Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,241
Liczba wątków: 67
(03-05-2014, 23:11)Juby napisał(a): Ridley Scott miał się zrekompensować po idiotycznym Prometeuszu a nie tworzyć swój najgorszy film w karierze!
No gorzej od Prometeusza nie można upaść  ... do czasu sequela oczywiście
04-05-2014, 16:21
Stały bywalec
Liczba postów: 9,121
Liczba wątków: 44
(04-05-2014, 16:17)simek napisał(a): No bo powiedz, z ręką na sercu, czy to jest jakaś różnica kto i w jaki sposób wyruchał Fassbendera? Wrobili go, on nie zawinił, chciał dobrze, ale nie ma się komu wytłumaczyć, nie może się bronić, sam nie wie co się dzieje i na czym stoi - taki jest świat i perspektywa jaką przedstawia McCarthy, albo to kupujesz, albo nie. Ja dalej jestem zakochany i mam ochotę na kolejną powtórkę.
Piszesz, że chciał dobrze... Ale co chciał dobrze? Co chciał Fassbender? Pieniędzy? Po co? Miał jakieś problemy finansowe? Był chciwy? Na niektóre pytania - owszem - nie muszę znać odpowiedzi ale w tym gniocie w ogóle nie wiadomo co co cho?
Piszesz, że go wrobili... Ale kto go wrobił? Czemu? Nie mam pojęcia co przedstawiają wydarzenia na ekranie i czego są przyczyną, za to dostałem kilkuminutowe wykłady o jakości diamentów i kobietach gwałcących samochody (co absolutnie nic nie wnosi do fabuły).
(04-05-2014, 16:21)Mefisto napisał(a): No gorzej od Prometeusza nie można upaść ... do czasu sequela oczywiście 
Prometeusz 5-6/10 >>> Adwokat 1/10
Na Promka jaki by nie był durny i ile by nie zadawał pytań, na które ostatecznie nie daje odpowiedzi przynajmniej można popatrzeć i nie umrzeć w nudów.
04-05-2014, 16:44
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
(04-05-2014, 16:44)Juby napisał(a): Ale co chciał dobrze? Pieniędzy? Po co? Miał jakieś problemy finansowe? Był chciwy? Ale kto go wrobił? Czemu? Nie mam pojęcia co przedstawiają wydarzenia na ekranie i czego są przyczyną
Zupełnie jakbyś trafił na przypadkowy odcinek Klanu i próbował zrozumieć o co chodzi
04-05-2014, 16:52
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,241
Liczba wątków: 67
(04-05-2014, 16:44)Juby napisał(a): Na Promka jaki by nie był durny i ile by nie zadawał pytań, na które ostatecznie nie daje odpowiedzi przynajmniej można popatrzeć i nie umrzeć w nudów.
Za to można się pociąć, taka to tragedia  Wolę jednak mimo wszystko bardziej ambitną gadaninę, która - jakkolwiek by na to nie patrzeć - ma sens.
04-05-2014, 17:06
Stały bywalec
Liczba postów: 9,121
Liczba wątków: 44
Mierzwiak wyjdź z tematu i nie tykaj tego filmu nigdy nawet kijem przez szmatę.
Taka rada gdyby cię korciło sprawdzić, czy naprawdę jest takie złe.
04-05-2014, 17:10
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-05-2014, 17:12 przez Juby.)
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
Nie mam najmniejszego zamiaru, dzięki za ostrzeżenie :]
04-05-2014, 17:13
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,241
Liczba wątków: 67
A moim zdaniem Mierzwiak sam powinien się przekonać o jakości tego filmu - zważywszy na to, że Juby nie ogarnia prostego Haywire, to trudno przejąć mi się powyższą "jedynką" (przy aż 6 oczkach dla Prometeusza - does not compute at all, at fucking all). Najwyżej wyłączy po 20 minutach i tyle
04-05-2014, 17:24
Stały bywalec
Liczba postów: 9,121
Liczba wątków: 44
Ogarniam Haywire!! To co zarzucałem filmowi w temacie o nim, nie znaczyło że czegoś w nim nie zrozumiałem.
04-05-2014, 20:28
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,241
Liczba wątków: 67
Oddychaj głęboko
04-05-2014, 20:48
Stały bywalec
Liczba postów: 8,490
Liczba wątków: 40
Cytat:Z fabuły zrozumiałem mniej więcej tyle: Fassbender jest adwokatem, jego klientem jest Bardem, a dziewczyną>narzeczoną>żoną Cruz. Bardem i Fassbender mają robić coś nielegalnego (Pitt odradza to Fassbenderowi) i ma racje bo big deal nie wychodzi. Za to kartel ich wszystkich zabija. Diaz jest dziewczyną Bardema ale to ona za tym wszystkim stoi i ona zbiera profit, gdy reszta ginie.
Mam kilka pytań. Kim jest postać grana przez Diaz? Dla kogo pracuje? Czy dla kogoś pracuje? Czemu to robi? Kim są w ogóle postacie w tym filmie poza tytułowym adwokatem? Jak się nazywają? Np. Kim był meksykaniec, z którym Fassbender gadał przez telefon? KRÓTKO - O CO W TYM W OGÓLE CHODZIŁO? Miałem się przejmować czyimś losem? Komuś kibicować? Chciałbym zrozumieć co ta historia przedstawiała.
No to dość ciekawe, bo w pierwszym akapicie sensownie tłumaczysz film, a w drugim zadajesz pierdyliard średnio mądrych pytań.
"Czemu to robi?" - Pomyślmy... może... dla pieniędzy? Władzy?
Tatuaże na wzór geparda, dwa gepardy jako domowe zwierzątka, make up przypominający drapieżnika, pomijając, że swoją filozofię przedstawiła dość jasno.
Była z Bardemem bo jej się to opłacało, ale teraz jej ambicje sięgają wyżej?
"Kim był meksykaniec z którym Fassbender gadał przez telefon?" - A kim był człowiek który jechał na rowerze w 37 minucie filmu na trzecim planie?
Gość z którym gadał Fassbender był szefem kartelu, kimś wysoko w mafijnej hierarchi.
Jego imię czy to kim DOKŁADNIE był (nie wiem, chciałeś jego historię czy co?) jest kompletnie nieistotne dla fabuły.
Kartel wykraczał daleko poza możliwości głównego bohatera i dlatego jest pokazany tak tajemniczo. Mi się to podobało.
Cytat:KRÓTKO - O CO W TYM W OGÓLE CHODZIŁO? Miałem się przejmować czyimś losem? Komuś kibicować? Chciałbym zrozumieć co ta historia przedstawiała.
Tytułowy adwokat staje się zbyt chciwy i zawiera ryzykowną transakcję. Przez cały film czuć rosnące zagrożenie aż do mocnego finału.
Nie zawsze trzeba komuś "kibicować". W końcu filmy z antybohaterami też potrafią być interesujące. Czy w "Wilku z Wall Street" trzeba było kibicować Jordanowi Belfortowi? Nie.
Sama historia to dobrze poprowadzony thriller z wyraźnym poczuciem zagrożenia, czymś czego tak często brakuje w filmach (ah, te happy endy).
Ja osobiście przejąłem się śmiercią pewnej osoby i rozmową Fassbendera z szefem kartelu.
Cytat:Jak uznano, że on i Bardem i Pitt mieli związek z ucięciem głowy motocyklisty i zniknięciem towaru? Co to za kartel i czyj był towar w cysternie? Kim była Diaz? Po co zrobiła to co zrobiła? Pracowała dla kogoś? To nie jakieś pytanie odnośnie nie zrozumienia wątku, tylko totalnie nieczytelna fabuła rozciągnięta na 2 godziny bełkotliwymi dialogami.
To było wyjaśnione w filmie, jak Ty go oglądałeś. Motocyklista który ukradł towar mafii był gościem którego chwilę wcześniej Fassbender wyciągał z więzienia. Synem babki którą dobrze znał. Skojarzenie nasuwało się samo a jak mówił Brad Pitt, kartel nie wierzy w nieszczęśliwe przypadki... bo wcale nie musi.
Po co Diaz zrobiła to co zrobiła... Też było wyjaśnione.
Jak niczego z tego filmu nie zrozumiałeś to Ci współczuję.
Btw to jestem pełen podziwu dla tych wszystkich fachowców którzy tak doskonale tłumaczą czemu McCarthy jest złym scenarzystą i jak bardzo zły scenariusz napisał. I ile błędów z podręcznika "jak napisać dobry scenariusz - dla początkujących" popełnił.
Na koniec perełka czyli:
Cytat:Prometeusz 5-6/10 >>> Adwokat 1/10
Czyli Lindelof i uciekanie przed mazią, zombie, mutantem, potem kałamarnicą która połyka Pudziana (stwórcę ludzkości) a potem wychodzi z niej słynny Obcy, przeplatane dyskusjami o sensie życia, udające film filozoficzny, kończący się wyprawą na planetę pudzianów z głową androida w torbie w celu odpowiedzi na pytanie o sensie istnienia... jest 6x lepszy od thrillera Cormaca McCarthy'ego.
(pominąłem takie kwiatki jak znawca map mający trójwymiarowy hologram jaskini który gubi się w prostym tunelu, czy biolog który ucieka przed zwłokami Obcego po które leciał dwa lata by potem dotykać olbrzymiej kobry... no i to że na olbrzymiej planecie przypadkowo wylądowali przed wejściem do świątyni... itd itd, szkoda wymieniać)
05-05-2014, 17:00
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-05-2014, 17:10 przez Capt. Nascimento.)
Stały bywalec
Liczba postów: 9,121
Liczba wątków: 44
Chciałem ci odpisać zadając kolejne pytania. Np. Czemu Fassbender chciał pieniędzy? Władzy? Jakie jest tło tej postaci? Skoro ten maksykaniec był kimś z kartelu to skąd adwokat miał do niego numer i w jakim konkretnie celu do niego dzwonił?
Ale nie chce mi się zasypywać was gradem pytań, na które i tak nie otrzymam odpowiedzi. Zamiast tego podkreślę - mimo ładnych zdjęć i świetnej obsady ten film to MĘCZARNIA! Oglądałem go na dwa razy i ciągnął się w nieskończoność, a podczas seansu, kiedy wskakiwała KOLEJNA scena monologu dwóch osób z cyklu "pierdolenie o szopenie" (np. niekończąca się rozmowa telefoniczna adwokata z meksykańcem) chciałem zrobić coś takiego:
Z 70 ocenionych przeze mnie filmów 2013 roku (wg moje konta filmweb) ten wspominam najgorzej! Wolę nawet remake Carrie i Straszny film 5!! Więcej do tego nie chcę wracać. Możecie na tego posta nie odpisywać, bo nie mam zamiaru tracić więcej czasu nawet na myślenie o tym czymś.
EDIT:
(05-05-2014, 17:00)Capt. Nascimento napisał(a): "Kim był meksykaniec z którym Fassbender gadał przez telefon?" - A kim był człowiek który jechał na rowerze w 37 minucie filmu na trzecim planie?
Serio? Postać, która dobre kilka minut rozmawia z głównym bohaterem porównujesz do trzeciego planu?
(05-05-2014, 17:00)Capt. Nascimento napisał(a): To było wyjaśnione w filmie, jak Ty go oglądałeś. Motocyklista który ukradł towar mafii był gościem którego chwilę wcześniej Fassbender wyciągał z więzienia. Synem babki którą dobrze znał. Skojarzenie nasuwało się samo a jak mówił Brad Pitt, kartel nie wierzy w nieszczęśliwe przypadki... bo wcale nie musi.
To zrozumiałem. Nie wiem tylko w jaki sposób doszli od Fassbendera (którego mogli przez ten przypadek powiązać z motocyklistą i zniknięciem towaru) do jednego z jego klientów (Bardem) i jakiegoś znajomego (Pitt), kim on w ogóle dla adwokata był? Właśnie, kim w ogóle był Pitt? I jak Fassbender chciał się wzbogacić? Co to za deal, który razem z Bardemem robili?
(05-05-2014, 17:00)Capt. Nascimento napisał(a): Po co Diaz zrobiła to co zrobiła... Też było wyjaśnione.
Dla jego komputera? Dla kasy Pitta? Pitta, którego nigdy wcześniej w filmie nie spotkała i nie wiadomo jaki miała z nim związek?
(05-05-2014, 17:00)Capt. Nascimento napisał(a): Czyli Lindelof i uciekanie przed mazią, zombie, mutantem, potem kałamarnicą która połyka Pudziana (stwórcę ludzkości) a potem wychodzi z niej słynny Obcy, przeplatane dyskusjami o sensie życia, udające film filozoficzny, kończący się wyprawą na planetę pudzianów z głową androida w torbie w celu odpowiedzi na pytanie o sensie istnienia... jest 6x lepszy od thrillera Cormaca McCarthy'ego.
Gdybym się bawił w ocenianie procentowe, to w takiej skali dałbym Adwokatowi jakieś 2-3%, Prometeuszowi przynajmniej 50%. Czyli jest lepszy ze 20 razy!
05-05-2014, 17:18
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-05-2014, 17:33 przez Juby.)
Stały bywalec
Liczba postów: 8,490
Liczba wątków: 40
Cytat:Oglądałem go na dwa razy i ciągnął się w nieskończoność, a podczas seansu, kiedy wskakiwała KOLEJNA scena monologu dwóch osób z cyklu "pierdolenie o szopenie" (np. niekończąca się rozmowa telefoniczna adwokata z meksykańcem) chciałem zrobić coś takiego:
Ta scena poniekąd jest sednem filmu. Podkreślała kompletną bezsilność głównego bohatera wobec okrutnego losu jaki go spotkał.
Prosił, próbował negocjować, wił się z płaczu ale zwyczajnie nie był w stanie namówić meksykańca na darowanie życia Penelope i w czasie dialogu to do niego docierało. Że jest już po nim i może to jedynie zaakceptować.
Cytat:Serio? Postać, która dobre kilka minut rozmawia z głównym bohaterem porównujesz do trzeciego planu?
Tak bo jej dokładna tożsamość ma takie samo znaczenie jak statysta z trzeciego, czwartego czy piątego planu.
Dla postaci Fassbendera jest on po prostu kimś wysoko w hierarchii kartelu, nie wie o nim nic więcej i się nie dowie. Szczytem jego możliwości było wynegocjowanie dwóch minut rozmowy, bo przecież mafiozo był bardzo zajęty piciem kawy.
Główny bohater niewiele wiedział o kartelu i tyle samo wie widz. Zdecydowanie kupuję taki sposób narracji.
Cytat:To zrozumiałem. Nie wiem tylko w jaki sposób doszli od Fassbendera (którego mogli przez ten przypadek powiązać z motocyklistą i zniknięciem towaru) do jednego z jego klientów (Bardem) i jakiegoś znajomego (Pitt), kim on w ogóle dla adwokata był? Właśnie, kim w ogóle był Pitt? I jak Fassbender chciał się wzbogacić? Co to za deal, który razem z Bardemem robili?
Cytat:Dla jego komputera? Dla kasy Pitta? Pitta, którego nigdy wcześniej w filmie nie spotkała i nie wiadomo jaki miała z nim związek?
Cytat:Czemu Fassbender chciał pieniędzy?
Wszystko było wyjaśnione w filmie. Po kolei.
Fassbender jest prawnikiem Bardema. Bardem ma przeprowadzić poważną wymianę między kartelem a bogatym klientem - towarem jest olbrzymia ilość kokainy (rozmowa kartelu z Deanem Norrisem - policjantem z Breaking Bad, który gra tu epizod właśnie klienta kartelu). Odpowiada za przemycenie towaru.
Fassbender kuszony opowieścią Bruna Ganza (jubilera) o diamentach i stylem życia jaki prowadzi Bardem przystępuje z nim do tego interesu.
By the way to opowieść jubilera o rodzajach diamentów, w tym tych najrzadszych i najdroższych na świecie, nie była dla mnie nudna.
I była dość oczywistym symbolem, gdy Fassbender szukał właśnie pierścienia dla Penelope, a jubiler opowiadał o diamentach na które stać jedynie nielicznych.
Pitt jest kumplem i wspólnikiem Bardema, razem z Malkiną dobrze się znają (o tym mówił Pitt w rozmowie z Fassbenderem). Było coś nawet o tym że lubili się dzielić kobietami, w tym też Malkiną.
Po prostu Fassbender poprosił go o rozmowę, kilka porad i wprowadzenie do biznesu.
Transfer kokainy jest dodatkowo zabezpieczony - oprócz ciężarówki z kokainą jest jeszcze ten "komputer" który wiózł motocyklista, pracujący dla Bardema i Fassbendera. Nie pamiętam już co to dokładnie było (oglądałem dawno temu i nie pamiętam każdego szczegółu), chyba nadajnik pokazujący miejsce w którym ukryta jest ciężarówka, albo coś w stylu klucza do magazynu/ciężarówki.
W każdym razie motocyklista zostaje zabity przez gościa pracującego dla Malkiny podczas przewozu tego właśnie komputerka - Malkina zgarnia towar a motocyklista znika. Mając komputerek ludzie Malkiny przejmują ciężarówkę z kokainą.
Towar znikł, motocyklista pracował dla Bardema i Fassbendera, w dodatku dopiero co wyszedł z więzienia... a wyciągnął go z niego Fassbender. Pitt jest bliskim kumplem i wspólnikiem Bardema.
Kartel postanawia odzyskać towar, a Pitta Bardema i Fassbendera którzy odpowiadali za transport kokainy i zawiedli - pozbyć się.
Jak powiedział Pitt "oczywiście z ich punktu widzenia możliwy jest strasznie pechowy zbieg okoliczności - ale oni w zbieg okoliczności nie wierzą i wcale nie muszą" (tak z pamięci - powiedział mniej więcej coś w tym stylu).
Klient się niecierpliwi, kartel wydaje wyrok na Pitta, Fassbendera i Bardema (tego ostatniego próbują porwać, ale ginie w czasie pościgu), Malkina odzyskuje dla nich towar i dostarcza go ich klientom, przejmując całą kasę tylko dla siebie.
Dla kartelu wszystko się zgadza - odpowiedzialni za zniknięcie towaru zginęli, Malkina pomaga im go odzyskać a jest na tyle przekonywująca i sprytna, że znajduje się poza kręgiem podejrzeń... albo ma wystarczająco duże plecy.
Do motywacji Malkiny, tych gepardów, aluzji do bycia drapieżnikiem, który żeruje na słabszych można dodać rozmowę Fassbendera z Bardemem i potem z Pittem. Wyraźnie tam było powiedziane że Bardem żyje ponad swój stan i nie stać go na spełnianie zachcianek Malkiny.
No to ona przejęła interes, wykończyła Bardema - znajdzie sobie silniejszego samca.
Ona jest kimś trochę jak Anton Chigurgh w "No country for old men" (jak zapewne wszyscy wiedzą też McCarthy).
Oczywiście ma inne motywacje, ale również jest absolutnym antagonistą, kimś w zupełności złym, kto w dodatku wygrywa przez cały film. To jest coś ciekawego, oprócz wyżej wymienionego filmu, Adwokata i Człowieka zwanego ciszą nie przypominam sobie innego takiego filmu.
Moje zdanie jest takie, że to świetnie napisana postać, tylko gdyby zamienić Diaz na Charlize Theron albo Lenę Headey to mogłaby być równie dobra co Chigurgh w filmie Coenów.
Cytat:Skoro ten maksykaniec był kimś z kartelu to skąd adwokat miał do niego numer i w jakim konkretnie celu do niego dzwonił?
Najwyraźniej spałeś na tym filmie. Albo sobie przewijałeś. Jak mogło Ci umknąć 90% dialogów? Adwokat miał swoje kontakty, znał kogoś kto należy do kartelu (nawet z nim rozmawiał o całej sprawie) i ten ktoś załatwił mu rozmowę z kimś znacznie wyżej w kartelowej hierarchii kto zdecydował o wyroku na nim i Penelope.
Czemu dzwonił? Kartel własnie porwał Penelope i Fassbender chciał go ubłagać, by zabili jego ale Penelope oszczędzili. Że przestanie uciekać i sam wyda w ich łapy byle darowali jej życie.
Cytat:Gdybym się bawił w ocenianie procentowe, to w takiej skali dałbym Adwokatowi jakieś 2-3%, Prometeuszowi przynajmniej 50%. Czyli jest lepszy ze 20 razy!
No cóż. Ja byłem przygotowany, że Prometeusz będzie słaby, a i tak zmiażdżył mnie swoją głupotą.
Bylem też przygotowany, że Adwokat będzie gniotem, a okazał się dobrym filmem!
Scenariusz na który wiele osób tak narzeka, ma sens, początek i koniec. W dodatku jest niehollywoodzki i bez śladu happy endu.
Oczywiście niektórzy będą marudzić "łojezu ile dialogów, gdzie wybuchy" nawet gdy napięcie rośnie przez cały film i jest kilka scen akcji.
Albo będą zrzędzić że nie podoba im się oryginalna narracja, w której nie znamy imienia głównego bohatera, a nasza wiedza jest ograniczona do tego co wie główny bohater.
05-05-2014, 20:13
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-05-2014, 20:25 przez Capt. Nascimento.)
Stały bywalec
Liczba postów: 5,651
Liczba wątków: 9
Mnie za to coraz bardziej podoba się ten film, gdy tak sobie o nim myślę i czytam powyższą dyskusję. Zajebisty fatalistyczny klimat, któremu wszystko jest podporządkowane. I nic więcej niż to, co powiedziane jest w filmie wiedzieć nie trzeba, bo więcej wiadomych mogłoby jedynie zabić tą atmosferę nadciągającej katastrofy, którą wszyscy przeczuwają, ale o której trudno coś rzec. Widz jest zagubiony, tak jak bohater i te właśnie niedopowiedzenia budują film Scotta.
Ale w ogóle nie dziwię się, że Juby tak po Adwokacie jedzie.
05-05-2014, 20:34
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,529
Liczba wątków: 374
Ja mam ciągle w głowie jedną postać - tego ranionego w nogę typa z kartelu, co na międzystanowej rozwalił kierowców tira. I potem całe stany przejechał aż do Chicago z koksem na pace. Normalnie Termiantor 6 Narcos Edition (mówię to jako pochlebstwo, a nie beka).
05-05-2014, 21:03
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-05-2014, 21:04 przez Mental.)
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,529
Liczba wątków: 374
simek napisał(a):Counselor to jeden z tych filmów, które po prostu lepiej się ogląda jeśli nie jesteś zaskoczony i zdezorientowany praktycznie każdą kolejną sceną
Dokładnie. Jakiś czas temu na fali fabuł i dokumentów o narcos ponownie zasiadłem do "Adwokata" i tym razem wszystko zagrało. Szczególnie udzielił mi się niepokój podkreślany co rusz przez sugestywny motyw muzyczny Daniela Pembertona "A Warning". Przewaga w postaci wiedzy, czym ten film jest i jak został pomyślany, rzeczywiście pozwala cieszyć się oglądaniem. Mogę polecić.
28-10-2014, 18:37
Banned
Liczba postów: 3,333
Liczba wątków: 35
W zasadzie to adwokat byłby na prawdę spoko gdyby nie rozwleczone sceny pogaduszek i nierealistycznie przekombinowana intryga. Reszta zawartości mi się podoba, senny klimat, motywy kartelowe, fabuła - jak najbardziej ok.
28-10-2014, 19:49
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-10-2014, 19:52 przez vast.)
悟
Liczba postów: 11,556
Liczba wątków: 37
[Szachista Mode On] Intryga nie była nierealistycznie przekombinowana. Musiała trochę być przekombinowana, żeby kartel nie doszedł po śladach do Diaz. [/Off]
A sam "Adwokat" w pytkę. Idealnie odwzorowuje absurdalne wręcz wymiary poziomu zagrożenia ze strony karteli. Widziałem wersję kinową, ale już ostrzę sobie zębiska na reżyserską.
Póki co 8/10 i wyśmiewam krytykę tego zacnego filmu na całą mordę.
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
-- Laozi
09-07-2015, 01:53
Miss Avatara 2016
Liczba postów: 18,423
Liczba wątków: 5
Prawie rok minął od ostatniej odpowiedzi w tym wątku, no ale ja wtedy tylko czytałem forum, więc może nie dostanę bana za odkopywanie takich starych tematów.
Kilka dni temu zapodałem sobie "Adwokata" i ocena bez zmian. Zdecydowanie najlepszy film Scotta od czasu, no chyba "Gladiatora".
To jednak dziwny człowiek, który potrafi w odstępie roku zrobić coś tak koszmarnego jak "Prometeusz" i coś tak dobrego jak "Adwokat".
Ocena w sumie to chyba nawet 9/10 i pewnie nawet byłaby dycha gdyby nie Fassbender, który jakoś miałko wypadł w tym filmie. Plus Penelopa, dla mnie aktorka jednej roli i jednej miny, choć trzeba przyznać że tutaj wiele do grania nie miała, bo to tylko taki punkt zaczepienia w fabule.
Sama historia naprawdę świetna. Nie bardzo rozumiem zarzuty, że jest niezrozumiała. No owszem, nie ma tu jakichś ekspozycji do kamery co się właśnie stało, ale pogubić się w tej historii naprawdę trudno. Lubię takie historyjki bez zbędnego zadęcia i moralizatorstwa (poza tą lekko słabą rozmową telefoniczną Fassbendera i narkotykowego bossa).
Klimacik znakomity, może nie aż tak namacalny jak w "No country for old men", ale naprawdę czuć jakby się tam było.
Po trailerach to się trochę bałem, że Bardem przeszarżuje, a Cameron Diaz to też nie moja bajka, ale dali radę. No i Brad Pitt dał radę, ale on zawsze daje
Scena seksu z Ferrari też wydawała mi się przegięciem, jak o niej wyczytałem przed pójściem do kina, ale całość jest tak groteskowo-odpychająca, że aż fajna.
No i nie wiem jak na tym filmie można się nudzić. Dla mnie zleciał jak z bicza strzelił, zresztą jakby był ze 20 minut dłuższy to byłby jeszcze lepszy.
Dialogi naprawdę klasa, a już dialog Westraya z Adwokatem to sam miód:
Westray: Well, I'm perfectly willing to believe you had nothing to do with this but I'm not the party you have to convince.
Counselor: Convince of what, for Christ sake?
Westray: That this is some sort of coincidence. Because they don't really believe in coincidences. They've heard of them. They've just never seen one.
Szkoda, że Ridley tak rzadko trafia ostatnio na dobre scenariusze.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
29-06-2016, 22:49
.
Liczba postów: 27,646
Liczba wątków: 61
Dopiero niedawno zaopatrzyłem się w wydanie 2BD i miałem chwilę na powtórkę i zapoznania się z dodatkami, które są w dosyć dziwnej formie, bo mamy do wyboru tylko trzy i pół godzinny montaż całego filmu z komentarzem Ridleya poprzeplatany materiałami z planu, wywiadami; niby fajnie się to oglądało, ale nie rozumiem czemu nie mogli zrobić osobno komentarza i osobno filmiki z planu, które trwają wszystkie koło godziny. Sama treść dodatków bardzo spoko, szkoda tylko, że jak zwykle najwięcej czasu na opowiadanie jak to fajnie było dostaje jakaś scenografka, a naprawdę mający coś ciekawego do powiedzenia McCarthy najmniej, nie ma też wypowiedzi Pitta. W każdym razie najbardziej rozwaliło mnie info, że Ridley chciał się upewnić, czy możliwa jest damska masturbacja o szybę samochodu i wynajął akrobatkę, żeby wpadła do studia i zademonstrowała (są foty nawet), szybciutko wszyscy się zgodzili, że się da i to możliwe  Oprócz tego zdziwiło mnie to, że Cormac McCarthy był na planie każdego dnia, nawet aktorzy się dziwili, bo myśleli, że wpadnie tylko w odwiedziny na jedno popołudnie, a ten angażował się w produkcję, tłumaczył scenariusz - na dobrą sprawę to po części w McCarhtym upatruję czynnika, który sprawił, że będący zupełnie bez formy reżyser dowalił takim świetnym filmem. Scenariusz Cormaca+świetni aktorzy nie odwalający chałtury, to przepis na sukces Counselora, Scott musiał tylko tego nie spierdolić i poskładać wszystko ładnie do kupy.
Co do samego filmu, to miłość utwierdzona - uwielbiam tę historię, postaci, te krajobrazy, te dialogi, powagę delikatnie przeplataną absurdalnym humorem, tempo w jakim cała fabuła się rozkręca, tę siekierę wiszącą nad bohaterami, która już za chwilkę spadnie. Dla mnie mistrzostwo w dozowaniu emocji i nakręcania atmosfery niepewności. Kocham każdą linijkę dialogu Westraya (Brad Pitt), a chyba najbardziej moment w którym nie może powstrzymać śmiechu gdy Counselor pyta czy powinien zadzwonić do matki motocyklisty powiedzieć jej o śmierci syna - równocześnie jest mi go szkoda, ale sam zareagowałbym śmiechem wobec jego naiwności. Zostaje 9/10, przy czym nie jestem przekonany czy wersja reżyserska jest lepsza - jak ktoś chce poprzebywać dłużej w tym świecie, to bardzo proszę, ma możliwość, ale na pierwszy raz polecam kinówkę.
28-07-2017, 10:32
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-07-2017, 10:45 przez simek.)
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,529
Liczba wątków: 374
simek napisał(a):Kocham każdą linijkę dialogu
Kilka dni temu odświeżyłem sobie ten unikalny film i muszę powiedzieć, że wysiadam emocjonalnie na jednej scenie - w Meksyku, w zapuszczonej knajpie, jak pan adwokat, zionący wódą, budzi się przy ladzie i nawiązuje rozmowę z barmanem. Ma już wyjść, ale wtedy rozlegają się syreny policyjne i słychać helikopter. Barman go ostrzega:
Na zewnątrz jest bardzo niebezpiecznie. Jak kogoś zobaczą na ulicy, najpierw strzelają, a potem zapalają światła, żeby sprawdzić, czy trafili.
Adwokat:
Czemu to robią?
Barman:
Chcą pokazać, że śmierć nie ma dla nich znaczenia.
Adwokat:
Wierzysz w to?
Barman:
Nie. Oczywiście, że nie. Zamordowali całą moją rodzinę. Ja jestem tym, który nie ma znaczenia.
Sposób, w jaki koleś wypowiada te słowa ("I'm the one who has no meaning"), daje do zrozumienia, że tu nie będzie pierdolenia się z widzem. To jest moment przełomowy, gdy resztki optymizmu ulatują i zostaje tylko czarna rozpacz. Wyraz twarzy Fassbendera, oświetlenie lokalu, kapitalny motyw muzyczny zwiastujący kres wszystkiego - Ridley Scott w najwyższej formie artystycznej. Brak słów w ludzkiej mowie, by opisać nastrój towarzyszący tej okrutnej scenie.
11-01-2019, 20:14
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-01-2019, 20:23 przez Mental.)
|