(30-05-2016, 00:00)Pai-Chi-Wo napisał(a): Czy ktoś mi pomoże znaleźć, który to odcinek South Park? Jest tam taka scenka, że uśmiałem się kiedyś do łez.
Scena jest taka tyle co z tego pamiętam:
jest mrowisko i do mrowiska dobiera się mrówkojad, wkłada swój język w mrowisko i trafia końcówką języka do rodziny mrówek,
podczas obiadu. Mama, tata i dzieci zaciekle bronią domowego ogniska przed głodnym najeźdźsą łapią język przybijając go do stołu
a na końcu sypią proch od końcówki jezyka aż do pyska i podpalają po czym mrówkojad wybucha.
Jakby ktoś wiedział to bardzo proszę.
To nie jest odcinek South Park tylko Happy Tree Friends
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2
30-05-2016, 02:46 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-05-2016, 02:46 przez Azgaroth.)
Widać przyjęli formułę ciąglosci, tylko, że jak dla mnie trochę za dużo tematów naładowali. I są one dobre, gdyż naturalnie mamy wybory prezydenckie, życie w nostalgii i fakt, że wszystko jest teraz rebootowane, jest nabijanie się z JJ Abramsa, trolling i obrażanie w Internecie, nawiązania do żżeńskich Ghostbusters itd.
Ogólnie masa tego, ale za dużo na jeden epizod i tak dziwnie ogląda się coś będące tylko drobnym wstępem.
Też obejrzałem pierwszy odcinek na Comedy Central i muszę przyznać, że był całkiem fajny. Zwłaszcza motyw z nowym hymnem od Abramsa.
A tak przy okazji, czy tylko mnie drażniły napisy, w których każdy bluzg był cenzurowany słowem PIP?
"It can't be bargained with. It can't be reasoned with. It doesn't feel pity, or remorse, or fear. And it absolutely will not stop... ever, until you are dead!"- Kyle Reese
Mimo, że dalej muszę się przyzwyczaić do tego nowego formatu, to jednak ten sezon zmierza do czegoś. I po ostatnim odcinku wcale się nie zdziwię jeżeli wyjdzie, że Disney i Mickey Mouse, którego już mogliśmy dwa razy poznać w tym serialu, będzie odpowiedzialny za wszystko, za Member Berries, czy wybory w USA. Zresztą motyw praw do Star Wars, Disney i wybory w USA już były kiedyś tematem jednego odcinka. Czyżby nawiązanie?
Sezon prawie na finiszu, więc mogę już chyba wyartykułować moje zdanie na temat ostatnich 8 odcinków - jest słabo. Znowu mamy ciągłość fabularną, ale w porównaniu do naprawdę dobrego sezonu 19 nic nie działa. Powodu upatruję w kiepskich wątkach i ograniczeniu roli dzieciaków. Cartmana wykastrowali (pewnie szykuje się oczywisty twist [wielka zemsta/masterplan, coś jak w odcinku ze Scottem Tenormanem] w ostatnim odcinku, niemniej w tym sezonie Eryczek został kompletnie zmarnowany. Wątek Garrisona niby ok, ale wydaje się raczej oczywistym, mało subtelnym (chociaż to SP, tutaj nigdy nie było miejsca na subtelność) dowcipkowaniem po linii najmniejszego oporu. Memberberries są żenująco nieśmieszne i niepotrzebne, cały ten motyw z melancholią i wracaniem do "starego, dobrego" mógłby zostać przedstawiony ciekawiej (a najlepiej, jakby go w ogóle nie było). Hajlajtem na razie Gerard i jego palcowanie po klawiszach (akcje starszego Broflovskiego są ok, przyznaję).
Wszystko to nie miałoby większego znaczenia, gdyby SP mnie śmieszył. A zaśmiałem się chyba tylko trzy razy (drugi odcinek i wspomniane trollowanie Gerarda + "śmierć" Cartmana oraz zamieszki w Fort Collins z bodaj 6 epizodu). Słabo. Ostatnie dwa odcinki sytuacji raczej nie poprawią, także jak dotychczas - 20 sezon ssie. Podziela ktoś moje odczucia?
Liczę, że będzie sytuacja odwrotna do sezonu 19. Ta seria naprawdę była kapitalna, ale finał był tragiczny. Tutaj sezon jest taki sobie, chociaż miewa momenty: Butters i jego siusiakowy protest, pozbawienia Cartmana elektroniki czy trolowanie + muzyczny motyw Danii :D ale liczę, że finałem nadrobia.
Nie napisałbym, że ssie, ale faktycznie, znacznie słabszy niż poprzednie. Największym problemem jest to, że ten sezon leci na 3-4 żartach. Mam wrażenie, że ciągle oglądam ten sam odcinek.
Dla mnie też ten sezon nie jest za specjalny. Lubiłem SP za bezpośrednie naśmiewanie się ze wszystkiego, nawet najgłupszą rzecz potrafili rozdmuchać na skalę światową, najlepiej im to wychodziło w trzyodcinkowych ciągach dalszych, najczęściej parodiach jakichś filmów, tak jak w poprzednim sezonie, albo jeszcze w poprzednim, już nie pamiętam odcinki z wyobrźniolandią, labo czarny piątek jako parodia gry o tron. Tu tego nie ma przez to, że jest ciągłość. Co prawda nadal jest śmiesznie, Memberberries bardzo lubię, Garrisona też, ale nie podoba mi się to co zrobili z większością postaci. Cartman to porażka, Kyle'a i Stana prawie w ogóle nie ma, a o Kennym już nie wspomnę.
"It can't be bargained with. It can't be reasoned with. It doesn't feel pity, or remorse, or fear. And it absolutely will not stop... ever, until you are dead!"- Kyle Reese
W istocie jedyne plusy sezonu numer 20 związane są z muzyką, to jest - Gerald jako Jon Lord i następujący kawałek:
Trochę przewrotnie wychodzi wyśmiewanie nowych GW jako odgrzewanego kotleta, kiedy to obecny sezon dołuje między innymi przez zmianę formatu (albo inaczej - kiepskiego wykorzystania możliwości). Wolałbym 10 "standalonów" niż obecną kiłę. Member Casa Bonita?
Wow, nie wiedziałem, że ta piosenka stąd się wzięła! A co do samego sezonu, to ja go traktuję, jako swoistego rodzaju dokument, komentarz do dziejących się aktualnie wydarzeń. Z perspektywy czasu, może ciężej będzie do tego sezonu wracać, ale na razie jako odtrutka od tego co nas otacza, to sprawdza się dla mnie naprawdę dobrze. Wiadomo, że wiele postaci przepada przez to, ale w sumie widać, że twórcy starają się robić coś nowego. Member the old South Park? ;)
No właśnie uwielbiam Memberberries!!! :)
To było zabawne, ale sam odcinek taki sobie. I widzę, że muszą trochę rzeczy po poprzednim sezonie dopracować- związek Cartmana. I pewnie Garrison dalej będzie prezydentem.
Może to kwestia tego, że "Rick & Morty" z tygodnia na tydzień dowalają kolejną perełką... ale wow... wybitnie nieśmieszny odcinek. Chyba gorszy od każdego z poprzedniego sezonu.