Nawet słowem chyba nikt nie pisnął o tym doskonałym filmie, który zbyt szybko przemknął przez polskie ekrany pod łopatologicznym tytułem "Przypadki Harolda Cricka".
Nie ma sensu przywoływać zawiłości fabularnych, bo te każdy pozna sam, jeśli w ręce wpadnie mu bilet, dvd bądź jeszcze ciepła płyta z komputerowego recordera. Wspomnę jedynie, że rozchodzi się głos w głowie urzędnika skarbowego, który to głos okazuje się narratorem powstającej właśnie powieści i co za tym idzie â ów głos jest narratorem życia Harolda Cricka. Lakoniczny opis brzmi lekko bełkotliwie i odpychająco, lecz zważcie na następujące słowa - scenariusz jest rewelacyjny, błyskotliwy, skutecznie łechcący inteligencję widza i z fabularnymi twistami na każdym kroku. Co najważniejsze â wszystko jest na swoim miejscu, wszystko ma sens i zmierza do jedynego, właściwego finału.
I to mimo tego, że końcowe recepty i życiowe morały mogą być określone wyłącznie jako banalne i schematyczne â być może z tego powodu niektórzy czują się rozczarowani obrazem Forstera? Ale właśnie ten banał autentycznie mnie ruszył i wzruszył, w przedziwny sposób zmotywował niczym najskuteczniejszy osobisty trener. Filmowe i literackie komunały drażnią mnie bardziej niż slogany Paula Coelho: nie znoszę infantylizmu i przewidywalności, jeśli te robią ze mnie idiotę. âStranger Than Fictionâ proponuje innego rodzaju grę â grę, bardzo przewrotną, w oczekiwania wobec bohaterów fikcji w realu (i realu w fikcji), a także grę w wymagania wobec opowiadanej historii. Nie powiem nic więcej, pozostawię te chaotyczną myśl samą sobie, może wkrótce powstanie coś większego na podstawie powyższego dość lapidarnego konceptu 8)
Innymi słowy â już dawno nie oglądałem tak pozytywnego i inspirującego filmu. Szczerze polecam, zdecydowanie jeden z najlepszych filmów tego roku, ze świetnym i innym niż zwykle Ferrellem, doskonałym jak zawsze Hoffmanem i podobnie perfekcyjną Emmą Thomson.
Nie ma sensu przywoływać zawiłości fabularnych, bo te każdy pozna sam, jeśli w ręce wpadnie mu bilet, dvd bądź jeszcze ciepła płyta z komputerowego recordera. Wspomnę jedynie, że rozchodzi się głos w głowie urzędnika skarbowego, który to głos okazuje się narratorem powstającej właśnie powieści i co za tym idzie â ów głos jest narratorem życia Harolda Cricka. Lakoniczny opis brzmi lekko bełkotliwie i odpychająco, lecz zważcie na następujące słowa - scenariusz jest rewelacyjny, błyskotliwy, skutecznie łechcący inteligencję widza i z fabularnymi twistami na każdym kroku. Co najważniejsze â wszystko jest na swoim miejscu, wszystko ma sens i zmierza do jedynego, właściwego finału.
I to mimo tego, że końcowe recepty i życiowe morały mogą być określone wyłącznie jako banalne i schematyczne â być może z tego powodu niektórzy czują się rozczarowani obrazem Forstera? Ale właśnie ten banał autentycznie mnie ruszył i wzruszył, w przedziwny sposób zmotywował niczym najskuteczniejszy osobisty trener. Filmowe i literackie komunały drażnią mnie bardziej niż slogany Paula Coelho: nie znoszę infantylizmu i przewidywalności, jeśli te robią ze mnie idiotę. âStranger Than Fictionâ proponuje innego rodzaju grę â grę, bardzo przewrotną, w oczekiwania wobec bohaterów fikcji w realu (i realu w fikcji), a także grę w wymagania wobec opowiadanej historii. Nie powiem nic więcej, pozostawię te chaotyczną myśl samą sobie, może wkrótce powstanie coś większego na podstawie powyższego dość lapidarnego konceptu 8)
Innymi słowy â już dawno nie oglądałem tak pozytywnego i inspirującego filmu. Szczerze polecam, zdecydowanie jeden z najlepszych filmów tego roku, ze świetnym i innym niż zwykle Ferrellem, doskonałym jak zawsze Hoffmanem i podobnie perfekcyjną Emmą Thomson.
18-07-2007, 09:20






