Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
stało się...
kiedy pisałem analize Siedem, nie byłem do końca przekonany, po której stronie mam się opowiedzieć jako widz: po stronie dobrego detektywa czy złego psychopaty? prawa czy zbrodni? asekuracyjnie (i jak się później okazało również naiwnie) postawiłem na remis, tj. nie chciałem dopuścić do tego, by w moim odbiorze zatriumfował totalny rozcieńczający wszystko relatywizm.
dzisiaj jednak coś pękło - dzisiaj ostatecznie opowiedziałem sie po stronie psychopaty, podpisałem się pod treścią wygłaszanych przez niego kazań i po raz pierwszy w życiu uznałem wynaturzoną ekstrawagancję zbrodni oraz sadystyczne okrucieństwo zbrodniarza za jedyną słuszną formę dialogu z ludzkością. Fincher do spółki z Walkerem wymodelowali - podobnie jak kiedyś Orwell - doskonały, globalny, zastygły obraz zła, jakiego w tak czarnej perfekcji nikt nigdy w kinie nie ukazał. ze zła rozproszonego i w stanie zaczątkowym obydwaj sporządzili pomnik, olbrzymi diabelski posąg. wsadzili ludzkość do ziemskiego piekła i wystawili ją na niekończące się tortury. wznieśli średniowieczne więzienie, odcinając skazanych od światła na wieczność. zbudowali rzeczywistość bezgranicznego kłamstwa i bezgranicznej przemocy, rzeczywistość, w której racja leży nie po stronie ofiary, lecz po stronie oprawcy. John Doe ma rację i to jest dla mnie najbardziej przerażająca konstatacja.
doprawdy chory film nakręcił Fincher. względność wszystkiego po prostu przytłacza, wylewa się z ekranu z prędkością stygnącej smoły. wygląda na to, że będę musiał zweryfikować wnioski, jakie postawiłem dawno temu, analizując "drugie dno" Siedem. i to zweryfikować dokumentnie, ba, całkowicie zakwestionować, wręcz zanegować ich słuszność. szykuje się więc mały update:)
powstał film idealny, bez skazy, jakiego próżno szukać w całej historii kina światowego, film, którego treści pozostają dla mnie nadal niezgłębione. skuteczność, z jaką John Doe przekabacił mnie na swoją stronę, zasługuje na odnotowanie w kronikach. pomyśleć tylko, że te i inne rzeczy zmieścił reżyser w mocno wyeksploatowanym (i przez długie lata uważanym za prymitywny) kryminalnym schemacie. brak słów.
16-03-2008, 03:50
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
Siedem to najbardziej niepokojący film, jaki w życiu widziałem. o co biega? już mówie:
pytanie pierwsze: czy kryminalna zagadka zostaje rozwikłana? odpowiedź: tak, ale obywa sie to bez wymierzenia kary - morderca dobrowolnie zjawia sie na komisariacie. film spokojnie można uznać za rasowy kryminał, bo wszystkie niewiadome zostają odkryte: wiemy, kto jest mordercą i dlaczego zabijał. tyle w kwestii intelektualnej gry.
pytanie drugie: czy równowaga moralna, społeczna, prawna, jakkolwiek to nazwiemy - zostaje przywrócona? odpowiedź, nie. zło triumfuje - sprawiedliwość została oszukana. stwierdzenie to nie buduje w nas równowagi moralnej, ale ciągle tworzy równowagę intelektualną - jest dla nas jasne, co się stało: poznaliśmy świat i dlatego to my rządzimy nim, a nie on nami.
pytanie trzecie: co to znaczy, że zło triumfuje? tutaj zaczynają się schody. wizja Finchera jest do tego stopnia niepoprawna, że w pewnym momencie zaczyna podważać i nicować dosłownie WSZYSTKO, co istnieje. dzieje się coś nieprawdopodobnego - w tym najczarniejszym z czarnych kryminałów, w tym najbardziej hardkorowym filmie wszech czasów dochodzi do odwrócenia do góry dupą pierwotnej dialektyki. bo czy nie jest przypadkiem tak, że w Siedem Dobro jest Złem, a Zło - Dobrem? sprawiedliwe społeczeństwo i sprawiedliwość społeczna- czy nie jest to specyficzny terror, na który trzeba odpowiedzieć terrorem? czy kiedykolwiek oglądaliście film, który postawiłby owo zagadnienie w równie atrakcyjny, przewrotny i zajebiście niebanalny sposób?
dla mnie nie ulega wątpliwości, ze konkluzje śledztwa prowadzonego przez Somerseta do spółki z Millsem są ontologiczne i nie mają wiele wspólnego ze stopniowym przywracaniem porządku. kiedy porównam to, co teraz wypisuje, do tego, co wypisywałem dwa lata temu, robi mi sie nieswojo. i pomyśleć, że wystarczyło zadać proste pytanie: czy po sekwencji kulminacyjnej następuje katharsis? czy finałowa konfrontacja na odludziu przynosi ulgę? są to jedyne sceny oświetlone światłem słonecznym, a i tak nie przynoszą spodziewanego ukojenia.
20-03-2008, 16:29
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
dobra, definitywnie - czym jest dla mnie Siedem? jest filmem w swoim gatunku absolutnie unikatowym. spójrzcie na to w ten sposób: kontrastem sprawiedliwej kary jest triumf zła: morderca nie został pokonany, zwycięża, wymierza karę, depcze niewinnych, burzy system wartości, który go (mordercę) neguje. to skrajne przeciwieństwo dobra (albo inaczej, dokładniej: skrajne przeciwieństwo ogólnie przyjętego systemu wartości). teraz wskażcie mi kryminał, w który dochodzi do równie radykalnego odwrócenia porządku. końcowa scena pierwszej księgi Fantomasa, kiedy to pod gilotynę trafia człowiek niewinny? bez jaj - to tylko mechaniczny chwyt, obliczony na obnażenie obłudy ówczesnej burżuazji francuskiej. odpowiedź brzmi: nie ma drugiego takiego kryminału.
to nie wszystko. w siedem dochodzi do połączenia dwóch motywów: triumfu zła i motywu błędnie wymierzonej kary. Mills ślepo wierzy, że dobro zawsze zwycięża i w konsekwencji ta wiara go niszczy. słowem, ponosi karę za to, że wierzył. w końcowym akcie niewyobrażalnego okrucieństwa, jakiego dopuścił sie Doe na jego małżonce i nienarodzonym dziecku, pobrzmiewa okrutna drwina: Mills zostaje ukarany za grzech gniewu, co jednocześnie kończy wyliczankę mordercy.
w siedem płynie krew - dosłownie i metaforycznie. kara, która uderza w niewinnego Millsa nadchodzi jak memento, głoszące, że nikt nie stoi ponad grzechem. nawet dobry i szlachetny gliniarz, aresztujący mordercę.
ten film to monument.
21-03-2008, 02:36
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
Mierzwiak napisał(a):Wybór jest jednak prosty - "Psychoza". Za co? Za wszystko.
Ta i co jeszcze?
Psychoza oczywiście nic u mnie nie straciła, ale obejrzałem dzisiaj Siedem (nie po raz pierwszy naturalnie. swoją drogą w HD; bosko) i jestem zdruzgotany. Chyba jeszcze żaden film nie pozostawił mnie z uczuciem takiej beznadziei i bezsilności. Emocje które wywołuje, sposób w jaki oddziałuje na widza... niezwykłe.
Nie wyciąłbym z tego filmu ani sekundy. Nie zmienił ani jednego dialogu. Freeman, Pitt i Spacey - znakomici.
100% ARCYDZIEŁO.
19-09-2008, 23:59
Dużo pisze
Liczba postów: 604
Liczba wątków: 2
A ja to nie mogę oglądać tego filmu, jest tak cholernie depresyjny, że może wywołać myśli samobójcze, to najbardziej mroczne i wstrząsające dzieło jakie powstało, żaden horror tak człowieka nie wystraszy chyba jak Seven.
22-09-2008, 22:27
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
SE7EN - tak, wiem, że film ma swój topic, ale nie chce mi sie go szukać, wiec napisze tutaj, co uważam o pomyśle, że kolo zabija według siedmiu grzechów, a dwóch innych kolów go goni. otóż jest to najlepszy kryminał, jaki kiedykolwiek ktokolwiek wymyślił na jakimkolwiek nośniku oraz jeden z trzech najwybitniejszych filmów, jakie w życiu widziałem. co sie zaś tyczy faktu, że andrew kevin walker nie pisze już scenariuszy, a fincher stracił jaja, to musze powiedzieć, że serce mi się kraja na samą myśl o tym.
Moderatorowi chciało się szukać...
27-05-2009, 19:24
Stały bywalec
Liczba postów: 1,092
Liczba wątków: 7
Jezu, czy Fincher rzeczywiście ściąga te wszystkie baty z powodu jednego filmu? Jednego Batona? Jeden bezjajeczny, włażący w tyłek film nie znaczy, że reżyser kompletnie stracił pazur.
A co do tematu - bezapelacyjnie Se7en. To dzieło wraz z Fight Clubem to pierwsza dziesiątka najważniejszych filmów jakie w życiu oglądałem. Nie chce mi się pisać po innych, więc napiszę tylko, że Pitt w finale szlocha jak jasna cholera! Tak powinien płakać każdy facet (jeśli już musi). To już nie walka bohatera z badguyem, teraz to już walka rozpaczy z furią wewnątrz bohatera. Powiadam, że jeśli facet nie płacze jak Mills w Se7en, to jest pipka!
I do not believe in the creed professed by the Jewish Church, by the Roman Church, by the Greek Church, by the Turkish Church, by the Protestant Church, nor by any church that I know of. My own mind is my own church
27-05-2009, 21:23
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
Cytat:Podpisuję się pod Negrinem.
nie podpisuj się tak ochoczo:)
z tego co się orientuje, parodii johna doe nie ma nawet na ju tubie.
tu już nie tyle chodzi o bycie ikoną czegoś, ale o zwykłą nieparodiowalność tej postaci. naprawdę trza być aktorem najwyższej klasy, by zagrać seryjnego morderce w sposób uniemożliwiający stworzenie efektownej karykatury (reżyserem także).
swoją droga, bardzo widzi mi się użyte przez ciebie w odniesieniu do SE7EN określenie "wielka okrutna metafora".
28-05-2009, 13:18
Jessica Buch
Liczba postów: 1,683
Liczba wątków: 6
Mental, to nie o to chodzi, że Doe to taka genialna postać której parodia się nie ima. No bo jak i czym sparodiować kogoś kto przez cały film ma kamienną niewzruszoną twarz i wypowiada tylko kilka kwestii? To nie jest po prostu materiał na parodię, i w tym przypadku to nie świadczy wcale o geniuszu aktora, który wcielił się w tą postać lecz ta "nieparodiowalność" postaci wynika raczej z jej charakteru.
28-05-2009, 13:24
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
według mnie świadczy to po trosze o geniuszu aktora (bo nie robił głupich min), o geniuszu scenarzysty (bo napisał tę postać w taki a nie inny sposób) i geniuszu reżysera (po zinterpretował scenariusz). postać johna doe zrodziła się na skutek oświecenia trzech osób.
Cytat:No bo jak i czym sparodiować kogoś kto przez cały film ma kamienną niewzruszoną twarz
przy pomocy tych samych środków, których używa się do parodiowania osób z nadekspresją twarzy. i john doe nie ma wcale niewzruszonej, kamiennej twarzy. raczej figlarny, ironiczny uśmieszek przewagi na ustach.
28-05-2009, 13:31
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
jarod, proste: kevin spacey nie szarżuje, przez co łatwiej uwierzyć w istnienie takiego mordercy, łatwiej "kupić" taką postać bez zadawania pytań. hopkins natomiast ma genialne momenty (zwłaszcza jak ma na ryju maskę i gra oczami), ale niejako obok nich egzystują momenty pełne filmowej błazenady, odrealniające jego bohatera.
28-05-2009, 13:42
Jessica Buch
Liczba postów: 1,683
Liczba wątków: 6
Mental napisał(a):według mnie świadczy to po trosze o geniuszu aktora (bo nie robił głupich
Przestań... nie ma nic w tym genialnego :-) i doskonale o tym wiesz... czyli co? Schwarzenegger w Terminatorze też był genialny i świadczy to o jego geniuszu aktorskim tylko dlatego, że grał na jednej nucie z kamięnną twarzą, a w dwójce nawet miał ironiczny uśmieszek? Niewiele więc Ci trzeba by stwierdzić, że kreacja ociera się o geniusz. :-)
28-05-2009, 13:42
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
Cytat:Przestań... nie ma nic w tym genialnego :-)
taa. pewnie dlatego tak trudno zagrać seryjnego morderce i pewnie dlatego wielkie kreacje tego typu zdarzają się raz na ruski rok, choć filmy o psychopatach powstają jak grzyby po deszczu. daj spokój:)
Cytat: Schwarzenegger w Terminatorze też był genialny i świadczy to o jego geniuszu aktorskim tylko dlatego, że grał na jednej nucie z kamięnną twarzą
według mnie w terminatorze był genialny. zwłaszcza w T1, kiedy grał złego. tak, genialny aktorsko. łatwo powiedzieć "zrób kamienną twarz i udawaj robota". moim zdaniem znacznie trudniej wcielić się w cyborga z przyszłości niż umierającego na raka trzustki pacjenta hospicjum.
28-05-2009, 13:45
Jessica Buch
Liczba postów: 1,683
Liczba wątków: 6
Właśnie dlatego, że filmy o psychopatach powstają jak grzyby po deszczu ciężko wyłowić coś z tego wartościowego. W końcu ile razy można oryginalnie i ciekawie opowiadać tą samą schematyczną historię. Jest psychopata i są dobrzy ludzie, którzy go ścigają. Niby temat rzeka i można wiele historii wycisnąć z niego... ale jak wiadomo ilość nigdy nie idzie w parze z jakością.
Spacey zagrał poprawnie, ale nie jest to kreacja jak dla mnie mistrzowska, czy genialna. Tylko poprawna. Zrobił to co mu kazał reżyser i scenarzysta i nic ponad to. :-)
28-05-2009, 13:52
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
dla ciebie poprawnie, dla mnie zdeklasował wszystkich filmowych seryjnych morderców. a już na pewno zdeklasował kanibala-lectera. zdaje sobie sprawę, że doe nie jest tak ostentacyjnie inteligentny, nie umie tak super gotować, nie chodzi do opery, nie całuje niewiast w rączki, nie rozpoznaje zapachu perfum parez pancerną szybę, nie czyta w myślach, nie maluje pejzaży, zamiast tego utyka, mieszka w cuchnącej norze, zabija ciężarne kobiety i wykorzystuje wszechobecną korupcje w policji, by dobierać się do swoich ofiar. taki los "niefajnych" psycholi - nie przyciągają uwagi mediów.
[ Dodano: Czw Maj 28, 2009 15:00 ]
Cytat:Właśnie dlatego, że filmy o psychopatach powstają jak grzyby po deszczu ciężko wyłowić coś z tego wartościowego.
gdzie tam ciężko. dla chcącego nic trudnego:)
28-05-2009, 13:57
Jessica Buch
Liczba postów: 1,683
Liczba wątków: 6
A ja nie oceniam kto był lepszy czy gorszy. Przynajmniej nie aktorsko, bo tutaj nie można porównywać tych dwóch postaci. Jedynie co ich łączy ze sobą to to, że są socjopatami, jednak są bardzo różni od siebie. Postać Lectera jest bardziej rozbudowana scenariuszowo stąd większe wymagania aktorskie. O Doe praktycznie nie wiemy nic... Obaj aktorzy wywiązali się ze swoich ról świetnie, ale od każdego z nich wymagano innej interpretacji postaci, w które musieli się wcielić.
Mental napisał(a):gdzie tam ciężko. dla chcącego nic trudnego
Bo problem jest taki jak kiedyś z westernami. Był ich taki wysiew, że coraz trudniej było zagrać aktorom "dobrego szeryfa" czy "złego bandyty" ;-)
28-05-2009, 14:02
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
dla mnie fundamentalnym kryterium w ocenie postaci seryjnego mordercy jest to, czy siedząc sobie komfortowo w fotelu przed tv taka postać zdoła wytrącić mnie z błogiego poczucia bezpieczeństwa. lecter mnie śmieszy. nie zawsze i nie w każdej scenie, ale jednak śmieszy. zamiast odebrać mi poczucie bezpieczeństwa, swoim zachowaniem powoduje, że bariera fikcji między mną a nim ciągle się powiększa. te jego gierki psychologiczne, zgadywanki, odgłosy, które wydaje, demoniczne pozy, jakieś tajemnicze zdania-wskazówki podawane aluzyjnie, a nie wprost, żeby tylko zabawa trwała w najlepsze - co to ma być? doe wali prosto z mostu, nie bawi się w łamigłówki, uderza z grubej rury, kawa na lawę. i przy okazji trafia w sedno tak zajebiście, że trudno się z nim nie zgodzić. oczywiście, doe to ciągle filmowy morderca, mainstreamowy, ale swoją inteligencje i otrzaskanie literackie wykorzystuje zupełnie niemainstreamowo.
28-05-2009, 14:13
Nowy
Liczba postów: 3,416
Liczba wątków: 8
Mental napisał(a):doe wali prosto z mostu, nie bawi się w łamigłówki
Zastanów się nad powyższym zdaniem. Ale tak dobrze się zastanów
Czyżby umknęło Twojej uwadze, że aż do momentu zgłoszenia się Doe'a na policję, cały film to jedna wielka łamigłówka? Wali prosto z mostu? Superwystylizowane, alegoryczne morderstwa nazywasz "waleniem prosto z mostu"? Różnica między Lecterem a Doe jest taka, że ten pierwszy siedzi w pierdlu i do prowadzenia gierek nie dysponuje niczym z wyjątkiem słów i gestów, natomiast Doe większość historii spędza na wolności, swobodnie układając swoje dzieło -- podając swój przekaz tak "nie wprost", jak to tylko możliwe. Kiedy go wreszcie widzimy, zostaje mu już tylko zwieńczyć robotę, opowiadając o niej prawie tak jak karykaturalny łotr z taniej sensacji, który wyjaśnia stróżowi prawa (i widzom) swoją zbrodnię. Stąd (i tylko stąd) to, co Ty nazywasz "wykładaniem kawy na ławę". Na domiar złego -- i już Ci to chyba, jeśli się nie mylę, wypominałem -- bezkrytycznie kupujesz to, co mówi Doe. Jak dla mnie: naiwnie. Słuchasz go jak taki lustrzany obraz Millsa, który zamiast z niego szydzić, spija słowa z jego ust. Tym samym podobnie jak Mills go nie doceniasz. Jeśli Doe rzeczywiście jest tak błyskotliwy, jak się zdaje, to nie ma powodu recytować swoich uzasadnień tak jak wspomniany wyżej łotr. Manipulator (wcale nie mniejszy niż Lecter) pozostaje do końca manipulatorem. Ja mu nie wierzę.
28-05-2009, 14:34
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
Mental patrzy na Johna Doe trochę przez prymat jego genialnych zbrodni. Tymczasem jeśli spojrzymy na samego Doe, niespodzianka - facet również jest w pewnym stopniu zmanierowany. Niech nikogo nie oszuka ton którym mówi i pozornie jednakowy wyraz twarzy. Zwróćcie uwagę CO mówi, jakie wykonuje przy tym ruchy głową i jak rozkoszuje się swoimi własnymi słowami. Nie chcę przy tym powiedzieć że jest w takim stopniu przerysowany jak Lecter, nic z tych rzeczy, ale nie jest to wcale przykład powściągliwego psychopaty z maską zamiast twarzy.
A jeśli chodzi o parodię - Doe to bardzo prosty materiał na parodię. Prostszy nawet niż Hannibal.
28-05-2009, 14:44
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
Negrin napisał(a):Czyżby umknęło Twojej uwadze, że aż do momentu zgłoszenia się Doe'a na policję, cały film to jedna wielka łamigłówka?
wiadomo. w końcu to kryminał. nie o takiej łamigłówce mówiłem, powołując się na karykaturalne zachowanie lectera.
Negrin napisał(a):bezkrytycznie kupujesz to, co mówi Doe. Jak dla mnie: naiwnie.
bo jak dla mnie doe mówi prawdę. na tym polega niepowtarzalność seven. bo tu morderca ma racje i morderca triumfuje. triumfuje totalnie i bezdyskusyjnie.
Negrin napisał(a):Słuchasz go jak taki lustrzany obraz Millsa, który zamiast z niego szydzić, spija słowa z jego ust.
po pierwsze, mills nie ma narzędzi, żeby z niego szydzić. to prosty glina. jedyne, co może, to wykrzyczeć mu prosto w ryj: You're no messiah. You're a movie of the week. You're a fucking t-shirt, at best. słowa doe podważa jedynie somerset, przy czym nie ich treść, lecz jedynie uzasadnienie czynów.
Negrin napisał(a):Jeśli Doe rzeczywiście jest tak błyskotliwy, jak się zdaje, to nie ma powodu recytować swoich uzasadnień tak jak wspomniany wyżej łotr.
ale ja się ciesze, że je wyrecytował. przypominam: w aucie toczy się dialog. mega dobry dialog. doe zaczął "recytować" dopiero w momencie, gdy somerset go przycisnął. tutaj do głosu doszedł także utajony narcyzm mordercy, który ostatnie kilometry w drodze do celu spędził w podnieceniu.
Negrin napisał(a):Różnica między Lecterem a Doe jest taka, że ten pierwszy siedzi w pierdlu i do prowadzenia gierek nie dysponuje niczym z wyjątkiem słów i gestów, natomiast Doe większość historii spędza na wolności, swobodnie układając swoje dzieło
to może nawet lepiej, ze siedzi w pierdlu, bo to, co wyprawia na wolności, to już jechanie po bandzie i cyrk na kółkach.
Mierzwiak napisał(a):Niech nikogo nie oszuka ton którym mówi i pozornie jednakowy wyraz twarzy. Zwróćcie uwagę CO mówi, jakie wykonuje przy tym ruchy głową i jak rozkoszuje się swoimi własnymi słowami.
sporo w tym prawdy. doe jest postacią skomplikowaną do tego stopnia, że miewam chwile, kiedy nie wiem, czy koleś mówi serio czy się nabija. niby anonimowa jednostka, ale przy bliższym podglądzie wychodzi cała masa indywidualnych cech.
28-05-2009, 14:50
|