THE SILENT PARTNER, 1978, reż. Daryl Duke
#1
[Obrazek: silent_partner.jpg]

Musiałem sobie odstawić chwilowo filmową patologię i złożyć wizytę w świecie KRYMINAŁU (piękne słowo). Miles Cullen to typowy everyman, pracujący w banku w galerii handlowej, cichy, dość nieśmiały, podkochujący się w koleżance z pracy...i ze względu na okres przedświąteczny przewalający dość duże sumy pieniędzy. Pewnego niczym niewyróżniającego się dnia (pomijając nieudaną próbę zaproszenia koleżanki na randkę) Cullen odkrywa że lada dzień będzie miał miejsce napad na jego bank, w czym widzi szansę na odmienienie swojego nudnego życia. Tuż przed napadem lokuje znaczną część pieniędzy z kasy w swojej aktówce i gdy przestępca terroryzując go bronią domaga się natychmiastowej wypłaty, przekazuje mu tylko nędzne odpadki, po czym uruchamia alarm który szybko płoszy rabusia. Karkołomny plan opłaciłby mu się idealnie, gdyby nie fakt że niedoszły (powiedzmy) złodziej dowiaduje się z wiadomości o całej skradzionej sumie i decyduje że nie pozwoli na to by zwykły kasjer pozbawiał go tak sporego zarobku. Rozpoczyna polowanie na głównego bohatera inicjując pełną napięcia psychologiczną grę w kotka i myszkę...

[Obrazek: sprt4.jpg]

Albo może tak - w mieszkaniu Cullena stoi szachownica na której rozwiązuje on problemy szachowe. Nie wierzę w takie przypadki w filmach i zakładam że było to celowe zagranie twórców, więc pójdę tym tropem. Z jednej strony szachownicy mamy Harry'ego Reikle w którego wcielił się Christopher kurwa jego mać Plummer i to JAK się wcielił, o cholera. Zimnokrwisty, profesjonalny kryminalista, ze wzrokiem pełnym nienawistnej determinacji, krwiożerczy drapieżnik który w jednej sekundzie przechodzi z chłodnego dystansu do ślepej nieokiełznanej furii kiedy plan idzie nie po jego myśli. Nie ma nic gorszego niż zraniona duma króla kryminalnej dżungli i ta groźba ukręcenia łba dla wszystkich stojących mu na drodze aż emanuje z Plummera w tym filmie. Po drugiej stronie - Miles Cullen. Niedoceniany absolutnie przez nikogo a przez większość nawet niezauważany, hodujący rybki samotnik wspaniale zagrany przez Elliota Goulda zdawałoby się że jest ostatnią osobą mogącą prowadzić równą grę z brutalnym przestępcą. No ale jak to w szachach bywa, jeden bardzo dobrze przemyślany ruch potrafi obrócić w niwecz liczebną przewagę figur przeciwnika i, kto wie, może nawet zagrozić samemu królowi. A co jeśli do tego dodamy trzeci zestaw figur, prowadzony przez osobę która do końca nie jest pewna któremu królowi powinna być lojalna? Otóż otrzymamy wtedy wzorcowy dramat kryminalny (co ciekawy adaptowany z książki przez Curtisa Hansona, twórcę genialnego L.A. Confidential), pełen suspensu i zwrotów fabularnych pojedynek charakterów w którym wygrany może być tylko jeden. Zakłady przyjmujemy tylko do 20 minuty filmu. POLECAM!

[Obrazek: silent-partner-christopher-plummer-8487498-768-432.jpg]

Ciekawostka: "The Silent Partner" to pierwszy film wyprodukowany przez kultową wytwórnię Carolco Entertainment, która już niestety gryzie piach od czasu wtopy związanej z pewnym filmem o piratach z Geeną Davis. RIP [*]

"I'm just going to give you a little time... to try to be reasonable. If you decide you're not going to be reasonable, then one night when you come home, you'll find me *inside*, waiting for you. And that will be the night you'll wish you'd never been born."

Zamiast trailera, scena napadu.



http://www.facebook.com/StrefaKultu - kwadrans dla twardziela

Odpowiedz
#2
Potwierdzam - dobry, solidny thriller, a właściwie mieszanka dreszczowca, komedii i romansu. Zaskakuje Gould, który świetnie oddaje przemianę głównego bohatera, początkowo nieefektownego nudziarza, a później wytrawnego gracza. Plummer rzeczywiście powalony i cholernie niebezpieczny, a do Susannah York zawsze miałem słabość. Jedyne do czego bym się przyczepił to reżyseria - gdzieś w połowie tempo staje, i film przestaje na dosyć dłuższy czas być thrillerem. Plus jedna wyjątkowo mocna scena (wręcz gore) trochę niepasująca do całości, acz zapadająca w pamięć. Mimo to gorąco polecam - co z tego, że kino kanadyjskie skoro intrygą, licznymi zwrotami akcji i aktorstwem bije na głowę bardziej znane hollywodzkie produkcje.

Odpowiedz
#3
(20-01-2014, 15:06)Crash napisał(a): Zaskakuje Gould

Czemu zaskakuje? W owej chwili miał on całkiem sporo takich kryminalnych ról.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#4
Bo z Gouldem jest tak, że nawet w poważnym filmie bywa zabawny (np. "Koziorożec 1"), choć wcale być nie musi. W "Długim pożegnaniu" Altmana był rewelacyjny, bo tego nie robił - zagrał rasowego prywatnego detektywa, który nie robi głupich min, a jeśli żartuje to z pokerową twarzą. W "Cichym wspólniku" też taki jest, ale dochodzi do tego jeszcze rola kochanka, a to w jego filmografii rzadkość. Poza tym wydaje mi się, że postać ta była pisana dla kogoś młodszego - początkowe nieopierzenie, tak w zachowaniu, jak i w dialogach, jest aż nazbyt widoczne. Tym większa zasługa, że Gould umiał to pociągnąć.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Coma (1978) reż. Michael Crichton Scheckley 6 970 24-01-2026, 13:56
Ostatni post: shamar
  "Grease" (1978) i "Grease 2" (1982) Rozgdz 3 907 10-10-2023, 21:45
Ostatni post: Rozgdz
  Silent Trigger Mental 2 2,467 14-01-2015, 14:29
Ostatni post: slepy51



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości