Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
21-11-2016, 22:55
|
Rocky / Creed
|
|
Fajnie tylko... po jaką cholerę wstawiać oceny z IMDB czy FW? Idiotyczne
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 21-11-2016, 22:55
Też nie ogarniam. Lepiej daliby moje oceny (czyli 10 dla jedynki, 4 dla piątki, 8 dla reszty). :)
21-11-2016, 23:36
Uwielbiam tą serię, nawet nienawidzoną 5-kę która ma dla mnie jakiś urok i lubię ją poniekąd bardziej od 4 (shame on me), postać Rocky'ego jak i sam Stallone bardzo mnie zainspirowali do treningów jak i walki o własne cele, więc tym bardziej te filmy dużo dla mnie znaczą.
ps: nie liczę Creed, bee :( 21-11-2016, 23:57
"Rocky III" - Film krótki i na temat. Clubber Lang to nie jest przeciwnik najwyższych lotów, ale dobrze się sprawdził jako antybohater znikąd. Apollo jako trener Rockiego to najlepsza rzecz tej części. Jako good guy ta postać zyskuje i co najważniejsze jest chemia pomiędzy nim a Włoskim Ogierem. Szkoda, że Mickey odszedł ale scena płaczu Stallone'a to naprawdę mocna scena. Umiejscowienie akcji w Kalifornii też na plus. Poza tym Talia Shire chyba najlepiej wygląda w tym epizodzie. W sumie nie ma co za bardzo dużo mówić o tym filmie, po prostu dobrze się to ogląda. "Eye of the tiger man!", "There is no tomorrow!". 8.5/10.
22-11-2016, 00:16
Podczas tegorocznej powtórki jak na razie poprzednie trzy części zyskały o jedną ocenę wyżej, w przypadku czwórki nie jest inaczej. "Rocky IV" to film, przy którym Stallone chciał zrobić coś nowego. Udało mu się, bo zimowy klimat ZSRR i "teledyski" w filmie sprawdzają się bardzo dobrze. Apollo podczas swojej ostatniej walki pokazuje swój prawdziwy charakter, i gdy kazał Rockiemu nie rzucać ręcznika widać było ile to dla niego wszystko znaczy i że nadal ma "Eye of the tiger". Bardzo dobrze zrobione jest też jego pożegnanie z żoną przez tylko spojrzenie, Carl Weathers świetnie to zagrał. Największy zgrzyt to nic innego jak robot, pieprzony robot, przez który czuję się dokładnie tak samo niezręcznie jak Paulie i Apollo, gdy pierwszy raz widzą to coś. Zadaję sobie wtedy to samo pytanie co oni: " What the hell is that?!". Dolph Lundgren to świetny Ivan Drago, mało mówi, ale jego spojrzenie na Rockiego po powaleniu Apolla mówi wszystko. Złote Maliny dla tego filmu tylko pokazują, że te "nagrody" są gówno warte. Pomijając wygrane Stallone'a, bo na niego się uwzięli, ale "najgorsza muzyka"?! Cholera jasna, toć ta muzyka robi robotę w scenach treningu lub tzw. "teledysków", a zwłaszcza "No easy way out". Z najgorszym aktorstwem żony Drago też nie przesadzajmy, nie widziałem w jej grze nic złego, a ładna laska nawet z niej była. Dobrze, że trenerem Rockiego został Duke, bo to świetnie odegrana postać, "No pain, no pain, no pain". Btw. w grafice, którą wstawił Barreto nie jest przypadkiem błąd? Jest tam, że Rocky miał 15 wygranych rund z Drago, a ewidentnie widać, że w pierwszej rundzie Balboa przegrywał. Za to druga runda jest już świetna, Rocky dostaje lanie ale rozcina Ivana i napiera na niego, gong dzwoni, a Rocky dalej walczy z rządzą zemsty za śmierć Creeda. Całościowo film jest bardzo przyjemny do oglądania tylko przeszkadza mi ten cholerny robot, czasami trochę się też nuży. Ocena końcowa to 8/10. Jestem ciekaw czy ocena podniesie się też przy piątce, obecnie jest 7/10, ale wątpię żeby w tym przypadku nostalgia zadziałała.
04-12-2016, 21:04
Jestem w tym samym miejscu, a dzisiaj sięgam po piątkę. Czwóreczka niezmiennie moja ulubioną częścią wraz z jedynką, do tego najlepsza walka w serii.
Cytat: Jest tam, że Rocky miał 15 wygranych rund z Drago Bzdury tam są. Z Creedem w dwójce też przecież większość przegrał i tylko KO mogło mu dać zwycięstwo. Myslałem, że może liczą wszystkie jako wygrane w przypadku KO ale z Clubberem w takim wypadku miałby 3, a ma 2, więc ogólnie nie widzę w tym żadnego sensu. 04-12-2016, 21:28 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-12-2016, 21:29 przez Gieferg.)
Ciekawa analiza piątej części, z naciskiem na porównanie wersji kinowej i workprinta >>
Genialny dokument >> ukazujący piękno i szereg czynników zewnętrznych, które pomogły Slajowi stworzyć tę unikalną Postać. Dlatego uwielbiam tę niesamowitą serię !!! 06-12-2016, 22:13 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-12-2016, 02:10 przez Predator895.)
Kurde, nostalgia zadziałała. "Rocky V" to film pod paroma względami zmarnowany, ale ogólnie i tak jest dobry. Niektórym może przeszkadzać powrót stylistyki do pierwszych dwóch części, ale dla mnie to jest plusem. Lubię motyw powrotu do korzeni w filmach, więc Rocky ponownie mieszkający w Filadelfii mi absolutnie nie przeszkadza. Mogli tylko wymyślić lepszy powód do powrotu do starego domu, gdyż utrata całego majątku przez Pauliego i jakiegoś księgowego jest z deka naciągana i wygląda to tylko jak łatwa wymówka, zwłaszcza, że potem nie poruszają zbytnio tego tematu w filmie. Rocky jako trener to bardzo dobry pomysł na kontynuacje, bo oferuje nam coś nowego, gorzej jest tylko z jego uczniem. To nie jest tak, że postać Gunna jest zła, ale nie znam go na tyle, żeby uwierzyć w to co robi. Najpierw przychodzi do Rockiego prosząc o pomoc, mówi że zawsze żył w biedzie i okej, to rozumiem. Potem trenują razem, razem wygrywają kolejne walki i trzymają się razem, to też rozumiem, bo w końcu Rocky dał mu wszystko. Potem przychodzi Duke i Tommy idzie do niego i odłącza się od swojego trenera, tego nie rozumiem. Po prostu film nie pokazuje mi jego motywacji dlaczego miałby to zrobić. Chęć pieniędzy? Cholera no, tanie to. Z Rockym i tak stoczyłby walkę o pas, więc wychodzi na to, że jedynym powodem jego zdrady były pieniądze. Bardzo słabe, patrząc na to jaki potencjał tkwił w tej postaci. George Washington Duke to świetnie odegrana postać. To jaki jest cwany, pazerny, i aż diaboliczny jest widoczne na ekranie. Chce tylko kasy, ale to jak myśli nad sposobami jak ją zdobyć to cholerne mistrzostwo. Pomijając to jak szybko syn Rockiego wyrósł, Sage Stallone nawet poradził sobie z rolą. Największy problem mam z nim podczas finałowej walki, a problem jest taki, że wtrącają jego darcie japy i jeszcze ta trzęsąca się kamera robią słabą padake. Jego kolczyk też nie to że zły czy dobry, ale niezręcznie mi się na niego patrzy. Jego problemy w szkole też mogłyby być inaczej napisane. Na pewno nie dałbym mu jako koleżków grubasów, którzy wcześniej obijali mu mordę. Finałowa walka to najlepsza scena w filmie, bo pierwszy raz widzimy tu walkę uliczną. Spojrzenie Rockiego na Gunna po uderzeniu Pauliego i jego wkurw na to, że to co mu oddał poszło na marne bardzo dobrze zagrane przez Sylvestra. Wraz z powrotem do starej miejscowości wrócił też stary Rocky, albo Stallone próbował żeby wrócił stary Rocky. W trzeciej i czwartej części Balboa jest już poważnym i w sumie normalnym facetem. W pierwszych dwóch filmach widać, że Rocky ma lekkie problemy z inteligencją, ale nie szkodzi, bo nadrabiał to sympatią. Tutaj Rocky mówi swoje kwestie stylem starego Rockiego, ale to nie jest ten sam Rocky. Czasami bałem się, że zacznie rapować. Jeśli już mówimy o rapowaniu. Największy problem tego filmu to muzyka. Brak utworów z poprzednich części i zastąpienie ich jakimiś murzyńskimi hip hopami, no nie, to jest po prostu słabe łagodnie mówiąc. Chociaż w tej finałowej walce powinni zachować "Going the distance". Przez to film często traci na powadze, a zwłaszcza finał. Powrót Mickeya też dobry, a scena w starej siłowni, jak Rocky odtwarza sobie wspomnienie ze zmarłym trenerem to bardzo wzruszający i dobrze napisany moment. Kurde szkoda mi tego filmu, bo jest niedoceniany. Widać, że Stallone starał się przy tej części, bo czuć tego ducha sagi i klimat. Niestety sami sobie skopali, np. gównianą muzyką lub nierozpisaniem postaci. 7.5/10. Kurde, myślałem, że szybciej wyrobię się z tą sagą, a jeszcze Potter czeka na grudniową powtórkę.
10-12-2016, 04:19
Ja już powtórkę skończyłem (tzn bez Creeda bo nie mam jeszcze na półce), w zasadzie nic się nie zmieniło, może poza tym, że lepiej mi się oglądało dwójkę niż wcześniej. Wciąz 1 i 4 to moje ulubione części, a przed piątką musiałem zrobić kilkudniową przerwę, bo nie za bardzo mi się ją chciało oglądać.
Aktualny ranking: 1,4,6,2,3,5 10-12-2016, 12:22 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-12-2016, 12:22 przez Gieferg.)
"Rocky Balboa" - Cholera, co za piękny film. Stallone jako reżyser dał od siebie maksimum, a jego gra wywołuje ogromne emocje. Na scenie, gdy Rocky rozmawiając z Paulie'm mówi przez płacz, jeszcze się powstrzymywałem, ale podczas montażu treningowego już nie dałem rady. Widok jak mistrz wraca do tego co kocha i do czego był stworzony wywołał u mnie łzy w oczach i banan na ryju. George Washington Duke miał rację, powroty najlepiej się sprzedają. Oglądając ten film po prostu czuję radość widząc Rockiego trenującego i jak po wielu przejściach nadal chce sam sobie udowodnić, że jego serce nie wygasło. Najlepsze jest tu jak wszyscy traktują powrót starego mistrza jako dowcip. Walkę nazywają cyrkiem, a Ogierowi nie dają nawet dwóch rund. Przez całą finałową walkę miałem ciary. Na początku wszyscy są pewni, że Rocky zaraz padnie na deski i będzie po walce. Nic bardziej mylnego, bo ten wstaje i daje porządny wycisk Dixonowi. Samo to jak Rocky mówi do siebie, żeby wstał pokazuje, że walczy też z samym sobą. Przez punkty może i wygrał Dixon, ale to Balboa naprawdę wygrał ten pojedynek, co udowadniają nawet ludzie skandujący imię boksera. Sam Dixon to postać trochę za mało rozwinięta, ale wystarczyło pokazanie jak na początku lekceważył Balboe, a w ciągu walki nabrał szacunku i przekonał się, że walczy z prawdziwym mistrzem. Muszę przyznać, że szósta część jest naprawdę ładnie nakręcona, a zwłaszcza ujęcia podczas walki. Powrót muzyki Contiego też zrobił sporą robotę. 9/10, nie mogłoby być lepszego i bardziej godnego pożegnania mistrza z ringiem.
"Creed" - Świetny Jordan, i jeszcze lepszy Stallone, którzy razem tworzą niezłą chemię. Muzyka rewelacja. Walka bez cięć super, a finałowa też dobra. Mimo tego, że jest to bardzo dobry film i polubiłem postać młodego Creeda to powinien być jego ostatni występ. Zakończenie na schodach to idealny koniec serii. Niech już tego nie ruszają, bo nic lepszego nie wymyślą. 8.5/10. Całościowo TOP wygląda tak: R,R2, RB, Creed, R3, R4, R5. 10-12-2016, 17:32 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-12-2016, 19:29 przez Krismeister.)
Sylvester Stallone będzie pisał scenariusz drugiego Creeda
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
18-07-2017, 10:20
http://deadline.com/2017/07/sly-stallone-not-appearing-in-rambo-remake-creed-sequel-ivan-drago-adonis-creed-michael-b-jones-1202130155/
W drugiej części syn Apollo ma walczyć z synem Drago. wtf.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
18-07-2017, 10:31 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-07-2017, 10:32 przez Pelivaron.) (18-07-2017, 10:20)Pelivaron napisał(a): Sylvester Stallone będzie pisał scenariusz drugiego Creeda Gwałcenia udanej serii ciąg dalszy. Życzę mu mega-wtopy bo ewidentnie nie potrafi skończyć z klasą.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 18-07-2017, 14:19 Cytat:W drugiej części syn Apollo ma walczyć z synem Drago. wtf. Jeśli wystąpi też Dolph i wrzucą do filmu kilka teledyskowych montaży - jestem w kinie :) 18-07-2017, 23:15 (18-07-2017, 23:15)Gieferg napisał(a):Cytat:W drugiej części syn Apollo ma walczyć z synem Drago. wtf. Amen :) (18-07-2017, 14:19)shamar napisał(a):Gwałcenie? "Rocky Balboa" i "Creed" były naprawde fajnymi filmami, gdzie tutaj masz gwałcenie serii? To nie Terminator Genisys :)(18-07-2017, 10:20)Pelivaron napisał(a): Sylvester Stallone będzie pisał scenariusz drugiego Creeda
"Y es que eso es y, creo, será siempre el cine: una manera maravillosa de soñar" J. Potau
19-07-2017, 00:30 Cytat:Pisałem o tym - serii dobrze zrobiło przekazanie jej nowemu pokoleniu. Nie bardzo. RB > Creed. Dajesz Sly! 19-07-2017, 04:01 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-07-2017, 04:01 przez Gieferg.) (19-07-2017, 00:30)szopman napisał(a): Gwałcenie? "Rocky Balboa" i "Creed" były naprawde fajnymi filmami, gdzie tutaj masz gwałcenie serii? To nie Terminator Genisys :) Tak. "Balboa" był udanym filmem i bardzo dobrym zamknięciem serii. "Creed" to wymuszony przeciętniak, którego nikt by nie zauważył gdyby nie jechał na marce "Rocky'ego". Z perspektywy czasu obniżam mu ocenę bo jedynie zaśmieca i poniża dobrze zakończoną serię.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 19-07-2017, 11:35
Creed to generalnie przeciętny film, główny bohater jest pozbawiony krzty charyzmy, jego motywacja i cel są mało przekonujące. Tak naprawdę jako postać nie stawia na szali niczego poza swoją ambicją i przez to cała jego historia jest mało angażująca. Pod każdym z tych względów seria o Rocky'm jest lepsza i nawet krótki drugoplanowy występ Sly'a jest ciekawszy w "Creed" niż wątek Adonisa.
19-07-2017, 12:48 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-07-2017, 12:48 przez Szpeku.) |
|
|
| Podobne wątki | |||||
| Wątek: | Autor | Odpowiedzi: | Wyświetleń: | Ostatni post | |
| Rocky Balboa | Predator895 | 83 | 18,235 |
20-12-2013, 16:24 Ostatni post: Mental |
|
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |