One soniacze z rodziny CineAlta pozwalają uzyskać niesamowicie rozległą głębię ostrości przy względnie niskich wartościach przysłony, a jak wiadomo duży otwór przysłony - więcej wpada światła na matryce. Mann kreci w nocy, więc każdy promień się liczy. poza tym facet uwielbia eksperymentować z przestrzenią hiperfokalną. jasne, kamera stricte filmowa daje bardziej plastycznie rozmyte tła. żeby nie było wątpliwości: Mann też jest freakiem, jeśli chodzi o plastykę kadrów - jarają go kolory, temperatura barwowa światła, kontrasty, ale wszystko to osiąga za pomocą innych środków. napisałeś, że cyfrowa stylistyka alienuje ciebie jako widza, czujesz się wyobcowany. nie jestem adwokatem Manna, ale stawiam dolary przeciwko orzechom, że jest to jeden z powodów, dla których gościu używa kamer cyfrowych. do tego dochodzą płynność i miękkości ruchów, co dodatkowo potęguje wrażenie izolacji, delirycznej atmosfery "osamotnienia".

a tutaj filmik (nie mój): http://www.usa.canon.com/dlc/controller?act=GetArticleAct&articleID=2326

Guzeppe:

Przyczyną jest to, co w sumie wcześniej napisałeś. Mann kręci w nocy, w miastach i nie da rady wystarczająco mocno oświetlić lokacji, aby kamery cyfrowe zarejestrowały obraz przy krótkich czasach naświetlania. Dlatego nowe filmy Manna, kręcone na ekstremalnie długich czasach, wyglądają trochę jak "Klan" - ruch postaci nie ma dynamiki znanej z filmów kręconych na celuloidzie przy krótszych czasach. Oczywiście możnaby kręcić z większą czułością, ale szumy cyfrowe są o wiele mniej kulturalne niż szumy analogowe taśmy o wysokiej czułośc - zamiast tradycyjnego, grubego ziarna mamy przypadkowe kolory (niebieski, czerwony etc.) w niedoświetlonych obszarach (po prostu matryca nie jest pobudzona i w skutek jej właściwości fizycznych są indukowane jakieś minimalne napięcia, przez co uzyskujemy te przebarwienia). Coś skrajnie przeciwnego oserwujemy w filmach wojennych (Saving Private Ryan, Band of Brothers), gdzie czasy są bardzo krótkie przez co na poszczególnych klatakch widzimy kawałki wyrwanej ziemii, "zamrożone w powietrzu" łuski etc., ale ruch jest jakby rwany.

Indorman:

Kamera cyfrowa daje specyficzną fakturę obrazu i światłoczułość, która może dodać klimatu scenom nocnym. (...) Cyfrówka u Manna do tej pory była wykorzystywana z niebieskim filtrem, co faktycznie dawało tech-charakter, ale już po trailerze widać, że Mann idiotą nie jest i filtrów rodem z Terminatora nie uświadczymy. Pozostaje nam więc drobne ziarno, które w kinie powinno nadać obrazowi efektu "starego pieniądza".

Michael Mann

What were the challenges of shooting in HD?

Well the challenges of it and the reason to do it was because you used the word ‘contemporary’. That's exactly it. That's exactly the relationship I wanted through the audience, how I wanted the movie to have an affect on the audience, how I wanted it to fall upon you, and how I wanted your relationship to be with it is that it is contemporary to you. In other words I didn’t want to look at 1933, I wanted to be in 1933. I wanted you to feel, 'I'm in 1933. This is real. I get it. I get what it’s like to walk down the sidewalk and go to a movie on July 20th.' Whatever it was. '1934.' What day was it? Remember July 24th? 22nd? Just to feel, 'Yeah, I get what it is to be alive then.' You'd go, like you normally do when you want to go to movies, you'd walk two blocks and you'd go to the movies. Go in and sit down, had air conditioning and you see a movie - just like you do right now. Not like a distant event that happens to characters in period dramas.

That's exactly the antithesis of what I wanted the relationship to be. So that's high def. I planned to shoot on film until I did a side by side test. And when I shot a side by side test it felt like, 'Okay, I could touch this black Buick in the rain at night.' I knew what that car was like, and that I would feel that I'm completely current and contemporary with that day. And that if you see a new car go by, there's a car out of the future. That's it.


http://www.joblo.com/interview-michael-mann

jeśli zależy ci na artach z prasy branżowej, to w necie znajdziesz je bez problemu: Spinotti i Mann bardzo chętnie opowiadają o powodach, dla których wybrali cyfre zamiast celuloidu i naprawdę nikt nie robi z tego tajemnicy ani wielkiej filozofii. powody były konkretne i zawsze takie same: paradokumentalna stylizacja + niuanse techniczne, dla zwykłego kowalskiego nieistotne. poza tym z cyfrą pracuje się szybciej.

Odpowiedz
freak_outXP napisał(a):z drugiej strony płaci za to zbyt płynną animacją i tzw. utratą "plastyczności" obrazu.

utratą plastyczności obrazu? chyba chciałeś powiedzieć "utratą plastyczności obrazu z celuloidu", bo plastyka obrazu z kamery cyfrowej to inna gamma doznań, inna jakość. no ale co kto lubi. dla mnie MV i Collateral to najbardziej powalające wizualnie filmy wszech czasów (jedynie styl Kubricka może się z nimi równać). zero CGI, prawdziwe lokacje, wszystko niemal pobrane z matrycy, surowe, po lekkiej globalnej korekcie kontrastu i kolorów.

freak_outXP napisał(a):Ach rozumiem teraz - Mannowi potrzebna była cyfrówka, żeby ognie z luf karabinów maszynowych wyglądały jak się należy

daj spokój. jeśli tylko tyle zdołałeś wyciągnąć z mojego przedniego posta, to proponuje zakończyć rozmowę.

Odpowiedz
Mental napisał(a):nie - za zabójstwo owego gliny właśnie (idę o zakład, że tę scenę także wywalili z wersji kinowej).

Z tego co pamietam, Dillinger zabija w PE jedna osobe, bodajze przy ostatnim napadzie.


Mental napisał(a):tradycyjna kamera ma ograniczenia i na filmach Manna kończą się jej możliwości.

Cyfrowka tez ma swoje ograniczenia. Np. zdjecia krecone przy slabym oswietleniu wygladaja dosc niewyraznie.

Odpowiedz
niewyraźnie to raz, a dwa zaczynają pojawiać się szumy, bo operator podbija czułość matrycy. mnie się to w ciul podoba, bo uwielbiam taką przybrudzoną, niestaranną, zanieczyszczoną stylistykę. mam to z epoki vhsUśmiech z kolei patrzenie na aviatory i inne czarne dalie wywołuje u mnie odruch wymiotny.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Public Enemies (2009) Mental 661 91,016 17-07-2009, 00:29
Ostatni post: Glut



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości