Rocky / Creed
Nie jest to to samo, bo Creed wywołuje jakieś emocje a postać Adonisa na początku i na końcu filmu to nie jest ta sama postać co Rocky. Do tego jest tutaj sporo drobiazgów, które sprawiają, że film mniej przypomina oryginał
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
Ale cała konstrukcja jest taka sama. W TFA i ANH szkielet był ten sam, w Rocky i Creed też jest ten sam. Są drobne detale, w TFA też są, ale ogólnie można powiedzieć, że oba filmy to remake.

Odpowiedz
@Arahan, próbowałem już to przetłumaczyć kiedyś forumowiczom ale bez skutku.
"Y es que eso es y, creo, será siempre el cine: una manera maravillosa de soñar" J. Potau

Odpowiedz
Nawet przez sekundę podczas oglądania Creeda nie przeszła mnie myśl, że to remake Rocky'ego, czy też, że z niego zrzyna. Przy TFA czułem tak odkąd Poe przekazywał fragment mapy BB-8, czyli od jakiejś 5 minuty.

Cytat: Chłopak znikąd dostaje szanse od mistrza, zaczyna go trenować inny mistrz, dostaje wpierdziel, ale z klasą czym otwiera sobie drogę do wielkiej kariery. Heloooł!?

Rocky'ego nie trenował żaden inny mistrz, Adonis nie dostaje szansy od mistrza po czym zaczyna go trenować inny mistrz, tylko dostaje szanse gdy już jest na topie trenowany przez Rocky'ego, Rocky nie dostał wpierdzielu, wręcz przeciwnie, czym zaszokował świat, podsumowując: twój opis W OGÓLE nie pasuje do tego filmu (jakiej kariery? Rocky był o czymś zupełnie innym, a nawet sequel nie sugeruje otwarcia drzwi do wielkiej kariery), a różnić między tymi dwoma historiami jest od groma, albo i jeszcze więcej. Zupełnie co innego niż w przypadku nowych Gwiezdnych wojen i oryginału.

Taki sam szkielet powiadasz? Bzdura. Creeda i Rocky'ego łączą właśnie jedynie drobne elementy, jak to, że underdogowy fighter dostaje szanse od mistrza i przegrywa w ostatniej walce na punkty. Reszta tych filmów jest zupełnie inna. Na inne akcenty twórcy kładli nacisk, postacie są do siebie niepodobne, mają różne motywacje, przebieg filmu jest inny (już bardziej przypomina Rocky'ego II w drugiej połowie), itd., itd..

Odpowiedz
Lubię Creeda, nie lubię TFA, róznica między nimi jest taka: Creed ma fajnego Rocky'ego dla którego można to z przyjemnością oglądać bez względu na to, ile zrzyna z oryginału. TFA nie ma nikogo fajnego i nie wzbudza żadnych emocji.


I wypad stąd ze srałwarsami.

Odpowiedz
Creeda polubiłem po pierwszym seansie, ale... potem sobie uświadomiłem, że ten film nie ma nic co miał Rocky i że obejrzałem tylko ze względu na Rocky'ego.
Adonis nie jest wiarygodnym bohaterem, tak jak i jego "miłość", wszystko co robi, robi bo ma kaprys, droga Rocky'ego jako loosera, który musiał pokonać wiele przeciwności by wejść na szczyt, jest klasycznym motywatorem, który daje kopa do działania, Adonis nie ma nawet krzty tego czegoś co miał Rocky.
Sam nie wiem czy gdyby wyszedł sequel, ale bez Rocky'ego to bym oglądał, bo niestety główny bohatera czasami przywołuje uczucie wrzoda na tyłku, gdzie mu tam do uroku i sympatii jaką wywołuje Rocky.

Tak czy owak, oceniłbym na jakieś 6/10, za parę elementów i głównie za dalszy wątek Rocky'ego, bo co jak co, ale postać Adonisa była w tym filmie tak interesująca jak większość postaci granych przez Kristen Stewart.

Odpowiedz
Cytat:Sam nie wiem czy gdyby wyszedł sequel, ale bez Rocky'ego to bym oglądał,

ja wiem. Nie oglądałbym.

Odpowiedz
Chyba tak.

Odpowiedz
Bez względu na to co się sądzi o tych filmach na czysto subiektywnym poziomie, to jednak zależność względem oryginału i sequela, w przypadku Creeda i TFA jest identyczna. Oba w oczywisty sposób nawiązują głównie do pierwszej części, oba mają analogiczne do takowej sceny i motywy, ale oba dodają od siebie tyle, że nie można ich postrzegać jako stricte remake.

Oczywiście tylko w przypadku TFA jest to problem, bo jest popularniejsze, więc sobie można pohipsterzyć :)

Cytat:Lubię Creeda, nie lubię TFA, róznica między nimi jest taka: Creed ma fajnego Rocky'ego dla którego można to z przyjemnością oglądać bez względu na to, ile zrzyna z oryginału. TFA nie ma nikogo fajnego i nie wzbudza żadnych emocji.

Lubię TFA, spływa po mnie Creed. Różnica między nimi jest taka: Creed ma TYLKO fajnego Rocky'ego dla którego można to z przyjemnością oglądać bez względu na to, ile zrzyna z oryginału. TFA ma całą obsadę fajnych postaci i przez cały seans bawię się na nim jak dziecko :)

Możemy się tak przebijać w nieskończoność.

Odpowiedz
TFA ma grupe postaci które na siłe kreuje się jako fajne, zaradne i zabawne, ale z całego szeregu tych bohaterów jedynie Kylo Ren, się wyłamuje i jest kimś oryginalnym.

W dodatku problem nie tkwi w schematyczności, bo wiele filmów podąża tym samym szlakiem, ale szczegółach, nie jest np. czymś złym, że Rey to zagubiony dzieciak żyjący gdieś daleko, ale już fakt, że jest postacią żyjącą na pustynnej planecie, znajdującą robota z tajnymi planami itd. itd. już jest.

W przypadku Adonisa, mamy postać która też musi stoczyć walkę którą chce sobie coś udowodnić, ale mie jest typem bez wykształcenia, bez perspektyw, żyjącym z ścigania dłużników.

Odpowiedz
(17-10-2016, 12:47)Corn napisał(a): Nie jest to to samo, bo Creed wywołuje jakieś emocje...


Już w którymś temacie piszę, że nudy nie należy traktować jako emocji stricte ;)


(17-10-2016, 14:03)Juby napisał(a): Przy TFA czułem tak odkąd Poe przekazywał fragment mapy BB-8, czyli od jakiejś 5 minuty.


Boszz.... wiedziałem. Wiedziałem, że niepotrzebnie wywoływali TFA...
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
(17-10-2016, 15:31)Grievous napisał(a): Oba w oczywisty sposób nawiązują głównie do pierwszej części, oba mają analogiczne do takowej sceny i motywy, ale oba dodają od siebie tyle, że nie można ich postrzegać jako stricte remake.

Aha. Po dwóch seansach nie mam pojęcia co nowego do sagi dodało TFA, poza mieczem świetlnym Kylo i stworkami ze statku Hana. Wszystko jest takie same, tylko nazwy się zmieniły.

Ale przyjmijmy, że macie rację. Przyjmijmy, że zrzynanie od pierwszej sceny aż do finału w TFA i kilka zbieżnych elementów w historii Adonisa i Rocky'ego to ten sam poziom rimejkowania. W takim wypadku, przy obu filmach, najważniejszą kwestią pozostaje dla mnie to, jak oba kontynuują swoje sześcioczęściowe serie, które nie potrzebowały kontynuacji.

Creed - Nie robi nic inwazyjnego, pokazuje jedynie dalsze losy jeszcze starszego Rocky'ego, który staje się dla kogoś mentorem i mimo oporów z powodu złych doświadczeń z przeszłości, udaje mu się po raz kolejny pokonać wszystkie przeciwności losu.

TFA - sra na piękne zakończenie Powrotu Jedi. Oglądaliście ten film przez ponad 32 lata? Kochaliście tę historię, te postacie, to czego dokonały? Disney says: Fuck You! Już napisy początkowe TFA pokazują wielkiego fakera, ponieważ od tej chwili zakończenie RotJ means no shit anymore. Mało tego. TFA totalnie nie nakreśla sytuacji tego świata (naprawianie wad prequeli aż za bardzo) i cofa character development postaci z OT (Han wraca do tego kim był na początku ANH).

Dziękuję.

Odpowiedz
(18-10-2016, 10:40)Juby napisał(a):
(17-10-2016, 15:31)Grievous napisał(a): Oba w oczywisty sposób nawiązują głównie do pierwszej części, oba mają analogiczne do takowej sceny i motywy, ale oba dodają od siebie tyle, że nie można ich postrzegać jako stricte remake.

Creed - Nie robi nic inwazyjnego, pokazuje jedynie dalsze losy jeszcze starszego Rocky'ego, który staje się dla kogoś mentorem i mimo oporów z powodu złych doświadczeń z przeszłości, udaje mu się po raz kolejny pokonać wszystkie przeciwności losu.

TFA - sra na piękne zakończenie Powrotu Jedi. Oglądaliście ten film przez ponad 32 lata? Kochaliście tę historię, te postacie, to czego dokonały? Disney says: Fuck You! Już napisy początkowe TFA pokazują wielkiego fakera, ponieważ od tej chwili zakończenie RotJ means no shit anymore. Mało tego. TFA totalnie nie nakreśla sytuacji tego świata (naprawianie wad prequeli aż za bardzo) i cofa character development postaci z OT (Han wraca do tego kim był na początku ANH).

Co do pierwszego - no tak, taki niewinny filmik, robiony przecież dla fanów, no bo nie dla kasy, żeby jeszcze raz pokazać jak Rocky jest zajebisty. Pamiętacie zakończenie Rocky Balboa z 2006? Idealne pożegnanie z serią. Wielki mistrz pokazuje na co go stać i odchodzi. Ale jakby tu zarobić, jakby tu wyciągnąć z tego jeszcze więcej ... jakby tu... wiem! Zrobimy z Rockiego mentora, ale żeby było jeszcze lepiej, będzie szkolił syna swojego przyjaciela! O! I dajmy mu chorobę, przecież ludzie kochają Rockiego, to będą się o niego martwić.
" ...udaje mu się po raz kolejny pokonać wszystkie przeciwności losu." - no dajcie kurwa skrzypce to zagram coś smutnego ...

TFA nie sra na zakończenie Powrotu Jedi, tylko w jakiś sposób kontynuuję jego historię. W końcu Luke zaczął szkolić Jedi, w końcu Imperium odrodziło się w Nowym Porządku, w końcu miłość Hana i Lei nie jest idealna. Nie nakreśla sytuacji świata, owszem, ale po prequelach mam wstręt do polityki w tym świecie. I Han się rozwija. Po OT jego związek rozpadł się, a on wrócił do przemytu, a teraz w końcu przestaje uciekać od wojny.



Zresztą nie mam zamiaru bronić TFA bo ten film ma cholernie dużo problemów, ale mówienie, że Creed jest lepszy i zarzucanie TFA wtórności w momencie kiedy Creed to też lekko przerobiona kopia jest śmieszne. 

Odpowiedz
Śmieszne są twoje powyższe tłumaczenia. W czym zrobienie z Rocky'ego po 10 latach mentora dla innego boksera, jest psuciem zakończenia jego bokserskiej historii z szóstej części? W czym psuciem jest pokazanie, że na starość dopadła go choroba (przecież borykał się już z niejedną w tej serii)? Co jest złego w tym, że pod skrzydła bierze akurat syna swojego starego przyjaciela? Dla mnie nic, choć hejciłem pomysł na ten film od samiuśkiego poczatku.

Nie twierdzę, że historia w Creedzie jest idealna. Odnaleziony nieślubny syn Apollo to uproszczenie scenariuszowe (pojawia się w tym filmie, bo tak) i poniekąd policzek dla jego, raczej szczęśliwego, małżeństwa z czwórki, no i trochę nieładnie, że odstrzelili Pauliego pomiędzy częściami (aczkolwiek to samo zrobił Stallone z Adrian już w szóstce). Ale to tyle. Reszta jest wręcza naturalną kontynuacją poprzedników, mało tego! To jest spin-off, a nie pełnoprawna kontynuacja!


TFA nie "kontynuuje w jakiś sposób historii z RotJ", kontynuuje ten świat w ZŁY sposób, od pierwszych chwil sprawiając, że zakończenie sagi z 1983 roku nie miało żadnego znaczenia, bo rebelianci..., ups, sorry, Ruch Oporu (to coś zupełne innego, bo zmienili nazwę) dalej są w dupie i walczą z silniejszym Imperium... ups, znowu przepraszam, z Nowym Porządkiem (to naprawdę coś zupełnie innego), który znowu robi Gwiazdę śmie... Bazę Star Killer, oczywiście, aby zawładnąć galaktyką. Okazuje się, że walka na przestrzeni trzech filmów, którą wygrali bohaterowie OT, wcale się nie skończyła, a zakończenie RotJ znaczy tyle co zakończenie Terminator Salvation w serii o Terminatorze.

Odpowiedz
Nadszedł listopad czyli okres na powtórkę Rockiego, tym razem z "Creedem". "Rocky" to film, w którym boks jest tylko otoczką. Nie mówię, że nieważną ale na głównym planie jest życie zwykłego człowieka, który myśli, że stracił już swoją szansę. Nie uwierzę, że Stallone rzeczywiście nie zachowywał się jak Rocky. Przez cały film nie widziałem żadnego fałszu w tej postaci, emocje, styl mówienia, poruszania się, no mistrzowsko to zagrał. Przede wszystkim nie ma tu chyba postaci, którą wyrzuciłbym z filmu. Rocky to mega sympatyczny gość, szanujący innych, skromny i prosty. Scena, gdy siada na łóżku obok Adrian i mówi, że nie da rady pokonać Creeda jest najbardziej dająca do myślenia. Czuć wtedy stres i lęk Rockiego, i widać tu nie postać, a człowieka. Adrian świetnie zagrana przez Talie Shire to kobieta złożona. Przez pierwszą połowę ukrywa się w swojej nieśmiałości, by w drugiej wykrzyczeć długo skrywane żale Pauliemu. Sam Paulie też jest spoko, tylko trochę za często pyta o pracę u Gazzo. Mick to świetny mentor, który dba o Rockiego jak o syna, i chce jego dobra, nawet kosztem przegranej, "Leż! Leż!". Apolla nie muszę komentować. Scena jego zdziwienia, gdy Rocky dalej chce walczyć to najlepszy moment filmu. Jest tu sporo dobrych postaci, George Jergens, Gazzo, Duke, czy nawet barman, który strzela kolejkę po wyjściu Rockiego. Gdy zaczął się montaż treningowy to banan nie schodził z twarzy, kurde jakbym to oglądał pierwszy raz. Świetne uczucie znowu usłyszeć muzykę Billa Contiego. Jedyne do czego mogę się przyczepić to walki. Czasami nie wiadomo, czy oni unikają ciosów, czy jednak je dostają. Ale przez emocje i tak można na to przymknąć oko. 10.5/10. To są prawdziwe narodziny legendy.
http://www.filmweb.pl/user/tynarus120
Forum światopoglądowe filmowe

Odpowiedz
Cytat:Nadszedł listopad czyli okres na powtórkę Rockiego

:)

Leciałem z kolejnymi powtórkami Rocky'ego w listopadzie od 2005 do 2013 roku. W 14-tym powtórzyłem tylko 1 i 4, w 15-tym zrobiłem sobie przerwę. W tym roku chyba się skuszę na całość (ale na razie bez Creeda, bo tego muszę najpierw dokupić).

Odpowiedz
"Rocky II" - To był mój najlepszy seans tego filmu. Wcześniej wydawał mi się za długi i za melodramatyczny jak "Moda na sukces". Teraz wypluwam te słowa, bo doceniłem wartość kontynuacji "Rockiego". Mogłoby się wydawać, że po walce z Apollo życie Rockiego jest już spełnione, a jednak prawdziwy dramat dopiero przed nim. Stallone świetnie poprowadził swoją postać, bo czujemy co przeżywa. Czujemy jego radość jak kupuje Adrian drogie rzeczy, czujemy jego smutek podczas śpiączki wcześniej wspomnianej żony, i czujemy jego wolę walki podczas treningu oraz pojedynku. Czuć tu cholernie wiele emocji. Gdy kończy się cały kryzys głównego bohatera i Adrian mówi: "Win, win!", a Mick: "Na co do cholery jeszcze czekamy?!" i przechodzimy do montażu treningowego to zdecydowanie najlepsza scena filmu. Jest tu wiele świetnych scen: Mick sprawdzający prawe oko Rockiego, monolog Mickiego w kaplicy, dzieciaki z Filadelfii biegnące za Rockym etc. Sama walka też mocna. Pomijając częstotliwość przyjmowania ciosów na ryj przez Rockiego to tę walkę po prostu świetnie się ogląda. Mamy tu starcie dwóch postaci, które miały już swój pojedynek, ale nie dostajemy powtórki z rozrywki. Teraz obaj bohaterowie są jeszcze bardziej zdeterminowani, aby udowodnić swoje umiejętności. Scena, gdy Apollo chce uciec z narożnika a Rocky go wraca i dalej w niego naparza jest taka mocna, że aż czuje się powagę tego starcia. Potem jak obaj przeciwnicy padają na deski i wygrana toczy się już o to kto wstanie to najlepsze zakończenie walki w serii. Nie wspominając już o "Yo Adrian!". 9.5/10.
http://www.filmweb.pl/user/tynarus120
Forum światopoglądowe filmowe

Odpowiedz
Wczoraj/dzisiaj mija 40 lat od światowych premier jednego z największych arcydzieł jakie widziały moje oczy.

[Obrazek: 14963310_10154653275261565_3612598652199925500_n.png]

Aż se chyba powtórzę. To jeden z tych filmów, które mogę oglądać co roku, nigdy mi się nie znudzą.


Może by tak zmienić tło forum na Rocky'ego?

Odpowiedz
Z okazji 40lecia wyszła też fajna graficzka:

[Obrazek: doektkqTURBXy83ZDJjOGNlNGQ5MzFkNmM3NzUwM...UCzQJsAMLD]
"It can't be bargained with. It can't be reasoned with. It doesn't feel pity, or remorse, or fear. And it absolutely will not stop... ever, until you are dead!" - Kyle Reese

Baretto - Filmweb

Odpowiedz
Nie wybił. Zarobki trójki to tylko USA, nie ma danych z reszty świata. Dane części 1-2 też pewnie są mało wiarygodne.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Rocky Balboa Predator895 83 18,253 20-12-2013, 16:24
Ostatni post: Mental



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości