Resident Evil (seria)
Wklejanie RT jako dowodu na cokolwiek jest SO 2006

Odpowiedz
nawrocki napisał(a):Ale Cregger zły, bo nie ma Leona i one-linerów :(

Nie zły tylko zwykły przeciętny rzemiecha, tak samo przeceniany jak jego dotychczasowe filmy.

https://www.blu-ray.com/Resident-Evil/1991359/#Review

Cytat:Cregger likes to keep things light when he isn’t going gory, adding misunderstandings, mishaps, and fatigue to the tale (Bryan’s biggest adversary is 28 floors of stairs to climb when elevators aren’t available), usually going for laughs. Perhaps its meant to disrupt expectations, but it creates a strange, almost frustrating viewing experience, with one half of the movie serving up monsters and mayhem, while the other half goes goofy, never settling on a consistent tone or particularly inviting sense of humor.

Czyli typowy film od tego pana - trochę CGI krwi i dużo śmichów hichów żeby absolutnie broń boże niczego nie brać na poważne (bo musi być samoświadomość a nie zwykła, prostacka groza) i większość jak widać zachwycona.
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
(03-09-2026, 18:11)marsgrey21 napisał(a): No widziałeś, że to będzie komedia?

Każdy film tego gościa to film który każdą poważną sekwencje kontrastuje groteskowym żartem i w tym podobno tkwi jego geniusz który wszyscy chwalą.

To samo było w Barbarians i Weapons.

W jednym z wywiadów Cregger powiedział, że po pokazach testowych publiczność narzekała, że jest zbyt śmiesznie, więc powycinał tyle żarów, ile mógł.

Cytat:I learned that people really liked the movie, but they thought it was too funny. So over the course of my testing, I stripped out as much of the jokes as possible. I then found that not only did the audience enjoy the movie more, but I also liked the movie a lot more. A little bit of humor goes a long way in a horror movie, and there’s not a single joke I took out of this movie that I miss. So that perspective was really helpful.

Odpowiedz
Żarty sobie mógł powycinać, tonu filmu jak widać i tak to nie zmieniło bo gość ma śmieszkowanie we krwi. Może niech zacznie po prostu kręcić komedie, wtedy nie będzie musiał niczego udawać ani usuwać. No ale komedie niestety dziś nie sprzedają się tak dobrze jak tego typu horrorki.
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
Kurwa, starzeje się, nie rozumiem nic z tego świata teraz, pora się zbierać.
que sera sera
Leżę i robię pod siebie
Oozy nine millameedah.

Odpowiedz
(16-09-2026, 18:47)nawrocki napisał(a): https://www.rottentomatoes.com/m/resident_evil_2026

Ale Cregger zły, bo nie ma Leona i one-linerów :(


Nie wiem o co chodzi z tym typem? Widzę mnóstwo wpisów przygłupów, którzy twierdzą, ze film bedzie świetny choć go nie widziały.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Culture wars, ludzie bez życia tworzą grupy podporządkowane danym idolom, identyfikując się z nimi, broniąc filmy jednego autora, a potem krytykując drugiego nawet ich nie oglądając.
que sera sera
Leżę i robię pod siebie
Oozy nine millameedah.

Odpowiedz
Przecież Ty jesteś pierwszy do krytykowania wszystkiego.
http://www.filmweb.pl/user/tynarus120
Forum światopoglądowe filmowe

Odpowiedz
que sera sera
Leżę i robię pod siebie
Oozy nine millameedah.

Odpowiedz
[Obrazek: images?q=tbn:ANd9GcTj6C8agjw6ZXeA-6vdHTk...KO_E6&s=10]

Resident Evil (2026; reż. Zach Cregger)

TL;DR
Jeżeli komuś nie podszedł trailer, to może odpuścić kino.
Jeżeli ktoś chce poważnego horroru, to też może odpuścić kino.
Jeżeli ktoś jest fanem gier, to... na dwoje babka wróżyła.

Zacznijmy od tego, że to pierwsza wierna ekranizacja gier z tej serii, nie będąca ekranizacją żadnej konkretnej części. Przeniesiono akcję do współczesności i w okolice zimy (zamiast jesieni 1998r.), ale w gruncie rzeczy niewiele to zmienia. Śniegowa sceneria tworzy trochę lepszy klimacik, który jest zacnie wykorzystany w pierwszej połowie filmu - gra świateł, zdjęcia, inscenizacja scen. Do tego momentu jest wszystko tip top. Cregger wymyślił też nowego wirusa, albo wariację jednego z wielu, jakie przewinęły się w grach. Główny sprawca problemów Racoon City (T-virus) przewija się gdzieś w tle. Biorąc pod uwagę ile wirusów wymyślali na potrzeby gier, i nie przeszkadza to za bardzo w filmie - pozwala też stworzyć całkiem ciekawego potwora tu i tam. Brakuje jednak takich zwykłych, wolnych zombie i Lickera, a ten akurat mógłby się dwa razy pojawić z korzyścią dla filmu. Poza dwoma scenami, wszystkie zombie są szybkie - lepiej się to sprawdza pewnie w filmie, ale brak klasyków jest mimo to zauważalny. Nowe wymysły Creggera są za to całkiem niezłe, na czele z monstrum poniżej i jego powstaniem - cała akcja na farmie to top filmu i nie mam się tam do czego przyczepić. Do tego dochodzą różne mutacje
[Obrazek: 3hivemind.png]

Konstrukcja filmu, sposób prowadzenia scen i kamery są żywcem wyjęte z gier. Zaczynamy powoli, wprowadzając słabszych przeciwników, a wraz z przenoszeniem się między lokacjami (które robią za swego rodzaju levele), dodajemy więcej przeciwników, zwiększamy ich różnorodność i poziom trudności. Tempo filmu jest dość zabójcze i naprawdę czuć tu survival. Levele przechodzą przez schemat lokacji znany z gier, aczkolwiek jest trochę niedosyt w wykorzystaniu samego miasta. Domyślam się, że to kwestia budżetu, ale dwie ulice na krzyż to trochę mało. Główny bohater zaczyna bez broni, by po kolei zdobywać lepsze modele. Mamy znajdźki, które trzeba zdobyć - albo olać. Mam słynne z gier zablokowane przejścia. Widać, że Cregger kocha tą serię, sam jest graczem i tak skonstruował ten film.

Niestety, ma to też swoje minusy, z których największym jest końcówka.

Jeżeli ktoś oczekiwał poważnego podejścia do tematu, to bardzo szybko się zawiedzie. Komedii nie jest tak dużo, jak sugerowano, ale to jednak wcześniejszy scenariusz Creggera i to widać. Całość nastroju jest skonstruowana na zasadzie sinusoidy - mamy momenty napięcia, przeplatane momentami komediowymi dla rozładowania tego napięcia przed kolejną jazdą bez trzymanki. Nie są to żadne meta-superświadome żarty (poza jednym przypadkiem), a zwyczajne absurdalne sytuacje. Najbliżej temu do kina Sama Raimi i chyba w takim kinie Cregger czuje się najlepiej. Przydałoby się natomiast, żeby czasami ktoś go wyhamował. Zbyt często pojawia się tu element komediowy w porównaniu do horrorowego - tak na oko jest to jakieś 70% horroru i 30% komedii. Jeżeli jeszcze jest to udane, to działa tak jak powinno. Niestety, nie zawsze tak jest. O tym niżej.

[Obrazek: resident-evil.jpg?w=1000&h=667&crop=1]

Co do samego głównego bohatera - Bryana - jest to zwykły koleś, robiący za kuriera medycznego. Super wykorzystano motyw z tym, że nie potrafi obsługi broni i dopiero się tego uczy. Poza jedną - najgorszą chyba sceną całego filmu. Do tego został fenomenalnie zagrany przez Austina Abramsa. Chłop idealnie oddał panikę, strach, szok i zaskoczenie idealnie. Talent komedioyw pokazał już w "Weapons", a trafiły mu się tez ze dwie dramatyczniejsze sceny i też podołał. Tym bardzej jestem ciekaw "Whalefall", bo "Resident Evil" to w zasadzie show jednego aktora. Niestety, jednocześnie mam wrażenie, że Cregger pisał skrypt aż zbyt z perspektywy gracza - przez co ilość komentarzy głównego bohatera oraz ich treść brzmi czasami, jakby były wypowiadane z kanapy przed samym telewizorem. To nie jest żadne meta-zagrywka, a raczej nieświadomość scenarzysty, który jednocześnie jest graczem. Projektuje to zbyt często tuż po scenach pełnych napięcia poprzez głównego bohatera. Dzięki temu dostajemy też najbardziej żenującą scenę i najbardziej żenujący tekst w filmie - dwa jedyne momenty, gdzie wchodzi zabawa w samoświadomość tego, że to adaptacja gry. Oba są tak przechujowe, że niesmak pozostaje na tyle długo, że ciężko się z powrotem wbić w rytm filmu...

Żeby nakreślić całość żenady jaka ma miejsce.
Przez film przewija się kilka innych postaci, ale każda z nich to przerysowana karykatura jakiegoś archetypu. Z pracownikiem korporacji Umbrella na czele. To jest w ogóle pierwszy dłuższy słaby moment filmu, bo cała rozmowa jaka ma miejsce po jego pojawieniu się wygląda jakby została napisana przez 13-latka. Tak, wiem, że Cregger ma tendencję do pisania jak 13-latek - ale to było bardzo słabo napisane, nawet jak na niego. I tu dochodzimy do finału, który jest... hmmm... nie wiem, czy genialny czy do dupy :) Na papierze przynajmniej wygląda to zajebiście.
Ta końcówka totalnie zepsuła mi cały seans, przynamniej na ten moment. Mimo iż jestem świadom, że realnie by to pewnie dokładnie tak kretyńsko głupio wyglądało. Może jest w tym jakaś mądrość sama w sobie: co doprowadziło do upadku współczesnego Racoon City - różnorodność :) To uczucie, kiedy absurd na ekranie jest prawdopodobnie bardziej realny, niż to co mi się wydaje jest... bardzo dziwnym uczuciem.

Przez to mam duży problem z oceną tego filmu. Do ostatniego levelu dałbym mu lekko zawyżone 8/10, jak zapomnę o scenie z MP5. Po ostatnim levelu, waham się między 6-7/10, więc niech będzie 6+ na ten moment. Na pewno powtórzę całość i może ocena wtedy się zmieni, ale nawet teraz nie wiem, czy na więcej, czy mniej.

Nie zgodzę się za to, że Cregger to przeciętny rzemieślnik. Ma talent do horrorów, do inscenizacji scen i nawet do komedii. Reżysersko i scenopisarsko. Nawet jeżeli sporo mu w tym filmie nie wyszło, to o wiele więcej jednak się udało. Co więcej, czuć w tym jego autorską rękę - na dobre i na złe. Tylko naprawdę przydałby mu się czasami ktoś, kto wybije mu z głowy niektóre pomysły, bo jeszcze nie wie, kiedy powiedzieć sobie stop. A przynajmniej nie wiedział w momencie pisania tego skryptu, który powstał jakiś czas temu. Szkoda, że nie przysiadł do niego porządnie drugi raz, bo były szanse na najlepszy horror roku i najlepszą adaptację gry ever. A tak "Silent Hill" wciąż pozostaje na podium.
I want to belive.

Odpowiedz
Dzięki za naprawdę dobrą i wyczerpującą reckę filmu, naprawdę rzadko na tym forum tego typu opinie się spotyka. Inna sprawa:

Gladius napisał(a):Nie zgodzę się za to, że Cregger to przeciętny rzemieślnik.

Niby się nie zgadzasz, a dajesz filmowi 6/10 z plusem, czyli ocenę raczej bardziej zbliżoną do przeciętnej. Do tego bierzemy jego dwa poprzednie filmy, które poza 6/10 nie wychodzą i mamy obraz kolesia, który może i jest utalentowany i ma oko do inscenizacji ale nijak to nie wpływa całościowo na jego filmy, które są cóż, po prostu co najwyżej przeciętne.

Ale recka super i jeszcze raz szacun.

Gladius napisał(a):Szkoda, że nie przysiadł do niego porządnie drugi raz

No to się bierze wprost z tych zachwytów nad nim - ego wyjebało w kosmos i w bani jest przeświadczenie, że wszystko to co napisze, jest zajebiste. Nie dziwię się, ale niestety tak się kończy brak kontroli i hajpowanie przeciętnego rzemieślnika do rangi twórcy wybitnego :)
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
Druga sprawa, że gość trafił w sedno ze swoim podejściem do kręcenia i pisania, bo pomijając oczywiście hype boty, zaczynają się identyfikować (na jakimś osobistym poziomie) z nim osoby które już bronią filmu i narzekają na "fanuff resident evil" którzy nie klaszczą jak foki na widok tego filmu, gość już jest wynoszony na piedestał i jakakolwiek forma krytyki jest niedozwolona.

Zastanawiam się tylko kiedy odbije się czkawką tak jak Waititi, Whedon czy Gunn, a może będzie pioł się w górę i kręcił filmy na miarę Odysei i zbierał jeszcze większy poklask.
que sera sera
Leżę i robię pod siebie
Oozy nine millameedah.

Odpowiedz
(19-09-2026, 00:42)slepy51 napisał(a): Niby się nie zgadzasz, a dajesz filmowi 6/10 z plusem, czyli ocenę raczej bardziej zbliżoną do przeciętnej. Do tego bierzemy jego dwa poprzednie filmy, które poza 6/10 nie wychodzą i mamy obraz kolesia, który może i jest utalentowany i ma oko do inscenizacji ale nijak to nie wpływa całościowo na jego filmy, które są cóż, po prostu co najwyżej przeciętne.


No to się bierze wprost z tych zachwytów nad nim - ego wyjebało w kosmos i w bani jest przeświadczenie, że wszystko to co napisze, jest zajebiste. Nie dziwię się, ale niestety tak się kończy brak kontroli i hajpowanie przeciętnego rzemieślnika do rangi twórcy wybitnego :)

"Weapons" ma u mnie 9/10 i serduszko. "Barbarian" czeka w kolejce, więc jak obejrzę to się wypowiem. Natomiast moje 6+ wynika bardziej ze zmarnowanego potencjału i niedopasowania ilości humoru do ekranizowanej serii. Ciągną go w dół poszczególne sceny, a nie całość. "RE" w wydaniu Creggera wciąż wyróżnia się jego stylem, który można lubić lub nie, i który finalnie może go pogrążyć - jeżeli się nie ogarnie. Ten film jest jakiś, ma unikalną konstrukcję, potrafi zaskoczyć w kilku miejscach. Dla mnie przeciętność to przede wszystkim nie wyróżnianie się niczym szczególnym. Oglądasz film bez większych emocji, ale i bez wielu rzeczy do przypierdolenia się i o nim zapominasz. Filmy reżysera bez stylu. Dla mnie takim rzemieślnikiem jest np. Doug Liman, mimo iż kilka jego filmów wybija się ponad tą przeciętność - nie jest to zasług jego, jako reżysera. W przypadku "RE" na pewno zasługą Creggera jest pogrążenie siebie samego, ale przynajmniej zrobił to ze stylem :) Inna sprawa, że dla kogoś niezaznajomionego z serią gier, ten film na pewno będzie lepszy. Humor który mi przeszkadzał i nie pasował do tego konkretnego tytułu, pewnie przypasuje komuś kto nie z tym tytułem związanych żadnych emocji.

Nie uważam też, żeby Cregger był twórcą wybitnym - nie na tym etapie. Może za kilka lat, może za kilka filmów, jeżeli dojrzeje w ich realizacji. Obecnie jest moda na hype, bo mamy takie pokolenie i taki styl marketingu. Nie można Creggerowi odmówić sukcesu komercyjnego, wśród widzów i krytyków. A to, że dla ludzi wychowanych z social mediami i Tiktokiem sukces trwa chwile, bo zaraz wyjdzie kolejna rzecz, na którą muszą przerzucić swoją uwagę. To bierzesz twórcę z potencjałem i ewidentnym stylem, i kujesz żelazo póki gorące. To samo jest przecież z ekipą od "Obsesji" oraz od "Backrooms".

Tak samo za krzywdzące uważam deprecjonowanie młodych twórców, tylko dlatego że nie podchodzi komuś ich styl (w tym wypadku horror + komedia), mimo iż ewidentnie wyróżniają się na tle reszty. Nie są ani objawieniem, ani przeciętniakami - zwyczajnie dopiero zaczynają kariery i jeszcze muszą się sporo nauczyć.

(19-09-2026, 01:03)marsgrey21 napisał(a): Druga sprawa, że gość trafił w sedno ze swoim podejściem do kręcenia i pisania, bo pomijając oczywiście hype boty, zaczynają się identyfikować (na jakimś osobistym poziomie) z nim osoby które już bronią filmu i narzekają na "fanuff resident evil" którzy nie klaszczą jak foki na widok tego filmu, gość już jest wynoszony na piedestał i jakakolwiek forma krytyki jest niedozwolona.

Zastanawiam się tylko kiedy odbije się czkawką tak jak Waititi, Whedon czy Gunn, a może będzie pioł się w górę i kręcił filmy na miarę Odysei i zbierał jeszcze większy poklask.

Akurat Creggerowi życzę lepiej, niż każdemu z powyższych, bo mam wrażenie że jest w tym swoim stylu - jeszcze przynajmniej - szczery. Nie wnioskuje z wywiadów, żeby zaczął uważać się, za twórcę ostatecznego i ostatnią nadzieję horrorów. W ostatnich wywiadach czuć od niego nawet więcej pokory, szczególnie w podejściu do ekranizowania konkretnej fabuły vs oryginalnej historii. Nawet dałbym mu do realizacji kolejną cześć Residenta, już opartą bezpośrednio na grach, żeby zobaczyć, czy potrafi wyciągać wnioski z krytyki. Tak jak nie zasługuje na stawianie mu wirtualnych pomników za 3 filmy, tak samo nie zasługuje na hejt tylko dlatego, że ktoś takowe mu stawia. Hate the game, not the player, czy co by tam Michaeal Bay napisał.

Natomiast klaskanie i wynoszenie kogoś na piedestał, bezkrytycznie i z obrazą dla drugiej strony to niestety znak czasów. Masz fanów gier, którzy jadą po filmie. Masz fanów gier, którzy zachwycają się filmem. Masz każdą ze stron jadącą po drugiej, nie dopuszczając możliwości innego zdania i vice versa. Tak jest w przypadku każdego filmu ostatnio i gier - przynajmniej te dwa media śledzę na bieżąco. Przestałem się tym przejmować w momencie jak jakiś geniusz napisał, ze wersja "Resident Evil" Andersona utrzymana w stylu Romero (:D) jest lepsza. Potem dodał, że "Welcome to Racoon City) z 2021r. nawet nie wiem kogo, ale podobno w stylu Johna Carpentera (:D :D) też jest lepsza. Bo w pierwszej masz wolne zombie, a w drugiej Claire ma kurtkę jak z gry :) Także znajdziesz tyle samo osób jadących po tym filmie, jak i go zachwalających. Przy wychodzeniu z kina dosłyszałem od jakiegoś typa, że bał się cały film, ale i tak to była sraka - i weź tu zadowalaj ludzi...

Ten sam motyw był przy okazji premiery "Blood of Dawnwalker" i masy ludzi jadących po tej gze, bo "Wiedźmin 3" jest lepszy, albo uznających ją za skrajne arcydzieło. To samo jest przy priemierze "wolverine". Część tego problemu to masowy dostęp do social mediów i wysyp profili "fanowskich", "recenzenckich" itd. Każdy może teraz pisać, co chce, a algorytm podpowiada Ci, co chcesz lub nie chcesz zobaczyć. Ludzie wyświetlają takie posty, walą komentarzami, cyferki się zgadzają, a to jakie jest dzieło schodzi na drugi plan. Druga część to krytycy, którzy, przynajmniej w przypadku gier, zaczęli stosować skalę 1, 6-10, przez co nawet jak gra jest słaba, to i tak dostaje na tyle wysoką ocenę, żeby nie było developerom smutno. Potem jest wylew zachytu lub hejtu w internecie i karuzela kręci się dalej.

Przy filmach jest o tyle lepiej, ze jednak krytycy jeszcze trzymają się tej swojej skali w miarę sensownie. Problem polega na tym, że teraz patrzą na filmy pod kątem polityki i tego kto, i kogo gra. Więc oceny filmów też straciły na znaczeniu, bo jest duża szansa, że wynikają ze statusu reżysera lub politycznej otoczki wokół filmu. Ocenianie filmu, takim jakim jest, niezależnie od reżysera lub podejmowanego tematu zanika. Nawet tutaj na forum zdarzają się takie przypadki, wystarczy wejść do tematu o PTA :)
I want to belive.

Odpowiedz
Cregger mógł sobie gadać o wykrajaniu żartów, ale aby to odniosło jakiś efekt musiałby wyciąć tak z półtorej godziny bo ten cały film to seria slapstickowych gagów. Dosłownie każda scena podszyta jest zgrywą, co chwilami jest umiarkowanie zabawne, znacznie częściej irytujące, a w kilku przypadkach (scena z dziewczynką w tunelu) wręcz katastrofalne.
Gladius napisał(a):Widać, że Cregger kocha tą serię, sam jest graczem
No widać, bo użył nazw Raccoon City i Umbrella. Tyle się uchowało z gry. Nie protagoniści, nie potwory, nie gatunek (bo to tutaj to Three Stooges a nie Romero)... no ale co jakiś czas za bohaterem turla się ta sama pokraka, toż to zupełnie jak Nemesis!
RE 2026 to nihilistyczno-milenijny żart który nie ma nawet przyzwoitej puenty. W końcówce Cregger równie dobrze mógł umieścić zbliżenie swojej pierdzącej dupy, wydźwięk dramatyczny byłby równie dobitny.
Takie 2-3/10

Odpowiedz
Cregger zekranizował gameplay, zamiast fabuły. Czy to jest bardziej, czy mniej wierne grom w takim wypadku? Wg mnie na pewno wierniejsze, niż pozostałe ekranizacje. Czy dobre? To już kwestia mocno subiektywna. Seria RE nigdy nie była w pełni poważna, ale to był zupełnie inny rodzaj podejścia, niż humor użyty w filmie - szczególnie w drugiej połowie. I w totalnie innych proporcjach. Scena z dziewczynką oznacza moment zjazdu filmu po równi pochyłej do tego nieszczęsnego finału. Jest jednocześnie mocna, w kontekście historii Bryana, ale zostaje zajechana tym nieszczęsnym humorem.

Muszę też sprostować jedną rzecz, bo wirus użyty w filmie to jest wirus z gierek, a nie wymysł Creggera. Coś mi się tak wydawało, ale akurat "Resident Evil Outbreak" nie ogrywałem, tylko nadrabiałem na youtube. Także musiałem chwilę pogooglać, żeby sobie skojarzyć, gdzie już widziałem motyw łączenia ciał w taki sposób. To też wyjaśnia szybkie zombie.
I want to belive.

Odpowiedz
No tak, po co komu lickery czy Tyrant skoro można sięgnąć do co-opowego spin offa.
Im dłużej o tym myślę tym bardziej irytuje mnie ten film. W serii pojawiali się już bohaterowie bliżsi everymanowi, nawet moja ulubienica z Wielkiej Czwórki, Claire, zaczynała jako studentka na motorze. Ale byli to, właśnie, bohaterowie. Ten tu nieszczęśnik którego imienia nie chciało mi się i nie warto było pamiętać to natomiast mięso armatnie. Jego rolą jest spadać z wysokości, być gryzionym i oblewanym krwią podczas gdy widz rechocze jedną ręką pakując popcorn do gęby a drugą drapiąc się po dupie. Od całego przedsięwzięcia wali cynicznym zblazowaniem typowym dla pokolenia Creggera. Z tej perspektywy zakończenie nie stanowi subwersji tylko nieunikniony rezultat podejścia Zachary'ego.
Ja nadal uważam, że Resident Evil powinien być b-klasowym akcyjniakiem z zombiakami w stylu czwórki lub b-klasowym horrorkiem z zombiakami w stylu jedynki, a nie sadystyczną komedią o pastwieniu się przez 1h 30 nad jakimś NPCem.

Odpowiedz
Nie kumam Twojej logiki Paszczak :D


Skoro Cregger założył sobie, że bohater jego filmu będzie mięsem armatnim, to chyba dobrze że nie wykorzystał w tym miejscu żadnej postaci z gier, żeby nie zirytować fanów. No-name w tym filmie to powinien być dla Ciebie gigantyczny plus i co najmniej pół oceny w górę. :D
zombie001, member of Forum KMF Film.org.pl since Jul 2013.




Odpowiedz
Właśnie założenie że będzie mięsem armatnim samo w sobie jest problemem, niezależnie od tożsamości lub jej braku.
Przekonałeś mnie, 1/10.

Odpowiedz
(19-09-2026, 22:11)Paszczak napisał(a): Ja nadal uważam, że Resident Evil powinien być b-klasowym akcyjniakiem z zombiakami w stylu czwórki lub b-klasowym horrorkiem z  zombiakami w stylu jedynki, a nie sadystyczną komedią o pastwieniu się przez 1h 30 nad jakimś NPCem.

100% zgody. Coś czuję, że 6+ nie przetrwa tej powtórki...

Nie no, ale 1/10 to zachowajmy chociaż dla "Welcome to Racoon City", nawet jeżeli Kaia w roli Claire to jedyny plus tego filmu wynoszący go nad 0/10.
I want to belive.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  The Last of Ass - seria Red 2,522 320,289 05-09-2026, 22:52
Ostatni post: slepy51
  Wiedźmin / The Witcher - seria Gieferg 1,169 190,762 01-09-2026, 20:14
Ostatni post: shamar
  Tomb Raider (seria) peju 189 39,661 24-06-2026, 17:36
Ostatni post: Spoilerowo
  Silent Hill - filmy (2006 / 2012) i seria gier Mierzwiak 456 85,080 13-02-2026, 14:45
Ostatni post: Paszczak
  Prince of Persia - seria gier military 31 10,735 30-01-2026, 11:18
Ostatni post: shamar
  Five Nights at Freddy's (seria) / FILM Lawrence 8 4,965 04-01-2026, 12:17
Ostatni post: OGPUEE
  Grand Theft Auto (seria) BezcelowyAlbatros 1,399 230,686 07-11-2025, 16:19
Ostatni post: shamar
  Metal Gear Solid (seria) Anielski_Pyl 151 39,164 21-08-2025, 19:55
Ostatni post: slepy51
  Uncharted (seria) simek 616 101,153 05-12-2024, 00:03
Ostatni post: Bartholomew
  Seria "Souls" i Bloodborne military 69 19,466 17-12-2019, 21:29
Ostatni post: patyczak



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości