Rocky Balboa czy jak kto woli Rocky VI to zakończenie historii, podsumowanie i pożegnanie Sylwestera Stallone z tą słynną rolą boksera. Kto oglądał film Rocky V wiedział że brakuje odpowiedniego i godnego zakończenia całej sagi. Stallone dokonał też wspaniałej rzeczy, nie tylko świetnie zakończył i podsumował to wszystko tym filmem ale i przedstawił nieco innego bohatera. Bohatera który po raz ostatni wychodzi na ring, który nie musi już nic udowadniać jak w poprzednich filmach. I choć przegrywa ostatecznie na ringu, wygrywa w życiu. Film to też refleksje starszego człowieka nad życiem, przekonywujące w skrócie. Prostota tego filmu, prostota tej sagi od zawsze była wielkim plusem. Wszystko w tym filmie jest na swoim miejscu, takie jak powinno być. Klimat poprzednich filmów zachowany. Nawet soundtrack jest swoistym podsumowaniem muzycznym, choć zabrakło mi na nim wspaniałego Vince DiCola - War (z Rocky IV). Szkoda też tylko że mamy migawki z walk poprzednich, a nie pojawili się jako tako Mr. T i Dolph Lundgren.Szkoda że uśmiercono postać Adrian, ale to filmowi nadaje większej że tak powiem nostalgii i zadumania.
Absolutnie zgadzam się z tą recenzją i gratuluje autorowi
http://www.film.org.pl/prace/rocky_balboa.html
Absolutnie zgadzam się z tą recenzją i gratuluje autorowi
http://www.film.org.pl/prace/rocky_balboa.html
07-08-2011, 17:27 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-08-2011, 17:30 przez Kinomaniak.)






