Suspiria
Jaka ona brzydka. Jeden z przykładów, że teoretycznie 2ch urodziwych ludzi dziecko może być szpetne.
Ale i tak nic nie przebije chyba córki Willisa.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
[Obrazek: DnY3c6NX4AESRpH.jpg]

Odpowiedz
Film sponsorowany przez Gliss Kur.

Odpowiedz
No, ale projekt tytułu tak pasuje do reszty, że ho, ho!
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Wygląda jak jeden z tych fan artów często spotykanych przeze mnie na Twitterze, Instagramie itd.

Odpowiedz
Jak u was wygląda kwestia pokazów w kinach? Bo na tą chwilę w Łodzi "Suspirie" będzie można obejrzeć tylko w Heliosie :/ Dość niemiła niespodzianka bo planowałem sobie w przyszły piątek pójść zarówno na to jak i na "First Mana" do IMAXa a tu się okazuje, że jeszcze będzie trzeba przejechać kawałek. Ehh

Odpowiedz
Wow, to był seans, że teraz muszę się chyba przespać i na spokojnie przemyśleć co zobaczyłem. Film jest w dużej mierze przeciwieństwem oryginału: Zamiast ostrych kolorów z dużą ilością barw, tutaj dominuje szarość (ale zdjęcia są naprawdę ładne). Jak w oryginalne mieliśmy agresywny soundtrack Goblinów z gatunku rocka progresywnego, tak tutaj Thom Yorke celuje w stonowane, ale równie hipnotyzujące dźwięki. Wreszcie jak w oryginale cała historia była dość prosta, tutaj jest niesamowicie rozbudowana, przez co sam film jest jednak ciut za długi. 
Ale ogólnie ciekawe doświadczenie, choć nie każdemu musi się spodobać. I czy było aż tak przerażające? Cóż jak ktoś nie lubi łamanych kości to odradzam i końcówka jest mocna, chociaż ja nie czułem przerażenia. Tak też po niektórych opisać liczyłem, że naprawdę będę zakrywał ze strachu nocy i nie spał po nocach (to się jeszcze okaże). Chociaż pierwsze zabójstwo bardzo pomysłowe i świetnie nakręcone. Przede wszystkim kreacjami aktorskimi ten film stoi. Nie tylko tej od Tildy Swinton, gdyż ogólnie nie lada panie udało się tutaj zebrać i chodzi mi głównie o te starsze.  Z oceną się wstrzymam. Może dałbym coś między 7/10, a 8/10, ale w sumie sam nie wiem, jeszcze pomyślę. Ale na pewno ciekawy seans. 
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
Wczoraj miałem okazję obejrzeć nową "Suspirię". I muszę powiedzieć, że dla mnie to najlepszy horror roku (acz przyznaję, że nie widziałem jeszcze "Hereditary" więc wszystko jeszcze może się zmienić) oraz najbardziej intensywne kinowe doświadczenie od bardzo dawna (Kulminacyjna scena w "czerwonym pokoju" przyćmiewa wszystko co wymodził Gaspar Noe w swoim "Climaxie").

Docenić warto przede wszystkim fakt, że twórcy nie starali się na siłę kopiowiać kultowego oryginału, ale "poszli swoją drogą". Wzięli wymyśloną przez Dario Argento fabułę, przefiltrowali przez własną wrażliwość i w rezultacie stworzyli zupełnie nową jakość. Warto także podkreślić kapitalne aktorstwo (Prym wiedzie oczywiście Tilda Swinton (czemu zresztą chyba trudno się specjalnie dziwić, bo przecież ta aktorka to klasa sama w sobie), ale Dakota Johnson wcale nie odstaje aż tak mocno, jak można by się spodziewać), znakomitą robotę operatorską i montażową (sposób, w jaki ukazano tutaj taniec to jakiś kosmos), muzykę znakomicie budującą niepokojący nastrój (choć nie będę ukrywać, że ścieżka dźwiękowa autorstwa zespołu Goblin, którą możemy usłyszeć w pierwowzorze podobała mi się zdecydowanie bardziej) oraz niesamowity klimat, który sprawia, iż ani na moment nie można oderwać się od ekranu.

Z tego co zdążyłem zauważyć ten film mocno polaryzuje odbiorców. Ludzie albo są tą produkcją absolutnie zachwyceni, albo uważają za pretensjonalny bełkot. No cóż! Nie da się ukryć, że masowa publika jest przyzwyczajona do prostej i lekkiej rozrywki, więc bardziej ambitne i wymagające kino, które nie nie oferuje prostych rozwiązań oraz zmusza do samodzielnego zinterpretowania przedstawionych wydarzeń ich odrzuca. Tak było chociażby w ubiegłym roku z genialnym "Mother!" Aronofsky'ego, "Wieżą, Jasny Dzień" Jagody Szelc, "Anihilacją" Alexa Garlanda czy wieloma tytułami, których nawet nie chce mi się wymieniać.

Ja osobiście jestem zachwycony nową inkarnacją "Suspirii" i kupiłem ją w całej rozciągłości! Nie wiem oczywiście jak ten film zniesie próbę czasu i jak będzie oceniany z perspektywy kilkudziesięciu lat, ale w mojej ocenie kultowy pierwowzór nie ma nawet startu do bezkompromisowej wizji Luki Guadagnino!
Najlepszy film 2021: Titane
Najlepszy film 2020: Pewnego razu w Hollywood
Najlepszy film 2019: Parasite
Najlepszy film 2018: Suspiria






Odpowiedz
[Obrazek: Amazon-sued-for-copyright-infringement-f...C480&ssl=1]


Nowa "Suspiria" to film absolutnie niesamowity. Intrygujący, hipnotyzujący i mocny, będący dowodem na to jak wielki talent ma Luca Guadagnino. Jego nowe dzieło jest długie, męczy dziejącymi się na ekranie okropieństwami, ale nie nudzi. Samych scen przemocy (acz brutalnej, gwałtownej, okropnej) jest tu może kilka, prym co zaskakujące wiedzie przede wszystkim fabuła oraz sam taniec któremu Luca poświęca tu masę czasu i ukazuje go jak nikt. Historia jest bardzo mocna osadzona w realiach, obecna sytuacja polityczna i różne wydarzenia związane z konfliktem w Niemczech nie są tylko tłem, stanowią kluczowy punkt historii która sama w sobie ma masę wątków oraz porusza wiele motywów, większości zapewne nie jestem w stanie zrozumieć.Zdecydowanie wybija się wydźwięk feministyczny całej historii, chociaż momentami zbyt oczywisty i walący łopatą po twarzy to jednak nie przeszkadzał mi na dobrą sprawę, doceniam sposób podejścia do tematu. "Suspiria" to bez wątpienia film artystyczny, dlatego tak strasznie polaryzuje widzów, bardzo łatwo uznać go za szaloną, bez sensowną pokazówkę jakiegoś pseudo-artysty, ale ja miał faktycznie wrażenie obcowania z czymś głębszym, nawet jeśli zapewne sporo mi umknęło. Sama opowieść jednak nawet bez drugich den wciąga i intryguje, jest świetnie poprowadzona.

Film ma znakomite tempo, cały czas na dodatek trzyma w poczuciu niepokoju, wywołuje dyskomfort, momentami obrzydzenie, ale nie straszy. Guadagnino ani razu nie sięgnął po prostego straszaka czy jakiekolwiek rozwiązanie które mogłoby ucieszyć niedzielną widownie i przyciągnąć do kina rzesze ludzi. Gwarantuje każdemu kto jeszcze nie widział, że nie będziecie czerpać żadnej przyjemności z żadnej sceny "akcji", nawet jeśli są one zrobione w sposób mistrzowski. A pod tym względem film powala. Wolę jednak takie rozwiązania niż kretyńskie, nudne i pozbawione chociaż odrobiny jakiejkolwiek unikalności jump scary i potwory mordujące grupy zgłupiałych nastolatków. Luca to mistrz inscenizacji, kreacji klimatu, głowę ma przepełnioną pomysłami, świetnie też pracuje ze swoim operatorem, montażystą i dźwiękowcami. Wiadoma scena z tańcem czy finał wbijają głęboko w fotel (w sumie to ciężko się dziwić 1/10 na Filmwebie i oskarżeniom, że film jest obrzydliwy i ciężko go oglądać). Jeszcze intensywniejsze są sny postaci Dakoty. 
Sceny tańca są zniewalające. Wielkie brawa dla autora choreografii, ale także dla Mukdeeproma za sfilmowania tego oraz oczywiście dla samych tancerek. Taniec jest tu hipnotyzujący, przerażający, idealnie wpisany w konwencje i budujący klimat, nie pamiętam drugiego takiego filmu w którym tyle emocji i niepokoju dostarczałby właśnie taniec. Ekipa nie zawiodła też przy bardziej kameralnych elementach realizacji - klimat Berlina i samej szkoły jest wykreowany po mistrzowsku, wszystko tu jest zimne, ciężkie. Scenografie zostały znakomicie przygotowane a dźwięk w tym filmie to mistrzostwo. Jestem za to rozczarowany soundtrackiem, z jednej strony w samym filmie sprawdza się bardzo dobrze, ale pamiętać będę tak naprawdę jedynie o "Suspirum", nie ma tutaj poza tym szczególnie wyróżniających się utworów a sama muzyka, raczej "wycofana" daje się regularnie zakryć całej reszcie. Trochę szkoda. 
W temacie charakteryzacji - tutaj musi być nominacja do Oscara. Nie akceptuje żadnego wytłumaczenia. Nie wchodząc w spoilerowe rejony, jest tu sporo momentów w którym charakteryzatorzy przebijają nawet to co zrobiono z Tildą w przypadku profesora, już tutaj trzeba zaznaczyć, że jest to znakomita robota. Znalazł się co prawda z dwa ujęcia gdzie ewidentnie z profesorem jest coś nie tak a i głos Tildy momentami jest rozpoznawalny, ale z drugiej strony...wiedziałem, że to ona go gra, w innym  przypadku wątpię abym zauważył coś dziwnego i przeżyłby pewnie nie mały szok. 


Aktorsko również mogę się właściwie tylko zachwycać. Dakota niech tak dalej gra a szybko zerwie z łatką "tej od Greya", jest tajemnicza, hipnotyzująca, charyzmatyczna i cholernie przekonująca w tej, chyba napisanej specjalnie pod nią, roli. Na dodatek tańczy znakomicie. Oczywiście prym wiedzie Swinton o której rolach można by pisać poematy. Mi chyba jednak najbardziej zaimponowała jako po prostu Madame Blanc, chłodna, majestatyczna, lodowata, ale jednocześnie skrywająca w sobie liczne uczucia, niesamowicie charyzmatyczna na dodatek. Dla mnie to wielka rola. Świetnie radzi sobie też reszta ekipy, na czele z rewelacyjnie obsadzonymi nauczycielkami. 



Domyślam się, że ktoś zaraz przyczepi się o ten nadmierny zachwyt. "Suspiria" nie jest idealna. To film bardzo specyficzny, bardzo artystyczny i cóż, nie każdemu musi to pasować. Do mnie też często takie produkcje nie trafiają. Z drugiej strony ja  nie jestem w stanie zrozumieć wszystkiego w tym filmie, ale bynajmniej mnie to nie irytuje a raczej potęguje ciekawość. Z rzeczy do których mógłbym się przyczepić to sekwencja finałowa - to już jest odjazd totalny, kompletny brak jakiejkolwiek taryfy ulgowej i to był już ten moment kiedy Guadagnino przesadził, zwłaszcza przy głównym twiście, który ma z jednej strony sens a z drugiej go nie ma, dla ludzi którzy potraktują tą historię zbyt na serio może psuć wszystko. Na dodatek do finału byłem pewien, że chcę ten film powtórzyć, po nim już nie mógłbym tego powiedzieć z czystym sumieniem. Scenariusz nie ustrzegł się też kilku irytujących głupotek, głównie w zachowaniu bohaterów którzy generalnie inteligencją nie grzeszą. Zabrakło mi też mimo wszystko bohatera z którym mógłbym się mocniej identyfikować i naprawdę pokibicować. Jeden doktor i jedna uczennica, oboje żyjący w niezgodzie z rozumem, to trochę za mało. Szkoda też, że Guadagnino i Kajganich nie spróbowali dorzucić jeszcze jakiś wątków dramatycznych i trochę pograć na emocjach, próbują tego w końcowych scenach i jakimś nadludzkim cudem to się udaje, co by było gdyby reżyser "Call Me by Your Name" zadbał o obecność pełnoprawnego dramatycznego wątku.

Tyle, tak, Kubie znowu się wszystko podoba. 9/10  



PS. Twórcom wspomniało się coś o sequelu, nie oszukujmy się, ten film się nawet nie zwróci, to najbardziej niekomercyjna głośna produkcja ostatnich lat więc "Suspirie 2" musieliby chyba kręcić za 10 milionów na dodatek u Netflixa. Ale obejrzałbym bo, pomijając kwestie tych wszystkich metafor etc, sama powiedzmy mitologia tego świata ma pewien potencjał do zaserwowania nam kolejnych chorych akcji. 

Odpowiedz
Ależ mnie wymęczył ten film. Rozwleczony do boleśnie dłuuugich 150 minut artystowski wysryw, który nie sprawdza się ani jako okultystyczny horror, ani jako kino nastrojowe, ani jako dramat. Jako ten pierwszy zabija napiecie już w zasadzie na samym początku, kiedy ustami bohaterek-wiedżm informuje, o czym będzie i jak się skończy. Jako ten drugi radzi sobie nieco lepiej, bo chwilami udaje się reżyserowi zbudować niezły klimat, ale co z tego, skoro te wszystkie najazdy kamery i muzyka Yorke'a nie służą niczemu, bo historii tutaj nie ma żadnej, a dramaturgia leży.

Generalnie filmik dobry pod analizę, niekoniecznie przyjemny w odbiorze - i to nie przez to, że jest taki brutalny i obrzydliwy (bo nie jest ani trochę, dosć wyważone pod tym względem Hereditary kasuje go bez problemu), ale głownie przez nudę i brak zdecydowania, o czym to ma opowiadać. Przewijający się w tle wątek Baader-Meinhoff to kompletny strzał w stopę, wydzwięk feministyczny jest tutaj zaakcentowany z subtelnością Spike'a Lee nawijajacego o rasiżmie, a horror przemyka gdzieś sobie na trzecim planie, a pałeczkę przejmuje dopiero w finale, który jest zarówno najlepszym, jak i najgorszym elementem całego filmu. Mnie pozostawił obojętnym, tak jak i cały film. Szkoda.

PS. Przehajpowany tu i ówdzie pierwowzór (osobiście sto razy bardziej wolę "Phenomenę", jeśli chodzi o Argento) wyprzedza film Guadagnino o dziesięć okrążeń.

Odpowiedz
Szympans z brzytwą zawsze wygrywa, wiadomo.
Spodziewałem się czegoś takiego po pochwałach pełnych słów alarmowych ("bezkompromisowy", "nie dla niedzielnej widowni" zazwyczaj zwiastują szajs), ale i tak idę jutro. Przechajpowany pierwowzór to jeden z moich ulubionych horrorów, trza ocenić samemu.

Odpowiedz
Szympans z brzytwą to subtelne, przemyślane rozwiązanie w porównaniu do tego, co tutaj pan Luca zaserwował w finale. Marudziłem na zbyt dosłowny finisz w "Hereditary", nowa "Suspiria" stawia poprzeczkę jeszcze wyżej - dzięki temu film nabiera życia, i robi się wreszcie JAKIŚ, z drugiej strony ostatecznie odrywa stopy od krzesełka i wygina się na sznurze, który sam sobie zaciska od samego początku.

A, to całe pierdolenie o bezkompromisowości można między bajki włożyć. Nie ma tutaj absolutnie nic takiego, chyba, że ktoś za bezkompromisowość uzna wzięcie b-klasowej fabułki i zrobienie z niej politycznego pseudomanifestu w art-house'owych ciuszkach. Fakt, niedzielni widzowie nie mają tutaj czego szukać, podobnie jak na seansach 99% dobrych filmów. W tym wypadku takie słowa znaczą tyle, co nic.

W swojej opinii mało napisałem o plusach - Yorke odwalił kawał dobrej roboty, większość z niewielu udanych scen działa głównie dzięki jego muzyce. Tilda również spoko, zwłaszcza w charakteryzacji jest zaskakująco wiarygodna i ujmująca, a grany przez nia doktor to jedyna postać z krwi i kości. Rola Johnson ogranicza się do tańca i rudych włosów. Nie, żebym narzekał, bo dość przyjemnie się na nią patrzyło.

Odpowiedz
Ja zaś jestem po drugim seansie i jeszcze bardziej mi się ten film podobał i teraz chyba już po wielu namyśleniach i dwóch seansach mogę powiedzieć, że naprawdę bardzo mi się podoba ta nowa Suspiria. Jak już napisałem, wielką zaletą jest, że ta wersja nie stara się kopiować oryginału, ale jest zupełnie inną wersją opowiedzenia historii Argento, która i w oryginale jakoś oryginalnością jeżeli chodzi o fabułę nie grzeszyła.
Podoba mi się, że w takim gatunku jakim jest horror można jednak jeszcze powiedzieć coś innego. Przede wszystkim nie było tutaj żadnych horrorowych zagrywek, które stały się kliszami i jakże chętnie używanymi we wszystkich możliwych Conjuringach, Insidiousach itd. 
Wiadomo film trwa trochę, ale w sumie sprawia to też, że każda z tych horrorowych momentów ma mocniejszą siłę oddziaływania. I naprawdę nakręcone są one świetnie. I jest też w nich ciekawy kontrast do spokojnych, szarych ujęć podzielonego Berlina lat 70tych. 
A nawet pewne dłużyzny, czy też wyczekiwania można usprawiedliwić świetnym finałem, który jest dosłownym dance macabre w pięknej poetyckiej postaci. Wszystko od aktorstwa, zdjęc, make-upu, po choreografię i wreszcie muzykę w nim gra, że aż czerpałem z niego perwersyjną satysfakcję. Niesamowite jakże taki horror może być zarazem tak piękny!

Aktorstko też pisałem, że film stoi na wysokim poziomie, przy czym jak doktor jest świetnie i emocjonalnie zagrany to jednak z jego niemieckim, choć naprawdę dobrym, jest jednak coś nie tak. Ale to już takie marudzenie na wysokim poziomie. Dakota Johnson też mi się bardzo podobała w tym filmie, choć jej rola jest bardziej "cielesna", ale wszelkie sceny tańca są naprawdę dobre. W ogóle podoba mi się jak tematyka tańca jest w tym tym obrazie przedstawiona, że nawet dla mnie, który nie jestem jakimś tanecznym ekspertem, oglądałem to wszystko z wielkim zaciekawieniem. 

Oczywiście nową Suspirią można nazwać takim arthouse'owym eskperymentem. Ale nawet jak tak do dla mnie jak najbardziej udanym. Nie czułem tu jakiegoś przerostu nad formą, gdzie po prostu mamy ciekawe ujęcie i zdjęcia dla samych ciekawych ujęć i zdjęć, ale bez większego sensu. Jakiegoś nachalnego przesłania też się w tym filmie nie doszukałem. 
"Hereditary" była dość wysoko w najlepszych horrorach tego roku, jak i w ogóle ostatnich lat, ale teraz u mnie "Suspiria" wyszła na prowadzenie. I w sumie chciałbym więcej horrorów tego typu oglądać, innych a przez to ciekawych.
Ocena: 8,5/10, ale może jeszcze przy trzecim seansie urośnie. :) 

Poezja, a co dopiero w połączeniu z obrazem:


/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
Ja natomiast próbowałem słuchać jeszcze oddzielnie utworów Thoma, ale jakoś nie może mnie ten soundtrack do siebie przekonać chociaż jest oczywiście sam w sobie dobry a i w filmie działa. Może przy okazji drugiego seansu który jednak raczej na pewno nastąpi, film ciągle siedzi mi w głowie i doceniam go coraz bardziej, widzę sporą szanse na maksymalną note w przyszłości.

Guadagnino to jest w ogóle mistrz kreacji klimatu, zrobił to juz w Nienasyconych i CMBYN. W każdym jego filmie jest pewien magnetyzm ,momentami przechodzący w fascynacje,który umie zakryć scenariuszowe niedociągnięcia, nie uważam skryptu "Suspirii" za nic wybitnego, Kajganich co prawda poradził sobie zaskakująco dobrze, ale przy "Nienasyconych" to głównie on zawiódł z całej twórczej ekipy a i "Terror" w dużej mierze zawalił scenariusz. Ciekawe swoją drogą jak dobrą rzeczą byłby tamten serial gdyby reżyserował go właśnie Guadagnino.

Odpowiedz
Obejrzane. W sumie mogę tylko podpisać się pod słowami Bradesinarusa i Kuby, chłopaki trafili w samo sedno:
Cytat:pretensjonalny bełkot
Cytat:kretyńskie, nudne i pozbawione chociaż odrobiny jakiejkolwiek unikalności
Esencją filmu jest dla mnie otwierająca scena z Moretz: irytująca, bełkotliwa, przeciągnięta i z komicznym kuriozum na koniec ("zeżrą moją cipkę na tacy"). Robienie całego filmu wbrew oryginałowi bynajmniej nie wyszło na zdrowie: film Argento jest barokowy i barwny, ten bury i wizualnie nudny; tamten ma agresywną i zapadającą w pamięć muzykę, ten smętną i nijaką; tamten to prosta, wręcz bajkowa historia o dobrej wróżce i złej czarownicy, tutaj... czego tu nie ma. Baader-Meinhof, Holokaust, religia, feminizm, mnóstwo pustosłowia na temat istoty sztuki. Tylko że ta fabułka nie bardzo jest w stanie udźwignąć wszystkie te Ważkie Tematy. A na deser dostajemy twist, który skomentować mogę tylko niezobowiązującym wzruszeniem ramionami. Skoro przy feminizmie jesteśmy, jedną z niewielu ciekawych rzeczy w tym filmie jest to, jak wściekle antyfeministyczny jest on koniec końców. W końcu waginalne komunały wygłaszają tu jednoznacznie odrażające kreatury, porównane w samym filmie do Trzeciej Rzeszy.
Swinton jest nijaka, Johnson daje radę ale sama rola jest raczej ograniczona. Najlepiej wypada Goth, która w wyniku zmian fabularnych częściowo przejęła rolę Susie z pierwowzoru. Sympatyczna dziewczyna, zasługuje na lepszy los niż takie filmy i małżeństwo z Szyją LaBeoufem.
A w ogóle to jedyna postać z którą naprawdę sympatyzowałem to oczywiście
Niech Guadagnino lepiej wraca do ładnie opakowanych banałów w stylu CMBYN. Wracając do nijakiej muzyki, jedyne co mogło uratować w moich oczach ten film to użycie tej piosenki:
Ocena? Może być tylko jedna. Jak to ujął klasyk: "ch.. w d..ę temu filmowi. Nienawidzę go."

Odpowiedz
:)

Odpowiedz
Podczas pierwszego i połowy drugiego aktu walczyłem sam ze sobą, żeby nie zasnąć, kurde no szkoda jednak tych pieniędzy, żeby film przespać. Na szczęście od sceny pierwszego tańca Dakoty (ten, co miała zastąpić tę główną laskę) już siedziałem rozbudzony i mogłem cieszyć się filmem. Sam film jest pokręcony na maksa, i szczerze powiem, że po wyjściu z sali miałem jedną myśl: "Co ja właściwie obejrzałem?". Obok szły jakieś laski i miały dokładnie tak samo. Totalnie nie obchodził mnie wątek doktora i jego żony. Tilda zagrała super, ale spodziewałem się jakiegoś uzasadnienia, dlaczego to ona zagrała te trzy postaci, no ale twórcy po prostu tak sobie chcieli. Główne plusy:
- stylistyka na "stary film", czyli zdjęcia i zbliżenia, montaż
- muzyka rewelacyjna
- Tilda
- Dakota była świetna, a jej wygląd w szóstym akcie w pełnej chwale? Poezja
- creepy babka z czarnymi włosami, jeśli miałem się czegoś tu bać to właśnie jej
- w sumie ta przywódczyni (nie poznałem aktorki) też dobre straszydło
- wszystkie sceny tańca
Na minus to, że film jest za bardzo rozwleczony. Gdy pojawia się dobra akcja, to potem znowu dostajemy zapychacze.

Ale ogólnie jest bardzo dobrze. 8/10, ze względu na czas trwania raczej do tego nie wrócę.
http://www.filmweb.pl/user/tynarus120
Forum światopoglądowe filmowe

Odpowiedz
Miałem wczoraj w kinie dokładnie to samo: pierwszy akt chciało mi się spać, a jak Dakota zaczęła tańczyć to się obudziłem :p
Sam nie wiem co sądzić, powiedziałbym że moja opinia jest tak pomiędzy tymi co się zachwycają a tymi co twierdzą że to bełkot, bo film jest na przemian świetny, intrygujący, niepokojący i nudny i irytujący. Rozczarowałem się muzyką, jeszcze w czołówce jest super i liczyłem na więcej takich kawałków w głośnikach, a potem było takie tam horrorowe zawodzenie - niezłe co prawda, ale spodziewałem się po Thomie Yorku czegoś bardziej wyróżniającego się.
Dam nic nieznaczące 6/10 - warto z ciekawości obejrzeć, ale na powtórkę chyba nigdy nie będę miał ochoty.

Odpowiedz
Co do muzyki to mi się właśnie ona bardziej mi się podoba od oryginału Goblinów. Też dlatego, że wiadomo oryginał do świetny główny motyw, ale też cała masa archaicznie brzmiącej elektroniki i zagrywek z rocka progresywnego. Poza filmem naprawdę ciężko słuchać tej płyty, ale nawet w samym obrazie jednak nie działa ona tak perfekcyjnie jak wielu uważa.

Muzyka Yorke'a mi bardziej pasuje, ale też nie nazwałbym jej całkowicie klasycznym podejściem. Podoba mi się właśnie, to spokojnie i nienachalne budowanie napięcia. Np. w scenie jednego z pierwszych tańców Dakoty, kiedy po raz pierwszy pojawia się ręka Heleny Markos i wtedy też słyszymy główny temat, muzyka wypada świetnie. A już "Volk" to w ogóle mistrzostwo, czy też wspomniany finał, gdzie też właśnie Dakota wypada naprawdę dobrze i kusząco. Oglądnąłem całą trylogię Grey'a, a ta jedna scena miała więcej erotyzmu, od tych wszystkich trzech filmów.
I jestem gotowy się zgodzić co do prologu i roli Moretz, nie wypadł najlepiej, ale co do reszty to rozumiem niektórych krytykę, ale sam się z nią nie zgadzam i naprawdę mi się ten film podoba. I mam też jedno pytanie do tych co widzieli:
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
Jeszcze nie napisałem żadnego seksistowskiego zdania, więc nadrabiam: Dakota zagrała bardzo dobrze, super się patrzy na te jej dziwne tańce, ale szkoda że się nie rozbiera (ok, jest jedno ujęcie jej nagich pośladków). Film nie stroni od pokazywania różnych okropności, są damskie i niestety męskie full frontalne, a akurat tam gdzie przydałaby się nagość, czyli podczas tego finałowego rytuału, to Dakota cały czas chodzi w seksi szlafroku - czekałem bardzo na moment gdy go zrzuci, a się nie doczekałem :(

Co do spoilerowego pytania: wątpię że zostało to w filmie w ogóle powiedziane, ale ja obstawiam że była taka od zawsze, bo nie ma żadnej sceny sugerującej kiedy by miała zostać opętana.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości