Rocky / Creed
Tak, dobry film, ale nie porwał mnie specjalnie. Jest sporo blubrów wbrew pozorom, a jeśli narzekasz, że Star Warsy jadą na nachalnym sentymencie, to tym bardziej dziwi mnie tak dobra ocena Creeda (który w dodatku też jest w jakimś stopniu kalką fabularną). Dobre kino, dobre walki - niby czegóż można by było chcieć więcej? A jednak jakiś niedosyt we mnie pozostał. Na razie bez oceny.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Wtórność fabuły to najmniejszy problem TFA ;]. Poza tym w przypadku Creeda, nie czuć brandzlowania się franczyzą tylko raczej chęć dodania kolejnego rozdziału.
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
Nie wiem, ja tam odbieram te filmy podobnie - i tu, i tu mamy starego wyjadacza, który schodzi na drugi plan, by służyć radami nowemu pokoleniu; I tu, i tu sporo odniesień do starych części; i tu, i tu czerpanie z kultowych melodii; w końcu i tu, i tu podobny schemat względem oryginału, ale z drobnymi zmianami. Oba zresztą oceniam na plus, Creed porwał mnie jednak mniej - zarówno jako film, jak i postać. Ale obejrzeć warto, godny następca plus niezłe są te walki, choć emocjonalnie startu do starych nie mają również.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Byłem z Cornem chyba na tym samym pokazie co Ty, Mefisto, ay? 

Wiecie, co dla mnie buduje ten film? To, że odwrócenie motywu underdoga gra bez fałszu, to też po części zasługa kreacji aktorskich, ale dla mnie robi ten film właśnie to, że bez problemu zaangażowałem się w wątki Adonisa, uwierzyłem w jego otoczenie, traktując nawet niekiedy jako coś zupełnie oderwanego od uniwersum Balboy. A przecież nie są oderwane, bo to pełnoprawny seqel szóstki. 

Wątek głuchej dziewczyny, relacja Adonisa z przybraną matką i przede wszystkim - ta ciągła próba udowodnienia sobie, że nie jest wpadką. Mega.

Każda kolejna odsłona Rocky'ego jechała o wiele bardziej na sentymencie niż ten film. Tutaj mamy jakichś lokalnych kultowców (Zszywacz!), którzy mimo iż mają kilka scen, zapamiętam ich bardzo dobrze, bo przecież film mógłby nas cały czas atakować tymi Spiderami, trenerem Apolla, a także cameo innych przeciwników. Sentymentalizm, o którym mówicie, istnieje, ale o wiele ważniejsze w tym wszystkim jest to, co nowego o bohaterach mają do powiedzenia twórcy. 

Walki dobrze nakręcone, a bardzo podoba mi się moment, gdy jeden z bohaterów, wręcz opętańczym spazmem, podnosi się po nokaucie. Zawsze bawi mnie w kinie bokserskim to powolne wstawanie, odliczanie, kiedy w życiu wygląda to tak, jak kimanie na kanapie po alkoholu - impuls, że wstajesz, idziesz do domu i siup - idziesz. Bez pytania. Ostrzeżenia. Choć nogi miękkie...

Muza spoko, zdjęcia najs, a bardzo fajny element folkloru (sprawdziłem, rzeczywiście tak jest) filadelfiskiego wkręcono w training montage. I dużo prawdziwych twarzy ze świata boksu i mieszanych sztuk walki.

8/10, a nawet 9/10, bo to najfajniejsza i najbardziej pomysłowa kontynuacja po latach obok "Koloru pieniędzy". I mocno inspirujący film, zważywszy, jakie były kulisy jego powstania.
Dyskretny urok burżuazji, Ran, Terminator 2, Big Lebowski, Fanatyk, Cries and whispers, Annie Hall, Eraserhead, Mroczny przedmiot pożądania, Noc na Ziemi, Lot nad kukułczym gniazdem, Capote, Boogie Nights, Zed i dwa zera, Żywot Briana.

Odpowiedz
[Obrazek: rocky-balboa.jpg]

Po dzisiejszej powtórce nie mogę uwierzyć, że w dzieciństwie to Rocky II był moją ulubioną częścią. Kiedyś nie dostrzegałem jaka przepaść dzieli sequel od oryginału.

Od początku.

Z jednej strony bardzo fajnie, że film zaczyna się najlepszą sceną pierwszej części - 14 rundą walki Rocky'ego z Apollem - z drugiej - 5 minut to za dużo, no i jest to najlepsze co film ma do zaoferowania przez pierwszych 85! Co jest dalej? Rozciągnięty do granic możliwości dramat o dalszych losach włoskiego ogiera i jego świeżo poślubionej nieśmiałki - nudniejszy, niewciągający, niezawierający nawet jednej tak pamiętnej sceny jak kłótnia Rocky'ego z Mickeym. W pewnym momencie złapałem się na tym, że sprawdzam godzinę, tak bardzo odechciewa się oglądać/ chce się to przewinąć.

I wtedy, po blisko 1,5h sensu, następuje dramatyczna zmiana. Leżąca w szpitalu Adrian mówi do głównego bohatera "Wygraj" i wybija gong. Pierwszy gong utworu "Going the distance" - jakiś geniusz musiał wpaść na pomysł, żeby zmontować pod niego nowy training montage. Później Rocky ponownie biega, z tym że najsłynniejszy utwór filmów o Rockym - "Gonna Fly Now" - ma teraz dziecięcy chór, a za Rockym biegnie tłum, co podnosi emocje do kolosalnych rozmiarów. Treningi w tej części są lepsze niż w oryginale i jeszcze bardziej motywujące!

Finał to typowe dla tej serii mordobicie, zero gardy, zero realizmu. Ale zmontowane to fajnie, nowa muzyka Billa Contiego robi swoją robotę, no i ostatnia runda... kiedy Rocky i Apollo upadają, zachowuje się tak jak Paulie i Adrian oglądający to w telewizorze - wstaje z miejsca, krzyczę, kibicuje Rocky'emu. Kiedy wygrywa skaczę z radości. Końcowe


...jest wyciskającą łzy szczęścia wisienką na torcie. Ostatnie 35 minut tego filmu to coś wspaniałego, niewiele ustępujące oryginałowi, a czasami nawet bardziej od niego emocjonujące. Za te 35 minut, naciągane (z sentymentu)

8/10

PS Postać Gazzo całkowicie zbędna.

Odpowiedz
(23-12-2015, 19:04)EL-Kal napisał(a): Mega.
Dla Ciebie mega, dla mnie ledwo zarysowane, słabe, nudne. Z obu wątków nic nie wynika (poza tym, że laski emocjonują się pojedynkiem), oba wątki nie są specjalnie pociągnięte dalej - ot, po prostu sobie są, by odhaczyć punkt w życiu Adonka.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Jest problem z motywacją Adonisa, bo jest trochę rozmyta - mozna odniesc wrazenie, ze w pierwsze polowie filmu ma inna motywacje, niz w drugiej. Brakowalo temu wiecej przemyslenia albo lepszego zarysowania. Niemniej reszta jest zrobiona na tyle dobrze, ze nie popsulo mi to seansu. Niezaleznie od motywacji Adonisa, to wciaz czlowiek. A jako, ze to sequel bardziej niż spinoff, to jest to też nieco historia Rocky'ego, ktory robi to, po co jest w tym filmie - elegancko poznaje widza serii o "Rockym" z młodym Creedem.

Brakowało mi wiecej takich kawalkow w filmie:


Odpowiedz
Cytat:mozna odniesc wrazenie, ze w pierwsze polowie filmu ma inna motywacje, niz w drugiej.
A tak nie jest? ;]
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
Nie wiem. Moze tak jest. Niemniej to zle scenopisarstwo. W pierwszej polowie filmu motywacja Creeda jest "Chce sie bic, bo musze sie bic", a w drugiej mowi: "Chce udowodnic, ze nie jestem wpadka". W miedzyczasie mowi jeszcze o tym, ze nie chce zyc w cieniu ojca. Mimo że żadnej z tych trzech motywacji na ekranie po prostu nie widac.

Tj. widze, ze on chce sie bic, ale nie czuc w nim jakiejs obsesyjnej potrzeby boksowania (bo wlasciwie w pierwszej scenie w pracy juz sie zwalnia - nie czuc zadnego swedzenia, wiercenia sie, potrzeby wyladowania agresji - co innego by bylo jakby mial taki quasi-Fight Cluby moment, kiedy np. w pracy zaczalby bojke albo mial ochote zaczac bojke, albo np. zakladal sie z kumplami z pracy, ze im spusci wpiernicz). Tego typu swedzenie fajnie czuć np. w "Lights Out". Tego, ze ktos go uwaza za wpadke tez nie widac poza tym, ze w jednym programie w TV pyta czy bękart przekresli legende Apollo. Najlepiej napisany jest ten "cien ojca", ale tez jest to tylko w paru scenach, a i nijak to nie pasuje do jego motywacji na poczatku, bo przeciez nigdzie nie jest pokazane, ze ktokolwiek mu wczesniej wypominal bycie synem Apollo.

To jest duzy problem. IMO najwiekszy w tym filmie. Ale nie przeszkadzal mi ostatecznie przy ogladaniu. Lecz gdyby nie fakt, ze to część historii Rockiego i Apollo to nie działałoby tak dobrze jako samodzielna historia. Taki Tommy Gunn miał te motywacje konkretniej zarysowana.

Odpowiedz
(24-12-2015, 14:42)Crov napisał(a): W pierwszej polowie filmu motywacja Creeda jest "Chce sie bic, bo musze sie bic"

Ja odniosłem raczej wrażenie, że on się bić lubi i to jedyne, co daje mu satysfakcję.


Cytat:Niezaleznie od motywacji Adonisa, to wciaz czlowiek

Tego nie wiesz - może w kolejnej części okaże się, że to T-954.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
(25-12-2015, 01:51)Mefisto napisał(a):
(24-12-2015, 14:42)Crov napisał(a): W pierwszej polowie filmu motywacja Creeda jest "Chce sie bic, bo musze sie bic"

Ja odniosłem raczej wrażenie, że on się bić lubi i to jedyne, co daje mu satysfakcję.
No, w kazdym razie on mowi, ze MUSI sie bic. Mozna to tak zrozumiec. Nie mniej wciaz brakowalo mi ku temu lepszej podbudowy. Ten film i tak jest juz dosc dlugi (zwlaszcza jak na czesc "Rockiego"), ale bardzo pomogłoby ujednolicenie i lepsze nakreslenie motywacji. Życie w cieniu ojca jest spoko, bo jest unikalne dla tej postaci i mozna bylo to zaznaczyc jak dzieciak bił się na poczatku. Ale motyw quasi-FightClubowy tez mnie bawi.

Tak czy siak, to problem.

Odpowiedz
[Obrazek: bdeb2e65c6.jpg]

Z jednej strony trzeci Rocky jest dużo lepszy od poprzednika, z drugiej - czegoś mu brakuje. Wygrywa z "II", bo w ogóle nie jest nudny. Jest 20 minut krótszy, Stallone odpuścił sobie ciągnięcie dramatu, tworząc kino o wiele bardziej rozrywkowe, pełne walk, z większą ilością humoru i większą ilością kolorów (fajny pomysł żeby w trakcie pojedynków tło było oświetlane na niebiesko, nadaje to tej części unikalnego klimatu). Trójka wygrywa też świeżością, bo Rocky ma inne problemy niż poprzednio, Adrian jest zupełnie inną kobietą, jedna z kluczowych postaci filmu umiera w połowie, wróg z dwójki staje się najlepszym przyjacielem, a nowy przeciwnik (choć słabiutko rozbudowany, to bardzo charakterystyczny) stanowi jeszcze większe zagrożenie niż poprzednio. Do tego Bill Conti stworzył kolejny świetny soundtrack, Rocky doczekał się pierwszego hitu ("Eye of the Tiger"!) i to w tej części jest mój ulubiony training montage.

W czym przegrywa z dwójką - zabrakło mi najlepszej muzyki Rocky'ego - "Going the Distance", a z nią powera, no i finał nie wyciska łez, tak jak w poprzednikach. Jedyna wzruszająca scena w filmie to ta ze śmiercią Mickeya.

Nierealistyczne walki w Rockym nigdy mi nie przeszkadzały i nie przeszkadzają, ale zabawne jest, że niektórzy twierdzą, że w tej części pojedynki są realniejsze od tego z dwójki (i jedynki!). Owszem, Balboa w tej części nauczył się robić uniki i czasami trzymać gardę, ale strategia "Bij mnie, moja mam mocniej uderza" i to jakie sierpy na twarz przyjmują bokserzy jest jeszcze bardziej przesadzone niż poprzednio. Sędzia w ogóle nie interweniuje, choćby nie wiem w jakich tarapatach Rocky się nie znalazł, nawet kiedy dwukrotnie pada na deski w drugiej rundzie finałowego starcia! Tak czy inaczej, wszystkie walki bardzo fajne.

Ocena taka sama jak przy dwójce - 8/10 - ale sam nie wiem, którą część bardziej lubię. Ta na pewno jest bardziej do wielokrotnego oglądania i jest równiejsza. Ale czy lepsza? Od ostatnich 35 minut Rocky'ego II na pewno nie.

Kilka uwag o filmie:
- Stallone schudł, zrobił rzeźbę, ma nową fryzurę, przez co wygląda młodziej niż w poprzedniej części!
- Jedno wspomnienie przez Pauliego, że Rocky "naprawił sobie twarz" po walce z Apollem, to trochę mało po tym ile czasu poświęcono na jego oko w poprzedniej części.
- Fajnie, że cutmana wciąż gra ten sam facet w tle i że znowu pojawił się bar/barman z jedynki.
- Jeżeli walka w jedynce odbyła się 1 stycznia 1976 roku (Rocky ma 30 lat), w dwójce w listopadzie 1976 roku (Rocky ma 31), to trójka, w której mówią, że Rocky jest mistrzem od 3 lat, powinna się toczyć w 1979. Tymczasem pierwsza walka z Clubberem ma miejsce w sierpniu 1981 roku, a w TV wciąż twierdzą, że Rocky ma 34 lata! Tak się kończy kiedy na siłę chcę dostosować czas akcji filmu do daty jego premiery, ale nie chcą zbytnio postarzać głównego bohatera. Wiem, straszne czepialstwo i tylko taki maniak Rocky'ego jak ja mógł to wyłapać. ;)

Odpowiedz
(25-12-2015, 11:45)Juby napisał(a): - Jeżeli walka w jedynce odbyła się 1 stycznia 1976 roku (Rocky ma 30 lat), w dwójce w listopadzie 1976 roku (Rocky ma 31), to trójka, w której mówią, że Rocky jest mistrzem od 3 lat, powinna się toczyć w 1979. Tymczasem pierwsza walka z Clubberem ma miejsce w sierpniu 1981 roku, a w TV wciąż twierdzą, że Rocky ma 34 lata! Tak się kończy kiedy na siłę chcę dostosować czas akcji filmu do daty jego premiery, ale nie chcą zbytnio postarzać głównego bohatera. Wiem, straszne czepialstwo i tylko taki maniak Rocky'ego jak ja mógł to wyłapać. ;)
Poczekaj na przeskok miedzy Rockym IV a Rockym V, gdy w tydzien/w pare miesiecy syn Rockiego starzeje sie o jakies 5 lat. W Rockym generalnie działa upływ czasu jak w komiksach Marvela i DC - czyli chu wie, ale na pewno nie tyle, co powinno. ;)

Odpowiedz
Albo jak w Modzie na Sukces, gdzie dzieci urodzone po 2000 r. mają już po 25-30 lat :D :D :D
"Y es que eso es y, creo, será siempre el cine: una manera maravillosa de soñar" J. Potau

Odpowiedz
Pisaliście, że filmu w polskich kinach nie będzie, a dziś w Cinema City reklama jak byk - Creed premiera 8 stycznia.
Co mnie cieszy niezmiernie

Odpowiedz
No bo miało nie być, ale dystrybutor zdecydował się jednak wpuścić u nas w kinach. Nawet premiera została przyspieszona niż pierwotnie zakładano.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
"Creed" to solidny film, chociaż zachwytów nie rozumiem. Lepszy od części drugiej do Rocky Balboa, ale do jedynki się nie umywa.

Nie te emocje, nie ta muzyka, dużo słabszy główny bohater. Brak uniwersalnego przesłania, pozytywnej energii i ogólnego powera. I mniej skupiona fabuła, rozdzielająca się na kilka stron jednocześnie.

Od strony dramatycznej jest naprawdę nieźle. Jedna z lepszych ról Stallone'a od lat, a i główny bohater aktorsko daje radę. Co prawda nie dorasta do pięt swojemu ojcu, a co dopiero samemu Rocky'emu, ale czuć między nimi chemię. Ma motywację, ale mógł mieć trochę silniejszą.
Antagonista - ostatni przeciwnik, też jest dużo słabszy niż choćby w Rocky I czy IV. Jakiś tam Irlandczyk, o którym niewiele można powiedzieć. A i zbyt groźnie nie wygląda.

Ogółem nie mrozi i nie ziębi. Miły seans z którego zapamiętam tylko garstkę scen ze starym Sly'em.
7-/10

Odpowiedz
[Obrazek: a220.jpg]

Ajajaj. Jak to ocenić? Jako sequel Rocky'ego? Lepiej nie, bo ostatnie czego bym się spodziewał to taka zmiana konwencji z dramatu sportowego. Jako film po prostu? No nie bardzo, bo trudno Rocky'ego 4 w ogóle nazwać filmem. To bardziej pełnometrażowy teledysk stworzony pod kilka utworów (clipy Michaela Jacksona miewały więcej treści i przerywników między piosenkami).

Oceniam więc przez pryzmat sentymentu z dzieciństwa (to pierwsza cześć jaką oglądałem, widziałem ją chyba najwięcej razy), który jest silny jak ciosy Drago! Części 2-3 dostały u mnie naciągane ósemki, ta, choć ogląda mi się ją równie dobrze co trójkę i jest przeznaczona do częstszego powtarzania od dwójki, dostanie tylko 7/10 (karne oczko za końcową przemowę).

Ocena za
- sentyment (nie tylko do samego filmu, ale do serii i tych postaci)
- Ivana Drago (najlepszy czarny charakter serii)
- klimat 80s
- montaże (szczególnie ten z "No Easy Way Out")
- treningi (super pomysł z pokazaniem treningu przeciwnika Rocky'ego i podkreślenia różnic w warunkach w jakich trenują)
- piosenki ("No Easy Way Out", "Burning Hurt", Hearts on Fire" - wszystkie uwielbiam, przy wszystkich ćwiczę, bardzo motywujące)
- muzykę (Vince DiCola dał radę, jego muzyka sprawdza się w filmie idealnie, nadaje mu odpowiedniego klimatu, a "Training montage" zawsze towazyszy mi przy bieganiu)

Kilka uwag
- Finałowa walka, choć bardzo ją lubię (fajnie zmontowana i towarzyszy jej super muzyka), jest strasznie głupia. Rocky leży z 5 razy, okładają się ciosami, które w przypadku Drago - ponad dwukrotnie silniejszego od przeciętnego boksera - powinny kończyć się zabiciem Rocky'ego, a ten nic. Sędzia nigdy nie przerywa walki, która jest chyba najbardziej przesadzoną ze wszystkich w serii.
- Zero konsekwencji. Rocky twierdził, że choćby nie wiem co walka z Clubberem będzie jego ostatnią (już wcześniej miał zakończyć karierę), a mimo to 3 lata później wciąż jest mistrzem? Przecież nie stoczył przez te 3 lata żadnej walki! I skąd w takim razie limo pod jego okiem? W dodatku stwierdzenie, że od ślubu z Adrian minęło prawie 9 lat, potwierdza, że ta część toczy się w 1985 roku, a trzecia wcale nie toczyła się 3 lata po drugiej. Strasznie powalili w datach tej serii.

Odpowiedz
Cytat: I skąd w takim razie limo pod jego okiem?

Ze sparringów z Creedem?

Odpowiedz
żona go biła :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Rocky Balboa Predator895 83 18,227 20-12-2013, 16:24
Ostatni post: Mental



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości