Succession (HBO, 2018-)
Nie widzę powodów do dania około połowie z powyższej listy 9/10 że o 10/10 dla TD nie wspomnę i tak sobie możemy "dyskutować", co kto lubi :)

Btw. Sukcesja to zwykła telenowela a Big Little Lies to co? :D
The key of joy is disobedience.

Odpowiedz
Cytat:Sukcesji tutaj nie ma i raczej nie będzie, chyba, że poziom poszybuje do góry.
ZeroZeroZero też nie ma. :P

U mnie Sukcesja też byłaby chyba poza listą podobnej długości. Z wymienionych oceniam ją niżej niż Detektywa, Papieża i Czarnobyl, chociaż ogląda się znakomicie i jako taka telenowela/sitcom sprawdza się świetnie. U mnie taka mocna ósemka.

Kilku tytułów nie widziałem, w tym szczególnie Trust i The Third Day do nadrobienia/dokończenia.

Little Drummer Girl za to to jedyny, który widziałem i oceniam gorzej niż Sukcesję. 

ZeroZeroZero jest spoko, ale gdzieś pomiędzy, Sukcesję lubię jednak chyba odrobinę bardziej.


Odpowiedz
ZeroZeroZero jest najlepszy - 10/10. Kolejna dycha to oczywiście "Dark Crystal". I to chyba tylko 2 dziesiątki, choć za wielu seriali nie widziałem.
"Sukcesja" była spoko, ale w końcu nie obejrzałem 3 sezonu bo mi się trochę przejadła. Tym bardziej, że kumpel, z którym mamy prawie taki sam gust filmowy mówił, że bardzo wyraźnie widać, że to było kręcone na siłę. Po 2 sezonach, trzeci powinien być finałowym, ale nie potrafili się oprzeć.
Może kiedyś dooglądam.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
(20-04-2023, 12:00)deymos napisał(a): Nie widzę powodów do dania około połowie z powyższej listy 9/10 że o 10/10 dla TD nie wspomnę i tak sobie możemy "dyskutować", co kto lubi :)
Btw. Sukcesja to zwykła telenowela a Big Little Lies to co? :D
Na tym polega to forum, że sobie dyskutujemy, że jednemu się coś podoba bardziej, a drugiemu mniej :)

Big Little Lies to kryminał, tylko, że z babami :) Zresztą ja nie mówię, że telenowela nie może być genialna. Może być, ale Sukcesja nie jest :)

Odpowiedz
Czwarty sezon na tę chwilę przebija nawet drugi, same wyborne odcinki plus jedno arcydzieło telewizji.

W Honeymoon States, zgodnie z przewidywaniami, rozpoczęła się ostateczna rozgrywka. Akcje Kendalla wzrosły i emerytowany ćpunek nosi obecnie plastron lidera. Poprzednio zawsze po przejaśnieniu następował okres deprechy i Ken lądował na dnie, oby tym razem twórcy nie szykowali dla niego podobnych atrakcji (ileż można). Na końcu drugiej drogi czeka fotel prezesa i zniszczenie relacji z rodzeństwem, a więc coś na kształt zatoczenia koła (Logan - Ewan). Tego typu konkluzje widziałem już wielokrotnie i trochę mi się przejadły, liczę więc na coś świeżego. Obaw w zasadzie nie mam, bo Armstrong nie zawodzi.

Poza tym sępy zaczęły krążyć nad ścierwem, a ja się przyglądam i zanoszę śmiechem. Za Marcią nigdy specjalnie nie przepadałem, niemniej ucieszył mnie jej powrót. Ustawianie się w życiu jest jednym z wiodących motywów Succession, co pięknie przedstawiono na stypie (z jednej strony Marcia, Kerry i Willa, z drugiej próba uszczknięcia kawałka firmowego tortu przez ludzi z "otoczenia"). Poza tym wspaniały Greg staje się coraz bardziej wredny i oślizły. Gość znowu wygrał odcinek, jego "nevertheless" przypomniało mi anegdotę PTA, a reakcja Franka zniszczyła. Najlepszy, prócz Saula, serial ostatnich lat. :)

Odpowiedz
(20-04-2023, 13:17)Norton napisał(a): Poza tym wspaniały Greg staje się coraz bardziej wredny i oślizły. Gość znowu wygrał odcinek, jego "nevertheless" przypomniało mi anegdotę PTA (...)

No jestem, jestem. ;) Myślałem, że tylko ja takie rzeczy znam. Chyba, że opowiadał to częściej, ale chyba nie.

Akurat Greg mam nadzieję się nie stoczy za bardzo. Nieudolnie i nerwowo na stypie próbujący się upewnić, że nadal jest w rodzinie oczywiście nie ze względu na sentymenty to najdalej idący w byciu wrednym i oślizgłym Greg, jakiego chcę widzieć.

Swoją drogą, dopiero kilka dni temu zrozumiałem wpis kogoś tutaj o tym, że Greg rucha nastolatki. ;( 


Odpowiedz
(20-04-2023, 12:19)simek napisał(a):
(20-04-2023, 12:00)deymos napisał(a): Nie widzę powodów do dania około połowie z powyższej listy 9/10 że o 10/10 dla TD nie wspomnę i tak sobie możemy "dyskutować", co kto lubi :)
Btw. Sukcesja to zwykła telenowela a Big Little Lies to co? :D
Na tym polega to forum, że sobie dyskutujemy, że jednemu się coś podoba bardziej, a drugiemu mniej :)

Big Little Lies to kryminał, tylko, że z babami :) Zresztą ja nie mówię, że telenowela nie może być genialna. Może być, ale Sukcesja nie jest :)

No to podyskutowaliśmy, owocnie jak widać :)

Małe Kłamstewka to podręcznikowa babska telenowela, ale mam z nią tak, jak Ty z Sukcesją :p Fajne, bardzo fajne, bardzo solidne, no ale jednak nie do końca.

Dużo dobrych seriali wyszło, bardzo dużo. Ale z czasem te emocje trochę "wietrzeją" a seriali nigdy nie powtarzam. Pamiętam, że pierwsze sezony takiego House of Cards chłonęliśmy błyskawicznie, teraz myślę o tym bardziej letnio. Podobnie z pierwszymi sezonami GoT czy nawet Breaking Bad, które mnie onegdaj zachwyciło. Także trochę się to tasuje w głowie, że tak powiem.

Pewnie atrakcyjność w moich oczach podbija jakieś tam rezonowaniw tej konkretnej tematyki a u kogoś nie, ale dla mnie najsilniejsze punkty Sukcesji to:

- gra aktorska, mimo tej sitkomowej konstrukcji jest mnóstwo momentów dramatycznych, bardzo autentycznie zagranych emocji, całość poprowadzona jest tak że aktorzy mają jak się wykazać w tych krótkich ujęciach kiedy jedną miną muszą przekazać całą gamę uczuć, powiedziałbym że serial tym stoi

- scenariusz, który jest bardzo zniuansowany i zostawia precyzyjne elementy układanki, czasem przemycając je mimochodem. Nie tylko w kontekście korpo zagrywek, walki o władzę, ale też relacji Logana z dziećmi. No świetne to jest

- reżyseria jest topowa, niektóre sceny i odcinki oglądałem na krawędzi fotela, tak budowane są sceny głosowania, kulminacje, finały, rozstrzygnięcia wątków, twisty. Realizacja jest znakomita

W czwartym sezonie wszystko to wybrzmiewa w pełni, jestem zachwycony. Nawiasem mówiąc, za podobne rzeczy wysoko u mnie obecnie jest White Lotus.

Czwarty odcinek przyniósł sporo fajnych momentów i konfrontacji, moi faworyci to:

- Willa gasząca Marcię "Obie przeszłyśmy"
- Gerri: "Absolutnie, wymiatałeś w latach 90., temat kablówki ogarnąłeś wyśmienicie!", czyli jak pojechać kogoś pod płaszczykiem komplementu. Perełki. I tego jest mnóstwo, w każdym odcinku, dialogi pisał geniusz, podobnie jak takie rzeczy jak podkreślenie w liście.
The key of joy is disobedience.

Odpowiedz
@PropJoe

O, wywołałem. :)

Greg nie ma niestety kręgosłupa moralnego, może więc skończyć jako ostatnia gnida. To w zasadzie niewiele mniejsza menda niż Royowie, a wybaczamy mu więcej, bo jest nieporadny, durny i śmieszny.

O ruchaniu nastolatek pisałem ja, przy czym należy pogrubić przewijające się w doniesieniach słowo-klucz, czyli allegedly. Coś tam piszą o jego podbojach miłosnych i tak dalej, ale w sumie nie wczytywałem się, nie moja sprawa (aczkolwiek przyjemniej śledziłoby się perypetie Grega nie mając z tyłu głowy informacji o zboczeniach Brauna.)

A, Roman Roy staje się coraz lepszą istotą (wspieranie Kerry). Jeszcze jakieś 15 sezonów i zacznie przypominać człowieka. Trochę złego wyrządzono mu w pilocie (scena z dzieciakiem i hołmranem) - zrobili z niego wrednego socjopatę i dla mnie wciąż pozbywa się (skutecznie, acz wolniutko) tej łatki. Tak to jest z pierwszymi odcinkami, jak twórcy nie mają jeszcze wizji sprecyzowanej w 100%.

Odpowiedz
Finałem drugiego sezonu (w zasadzie dwoma odcinkami finałowymi, ale jednak głównie ostatnim) Sukcesja wskakuje do jakiegoś już zupełnie elitarnego klubu. Arcydzieło. I nie chodzi tutaj o jakieś zaskakujące zwroty akcji, a o samą konstrukcję fabularną, całą koncepcję, punkty kluczowe w różnych wątkach i milion niuansów, które cechują tylko dzieła najbardziej dopracowane.

Sam pomysł na wpakowanie ekipy - w dodatku bardzo skrupulatnie i konsekwentnie dobranej bez wyjątków, co jest zaznaczone - na swoistą arenę starcia to objaw geniuszu. Dla mnie naturalnym skojarzeniem są tu pewnie motywy ostatniej wieczerzy. Ma to wszystko aurę takiego punktu przesilenia, momentu kluczowego, zarówno dla całej sytuacji, jak i dla każdego bohatera dramatu. Żadnego kombinowania, rozdzielania historii i akrobacji narracyjnych, a jedynie brutalne zderzenie wszystkich ze sobą i z rzeczywistością.

Nie chcę tutaj wchodzić w konkrety fabularne. Dodam na koniec jedynie, że te najlepsze seriale mają u mnie pewien element wspólny, którym jest niewielkie ciśnienie na kolejny odcinek czy sezon. Wynika to z ilości materiału do przerobienie we łbie, które one dostarczają. To znacznie bardziej wartościowe niż tylko cliffhanger za cliffhangerem i niecierpliwe włączanie kolejnego epizodu, żeby wiedzieć, co będzie dalej w historii. Oczywiście chcę znać ciąg dalszy, ale jednocześnie mam ochotę przyjąć maksymalnie dużo z tych dzieł. Trochę je jakby posmakować. Od galopowania z fabułą dla poznawania rozwiązań są inne seriale. Te najlepsze cechuje jednak zupełnie coś innego. W efekcie, kiedy skończyłem drugi sezon Sukcesji, to nie odpaliłem pierwszego, a powtórzyłem właśnie finał drugiego.

A tak jeszcze filozując, to właśnie mam wrażenie, że te lepsze czasy telewizji, które dawały tyle wielkich dzieł cechowało to, że dostarczały one tego typu przeżycia. Nie były to jedynie wyścigi twistów, które w efekcie z serialu robiły taką trochę bezkształtną bryłę nadającą się do zapamiętania jedynie w całości. Było w tym coś więcej. I dzięki temu te roczne przerwy między sezonami nie dokuczały. Każdy odcinek był odpowiednio przemyślany przez widza, więc zostawał w głowie. Natomiast dziś podczas tej gonitwy miałkich fabuł skupionych tylko na szokowaniu (i to marnej jakości często) powoduje, że kiedy ciśnienie spadnie, to nie zostaje po tym nic. W efekcie widownia ogląda takich "mózgowych popcornów" 10 rocznie i kiedy wychodzą kolejne serie, to mało co się pamięta. No bo kto w sumie kojarzy szczegóły z jedzenia rok temu Big Maca?
.

Odpowiedz
Wczoraj skończyłem drugi sezon.
Mogę chyba nawet stwierdzić nieznaczną poprawę w stosunku do pierwszego sezonu, serial się trochę rozbujał, wszedł na wyższe, być może już najwyższe obroty i jest po prostu świetny. Świetny, ale mnie nadal nie grzeje: bardzo dobrze się to ogląda, ale jakoś nie angażuje, nie przejmuję się tymi postaciami, niespecjalnie czuję stawkę do której twórcy tak bardzo chcą mnie przekonać. Czuję się trochę jakbym wrestling oglądał: łooo patrzcie jak mu teraz przypierdoli!! ooo to musiało boleć! Wszystko fajnie, tylko po dwóch sezonach przydałby się w końcu jakiś nokaut, żebym poczuł powagę rozgrywki. Na dobrą sprawę bardziej czekam na jakieś kolejne dowcipne docinki między bohaterami niż interesuje mnie co się tutaj fabularnie stanie, bo mam wrażenie, ze nie stanie się nic: będą walczyć, mierzyć się z problemami, groźbami, stać na skraju przepaści, ale przecież nie może to ostatecznie pójść w jedną albo drugą stronę, bo by nie było o czym serialu dalej kręcić.
Jeśli to wszystko jest podbudowa pod prawdziwą kulminację w trzecim czy czwartym sezonie to ok, ale póki co mam to nieprzyjemne wrażenie, że kręcimy się w kółko.
Dla drugiego sezonu również mocne 8/10, blisko dziewiątki, ale jednak nie :)

Odpowiedz
Trzeci sezon oceniam jako najsłabszy, ale i tak miał przepotężne momenty. Finałowe rozwiązania to może i nawet najlepsze momenty tego serialu dotąd. Gorzkie, brutalne, ale jednocześnie naturalne dla głównego króla tego dramatu.

Mierzi natomiast mnie lekko to jak pociągnięto bombę z finału serii 2. "Z dużej chmury mały deszcz" jest powiedzonkiem, które pasuje tutaj perfekcyjnie. Niby się coś działo, ale w zasadzie nie można nawet określić jakiegoś konkretnego punktu rozwiązania problemu. Nie wykluczam, że strategicznie takie odkręcenie sprawy jest bardzo sensowne i nawet życiowe. Jednak dramaturgicznie nie udało się moim zdaniem tego do końca spiąć i w pewnym momencie mocno poczułem, że historia kręci się w kółko. Pomijając jednak aspekt sensacyjności tej historii, to nadal jest tutaj kopania różnych psychologicznych, osobowościowych i nieoczywistych wątków. Wielką siłą tego serialu jest to, że umie on się skupiać na postaciach i zapomina wręcz momentami o jakiejś głównej linii fabularnej. Tym sposobem można tutaj doświadczyć takich małych arcydzieł kina depresyjnego jak odcinek z urodzinami Kena.
.

Odpowiedz
Ja jestem tuż przed finałem 3. sezonu (swoją drogą cóż tam się stało, że nagle tylko 9 odcinków?) i odczucia mam coraz bardziej ambiwalentne. Z jednej strony wydaje mi się, że pod względem takich małych rzeczy jak ujęcie na czyjąś reakcję, pojedyncze dialogi, czy wirtuozerskie stworzenie niezręcznej sytuacji dla którejś z postaci to jest to serial wybitny, z drugiej strony to o czym piszesz srebrnik i co już zauważyłem post wyżej: wszyscy się non stop napierdalają, a nikt poważnie nie cierpi, więc ja sobie tak emocjonalnie odpuściłem jakieś duże, fabularne oczekiwania, zaakceptowałem fakt, że to nie żadna wielka opowieść, tylko po prostu cotygodniowa wizyta u pojebanej rodzinki Royów. Oglądam to właściwie jako ponurą komedię z wątkami dramatycznymi i jeśli tak na to patrzeć, to serial jest znakomity.
Doszedłem też do wniosku, że twórcy chyba specjalnie dawkują nam po kropelce informacje o tym co się naprawdę dzieje i jaka jest sytuacja biznesowa, prawna, aby widz po prostu nie miał możliwości rozkminić czegokolwiek szybciej, niż będzie to przydatne fabularnie. Trochę jak w kryminale, gdzie narracja ukrywa przed nami kluczowe fakty, abyśmy przypadkiem sami na coś nie wpadli, tylko obserwowali biernie jak bohaterowie błądzą i kombinują. Przykładowo: już od dłuższego czasu zastanawiałem się po co w przeszłości Logan w ogóle rozdał część akcji dzieciom i dopiero pod koniec trzeciego sezonu dostajemy informację, że to był jeden z warunków Caroline, aby dać Loganowi rozwód.
Inna kwestia, że Sukcesja jest fantastycznym tematem do rozmów: godzinami można dyskutować, snuć refleksje nad losem Royów, obracać z każdej strony kwestię tego czy pieniądze szczęścia nie dają, dumać nad ostatecznymi motywacjami wszystkich głównych bohaterów i fantazjować co my byśmy zrobili na ich miejscu.

Odpowiedz
Nie rozumiem tego zarzutu i uważam za kompletnie nietrafiony. Jak to sobie wyobrażasz? Że dostajesz X minut ekspozycji na temat wszystkich działań olbrzymiego korpo? Przecież to musi być podane kontekstowo. Nie chodzi o suspens sam w sobie, tylko o naturalną drogę narracji tak złożonych tematów. Z kolei jak coś jest sygnalizowane wcześniej to narzekanie, że nie pykło tak jak powinno.

A jak powinno? Przecież mówimy o potężnych ludziach, bardzo potężnych. Oni ustawiają kto będzie prezydentem USA, dlaczego musi wyjść coś wielkiego z tego tematu?

Rozumiem, że z kimś nie rezonuje tematyka, ale nie ma co się czepiać na siłę.
The key of joy is disobedience.

Odpowiedz
(15-05-2023, 18:05)deymos napisał(a): Nie rozumiem tego zarzutu i uważam za kompletnie nietrafiony. Jak to sobie wyobrażasz? Że dostajesz X minut ekspozycji na temat wszystkich działań olbrzymiego korpo? Przecież to musi być podane kontekstowo.
Przesadzasz w drugą stronę. Nie chcę, żeby mi pokazywali slajdy ze strukturą Waystar Royco, ale kwestia akcjonariatu firmy jest do czytelnego pokazania widzowi w 15 sekundowym dialogu przy okazji którejś dyskusji o głosowaniu, Logan mógłby powiedzieć "Gerri, weź to policz: akcje moje to X%, czwórka dzieci po X%, chujek Ewan X%, Caroline X%, fundusz mojego kumpla X%, mamy tą większość? Jesteśmy spokojni?" i tyle.
Albo kwestia tych dokumentów Grega: nikt nie powie zawczasu co w nich jest, tylko mamy perspektywę Kendalla, że to na pewno bomba i z takim wrażeniem ma być zostawiony widz pod koniec drugiego sezonu. W trzecim sezonie oczywiście okazuje się, że w sumie to tam nic nie ma i raczej nie zaszkodzi Loganowi. Wygodne narzędzie dla scenarzystów: jak trzeba to coś jest wielkim zagrożeniem, ale może też nie być żadnym zagrożeniem jeśli tego potrzebujemy dla fabuły.
Możesz to uznać po prostu za moje preferencje, a nie obiektywny zarzut (jeśli uznamy, że takowe istnieją), bo ja lubię mieć w filmach/serialach pełną klarowność sytuacji. Wzorowo rozpisany scenariusz niczego nie ukrywa przed widzem.

Odpowiedz
Co do pierwszej sytuacji - struktura jest poruszana wcześniej, w pierwszym sezonie. To, o czym piszesz to niuanse, których nie ma potrzeby przedstawiać inaczej niż kontekstowo, na tym poziomie korpo jest ich mnóstwo, a w USA pewnie jeszcze więcej niż u nas.

Co do drugiej kwestii - co w tym jest nierealnego? Papiery zostały przemaglowane, okazało się że to co na pierwszy rzut oka wygląda sensacyjnie nie tak łatwo udowodnić w sądzie, przecież to jest naprawdę często spotykana sytuacja. Kendall jest ogólnie narwany i łatwo się podpala, mi tam nic nie zgrzyta zupełnie.

W ogóle Sukcesja to akurat serial, w których mnóstwo rzeczy jest hintowane czy forshadowowane i to nawet sezony do tyłu lub od początku sezonu. Nazywanie jej serialem, który coś ukrywa jest moim zdaniem kompletnie chybione. Nie bierze Cię - spoko, rozumiem, ale ten argument po prostu się nie broni.
The key of joy is disobedience.

Odpowiedz
Mnie właśnie jara tematyka i coraz przyjemniej mi się to ogląda, tylko irytują mnie rzeczy o których piszę. Ciebie nie? Ok, super :)

Jak tam w ogóle ten ostatni sezon? Ogląda to ktoś? :P Po tym temacie można odnieść wrażenie, jakby serial się skończył na 4x03.

Odpowiedz
Spoko, przecież sobie dyskutujemy, mamy różne poglądy, git. Ja się nie zgadzam z Tobą, Ty ze mną, ale pełna kultura i o to chodzi.

Ja oglądam oczywiście i sezon 4 jest dla mnie absolutnie najlepszy do tej pory, znakomity, jest to samo co było tylko lepiej, mocniej, bardziej, konsekwentniej, chylę czoła przed twórcami, większą rolę zaczęła też odgrywać muzyka, ale nie chcę spojlerować.

Całość bardzo rezonuje ze mną i generalnie arcydzieło, mocne top 3 seriali u mnie, a nie wiem czy pierwszy raz nie coś zdecydowanie na pierwszym miejscu.

Jak chcesz coś wiedzieć to chętnie opiszę bez mega spojlerów :)
The key of joy is disobedience.

Odpowiedz
(18-05-2023, 10:43)simek napisał(a): Jak tam w ogóle ten ostatni sezon? Ogląda to ktoś? :P Po tym temacie można odnieść wrażenie, jakby serial się skończył na 4x03.

Piszę mniej, bo generalnie poza gościnnymi występami PropJoe nie ma w tym temacie za bardzo z kim dyskutować; ciebie i srebrnika nie liczę, bo chyba jeszcze nie nadgoniliście, co? Przeglądałem sobie wasze wypowiedzi i w zasadzie potwierdzacie to, o czym pisałem (czynił to też w mniejszym stopniu śp. Nascimento) dwa lata wstecz - trzeci sezon jest najsłabszy, ponieważ siła eksplozji bomby atomowej zrzuconej w s02e10 przypominała przyknięcie z zapchanej odbytnicy, a nie wielki wybuch. Do każego wydania Succession farmaceuta powinien dołączyć ulotkę o treści: "Opera mydlana, konsekwencje wielu zdarzeń nie będą mieć znaczenia, możliwe zawroty głowy z powodu kręcenia się w kółko". Z odpowiednim nastawieniem śledziłym losy Royów z jeszcze większym zachwytem, a taki Strangelove wciąż znajdowałby się na pokładzie*. Gdyby scalić trzeci i czwarty sezon i zrobić coś na zasadzie finałów BB i Saula (jeden dłuższy sezon przedzielony w połowie) z przystankiem gdzieś w okolicach s04e03, to z 9,25/10 zrobiłoby się jakieś 9,75. ;) Podsumowując: pod względem postaci i budowania między nimi relacji oraz humoru jest to serial wybitny. Dramaturgicznie (pozdro, Jeremy Strong) również blisko szczytu, ale w tej kwestii ogólne wrażenia zaniżają nieco scenopisarskie szalbierstwa.

Czwarty sezon jest taki, jaki powinien być trzeci - następują zmiany, stawka rośnie, rozpoczyna się prawdziwa gra. Nie potrafię postawić żadnych zarzutów, całość przebija wybitny drugi sezon, jestem zachwycony. W s04e09 wrócił nareszcie mój ulubieniec Dudley Smith i dał (chyba) ostatni popis. Prawie 40 odcinków czekałem na wybuch Romana, życzyłem mu kompletnego załamania i gdy w końcu dostałem swoje, to złośliwa satysfakcja wymieszała się ze współczuciem. Pokłony przed Kieranem, facet jest gwiazdą finałowego sezonu. No to jak, za tydzień wygrywa Ken, kończąc tym samym transformację w Logana, czy jednak Waystar przejmuje Amleth? Niech tylko Shiv dostanie za swoje - na początku wydawała się najlepsza z rodzeństwa, obecnie brzydzi mnie hipokryzją i marnym lawirowaniem. No, to kolejne zwycięstwo scenarzystów - "huśtawka" w odbieraniu danych postaci. Wiecie, ja tak sobie znowu kręcę noskiem, ale mimo wszystko wielbię Sukcesję. Simek też, chociaż nie chce się przyznać. ;)

Ciekawe ile razy użyłem słowa "sezon".

*@Dr Strangelove

No ale już się nie wygłupiaj, panie. Czwarty sezon jest wybitny, warto wrócić do oglądania.

Odpowiedz
Liczę dogonić na finał. W niedzielę obejrzałem legendarny s04e03. No doceniam bardzo
.

Odpowiedz
(24-05-2023, 14:00)Norton napisał(a): *@Dr Strangelove

No ale już się nie wygłupiaj, panie. Czwarty sezon jest wybitny, warto wrócić do oglądania.
W końcu obejrzę, ale teraz to już czekam jak wyjdzie całość, no i ten 3 będę musiał nadrobić w międzyczasie to jakoś mi ciągle nie w smak :)
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Yellowstone (Paramount, 2018-) Mental 349 70,187 27-05-2026, 08:20
Ostatni post: Nemo
  The Haunting of Hill House (2018) patyczak 131 24,144 22-10-2025, 02:34
Ostatni post: Krismeister
  Cobra Kai (2018) Doppelganger 341 57,370 23-02-2025, 04:31
Ostatni post: ugh
  Ślepnąc od świateł (HBO, 2018) hanys 209 62,735 26-09-2023, 16:52
Ostatni post: Mental
  The Kominsky Method (Netflix, 2018) Pelivaron 1 1,837 29-04-2021, 19:35
Ostatni post: Trailery Srailery
  Chilling Adventures of Sabrina (2018- ) Netflix Bradesinarus 37 9,747 03-12-2020, 17:09
Ostatni post: Trailery Srailery
  Waco - 2018 slepy51 9 3,596 26-04-2020, 21:55
Ostatni post: Pelivaron
  Patriot (Amazon, 2015-2018) Snuffer 17 6,556 04-03-2020, 16:28
Ostatni post: Snuffer
  Maniac (2018, Netflix) Pelivaron 27 7,560 30-10-2018, 22:18
Ostatni post: kundel bury
  Ash vs Evil Dead (2015-2018) Szaman 117 39,302 10-08-2018, 01:03
Ostatni post: shamar



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości