Succession (HBO, 2018-)
(24-05-2023, 14:00)Norton napisał(a): Piszę mniej, bo generalnie poza gościnnymi występami PropJoe nie ma w tym temacie za bardzo z kim dyskutować (...)
Jak gościnnymi?! Ja o sobie myślę, jako o jednym z właścicieli tego tematu. Chociaż może nie mam za wiele do napisania. No, ale jestem, jestem i oglądam na bieżąco. W zasadzie mogę podpisać się pod wszystkim co napisałeś, w tym oceną poszczególnych sezonów. Miałem obawy, że czwarty może popsuć ogólne wrażenia z całości i być już na siłę, ale być może okaże się, że będzie najlepszym. Najnowszy odcinek był chyba trochę słabszy, ale za to poprzedni, wyborczy, zajebisty. Załamanie Romana. Kurde, ogólnie to mam problem z tą ich żałobą. Niby wiadomo, ojciec to ojciec, ale to jest ojciec, który ich wyzywał od nieudaczników a oni też nie pozostawali dłużni. Są trochę gamoniami, ale też jednak cynicznymi i opanowanymi profesjonalistami. I się tak rozklejają przed prezydentem i elitami. Tym co w końcu buduje (?) Kena są nie jakieś zajebiste w jego wykonaniu negocjacje lub chociaż biznesowy pitch, ale przemowa na pogrzebie ojca, po tym jak drugi CEO niemal mdleje a siostra też się ledow trzyma i coś tam duka? No, ale dobra. Może ja jestem bardziej nieczułym chujem niż oni.

Co do zarzutów, które stawialiście. Bez cytowania i wchodzenia w szczegóły. Zgadzam się, że po pierwsze, wbrew pozorom, często brakowało stawki, z dużej chmury mały deszcz itd. Po drugie, czasami biznesowe uzasadnienie takich czy innych twistów i decyzji było niejasne. Udziały i fakt, dlaczego dzieciaki, w ogóle je mają, o czym pisał chyba simek, to dla mnie nie problem. Nie muszę znać dokładnej struktury udziałowców a z kolei dzieciaki mogły nabyć udziały na milion różnych sposobów. Ale były chyba głównie w trzecim sezonie takie akcje, których nie tyle nie rozumiałem, co wydały mi się wyjęte z kapelusza. Używane jako narzędzie dramatyczne wydawały mi się trochę oszustwem/pójściem na łatwiznę przez scenarzystów. Niby tak wszystko zależy od Logana, tego kto mu się skuteczniej przymili, albo od tego kto mu lepiej kosę w plecy wbije, a jak przychodzi co do czego to wiecie, jednak nie, jest zarząd, są udziałowcy. Niby oczywiste, że takie biznesy tak działają, ale kilka razy wolałbym jednak wcześniej coś lepiej zrozumieć. Albo te motywy z wykupem. Nagle się okazało, że dzieciaki, mając niewielkie udziały w Weystar mogą sami kupić Pierce'a? Jakoś mi się to nie dodaje, ale też dla dobrej zabawy odpuściłem rozkminianie tego.

No i przede wszystkim, czwarty sezon niweluje te dwie wady. Intryga biznesowa jest prosta, ale nie banalna a stawka odczuwalna. No i dosyć zgrabnie wykorzystuje wątki, głównie osobiste, z całych czterech sezonów. Politykę, relację Shiv-Tom, relację Kena z rodziną, rywalizację pomiędzy rodzeństwem, w tym bagaż z dzieciństwa itd. Duet Tom-Greg 10/10 a jak jeszcze trzymają poziom żartów to mogę oglądać kolejne cztery sezony. Teksty Romana bywają monotematyczne, ale rzadko męczą. Po jego "Is it mine?" w ostatnim zaśmiałem chyba głośniej niż powinienem. Reakcja na to, że to jednak Tom też piękna. :D

Edit: spojrzałem na nazwę tematu. Succession (HBO, 2018-). 2018. Ja pierdole, ale ten czas leci. Niby wiem, że 4 sezony, ale powiedziałbym, że zaczęło się ze 3 lata temu. Anyway, chciałem wstawić poniższy materiał, na który trafiłem przypadkiem, jakich pewnie pełno, ale kilka ciekawych kwestii porusza. Ja to chyba przy 4x03 się chyba dopiero zorientowałem, że to na taśmie kręcą.


Odpowiedz
Cytat:I was fine with it ultimately, but I did feel a little bit rejected. You know, I felt a little bit, oh, all the work I’ve done and finally I’m going to, you know, end up as an ear on a carpet of a plane.
https://variety.com/2023/tv/news/brian-cox-logan-death-succession-too-soon-1235624326/

Rozumiem, że chciał dłużej pograć, ale akurat rozgoryczenie ze względu na sposób, w jaki zakończono jego wątek trochę dziwne. Szczególnie z ust gościa, który wydaje się mieć zdrowe podejście do tej roboty.


Odpowiedz
Skończyłem trzeci sezon i o ile cały był świetny, tak ten finał to było spore rozczarowanie - zawiniło dokładnie to, na co narzekam od początku, czyli ukrycie przed widzami informacji jak działa umowa na podstawie której budowane jest całe napięcie. Dostajemy bodajże jedno zdanie o tym, że przy rozwodzie Caroline zapewniła dzieciom akcje i prawo veta przy kluczowych decyzjach, więc każdy zrozumiał tak, że to już jest ich niezbywalne prawo i Ken, Shiv i Rom zachowują się dokładnie jakby tak było, a twist polega na tym, że jednak była to tylko obietnica ze strony mamy, która w każdej chwili może zmienić zdanie, no i je zmieniła. Poprzednie dwa finały były imponujące, kończyłem sezony z poczuciem wow, fajnie to wykombinowali, a teraz byłem zaskoczony banalnością takiego rozwiązania.
Obejrzałem też pierwsze dwa odcinki czwartego: znowu wrażenie, że robimy po prostu kolejne kółko po tym samym torze, ale przynajmniej jest poczucie, że tutaj zbliżamy się do jakichś rozstrzygnięć.

Odpowiedz
Mam jak zwykle zupełnie inne odczucia :) Finał trzeciego sezonu najlepszym z finałów, zdecydowanie.

Tam nie ma żadnego twistu, po prostu dzieciaki to nie są serious people ;) i nie przypuszczają, że można to zmienić, nic nie sugeruje że to jest niezmienne, tylko że oni tak myślą. Osią odcinka w ogóle nie jest "twist" tylko decyzja Toma.

Uwielbiam ten odcinek właśnie za jego rolę. Za fantastyczne usadzenie Kena, za odegranie się na Shiv za wszystkie upokorzenia i jeszcze to przytulenie jej na koniec... Złoto.

Oczywiście nie jestem od tego, by narzucać komuś interpretację, ale moim zdaniem Twoja jest daleka od typowej dla widzów tego serialu a może inaczej - jest właśnie typowa ogólnie dla widzów seriali :) Sukcesja jest studium ludzi, relacji i charakterów. Nie stoi twistami, nie ma szokować widza dla samego szokowania.
The key of joy is disobedience.

Odpowiedz
(29-05-2023, 13:14)deymos napisał(a): Tam nie ma żadnego twistu, po prostu dzieciaki to nie są serious people ;) i nie przypuszczają, że można to zmienić, nic nie sugeruje że to jest niezmienne, tylko że oni tak myślą.
Prawda, bo oni zawalili w 100%, ale wciąż mi to jakoś zgrzyta, że ludzie, którzy na każde zaproszenie na herbatkę reagują "what's your angle?" i analizują o co może chodzić są w stanie olewać naprawdę kluczowe dla swojej przyszłości kwestie, żyć podejściem, że jakoś to będzie.
Przy czym jest to dyskusja stara jak kino: na ile głupio może zachowywać się bohater, aby widz nie odczuł, że to scenariusz jest głupi? Nie ma na to dobrej odpowiedzi.

Odpowiedz
Masz rację, oni są podejrzliwi, ale to jest taka podejrzliwość intrygantów - nie znają się pewnie wystarczająco na tym, żeby przewidzieć taką możliwość. Jak to kiedyś usłyszeli - "Wasz ojciec stworzył wam zamknięty luksusowy wybieg, a wy myślicie że to cały świat".

Nawiasem mówiąc, wydaje mi się, że oryginalnie w angielskim jest używany zwrot, który jako taki świadczy o tym, że to jest ich prawo nadane przez kogoś bliskiego, ale głowy nie dam.
The key of joy is disobedience.

Odpowiedz
(29-05-2023, 13:39)simek napisał(a):
(29-05-2023, 13:14)deymos napisał(a): Tam nie ma żadnego twistu, po prostu dzieciaki to nie są serious people ;) i nie przypuszczają, że można to zmienić, nic nie sugeruje że to jest niezmienne, tylko że oni tak myślą.
Prawda, bo oni zawalili w 100%, ale wciąż mi to jakoś zgrzyta, że ludzie, którzy na każde zaproszenie na herbatkę reagują "what's your angle?" i analizują o co może chodzić są w stanie olewać naprawdę kluczowe dla swojej przyszłości kwestie, żyć podejściem, że jakoś to będzie.
Przy czym jest to dyskusja stara jak kino: na ile głupio może zachowywać się bohater, aby widz nie odczuł, że to scenariusz jest głupi? Nie ma na to dobrej odpowiedzi.
Bo to takie "W kamiennym kręgu" tylko 3 razy lepiej zrealizowane i 10 razy lepiej zagrane.
Ale sens pozostaje ten sam. Mnie to znudziło po 2 sezonie.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
Rozumiem. Dla mnie to są zupełnie realne sytuacje, nie zadaję sobie pytań, dlaczego bohaterowie nie pomyśleli o czymś oczywistym, takim jak: [tu wstaw jakieś dużo bardziej racjonalne wyjście], które zdarza mi się zadawać w wieluprzypwdku wielu innych produkcji.

Dla mnie - definicja dobrego scenariusza :) Dokładnie rozumiem, dlaczego bohaterowie nie pomyśleli o tym czy o tamtym, zrobili to czy tamto, tak dobrze są napisani.
The key of joy is disobedience.

Odpowiedz
Ambiwalentne odczucia po finale. Z jednej strony wkurzenie na sucz Shiv z jej ostatnim pchnięciem noża w plery brata, z drugiej konstatacja: lepszego zakończenia nie dało się chyba wymyślić. Na pobojowisku pozostało sporo przegranych, a ocaleni (jak według Preza z The Wire) będą przegrywać wolniej. Baaaaardzo gorzkie zakończenie. Sama konkluzja satysfakcjonująca, natomiast mam pewne wątpliwości odnośnie ścieżki do niej prowadzącej, pewnie na chłodno lepiej przyjmę całość. Kendall to jeden z największych serialowych przegranych, Jerry z R&M jest przy nim człowiekiem sukcesu.

Na tę chwilę mimo wszystko Succession łapie się do mojego top 15, może nawet 10. Serial wybitny.

Odpowiedz
Czuję niedosyt po finale. Ale może to dlatego, że jestem zachwycony serialem i po prostu ciężko mi się pogodzić z tym, że to już koniec. Bo jakby mnie ktoś zapytał "Czego tam brakuje?" to chyba nie umiałbym odpowiedzieć. Teoretycznie to co miało zostać powiedziane, zostało powiedziane, ale jakoś tak całość zostaje ucięta szybko.

Jest kulminacja wydarzeń, emocji, wszystko dzieje się dość szybko, a potem mamy dosłownie kilka migawek i serial się kończy. Jakby w GoT 10 odcinki następujące po kulminacyjnych 9 zmieścić w 5 minutach. Zabrakło mi dłuższego podsumowania. Z drugiej strony - myślę sobie - po co? Wszystko już wiemy. Puenta jest idealna! Odpowiednio gorzka, nie ma zwycięzcy, jest to w zasadzie wszystko logiczne i bardzo życiowe. Ale jest jakieś takie wrażenie przyspieszenia, nie czuć w taki "filmowy" sposób, że to finał, że więcej tych bohaterów nie zobaczymy.

P.S. Ostatecznie zabrakło sceny z mid season trailera, gdzie Gerri krzyczy do Romulusa "We are over!"?
The key of joy is disobedience.

Odpowiedz
NIE CHOWAM SPOILERÓW.

Finał moim zdaniem mega dobry. Serial ustawił poprzeczkę na tyle wysoko, że może można było mieć nie wiadomo jakie oczekiwania. Kompletnie też nie rozumiem tego zarzutu o  przyspieszenie, kilka migawek i tyle. Udało się bez wymuszonych twistów domknąć całość całkiem sensownie i spójnie z tym, jak prowadzili bohaterów przez te cztery sezony. Trochę znowu nie rozumiem załamania Roma i on okazał się chyba jednak najmniej ciekawą i zniuansowaną postacią. Shiv. Z jednej strony, wiadomo, można się na nią wkurwiać i ona z kolei jest "najgorszą" postacią w towarzystwie, w którym konkurencja jest pod tym względem całkiem spora. Czyli niby idzie zgodnie z oczekiwaniami. Ale może i bardziej logicznie niż to na gorąco wyglądało. Bo najpierw wątpliwe wydało mi się, że pal licho Tom, ale że zdradzi braci dla Mattsona, który ją tak wydymał. Bo Toma chyba rozumiem. Swoją drogą, od jakiegoś czasu obstawiałem właśnie jego, na początku trochę w żartach, ale od jakiegoś czasu było sporo przesłanek za nim, poza takimi czysto scenariuszowymi (rodzeństwo się bije a wygra ten outsider popychadło). No a wygrał systematyczną "pracą" a nie miotaniem się od lewa do prawa. Nawet moralnie broni się chyba najbardziej ze wszystkich, bo jego intrygi i oślizgłość w dużej mierze są ratowaniem a nie promowaniem siebie. Ostatecznie ten miks korporacyjnej bezduszności, oślizgłej uległości i przeciętności osobowościowej daje mu przewagę nad rodzeństwem. Dlatego wybór Shiv wydaje się całkiem logiczny. Tym bardziej, w obliczu reakcji braci, szczególnie Kena, który musi bo jak nie to może umrzeć. Plus hormony i może rzeczywiście jakieś uczucia do Toma (czy to było tylko przygotowanie gruntu pod zmianę decyzji?). Nadal trochę dziwne, w perspektywie całej historii wydaje się oddanie firmy Matsonnowi i (w mniejszym stopniu) prezesura Toma kontra Ken jako prezes i firma pozostająca w rodzinie. 

Ogólnie satysfakcjonujący finał. Cały sezon chyba najlepszy ze wszystkich. A serial, pomimo kilku zgrzytów i momentów, w których kręcił się w kółko zajebiście napisany, zagrany i zrobiony. 9/10 dzięki końcówce i wchodzi do chyba nie top 10, ale top 20 na pewno. 


Odpowiedz
Na pewno w decyzji Shiv rolę odgrywa dziecko z Tomem, nieprzypadkowo mamy scenę z jej telefonem do niego. Po drugie, Shiv Tom nie kręcił, bo był "gorszy". Teraz został wybrany przez kogoś innego zamiast niej, więc ceni go bardziej. I jest z nim jednak bliżej, niż z braćmi mimo wszystkich zakrętów. Jeśli więc nie ona jako CEO, to chociaż jej mąż. W ten sposób wojującą feministka lokuje się jako mniej ważna "żona prezesa" na własne życzenie - piękna puenta.

Zakończenie jest w tym sensie idealne i świetnie pasujące, że to nie są serious people. Jest w tym coś poetyckiego, sprawiedliwego a jednocześnie logicznego, że do samego końca nie są w stanie się dogadać i przez to, przez swoje wzajemne uprzedzenia, utrzymać firmy. Tracą ją zgodnie z wolą swojego ojca, który też wiedział że się nie nadają (oczywiście nie nadają się też z jego winy ale to inny temat). Tracą na rzecz kogoś poważnego a prezesem zostaje figurant - człowiek śliski, o zerowym kręgosłupie moralnym, ale idealny w warunkach korpo. No i jednak jakąś robotę robił - pamiętajmy, że Logan zaczął wątpić w Kena po raz pierwszy gdy w S01 opuścił ważne negocjacje żeby pojawić się na urodzinach Logana, których on i tak nie chciał. Tom nie opuścił pracy w krytycznym dniu z powodu pogrzebu Logana. Jego self - pitch był idealny. Powiedział dokładnie to, co Mattson chciał usłyszeć.
The key of joy is disobedience.

Odpowiedz
(30-05-2023, 12:12)deymos napisał(a):  Po drugie, Shiv Tom nie kręcił, bo był "gorszy". Teraz został wybrany przez kogoś innego zamiast niej, więc ceni go bardziej. 

Tak, tu się zgadzam, fajny motyw. Nie wiem na ile ambicją Toma było sięganie tak wysoko, długo wydawało się, że zadowoli się najpierw nie pójściem do więzienia a później zachowaniem posady, ale koniec końców okazało się, że co prawda zmęczony musi wyprosić gości z imprezy, ale generalnie nadaje się na CEO lepiej niż rodzeństwo. Jeśli nawet jest śliski (ale czy bardziej niż oni?) czy nie ma kręgosłupa moralnego (kto tam ma?) to potrafi to skutecznie wykorzystać do swoich celów. W przeciwieństwie do rodzeństwa. W tym sensie, wydaje mi się, że decyzja Shiv była tylko częściowo emocjonalna, wynikająca z uprzedzeń i rywalizacji z braćmi a w dużej mierze dosyć racjonalna. 

Muszę przyznać, że sprytnie to rozpisali. Cały czas niby Tom walczy o posadę w ATM i nawet Shiv go "rekomenduje" a nagle się okazuje, że tym samym przykłada się do jego awansu. Bez tego Tom był chyba najciekawszą postacią a po finale tym bardziej doceniam jego rozwój.


Odpowiedz
Jest ujęcie, jak Mattson się dowiaduje o tym, że Tom opuścił pogrzeb. Mattson nie ufa też ludziom, którzy nie pracują do późna, jak mówi w jednej z rozmów Kenowi.

Na pewno nadaje się bardziej niż rodzeństwo, które ma zbyt duży bagaż traum i rywalizacji by móc współpracować.
The key of joy is disobedience.

Odpowiedz
Jestem po finale, może później napiszę coś więcej, ale na teraz szybkie pytanie: co z testamentem Logana? Co z jego udziałami w Waystar Royco? Coś mi umknęło, czy postanowili udawać, że to zupełnie nieistotne? Coś tylko się przebija, że Marcia dostała mieszkanie (chyba, że ono było jej już przedtem?) i że na kartce z sejfu coś napisał o nieruchomościach, ale ona chyba nie była traktowana jako testament, nie?

Odpowiedz
A co ma być? Nic istotnego dla tych kilkudniowych wydarzeń, widać.
The key of joy is disobedience.

Odpowiedz
No tak, umiera miliarder, właściciel i prezes wielkiego korpo, trwa wielka walka o losy tego korpo, ale kto po nim dziedziczy jest zupełnie nieistotne :)

Ładny to był finał, bardzo dobry sezon, przy czym wg mnie chyba najwyżej oceniłbym trzeci, ale to bardzo wyrównana stawka. Ogólnie serial znakomity, trudno nie docenić w dzisiejszych czasach, że nie było tutaj mowy o spadku formy: jeśli ktoś zaakceptował Sukcesję taką jak z pierwszego sezonu, to miał aż do ostatniego ujęcia świetną rozrywkę. O ile pisałem, że do samej historii można mieć zarzuty i po finale wciąż je mam, tak trzeba oddać, że dialogi były absolutnie wybitne, chyba najlepsze w historii telewizji - właściwie bez tego języka to byłby inny, o klasę gorszy serial. Nieodzowne dla tych dialogów było aktorstwo, również na najwyższym poziomie, reżyseria pozwalająca widzowi to wszystko ogarnąć również mucha nie siada. Ode mnie soczyste 9/10 i miejsce pośród pewnie kilkunastu najlepszych seriali jakie widziałem.

Trochę szkoda, że już koniec, bo ja mógłbym oglądać dalsze losy tych postaci jeszcze przez kilka sezonów. Chętnie zobaczyłbym jak Tom pomiata całym towarzystwem i napawa się władzą, czy i jak będzie używał dalej Grega, jak zmienią się jego relacje z Shiv, gdy teraz to on jest tym ważniejszym, jak Kendall rzuca się od ściany do ściany i kombinuje jak najlepiej wykorzystać swoje miliardy, jak odnajduje, czy raczej nie odnajduje się życiowo Roman itd. przy założeniu podobnej jakości, to mogliby to ciągnąć i ciągnąć, zwłaszcza że w finałowym odcinku nie miałem wrażenie jakiejś ostateczności, gdybym nie wiedział, że to koniec, to możnaby pomyśleć, że ok, sezon się skończył, roszady na szachownicy spore, firma sprzedana, ale zapraszamy do tych korytarzów już za rok, aby dalej podglądać jak bogaci kłócą się o władzę.

Odpowiedz
(31-05-2023, 06:24)deymos napisał(a): A co ma być? Nic istotnego dla tych kilkudniowych wydarzeń, widać.

Ale w sumie, jeśli przyjąć, że udziały Logana dziedziczą dzieciaki i Marcia to coś powinno skapnąć też Connorowi, nie? Bo jak rozumiem nie był na równi z trójką rodzeństwa, bo oni dostali spore udziały po rozwodzie rodziców, ale teraz nie ma chyba powodu dla którego Con nie miałby dostać sporego kawałka. Nie daje mu to z automatu miejsca w zarządzie, więc można przyjąć, że po prostu się w końcu obłowił dzięki sprzedaży. No, ale mogli to chociaż linijką dialogu poruszyć przy okazji.  


Odpowiedz
Zacznijmy od tego, że ogólnie w świecie Sukcesji obowiązuje pewna fikcja jakoby o kluczowych sprawach firmy decydował zarząd (czy dokładniej rada dyrektorów), a nie walne zgromadzenie akcjonariuszy. Zrobiono tak dla celów dramaturgicznych, aby były emocjonujące głosowania z taką samą wagą każdego głosu. W prawdziwym świecie sprzedaż GoJo byłaby zatwierdzona na walnym zgromadzeniu, gdzie każda akcja firmy "ma" głos, ale twórcy postanowili, że nie ma co bawić się w wyjaśnianie akcjonariatu Waystar, lepiej robić głosowania zarządu, a więc kwestię udziałów Logana po jego śmierci mogli olać, bo w tym świecie nie mają one żadnego znaczenia oprócz pieniężnego. Trochę jak w Chinach: kupisz akcje, to po prostu masz prawo do dywidendy i możesz nimi handlować, ale od rządzenia to są inni, głównie KPCh ;)

Odpowiedz
No chyba przy zakupie Pierce decydowali przecież udziałowcy, których Logan musiał urabiać, w tym brata. Ja z takimi uproszczeniami reguł nie mam większego problemu o ile przedstawione akcje nie są zbyt uproszczone i strywializowane. 


Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Yellowstone (Paramount, 2018-) Mental 349 70,248 27-05-2026, 08:20
Ostatni post: Nemo
  The Haunting of Hill House (2018) patyczak 131 24,145 22-10-2025, 02:34
Ostatni post: Krismeister
  Cobra Kai (2018) Doppelganger 341 57,371 23-02-2025, 04:31
Ostatni post: ugh
  Ślepnąc od świateł (HBO, 2018) hanys 209 62,849 26-09-2023, 16:52
Ostatni post: Mental
  The Kominsky Method (Netflix, 2018) Pelivaron 1 1,839 29-04-2021, 19:35
Ostatni post: Trailery Srailery
  Chilling Adventures of Sabrina (2018- ) Netflix Bradesinarus 37 9,747 03-12-2020, 17:09
Ostatni post: Trailery Srailery
  Waco - 2018 slepy51 9 3,597 26-04-2020, 21:55
Ostatni post: Pelivaron
  Patriot (Amazon, 2015-2018) Snuffer 17 6,556 04-03-2020, 16:28
Ostatni post: Snuffer
  Maniac (2018, Netflix) Pelivaron 27 7,561 30-10-2018, 22:18
Ostatni post: kundel bury
  Ash vs Evil Dead (2015-2018) Szaman 117 39,302 10-08-2018, 01:03
Ostatni post: shamar



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości