Slumdog Millionaire
#1
Sadze, ze niewiele bedzie osob, ktorym sie ten film nie spodoba. Raz, ze jest atrakcyjny formalnie (co prawda zarowno zywiolowy montaz, energicznie pracujaca kamera, jak i dynamiczne, pulsujace tempo lagodnieja gdzies w polowie filmu, nie przeszkadza to jednak w dalszym ciagu zachwycac sie obrazem); dwa, ze glownemu bohaterowi az chce sie kibicowac: sympatyczny underdog walczy tu bowiem z licznymi przeciwnosciami losu, aby odnalezc ukochana; trzy, ze - pomimo wielu niewesolych zdarzen, ktore spotykaja bohaterow - przeziera z niego radosc i optymizm. Znajdzie sie tu nawet co nieco dla osob zdziebko bardziej wymagajacych, ot chociazby niezbyt wprawdzie wnikliwy, acz wykonany interesujaco i niejako z socjologicznym zacieciem portret wspolczesnych Indii. Calosc posiada odpowiednia ilosc wzruszen (nie bede sciemnial - plakalem na koncowce:), humoru, napiecia, a czasem nawet grozy (watek z oslepianiem dzieci). Jedyne, co moge zarzucic Boyle'owi, to zbyt doslowna metafora z koncowki, bedaca swego rodzaju zwienczeniem wyrazanej tu krytyki pogoni za pieniadzem.
Zadne wielkie dzielo, niemniej bardzo dobry, angazujacy, pokrzepiajacy i wzruszajacy film.


[Obrazek: Slumdog_Millionaire_poster.jpg]


Na marginesie mowiac, dwie rzeczy mnie zastanawiaja jesli chodzi o opinie tym filmie:

1). Czy pojawia sie zarzuty wytykajace Slumdogowi skuchy czy naciagniecia fabularne - tych jest bowiem na upartego sporo (dla przykladu: bohaterowie trafiaja tu na siebie z taka latwoscia, jakby Mombaj byl wielkosci Pcimia Dolnego, a finalowe pytanie Milionerow jest banalnie proste), zas osob lubiacych je wytykac tez u nas nie brakuje. :) Nie chcialbym w tym miejscu nic nikomu narzucac ani sugerowac poprawnego podejscia, aczkolwiek wydaje mi sie, ze warto podczas seansu zdac sobie sprawe z tego, ze Slumdog Millionaire jest w duzym stopniu bajka.

2). Czy film w obliczu zblizajacych sie oscarow, ktorych poki co jest glownym faworytem, bedzie cierpial na syndrom okrzyczanego zwyciezcy, ktory ostatecznie troche rozczarowal? Czy ludzie nie beda zanizac opinii przez to, ze spodziewali sie czegos wiecej? Innymi slowy czy internet zaleje wkrotce masa opinii pokroju: 'fajny, ale oscara bym mu nie dal', 'niezly, ale nie rozumiem o co tyle krzyku i skad takie wysokie miejsce na imdb', czy cos w ten desen. ;) Cos mi sie bowiem zdaje, ze opinie o tym filmie moglyby byc zdecydowanie cieplejsze, gdyby wypuszczono go kiedy indziej niz w sezonie oscarowym. Ale to troche za wczesne gdybanie bez wiekszego znaczenia. Zobaczymy.

Odpowiedz
#2
Jakuzzi napisał(a):dwa, ze glownemu bohaterowi az chce sie kibicowac: sympatyczny underdog walczy tu bowiem z licznymi przeciwnosciami losu, aby odnalezc ukochana
No właśnie nie wiem. Bardzo mi się podoba obraz wesoło-niewesoły Indii, którego pokazanie tak naprawdę stanowi cały sens filmu. Natomiast bohater generalnie mi (kusi mnie, żeby powiedzieć: widzowi, ale najwyraźniej jednak nie każdemu) zwisa. Raz, że i tak wiadomo, jak się wszystko skończy, a dwa, że ze względu na cały koncept filmu, ciężko się specjalnie emocjonować, bo wiadomo, że każdy kolejny fragment, oprócz tego, że pokazuje, jak chłopak zmagał się z losem, ma za zadanie zilustrować, jak dowiedział się kolejnej rzeczy potrzebnej w teleturnieju. To również już po pierwszym "wyjaśnieniu" zabija całą ewentualną wątpliwość, jeśli chodzi o źródło jego wiedzy.

Jakuzzi napisał(a):Calosc posiada odpowiednia ilosc wzruszen (nie bede sciemnial - plakalem na koncowce:)
No to mnie zabiłeś. Bo końcówka jest cudownie nijaka, podobnie zresztą jak cały wątek romantyczny. Jak dziecko daję się nabrać na łzawe wątki w naprawdę dobrych melodramatach i innych odbiowiednio zręcznych bajkach o miłości, ale w "Slumdog" to kolejny przypadek "miłości, bo tak było w scenariuszu". Zero emocji, zero uczuć, zero wzruszenia.

Jakuzzi napisał(a):1). Czy pojawia sie zarzuty wytykajace Slumdogowi skuchy czy naciagniecia fabularne - tych jest bowiem na upartego sporo
Jak sam napisałeś, "Slumdog" jest bajką, więc wytykacze mogą sobie iść wsadzić :)

Jakuzzi napisał(a):2). Czy film w obliczu zblizajacych sie oscarow, ktorych poki co jest glownym faworytem, bedzie cierpial na syndrom okrzyczanego zwyciezcy, ktory ostatecznie troche rozczarowal?
Zacznę od tego, że nie wierzę w jego oscarowe szanse, przynajmniej w głównej kategorii. Reżyseria -- czemu nie, to bardzo sprawnie zrobione dziełko. Zdjęcia -- bardzo proszę. Muzyka -- daję prawie że w ciemno. Ale "best picture"... mam duuże wątpliwości, pomimo wszystkich dotychczasowych nagród.

Jakuzzi napisał(a):Cos mi sie bowiem zdaje, ze opinie o tym filmie moglyby byc zdecydowanie cieplejsze, gdyby wypuszczono go kiedy indziej niz w sezonie oscarowym.
Tak, tak i po stokroć tak. O tym samym pomyślałem, gdy tylko skończyłem oglądać ten film. Nieoscarowa premiera bardzo dobrze by mu zrobiłą. Z jednej strony to oczywiście nie powinno mieć żadnego wrażenia. Ale z drugiej... realia są, jakie są. Nawet mojego jak na razie osobistego faworyta, "Revolutionary Road", oglądałem z pewną taką podejrzliwością, bo to przeca Oscar bait.

Niemniej "Slumdog Millionaire" to fajny film. Co prawda ponosi porażkę na płaszczyźnie uczuciowo-emocjonalnej (czy to aby nie masło maślane? :P), ale jest barwnym, pozytywnym dziełem, porywającym wizualnie i dźwiękowo, konsekwentnie i oryginalnie skonstruowanym i po prostu przyjemnym w oglądaniu. Fajny, ale Os... nie, zaraz, miałem tego nie mówić :D
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#3
fajny, ale oscara bym mu nie dala.

bardzo ciepla coming-of-age-story - swietny dev patel (koles z brytyjskiego serialu o nastolatkach skins, prawdziwej kopalni mlodych talentow), cudny soundtrack, kilka drobnych twistow, ciekawa narracja. jednak jesi to ma byc najlepszy film roku, to ja skladam bron. wyczekiwanej przez radio ofilmie oryginalnosci tu za grosz - historia jamala to american dream w bombaju, rzecz o milosci, hold dla wytrwalych i samodzielnych, i rzecz jasna trudno tu mowic o jakiejkolwiek glebszej socjologicznej analizie, takze ubostwo i bestialstwo nie kluja w oczy i nie wykrecaja flakow. dobry jest za to watek milosny, ale to znow dev patel, wielkie oczy, w ktorych maluje sie obsesyjny upor, bo chemii miedzy nim a freida pinto tez za wielkiej nie ma, chociaz koncowka wzrusza, a jakze, no i fajowe napisy koncowe sa, a co. i to by bylo na tyle.

edit: no wlasnie jak widac negrin i ja sie nie zgadzamy, ale ja jeszcze raz podkresle, ze jesli chodzi o postaci, to caly ciezar spoczywa na barkach aktorow - bo scenariusz pod wzgledem emocjonalnym - kulawy.
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
#4
Artemis napisał(a):edit: no wlasnie jak widac negrin i ja sie nie zgadzamy
Właśnie się dziwie, bo z całości Twojego posta wynika, że generalnie to się zgadzamy :) Tylko ten szczegół...

Artemis napisał(a):ubostwo i bestialstwo nie kluja w oczy
Pun not intended? :D

(PB,NMSP)

Artemis napisał(a):ale ja jeszcze raz podkresle, ze jesli chodzi o postaci, to caly ciezar spoczywa na barkach aktorow - bo scenariusz pod wzgledem emocjonalnym - kulawy.
Rzeczywiście, może wiele zależy od tego, do czego widz przykłada większą wagę. Zgadzam się, że Patel jest wiarygodny i jestem w stanie (oczywiście w ramach bajki) kupić jego bohatera, choć w pewnym sensie w tym swoim naiwnym uporze jest cholernie irytujacy. Samo zakończenie takie a nie inne jest oczywiście NIEZBĘDNE, tyle że nawet fajni aktorzy nie są, jak dla mnie, w stanie udźwignąć tego, co słusznie nazwałaś emocjonalną kulawością scenariusza. Czyli generalnie jednak zgoda :P

A napisy rzeczywiście z jajem; tak jak trzymam się z dala od Bollywoodu, tak taki minihołdzik ładnie wyglada :)

Btw, pocieszę Cię: to nie jest najlepszy film roku. Sama zobaczysz :)
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#5
Negrin napisał(a):Zgadzam się, że Patel jest wiarygodny i jestem w stanie (oczywiście w ramach bajki) kupić jego bohatera, choć w pewnym sensie w tym swoim naiwnym uporze jest cholernie irytujacy.
oj, ja do niego mialam od poczatku mnostwo sympatii, kolo skromny, ale sprytny, wytrwaly (chociaz do florentino arizy jednak mu brakuje:) - fajny dzieciak, no.
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
#6
Otoz to. A w dodatku ma caly czas pod gorke, wiec jesli ktos mu odruchowo nie kibicuje, to musi byc emocjonalnie wybrakowanym Negrinem. :)

Odpowiedz
#7
ja tam sie z chlopakiem utozsamiam, wypruwanie zyl dla beznadziejnej milosci jest kewl 8)
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
#8
Negrin napisał(a):Raz, że i tak wiadomo, jak się wszystko skończy

Dlaczego wiadomo?


Cytat:a dwa, że ze względu na cały koncept filmu, ciężko się specjalnie emocjonować, bo wiadomo, że każdy kolejny fragment, oprócz tego, że pokazuje, jak chłopak zmagał się z losem, ma za zadanie zilustrować, jak dowiedział się kolejnej rzeczy potrzebnej w teleturnieju. To również już po pierwszym "wyjaśnieniu" zabija całą ewentualną wątpliwość, jeśli chodzi o źródło jego wiedzy.

Coz, taka jest konstrukcja scenariusza, ale nie rozumiem czemu mialaby ona wykluczac emocjonalne zaangazowanie.


Cytat:"Slumdog" to kolejny przypadek "miłości, bo tak było w scenariuszu". Zero emocji, zero uczuć, zero wzruszenia.

Final Slumdog pokazuje nie tylko zwyciestwo milosci, ale takze zwyciestwo faceta, ktory w zyciu zawsze mial ciezko, ale dzieki uporowi i wytrwalosci, (oraz z zachowaniem pogody ducha i skromnosci), osiagnal to, co zamierzal. To rusza. Mnie lzy polecialy wlasnie nie na koncowce na peronie, ale przy ostatnim pytaniu Milionerow. Swoja droga to byl najbardziej wzruszajacy odcinek, jaki ogladalem. :)


Cytat:Nawet mojego jak na razie osobistego faworyta, "Revolutionary Road", oglądałem z pewną taką podejrzliwością, bo to przeca Oscar bait.

Zakladaj temata, Negrin! Nie chce offtopow w temacie, a z checia poczytam jakies opinie o tej, moim zdaniem, jedynej w dorobku Sama Mendesa wtopie. :)

Odpowiedz
#9
pytanie: w jak wielkim stopniu jest to forma i klimat kina bollywoodu (czego obawiam się potwornie)?
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#10
Jakuzzi napisał(a):
Negrin napisał(a):Raz, że i tak wiadomo, jak się wszystko skończy
Dlaczego wiadomo?
Ej no, kaman, bez takich :) Wiadomo, bo odkąd widz się dowiaduje, że scenariusz ma tak schematyczną konstrukcję, jaką ma (pytanie w Milionerach versus rzeczywistość), to wiadomo również, że jak po sznurku dojdzie chłop do dziewczyny. Zresztą powiedzmy sobie szczerze: akurat to jest najmniejszy problem, bo stwierdzę coś bardziej ogólnego: od momentu, gdy wiadomo, że mimo dramatycznych okoliczności to jest pozytywna historia, to wiadomo, że laska będzie jego :)

Jakuzzi napisał(a):Coz, taka jest konstrukcja scenariusza, ale nie rozumiem czemu mialaby ona wykluczac emocjonalne zaangazowanie.
Emocjonalne zaangażowanie w warstwę teleturniejowo-kryminalną? Bo "edukacyjna" konstrukcja scenariusza uniemożliwia suspens w odpowiedzi na pytanie policjanta: "What can a slumdog possibly know?". Po prostu byłoby fajnie -- choć zdaję sobie, że teraz mówię o całkiem innym filmie -- gdyby ci cali "Milionerzy" byli czymś odrobinę więcej niż pretekstem do opowiedzenia historii. Chociaż nie robię z tego wielkiego zarzutu.

Jakuzzi napisał(a):Final Slumdog pokazuje nie tylko zwyciestwo milosci, ale takze zwyciestwo faceta, ktory w zyciu zawsze mial ciezko, ale dzieki uporowi i wytrwalosci, (oraz z zachowaniem pogody ducha i skromnosci), osiagnal to, co zamierzal. To rusza.
Hmm... To ruszyć powinno, nie przeczę. Możliwe, że mnie nie ruszyło ze względu na zbytnią schematyczność (i bajkowość) scenariusza. Innymi słowy: o ile uwierzyłem w postać chłopaka, o tyle chyba nie uwierzyłem, że w rzeczywistości (a nie w bajce) on mógłby to wszystko przejść i dalej być takim chłopakiem.

Jakuzzi napisał(a):Mnie lzy polecialy wlasnie nie na koncowce na peronie, ale przy ostatnim pytaniu Milionerow.
Ok, zrehabilitowałeś się :) Ten motyw (mimo obowiązkowego kręcenia nosem nad łatwością pytania) jest rzeczywiście fajny, z sercem i wzruszający. Wygląda na to, że ostateczny happy end wymazał z mojej pamięci efekt tej sceny :)

Mefisto napisał(a):pytanie: w jak wielkim stopniu jest to forma i klimat kina bollywoodu (czego obawiam się potwornie)?
Dokładnie 0%. No ok, może 3,79%. Jeśli nie liczyć napisów końcowych :)
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#11
Negrin napisał(a):Wiadomo, bo odkąd widz się dowiaduje, że scenariusz ma tak schematyczną konstrukcję, jaką ma (pytanie w Milionerach versus rzeczywistość), to wiadomo również, że jak po sznurku dojdzie chłop do dziewczyny.

Mamy silne podstawy aby przypuszczac, ze film zakonczy sie szczesliwie, ale to wciaz tylko przypuszczenie. Malo jest filmow z zaskoczeniem w finale? Zreszta, nawet jezeli zalozymy, ze juz na samym poczatku wiemy jak sie to wszystko skonczy, to wciaz nie widze, w jaki sposob mialoby to powodowac niemoznosc emocjonowania sie. Nie chodzi przeciez tylko o sam final, ale rowniez o to, co nastepuje po drodze do niego.


Cytat:Bo "edukacyjna" konstrukcja scenariusza uniemożliwia suspens w odpowiedzi na pytanie policjanta: "What can a slumdog possibly know?".

Ale przeciez emocje nie musza wiazac sie tylko z ujawnieniem sposobu, w jaki bohater poznal odpowiedz na pytanie, lecz takze - i wlasciwie to przede wszystkim - z jego losami, ktore ogladamy w tych swego rodzaju retrospekcjach.


Cytat:Po prostu byłoby fajnie -- choć zdaję sobie, że teraz mówię o całkiem innym filmie -- gdyby ci cali "Milionerzy" byli czymś odrobinę więcej niż pretekstem do opowiedzenia historii.


A dla mnie to fajny, oryginalny i dajacy szerokie pole do popisu, choc nie da sie ukryc, ze bardzo naciagany (kolejnosc pytan zbiega sie tu z chronologia losow bohatera, itd.) pomysl.

Odpowiedz
#12
Jakuzzi napisał(a):A dla mnie to fajny, oryginalny i dajacy szerokie pole do popisu, choc nie da sie ukryc, ze bardzo naciagany (kolejnosc pytan zbiega sie tu z chronologia losow bohatera, itd.) pomysl.
No i tutaj tkwi pies pogrzebany. Film nieco zbyt dosłownie oparty jest o pewien koncept, schemat opowiadania historii. Żeby nie było: ja filmu nie krytykuje, ma u mnie 4 gwiazdki i błogosławnieństwo :) Natomiast od strony emocjonalnej mogłoby być lepiej, wtedy może by nawet dociągnął do pięciu, choć z zadyszką ;)
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#13
Jakuzzi napisał(a):Mamy silne podstawy aby przypuszczac, ze film zakonczy sie szczesliwie, ale to wciaz tylko przypuszczenie. Malo jest filmow z zaskoczeniem w finale?

Przecież już w trailerze jest pokazane jak się film skończy :)

Film jest do bólu naiwny, do bólu przewidywalny (odrazu wiadomo, jak będzie brzmiało ostatnie pytanie) ale przy tym mega pozytywny i miły do oglądania.

Pomysł bardzo mi się podobał, coprawda zapowiadało się na romans, ale ja liczyłem na city of god z mniej zabijania i więcej o miłości, i zbyt wiele się nie pomyliłem. Bo film w gruncie rzeczy przypomina skrzyżowanie City of God (slumsy itp) z Forest Gumpem (naiwne, pozytywne).

Liczyłem na ciepły film i się nie zawiodłem. Ale myślę, że na oscary ma małe szanse - za dużo dialogów jest w Hindi :)

Odpowiedz
#14
Negrin napisał(a):Film nieco zbyt dosłownie oparty jest o pewien koncept, schemat opowiadania historii.

Jest w tym troche racji, ale dla mnie jest to wlasnie glowny przejaw wspomnianej bajkowosci filmu. Przymknalem na to oko i dalem sie wciagnac. Poza tym wciaz uwazam, ze ta struktura filmu nie zabija emocji. ;)

Odpowiedz
#15
soldamn napisał(a):Przecież już w trailerze jest pokazane jak się film skończy :)
W ogóle w trailerze jest za dużo pokazane. Choćby to, że poszedł do programu, licząc na to, że ona go będzie oglądać. Przed rozpoczęciem seansu myślałem, że skoro jest o tym w zwiastunie, to jest to w pewnym sensie wiedza wyjściowa, że scena z tą informacją pojawi się w ciągu pierszych 20 minut filmu. Wrong! Jest gdzieś w 2/3. Bez apriorycznej świadomości, skąd chłopak wziął się w programie, emocje również byłyby większe, przy czym tego już oczywiście nie zarzucam twórcom filmu, tylko marketingowcom od trailera...

soldamn napisał(a):Liczyłem na ciepły film i się nie zawiodłem. Ale myślę, że na oscary ma małe szanse - za dużo dialogów jest w Hindi :)
No ale przynajmniej są kolorowe napisy :) A z ciekawostek, to podobno Boyle kazał przetłumaczyć 1/3 dialogów na hindi, a producentom powiedział, że będzie 10% i oni to zaakceptowali :) Cheeky bastard!
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#16
Od paru dni slucham OST-a z tego filmu. Coz za energetyczna bomba! Klasyczne indyjskie brzmienia sa tutaj wzbogacone elektronika i kombinacja ta daje piorunujacy efekt. Po seansie w pamieci utkwily mi tylko Paper Planes oraz bollywoodzkie Jai ho z koncowki, ale smakowitych kaskow jest wiecej. Dla przykladu:

Mausum & Escape:


O... Saya:


Liquid Dance


Jai ho:


Aaja aaja jind shamiyaane ke taley
Aaja zari waale neele aasmaane ke taley
Jai Ho!

:)

Odpowiedz
#17
Fajny film, ale Oscara za fajność bym nie dał :)

Takie ładne bajki dobrze sie ogląda - tu zgodzę się całkowicie z Jaku, że "Slumdog" powinien przypodobać się każdemu. Uniwersalna opowiastka miłosna, pogodna i pozytywna i to pomimo paru drastycznych ujęć i autentycznych społecznych problemów (zawód-biedak, prostytucja itp). Ciekawe, bo orientalne; zajmujące, bo dynamiczne. Ładne (zdjęcia, montaż), miłe (muzyka) i szlachetne (wszystko dla miłości). W tej ogólnej fajności na pewno nie czai się żadna wybitność, ot tylko bardzo zgrabnie i kolorowo nakręcone filmidło nastrajające raczej optymistycznie. Może to i dużo, ale jednocześnie za mało jak na hajpowanie słyszalne zewsząd. Część Slumdoga z dzieciakami - najlepsza (szczególnie fragment z rewelacyjnym kawałkiem MIA (mii?) w tle).

Odpowiedz
#18
Jest źle, Slumdog dostał 4 złote globy. Największe kuriozum to wygrana w kategorii najlepszy scenariusz, rozumiem jeszcze reżyserkę i muzykę, ale scenariusz to przegięcie pały, równie zasadne było przyznanie mu nagród za aktorstwo, bo wcale gorsze od scenariusza nie jest.

Odpowiedz
#19
Nie ujmując nic Slumdogowi (który jest przeca dobrym filmem) nagroda za scenariusz to przegięcie. Skrypt jest w porządku, ale nie jest jakiś genialny, godny nagród. Ot, bajka, chwilami nawet sztampowa. rewelacyjne są za to zdjęcia, montaż, rezyseria, muzyka - i tutaj nagrody rozumiem. Ale fabuła? Bez jaj...

Odpowiedz
#20
Masz rację, des, chociaż wyraźnie zadziałało prawo serii: jak wszystko, to wszystko. Ale często tak bywa.
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości